-Nie jesteś już moją córką.

Nie ти вже моя córka. Kim on jest i skąd się wziął, nie wiem. Wstyd mi za ciebie. Przenieś się do domu babci i żyj jak dorosła. Poczuj odpowiedzialność za własne czyny.
Jagodo, słyszałaś? Do nas przyjechali goście w delegacji, by pomóc w remoncie. Może wieczorem pójdziemy do klubu? zadowolona Basia rozłożyła się w fotelu.

Basia, co ty? A z Wojtkiem zostawię go gdzieś? Zabiorę go ze sobą? roześmiała się Jagoda.

A może poprosić ciocię Zofię? zapytała ostrożnie Basia.

Jagoda machnęła bezradnie ręką.

Co ty? Ona wciąż nie potrafi wybaczyć mi narodzin syna. Chciała mnie wydać za Andrzeja, a ja wyjechałam na studia. Nie zdałam egzaminu, ale wróciłam z brzuchem wypełnionym. Cały rok mnie gniewała, dopiero dwa miesiące odważyła się ze mną rozmawiać. Więc idź po kogoś, może ci się uda, znajdziesz kogoś.

Basia westchnęła.

Dobrze, pójdę z Tusią. Jutro wszystko ci opowiem.

Olga położyła synka spać, a sama wyszła na werandę. Dźwięk muzyki dotarł do jej domu. Otulona szalem, wyobrażała sobie wirujące światła i tańczące sylwetki. Basia pewnie znów założyła swoją tygrysią sukienkę. Jagoda uśmiechnęła się cicho, przypominając sobie, że w tej sukni wyglądała niczym tygrysia gąsienica. Westchnęła z żalem i poszła spać.

Rankiem, gdy dopiero wzeszło, przebiegła Basia po podwórku. Na nieszczęście przyszedł w gości dom matki Olgi. Jagoda przyłożyła palec do warg, ale nie dało się zatrzymać Basia.

Co gorsze, że wczoraj cię nie było. Było tam kilku chłopców. Jeden nawet mnie oprowadzał, nazywa się Tomek. Gadatliwy, z poczuciem humoru. A dziś idę na randkę wypaliła Basia w jednym tchu.

Matka Jagody, z potępieniem, zapytała:

Zakochany chyba?

Basia wzruszyła ramionami.

Nie sprawdziłam paszportu. A jakby tak, to przynajmniej będę coś pamiętać.

Ach, dziewczyny, co robicie? Andrzejek to nie żaden kawaler. Ja już przegapiłam swoje szczęście, ale ty, Basio, jeszcze możesz mu zawracać głowę zachęciła ciocia Zofia.

No, ciociu Zofio, co takiego mówisz. Kto go potrzebuje? A już i matka mu przyda się. Boże, oszczędź nas od takiego szczęścia! wykrzyknęła Basia.

Odwróciła się do Jagody:

Był taki chłopak, nie oderwać od niego oczu. Wszystkie nasze dziewczyny zachwyciły się. On stał z przyjaciółmi i odszedł sam. Nawet nie zaprosił nikogo do tańca.

Wtedy stało się niewiarygodne. Ciocia Zofia, zamyślona, rzekła:

Ty, Olgo, też poświęć się klubowi. A ja zostanę z Wojtkiem. Może spotkasz kogoś poważnego i rzetelnego. Wojtek potrzebuje ojca. Nie szukaj żonatych wyczuwają zapach samotnej kobiety. Rozumiesz?

Jagoda, nie mogąc uwierzyć w szczęście, kiwając głową przytuliła mamę i wyszeptała:

Idź już, maruderko.

W najpiękniejszej sukni stała razem z przyjaciółkami, szczebiotując radośnie. Jak tęskniła za beztroskimi chwilami.

Patrzcie, to on. Znowu przyszedł szepnęły dziewczyny.

Jagoda spojrzała z ciekawością w jego stronę, a nogi jej drżały. Obróciła się gwałtownie i szepnęła do Basi:

Chyba wrócę do domu. Wojtek pewnie płacze bez mnie.

Zdziwiona, Basia zapytała:

Olgo, co robisz? Po raz pierwszy wybierasz się na bal i zaraz uciekasz do domu? Nie zatańczyłaś ani razu.

Jagoda jednak stanowczo odpowiedziała:

Idę. A może twój Tomek już idzie. Nie będziesz się nudzić bez mnie i ruszyła w stronę wyjścia.

Tuż przy drzwiach ktoś chwycił ją za rękę:

Potrząść się, dziewczyno?

Jagoda, nie patrząc, próbowała odciągnąć rękę:

Nie tańczę.

Kawaler jednak nie ustępował.

Daj mi jeden taniec, proszę.

