Ta jedna impreza karnawałowa, której nie zapomnę

Kiedy chodziłam to szkoły, to coraz modniejsze stawały się imprezy szkolne. Wydarzenia te zwykle odbywały się najczęściej przed świętami lub zaraz po nowym roku albo w terminie jakiś mniejszych świąt typu “dzień kobiet”. 

Z jakiegoś powodu moje „wystąpenie” w trakcie mojej pierwszej „choinki”  zostało zapamiętana bardziej niż inne, podobne wydarzenia oraz atrakcje, które im towarzyszyło. 

Wyrastałam na bardzo niezależną dziewczynę. Mimo tego, że rodzice pracowali od rana do późnego wieczora, to okazywali mi dużo troski i uwagi. W czasach szkolnych byłam bardzo aktywna i chodziłam na wszelkiego rodzaju kółka zainteresowań i sekcje sportowe. Miałam tak dużo zajęć, że czasami nie miałam nawet czasu odpocząć. 

Rodzice nie mieli czasu, aby chodzić ze mną na różne imprezy organizowane przez przedszkole czy szkołę typu “choinka” czy “mikołajki”. Pojawiali się w szkole na początku września, potem na zebraniach i w trakcie zakończenia roku szkolnego na spotkaniu podsumowującym – na częstsze przychodzenie do szkoły nie mieli po prostu czasu.

Mając tak napięty grafik związany z zajęciami pozaszkolnymi udało mi się jednak znaleźć towarzysza swojej niedoli. Najbliższą moją przyjaciółką była sąsiadka z ławki o imieniu Natalia. Mieszkała z babcią i to pod jej opieką była, ponieważ rodzice nieustannie jeździli po wielkich budowach rozmieszczonych po całym kraju, a córkę widywali tylko przez jakieś dwa tygodnie w roku. Babcia widywała wnuczkę więc znacznie wcześniej, ale pracowała wówczas jeszcze jako portierka w biurze jednej z fabryk, więc bywało, że nie było jej całymi dniami. 

Ani moi rodzice, ani babcia Natalii nie mogli przyjść na wyprawianą tego dnia “choinkę”, która miała być dla nas młodych taką zapowiedzią tego, jak można spędzać karnawał. Pakowali nam kostiumy do worków i wierzyli, że same sobie poradzimy i przebierzemy się w nie, nie uszkadzając niczego po drodze.

Natalia zapomniała czegoś tego dnia z domu i wiedziała, że musi po to wrócić. Nie chciała jednak nosić stroju ciągle ze sobą, więc na chwilę zawiesiła torbę ze strojem na gałęzi drzewa i pobiegła do domu. Kiedy wróciła znalazła resztki swojego stroju, poszarpane przez psy z  pobliskiego podwórka. Natalia wówczas nie była szczególnie zdenerwowana i jako sześcioletnie dziecko podeszła do tego problemu nieco filozoficznie. Gdy przyszła do szkoły, zgłosiła się na ochotniczkę w pomaganiu mi w ubraniu tej skomplikowanej sukienki z płatkami śniegu, która uszyła dla mnie mama. 

Mama trochę się pomyliła, jeśli chodzi o wymiary i tiul nie mieścił mi się pod spódnicą, ale w końcu udało się go upchnąć tak, że leżał świetnie. Białe trampki trochę nie pasowały do sukni, więc Natali zaproponowała mi, żebym ubrała jej cudowne, futrzane buty. Tego dnia ubrała dwa inne, ale mnie to nie przeszkadzało. Na głowę włożyłyśmy koronę zrobioną przez tatę – trzeba przyznać, że to było naprawdę imponujące rękodzieło. 

Już prawie skończyłyśmy, gdy do sali weszła dwa lata starsza od nas dziewczyna, która patrząc na mnie podniósł kciuk do góry:

– Kiedy Cię zobaczą, to wszyscy dniemieją z wrażenia! Natalko, a Ty się nie przebierasz?

Natalia machnęła ręką:

– Ciuchy mi się podarły…

– Jak chcesz, to Ci dam swój strój. Mam pelerynę – jeża i spodnie, białą marynarkę. To co, chcesz? Jutro rano mi oddasz.

– Oczywiście, że chcę!

Oliwia gdzieś na chwilę poszła, ale już po kilku minutach wrócił ze strojem. Natalia szybko ubrała się w zmięty kostium, z którego wystawały kartonowe kolce. Niektóre były oczywiście już zepsute i wgniecione, ale wcale jej to nie przeszkadzało – najważniejsze, że miała kostium karnawałowy!

Wraz z Natalią weszłyśmy na salę, gdzie króliczki, księżniczki i inne postacie z bajek czekały już na rozpoczęcie imprezy. Przy nich stali ich ojcowie, matki lub babcie i wykonywały ostatnie poprawki.

Kiedy tak weszłyśmy – Natalia w przebraniu jeża potykająca się o za długą marynarkę i ja z wylewającym się tiulem spod spódnicy i koroną, która nachodziła mi na pół twarzy z dwoma innymi butami, to nasza nauczycielka aż złapała się za głowę i powiedziała:

– Kasia, Natalia, gdzie są Wasi rodzice? Co Wy macie na sobie? Nie mogę na coś takiego pozwolić, przecież wy sobie krzywdę zrobicie!

Wpatrywałyśmy się ze zdziwieniem w nauczycielkę i nie zdawałyśmy sobie sprawy, w czym jest problem? Naprawdę starałyśmy się wyglądać pięknie, a z jakiegoś powodu nasze wysiłki nie zostały docenione.

Mimo tego jako pierwsze otrzymałyśmy najfajniejsze prezenty – misie i zestawy ołówków.

Koledzy i koleżanki z klasy i koleżanki patrzyli na nas z zazdrością, a niektórzy nie mogli znieść tego, że mimo ich idealnych strojów to nasze starania okazały się zwycięskie.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 − dwa =

Ta jedna impreza karnawałowa, której nie zapomnę