Nie mam zbyt dobrej relacji z córką. Odwiedzam ją bardzo rzadko. Siedzę dziesięć minut, piję kawę i wychodzę. Widzę, że zięciowi nie podoba się, kiedy przychodzę do nich. On, demonstracyjnie zamykając drzwi z hukiem, idzie na balkon i siedzi tam aż nie wyjdę. Wychowałem córkę sam, poza nią nie mam nikogo. Jej mama zmarła bardzo młodo. Nie mogę zrozumieć stosunku zięcia do mnie, nic złego mu nie zrobiłem. Nie daję im prezentów czy domowych zbiorów z moich upraw, bo i tak je wyrzuca. Przyzwyczaiłem się do tego. Teraz odwiedzam ich tylko dla wnuka. On na mnie czeka i bardzo się cieszy z mojego przyjścia. A zięć ostatnio przestał nawet się witać.
Nie wiem też czemu córka nie wstawi się za mną. Nigdy nie dawałem jej złych rad, zawsze uczyłem, że trzeba szanować męża. Nie chcę, żeby kłóciła się z mężem przez mnie, ale mogłaby powiedzieć choć słowo. W ogóle nie wtrącam się w ich rodzinę. Córka jest mężatką już cztery lata. Trzy lata temu urodził im się syn Staszek. Staszek często choruje i córka musiała rzucić pracę. Mieszkają w mieszkaniu zięcia, które odziedziczył po swoim dziadku. Przed ślubem chodzili ze sobą kilka miesięcy. Pewnego wieczoru przyszła moja córka i mówi:
– Tato, wychodzę za mąż.
Bardzo się ucieszyłem, myślałem, że poznam jej wybranka, porozmawiamy. Okazało się, że nie ma zamiaru do nas przychodzić, poznaliśmy się dopiero na weselu.
Już wtedy zaniepokoiłem się, że oddaję swoją jedyną córkę nie wiedząc komu. Tydzień po ślubie przyszła po swoje rzeczy, a torba okazała się ciężka. Zięć musiał wejść i jej pomóc, piliśmy herbatę w ciszy. On siedział w swoim telefonie, nawet nie powiedział słowa. Pomyślałem, że jest nieśmiały. Okazuje się, że nie, po prostu nie chciał rozmawiać. Wszystkie moje próby znalezienia wspólnego języka nie przyniosły żadnego efektu. Zapraszałem go na mecz, na ryby, ale wszystko było na próżno.
Myślałem, że po narodzinach wnuka relacje się poprawią, ale nie, teraz jest jeszcze gorzej. Staram się, ale wszystko jest na próżno. On również jest ojcem i również może znaleźć się na moim miejscu. Dusza mnie boli, ale on nie rozumie, że poza moją córką nie mam nikogo innego.