W końcu odwróciła się, a serce jej zabiło szybciej. To był ten sam chłopak, którego przypadkowe spotkanie miało odmienić jej życie na zawsze. Nie rozpoznał jej. Z serca odczuła dreszcz, uśmiechnęła się:

Dobrze, ale tylko raz, bo się spieszę.

On kręcił ją w wirze tańca.

Rozumiem, pan mógłby się martwić o żonę?

Jagoda suchą odpowiedzią:

Nie jestem zamężna.

On mrugnął, a to spojrzenie tak dobrze znane przyspieszyło jej oddech.

Czyli mam szansę? zapytał z figlarnym uśmiechem.

Jagoda odsunęła się.

Nie licz na to, i wybiegła z klubu.

Idąc do domu, płakała. Zapamiętała go na całe życie, można powiedzieć, że od razu się w nim zakochała, a on jej nie rozpoznał.

Spotkali się potem w pociągu. Jagoda wracała smutna po niezdanych egzaminach. On jechał w odwiedziny do rodziców. Widząc jej smutek, próbował ją rozweselić.

Nazywam się Maksymilian. Mama zwraca się do mnie Maks, a siostrzenka Maśka. Wybierz, co ci pasuje.

Jagoda uśmiechnęła się.

Maśka brzmi ciekawie.

On wyciągnął rękę:

Już prawie się poznaliśmy. A ty, jak masz na imię, piękna istoto?

Odpowiedziała:

Olga.

Maksymilian poważnie skinął:

Tak myślałem. Królewska nazwa.

Słowo po słowie opowiedziała, że nie zdała egzaminów i że matka będzie mu to długo przyśpiewać.

Przygotuj się zimą i spróbuj ponownie doradził Maksymilian.

Olga rozpromieniła się:

Naprawdę? Nie pomyślałam. Dziękuję.

On spojrzał na nią zamyślony:

Nie ma za co. A czy ktoś ci nie mówił, że jesteś bardzo piękna?

Olga zarumieniła się.

Jestem zwykła, nie przesadzaj. Ale dzięki.

Maksymilian podszedł bliżej.

To prawda i nagle ją pocałował. Olga poczuła wir w głowie, co potem było zarówno wstydliwe, jak i słodkie. Maksymilian musiał wyjść wcześniej.

Znajdę cię na pewno, obiecał.

Dopiero potem Olga z przykrym przeczuciem zrozumiała, że nie zapytał nawet o jej adres.

Później odkryła, że jest w ciąży, a matka, z pogardą, rzekła:

Nie jesteś już moją córką. Kim on jest i skąd się wziął, nie wiem. Wstyd mi za ciebie. Przenieś się do domu babci i żyj jak dorosła. Poczuj odpowiedzialność za własne czyny.

Olga przed porodem wybrała pracę w bibliotece, przepracowała do urlopu macierzyńskiego. Z domu przywitała ją Basia, matka nie przyjechała. Gdy Wojtkowi skończyło się pięć miesięcy, serce Olgi nie wytrzymało i w końcu zjawiła się.

Nie nasz gatunek oceniła.

Jednak zaczęła przychodzić częściej, przynosząc wnukowi zabawki.

Dlaczego tak wcześnie? zapytała matka. Nic się tu nie działo. A Wojtek?

Matka uśmiechnęła się.

Twój synek śpi. Skoro już tu jesteś, zostaję.

Olga zamknęła drzwi i próbowała zasnąć. Udało się dopiero o świcie. Zaspana karmiła synka. Wojtek marudził i nie chciał jeść kaszki.

Nie zjesz kaszki, nie urośniesz jak twój tata. A on jest silny i przystojny.

To o mnie mówisz? Miło słyszeć. A to mój syn? zabrzmiał głos zza drzwi.

Olga podała łyżkę.

Ty? Skąd? uśmiechnął się Maksymilian.

Mówiłem, że cię znajdę. Nie wiedziałem, że w tym czasie urodził się mój syn. Byłem tak zachwycony, że zapomniałem zapytać, gdzie mieszkasz. Los chyba postanowił, że będziemy razem rzekł, marszcząc brwi przy Wojtku.

Wojtek wybuchnął śmiechem.

Rano matka przyłapała szczęśliwą Olgę i nieznajomego mężczyznę, który nosił zadowolonego synka na ramionach.

To on? zapytała matka.

Tak uśmiechnęła się Olgą.

Matka podeszła do Maksymiliana i wyciągnęła rękę:

Nazywam się Łucja. A ty będziesz człowiekiem i ojcem, którego będę pilnować.

Maksymilian poważnie uścisnął jej dłoń i skinął:

Rozumiem.

Dajcie lajki i komentarze! zakończył.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × dwa =

-Nie jesteś już moją córką.