Od dwudziestu lat pracuję jako kierowca minibusa. W swoim życiu spotkałem wielu prostaków i doświadczyłem różnych przykrych sytuacji. Był jednak jeden nieprzyjemny przypadek, który powtarzał się kilka razy w tygodniu, nie tylko mnie, ale i moim kolegom z branży.
Regularnie, w weekendy, na moją zmianę na tym samym przystanku wsiadał starszy pan, którego nawet zdążyłem dobrze zapamiętać, bo trwało to już ponad rok. Za bilet zawsze płacił banknotem stuzłotowym. Jechał rano, kiedy nie było jeszcze praktycznie żadnych pieniędzy w kasie, a ja musiałem wytrząsać wszystkie drobne. Kolejni pasażerowie albo musieliby jechać na gapę, albo musiałbym ich poprosić, by zapłacili odliczoną kwotę. Było to bardzo uciążliwe. Wyobraź sobie, że jesteś pasażerem, który nie ma drobnych albo kierowcą, który nie ma jak wydać reszty.
Zawsze mnie to krępowało, ale nie mogłem nic na to poradzić, bo pasażer pojawiał się w każdy weekend i zawsze miał ze sobą taki sam banknot. Był to starszy człowiek, więc było mi głupio zwracać mu uwagę.
Pewnego dnia jechałem z moim kierownikiem na przednim siedzeniu, który już kilka razy słyszał o tym pasażerze na trasie, nie tylko ode mnie, ale także od innych. Kiedy starszy pan wszedł do pojazdu, kierownik uniósł lekko brwi, kiwając w jego kierunku i jakby pytając, czy to on. Kiedy skinąłem głową, mężczyzna zwrócił się do dziadka:
– Przepraszam, proszę zapłacić drobnymi pieniędzmi.
Dziadek oburzył się i zaczął mówić, że nie ma wyliczonej kwoty, wtedy kierownik zapytał go, czy nie wiedział, że będzie jeździł komunikacją miejską. To nie jest dla niego żaden argument i jeśli pan nie ma drobnych na bilet, to niech wysiądzie.
Jeszcze kilka razy kierownik jeździł z innymi kierowcami na tej samej trasie i za każdym razem kazał dziadkowi wysiadać na najbliższym przystanku. Dwa tygodnie później pasażer ponownie wsiadł do mojego autobusu, tym razem z drobnymi. Cieszę się, że mój kierownik przyczynił się do zakończenia objazdowego cyrku tego samotnego artysty.
Bez drobnych nie pojedziesz
