Ola nienawidziła wszystkich. Zwłaszcza swoją matkę.

Grażyna nienawidziła wszystkiego. Zwłaszcza własnej mamy.
Wiedziała dokładnie, że kiedy dorośnie i wyrwie się z tego domu, na pewno ją znajdzie.

Nie zamierzała jednak rzucać się jej na szyję i krzyczeć:

Cześć, mamuś!

Wolała obserwować z daleka, a potem zemścić się. Za wszystkie lata spędzone w domu dziecka, za to, że gdy Grażyna płakała, jej matka żyła w pełnym komforcie.

Grażyna nie wahała się, że tak właśnie jej matka żyje.

Zanim się zorientowała, całe życie spędziła w domu dziecka. Ile pamiętała, tyle lat miała.

Kilkukrotnie przenoszono ją do innych placówek, bo ciągle się biła. Nie obchodziło ją, czy przed nią stoi chłopiec, czy dziewczynka.

Karano ją, zamykano w izolatce, zabierano słodycze, a ona wciąż nienawidziła opiekunów, dzieci i cały świat.

Miała czternaście lat, kiedy w końcu przestała bić. Nie dlatego, że nagle pokochała wszystkich, ale dlatego, że już i tak wszyscy się jej bali.

Grażynie znudziło się. Szła w daleki róg podwórka i po prostu siadała. Marzyła o tym, jak odnajdzie matkę i pomści się jej.

Pewnego dnia usłyszała dziwną melodię. Przysłuchała się. Nic takiego przedtem nie słyszała.

Uwielbiała muzykę i zawsze przestała oddychać, gdy coś pięknego dochodziło do uszu. Ta melodia była piękna, trochę smutna, lekko żałosna, ale Grażyna nie mogła pojąć, skąd się wzięła.

Wstała, podeszła do krzaków akacji i ostrożnie je rozsunęła. Co to? pomyślała. To chyba nowy sprzątacz. Już zdążyła go podszarpać.

Z jakiego instrumentu gra? Grażynie nie widział się go, a kiedy sięgała po niego, nagle wpadła w krzaki.

Mężczyzna przestał grać i odwrócił się w stronę krzaków. Grażyna wstała, złośliwie otrzepała się i chciała odejść, ale facet nagle zapytał:

Chcesz się nauczyć?

Dziewczynka była zaskoczona. Ja? Czy naprawdę dam radę?

Zrobiła krok w jego stronę. Sprzątacz wyglądał na pięćdziesiąt, pięćdziesiąt pięć lat. Niezbyt jasne, czemu w takim wieku jeszcze sprząta podwórko.

Grażyna zaczęła go odwiedzać codziennie. Na początku pokazywał jej, jak grać na fujce. Najciekawsze, że te fujki sam wyrzeźbił śmieszne, a jednocześnie wdzięczne.

Kiedy w jej ustach pojawiły się pierwsze prawdziwe dźwięki melodii, nie mogła powstrzymać się od objęcia sprzątacza. Wtedy wreszcie zaczęli rozmawiać.

Nazywał się Stanisław Kowalski i mieszkał w małym domku na terenie domu dziecka.

A czemu? Nie masz rodziny, nie masz domu?

Miałem wszystko, Grażyno. Dom, bliskich Dziesięć lat temu odszedła moja Katarzyna. Myślałem, że nie przetrwam, gdy nie ma syna

Potem postanowił wziąć żonę piękną, ale bardzo zachłanną. Głównie po to, żeby spodobała się mojemu Szymonowi.

A pięć lat później mój Szymon rozbił się w wypadku samochodowym. Mieszkanie, trzy pokojowe w centrum, już było przejęte na jego nazwisko.

Ale czemu nie walczyłeś?

Po co, Grażyno? Nie mam tu nikogo. Wszyscy moi kochani odeszli. Muszę po prostu przetrwać, dopóki nie przyjdzie moja kolej. Nie potrzebuję niczego więcej.

Grażynie wydawało się, że teraz nie lubi jeszcze bardziej teściowej Stanisława niż własną matkę. Nawet rozważała najpierw zemścić się na teściowej, a potem na mamie.

Gdy Stanisław dowiedział się, że w sercu ma taką dziką dziewczynkę, przerażony zapytał: jak ona, biedna, radzi sobie z tą nienawiścią?

Często rozmawiali. Stanisław czuł, że Grażyna się rozluźnia. Przestała wdzierać się w chłopców, stała się łagodniejsza.

Zniknęło jej pragnienie udowadniania racji pięściami.

Pewnego dnia zapytał:

Grażyno, za rok wyjeżdżasz, już wiesz, kim chcesz zostać?

Dziewczyna spojrzała na niego zmieszana.

Nie Nie myślałam o tym. Cały czas planowałam, jak zemścić się mamie.

No tak Załóżmy, że już zemścisz. Najpierw ją znajdziesz. Nie wiadomo, za ile pieniędzy, ale to pominiemy, a potem?

Ona milczała, poszła. Nie przychodziła do niego tydzień, a potem wróciła:

Chcę budować.

Cały rok spędzili na przygotowaniach do przyjęcia na politechnikę budowlaną. Grażyna wiedziała, że studia to na razie za długie, może kiedyś

Tego dnia, gdy odchodziła, usiedli długo na tej samej ławce.

Wieczorem Grażyna miała jechać do innego miasta, żeby studiować i mieszkać. Płakała po raz pierwszy od lat.

Panie Stanisławie, na pewno odwiedzę cię. Muszę się jeszcze czegoś nauczyć.

