Pani Paulina zawsze była zazdrosna, widząc szczęśliwe matki, które wydawały się otaczać ją wszędzie. Ona też chciała zostać jedną z nich, ale natura zawsze się temu sprzeciwiała.
Kobieta zdała sobie sprawę, że nie może zajść w ciążę w zwykły sposób i zdecydowała się na in vitro, jednak zarodek obumarł. Następnie powtórzyła procedurę siedemnaście razy.
Lekarze zaczęli namawiać kobietę, aby zostawiła wszystko bez zmian i adoptowała dziecko, wyjaśniając jej, że taka jest cecha jej ciała i są bezsilni.
Próbowali wyjaśnić kobiecie, że nie ma szans na zajście w ciążę, a najlepszą opcją jest adopcja dziecka. Ale Paulina nie chciała nikogo słuchać. Powtarzała lekarzom, aby po prostu wykonali swoją pracę. Na wszystkie próby kobieta wydała około 80 tysięcy złotych, a mimo to uśmiechnęło się do niej szczęście. W wieku 50 lat była w stanie zajść w ciążę. Kobieta była stale pod nadzorem lekarzy i codziennie martwiła się, czy płód rozwija się prawidłowo.
„W 37 tygodniu ciąży lekarze zdecydowali się na cesarskie cięcie”, mówi kobieta, ” po kolejnym badaniu okazało się, że mam pewne problemy zdrowotne. Lekarze nie chcieli ryzykować życia dziecka ani mojego. I tak na świat przyszedł Franek. Jestem naprawdę przekonana, że odniesie wielki sukces w przyszłości i będzie wzrastał dla nas pocieszająco, ponieważ tak długo na niego czekaliśmy”.
Kobieta nie przestaje dziękować za pomoc lekarzowi i założycielowi Centrum Immunologii reprodukcyjnej i ciąży, który wspierał ją i towarzyszył jej przez całą ciążę.
„Wszystkim kobietom, które teraz upuściły ręce, chcę powiedzieć, aby nigdy nie rezygnowały z próby poczucia, czym jest macierzyństwo. Wiedz, że wszystko jest w twoich rękach-mówi Paulina. Tylko dzięki mojej wierze i wytrwałości mam pełną rodzinę. Codziennie spoglądając w oczy mojego syna, ze łzami w oczach cieszę się, że kiedyś się nie poddałam i cały czas nalegałam na swoje. Na pewno było warto!».






