Jesteśmy razem z mężem od 5 lat i mamy trzyletnią córkę. Mamy wystarczająco duże mieszkanie, więc kiedy każde z nas potrzebuje chwili dla siebie, to nie ma problemu – nie przeszkadzamy sobie nawzajem. Ale czasami są różne trudności.
Na początku ubiegłego roku zostałam zwolniona z pracy – to się zdarza. Niestety moja profesja nie jest najbardziej poszukiwaną w Opolu, czyli w mieście, w którym mieszkamy. Przez to długo nie mogłam znaleźć dla siebie pracy. Nie chciałam jednak obciążać mojego męża obowiązkiem zarabiania na całą rodzinę, dlatego postanowiłam spróbować swoich sił w zawodzie taksówkarza.
Nigdy bym nie pomyślała, że będę pracować jeżdżąc swoim ulubionym samochodem. Teraz stało się to faktem i już prawie dwa lata chętnie wożę ludzi za pieniądze. Mam od dawna ustalony stały harmonogram pracy, otrzymuję dobre wynagrodzenie, a do tego mam zapewnione wolne w weekendy i święta, dzięki czemu mogę spędzać ten czas z rodziną.
Wydawałoby się, że mam dobre życie, ale niestety właśnie z powodu mojej nowej pracy doszło do pewnego konfliktu.
Z mamą męża nigdy nie miałam idealnego kontaktu. Na szczęście nigdy nie mieszkaliśmy z nią pod jednym dachem,rzadko też się widywaliśmy, więc jak do tej pory nie dochodziło między nami do awantur. Po prostu od czasu do czasu spotykaliśmy się, by porozmawiać całkowicie spokojnie na neutralne tematy.
Wraz z nadejściem lata jej firma postanowiła przywrócić model pracy w biurze, bo przez sytuację na świecie ponad rok wszyscy pracowali zdalnie. Wioletta bardzo się tym zmartwiła, ponieważ jest już osobą starszą i ryzykuje swoje zdrowie za każdym razem, gdy znajduje się w tłumie ludzi. Mąż też się martwił o matkę i postanowił poprosić mnie, żebym woziła jego matkę do pracy, przynajmniej przez tydzień. Akurat przed rozpoczęciem swojego dnia roboczego mogłabym to robić.
Przemyślałam sprawę i zgodziłam się. Jak się potem okazało, nie powinnam była tego robić.
Na początku wszystko było w porządku. Wioletta nawet martwiła się, czy przez nią nie mam dodatkowych obowiązków, kupowała mi kawę i dawała różne inne rzeczy w ramach wynagrodzenia i stale pytała, czy nie robi mi problemu swoją prośbą.
Zapewniałam ją, że wszystko jest w porządku. W końcu teraz mamy do czynienia z takim ciężkim czasem, a ludzie muszą sobie pomagać.
Minęło kilka tygodni i musiałam wziąć urlop w pracy, ponieważ moja matka pojechała do sanatorium i przez jakiś czas nie mogła zaopiekować się córką w czasie, gdy ja pracuję. Musiałam więc sama zająć się dzieckiem.
Matka męża dowiedziała się o tym i byłam pewna, że nie będzie z tym żadnego problemu i że zrozumie całą sytuację oraz to, przez jakiś czas nie będę w stanie jej pomóc.
Niestety myliłam się.
Zadzwoniła do mnie o ósmej rano w czwartek, kiedy moja córka i ja spałyśmy jeszcze spokojnie.
„Kiedy przyjedziesz? Już jestem spóźniona!”.
Próbowałam wyjaśnić, że nie przyjadę, bo nie mam z kim zostawić dziecka. Jej odpowiedź po prostu mnie zaskoczyła.
„Dlaczego nie przyjedziesz? Pracujesz przecież na taksówce! Nawet jeśli nie wychodzisz do pracy, to mogłabyś mnie podwieźć. Dziecko i tak na razie śpi!”.
Nie miałam zamiaru tego dalej słuchać i po prostu odłożyłam słuchawkę. Wieczorem mąż rozmawiał ze mną o całej tej sytuacji, ponieważ matka zdążyła do niego w tej sprawie zadzwonić i naopowiadać mu o mnie paskudnych rzeczy.
Udało mi się mu wyjaśnić, że nie zatrudniłam się u niej jako szofer i że tylko jej pomagam, jeśli oczywiście mam taką możliwość. Teraz niestety nie mogę pomóc. Mąż mnie wysłuchał i wszystko zrozumiał, ale jego matka wciąż jest obrażona. Nie przychodzi do nas i nawet nie dzwoni. Tak kruche były nasze dobre relacje!
