Pomogę córce i wnuczkom, ale zięć niech sam sobie radzi!

– Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak oni będą żyć – mówi Małgorzata – zalegają miesiąc z kredytem, a do tego dochodzą jeszcze rachunki za media. Nie mam dużo pieniędzy, żebym mogła im więcej pomóc. Płacę za naukę najmłodszej córki na uniwersytecie, a wiemy, ile stypendia dostają studenci. Ostatnie pieniądze oddaję córce i wnukom, ale od zięcia robi mi się niedobrze.

Niedawno najstarsza córka Małgorzaty skończyła trzydzieści cztery lata, od ponad dziewięciu lat mieszka z mężem Markiem. Córka Zosia i jej mąż dorastali w tym samym mieście, zaczęli się spotykać po ukończeniu studiów, a następnie wzięli ślub. Ich małe miasteczko znajduje się dwie godziny jazdy pociągiem od stolicy.

Małgorzata pracuje jako pielęgniarka na oddziale chorób zakaźnych. Od ponad roku, haruje w pocie czoła, ledwo może doczołgać się do domu, po czym zasypia wczesnym wieczorem. Zosia i jej mąż Marek od niedawna pracują w stolicy.

– Dostali dobrą pracę – mówi Małgosia – ale w naszym mieście nie można znaleźć normalnej pracy, a zarobki są dużo niższe. Mają dwójkę dzieci, a także kredyt na samochód do spłacenia, widać, że nie jest to dla nich łatwe. Wracają do domu dopiero po 20:00, potem jedzą kolację, biorą prysznic i idą spać. Dojeżdżają do pracy pociągiem, tak jest wygodniej, nie ma korków.

Zosia i jej mąż mają dwie córki bliźniaczki. Wnuczki niedawno skończyły siedem lat. Szwagierka pomagała córce i zięciowi, zawoziła wnuczki do przedszkola i odbierała je, zostawała z nimi, gdy były chore. Wszystko było w porządku, do momentu kiedy szwagierka poważnie się pochorowała.

Dodatkowo, tego lata teściowa mojej córki, złamała nogę – mówi Małgorzata – i to tak niefortunnie, że już miała dwie operacje. Teraz teściowa zaangażowała moją najstarszą córkę Zosię do opieki nad sobą, która oprócz dzieci, teraz musi się zajmować również matką męża.

– Co teraz zrobimy z córkami? – Kobieta była zmartwiona. – W tym roku idą do szkoły, a my mamy pracę daleko od domu.

– Na razie nie mogę rzucić pracy, żeby zająć się wnukami – wzdycha matka Małgosia – pracuję na zmiany.

Ale wszystko na szczęście ułożyło się samo. Ostatnio w pracy mojej córki sytuacja jest bardzo napięta. Dwie osoby z jej oddziału  miały  złożyć rezygnację na polecenie szefa, gdyż była redukcja etatów. A tak to działa w dzisiejszych czasach, że jeśli nie odejdziesz dobrowolnie, potraktują Cię źle.

Zosia złożyła rezygnację, ponieważ wiedziała, że od początku września nie będzie mogła tak daleko pracować. Zaczęła szukać pracy w naszym mieście, ale nie mogła tego zrobić szybko, bo pandemia sprawiła, że praca była na wagę złota. Mogła znaleźć jedynie pracę zmianową lub niskopłatną.

Matka poradziła córce, żeby zrobiła sobie przerwę, kiedy jej dzieci pójdą do szkoły, niech dostosuje ich harmonogram, a potem zacznie myśleć o zatrudnieniu. Na pomoc szwagierki nie było co liczyć, nawet gdyby udało się jej wyzdrowieć, trwałoby to ponad rok. Małgorzata powiedziała jej, żeby została w domu przez kilka miesięcy, a potem coś znajdzie.

Początkowo mąż wydawał się na to zgadzać. Oczywiście teraz jest jedynym żywicielem rodziny, będzie im ciężko, ale nie ma wyjścia.

Na początku października, Marek wrócił do domu wcześniej niż zwykle i powiedział Zosi, że napisał list o rezygnacją z pracy, który szefowie od razu podpisali.

– Dlaczego? Czy coś ci się stało? Jak będziemy teraz żyć? – Kobieta nie mogła nawet znaleźć słów, nie wiedziała o co zapytać swojego męża.

– Nie, nic mi nie jest, a w pracy było wszystko w porządku – odpowiedział jej mąż – jestem zmęczony, mam dość tych porannych pobudek. Mam dość gonienia do pracy przez całe życie.

– Co to znaczy, że jesteś zmęczony wczesnym wstawaniem! – mówi Zosia.

– Co będziemy jedli? Zostałam zwolniona i mamy w domu dwie pierwszoklasistki. Co zamierzasz teraz zrobić? Położyć się na sofie? Czym będziemy spłacać kredyt? Z czego będziemy żyć? Nie mamy żadnych oszczędności! A Ty rezygnujesz z pracy i nie chcesz szukać nowej!

Teściowa początkowo nic nie mówiła do zięcia, tylko patrzyła w milczeniu. Straciła nerwy, gdy jej córka przyszła pożyczyć pieniądze na przybory szkolne dla córek.

– Zadzwoniłam wtedy do Marka i zapytałem go, z czego będzie żył, czym nakarmisz swoją rodzinę?

– A Ty teściowa lepiej zapytaj o to swoją córkę! – Mark mi przerwał. – Ona mogła rzucić pracę, a ja byłem niewolnikiem?

– Mężczyzna się zaparł i oznajmił, że nie będzie sam pracował na rodzinę. Zosia została zwolniona, a on się obraził. Moja córka płakała, bo nie spodziewała się, że jej mąż zrobi taką „męską” rzecz. Teraz nie wiem, jak oni będą żyć? Zosia od razu zaczęła szukać pracy, wiedziała, że musi sobie jakoś radzić. Powiedziałam jej, że nakarmię ją i jej wnuczki, a jej mąż, skąpiec, niech sam sobie radzi!

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 3 =

Pomogę córce i wnuczkom, ale zięć niech sam sobie radzi!