Umówmy się? Nie zniknę, a ty musisz skończyć naukę, stanąć mocno na nogi, a potem przyjeżdżać w odwiedziny.

No i co ty, staruszku?

Na pożegnanie dał jej fujkę

Minęło prawie piętnaście lat. Grażyna późno wyszła za mąż, nie mogła znaleźć nikogo, kto ją naprawdę rozumiał.

W trzydziestce urodziła córkę, a już po chwili rozwiodła się. Całą radość stanowiła mała Zuzia.

Teraz mogła sobie pozwolić na wiele rzeczy. Kiedy w końcu zarobiła tyle, ile chciała, zgłosiła poszukiwania matki.

Wszystko wyjaśniło się szybciej, niż Grażyna się spodziewała.

Matka, samotna biedna kobieta, dowiedziała się dwa miesiące przed porodem, że jest chora.

Teraz walczy z rakiem, kiedyś też walczyła, ale z rezerwatą na próżno.

Lekarze stwierdzili, że organizm jest osłabiony i dali mamie rok życia. Kobieta podjęła straszną decyzję odmówiła przyjęcia córki w szpitalu.

Wtedy żaden lekarz jej nie potępił. Grażyna nawet odnalazła jej grób, przy którym stał wielki pomnik z aniołem.

Często myślała o Stanisławie, ale kiedy wróciła do tego miasta po latach, nie mogła go znaleźć.

Dyrektor domu dziecka zmienił się, a prawie cały personel został wymieniony.

Gdy miałaby wolną chwilę, Grażyna z córką szły do parku. Zuzia, jak tylko usłyszała Zuzia, od razu chciała ratować cały świat.

Do szóstego roku była bardzo mądra i potrafiła w niesamowity sposób namawiać mamę na każde wydatki przed parkiem.

Chciała kupić cukierki wszystkim dzieciom, nakarmić kaczki bułkami, a na taką upał wymagało przynajmniej dziesięciu porcji lodów. A dziś wydała

Mamo, kup mi proszę kiełbasę, bułkę i napój.

Grażyna wpatrywała się w nią.

Boję się zapytać, kto to znowu.

Mamo, może lepiej, żebyś nie wiedziała? Po co się denerwować?

Zuzia, nie jedziemy nigdzie.

Mamo, to jest starszy pan, nie ma domu.

Kto?!

Grażyna pomyślała, że zaraz zemdleje. Zuzia uśmiechnęła się, jakby mówiła: ostrzegałam.

Mamo. Dlaczego się martwisz? To tylko starszy człowiek, nie ma nikogo.

Nie prosi, jak inni, bo się wstydzi. Zna tyle bajek i wierszyków, że nikt ich nie zna. Co, biedna kiełbasa cię boli?

Ona, dorosła, nie była ostatnią osobą w wielkiej firmie budowlanej, po prostu nie wiedziała, co odpowiedzieć.

W ciszy kupiła wszystko, co Zuzia wymarzyła, i ruszyły w stronę parku.

Zuzia usiadła na ławce.

Mamo, usiądź, a ja pójdę nad staw. Widzę tam dziadka, to on.

Grażyna naprawdę zobaczyła słabo ubranych staruszka. Obok niego byli dzieci, więc trochę się uspokoiła.

Najważniejsze, że córka jest na widoku.

Wieczorem położyła się z książką na kanapie. Zuzia była w swoim pokoju. Nagle Grażynie wydawało się, że słyszy znajomą melodię.

Cisza. Nie, znowu ta sama melodia, od samego początku. Grażyna pobiegła do pokoju córki, patrząc na nią przerażona.

Mamusiu, obudziłam cię?

Zuzia! Co to było?

To ten dziadek na fujce mnie uczy. Ja już potrafię, tylko przejścia od początku nie wychodzą.

Zuzia westchnęła gorzko. W ręku trzymała fujkę. Grażyna patrzyła na nią łzami w oczach.

Daj, pokażę ci. Ja też nie ogarnęłam tego od razu

Grażyna zagrała całą melodię i rozpłakała się. Wspomnienia wpadły tak mocno, że nie mogła powstrzymać łez. Zuzia prawie upadła ze strachu.

Mamusiu, czemu tak się smucisz? Czy ta muzyka cię tak rani? A może wolisz, żebym już w domu nie grała?

Grażyna pokręciła głową. Wyszła i po chwili wróciła z taką samą fujką, tylko nieco ciemniejszą od czasu.

Zuzio, wiesz, gdzie mieszka ten pan?

Mamo, przy stawie. Ma pudła za krzakami.

Pakuj się, kochanie.

Znalazły go od razu. Zuzia krzyknęła:

Dziadku!

I on wyłonił się z krzaków.

Co się stało, mała, czemu nie jesteś w domu?

Panie Stanisławie, dzień dobry.

Zadrżał jak po uderzeniu. Powoli się odwrócił i długo wpatrywał się w jej twarz.

Grażyno, to niemożliwe.

Objęła go mocno.

Wszystko może być. Dość karmienia komarów, chodźmy do domu.

Dokąd?

Do domu, Panie Stanisławie. Gdyby nie pan, nie miałabym nic, więc mój dom to zawsze twój dom.

Całą drogę do domu Stanisław wycierał łzy. Leciły im po policzkach, jakby były przeklęte. Gdyby nie Grażyna, trzymająca go mocno za rękę, upadłby dawno temu.

A teraz w sercu miał pewność nie zostanie sam w pustej nocy, niepotrzebny nikomu.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 + 16 =

Ola nienawidziła wszystkich. Zwłaszcza swoją matkę.