Byłam 45-letnią nudną starą panną bez perspektyw. A potem nagle wszystko się zmieniło. Nigdy bym nie uwierzyła, że to w ogóle możliwe – mówi Zofia.

Byłam 45-letnią nudną starą panną bez perspektyw. A potem nagle wszystko się zmieniło. Nigdy bym nie uwierzyła, że to w ogóle możliwe – mówi Zofia.

A patrząc na nią, trudno uwierzyć, że kiedyś faktycznie była przeciętna. Zielonooka szatynka o brzoskwiniowej skórze i pięknym uśmiechu. Nie spuszcza oka z niebieskiej papużki falistej z zielonym ubarwieniem na ogonie.
A ta, wylatując z klatki, ląduje przy lustrze, kiwa głową mówiąc: „Chica-Chica, Chica jest dobra!”. Kilka lat temu wleciała przez okno czwartego piętra, w którym mieszkała Zosia.

Kobieta jest pewna: tylko papudze zawdzięcza to, że jej życie zmieniło się całkowicie.

Zosia była wychowywana przez dziadków. Dorastała jako nieśmiała dziewczyna. Bardzo lubiła czytać. Jej przyszły partner miał być jak bohaterowie z jej powieści: silny, odważny, energiczny. Tylko takich z jakiegoś powodu nie mogła niestety spotkać. Dziewczyny próbowały zabierać ze sobą Zosię na dyskotekę. Zazwyczaj stała gdzieś z boku, a gdy jakiś chłopak podszedł do niej i poprosił do tańca, natychmiast się rumieniła i jąkając się odmawiała. A kawalerowie nie wykazywali wytrwałości w tej kwestii.

Zosia nie farbowała włosów, związywała je zazwyczaj w kucyk a jej sukienki przypominały worek i sięgały do kostek. Pracowała w laboratorium, w którym zespół stanowiły głównie kobiety. Tymczasem czas mijał. Najpierw odeszła z jej życia babcia, potem dziadek, a następnie ukochany kot Klepa.

Zosia została sama.

– Nie chciałam już mieć żadnych zwierząt! To strasznie boli, gdy się je traci. Klepa miał 20 lat, był jak członek rodziny. Byłam taka smutna, że skończyło się problemami z sercem i pobytem w szpitalu. Co więcej, wspólnie ze mną na oddziale była kobieta, która też straciła kota. I chociaż w czterech ścianach chciałam wyć z samotności, nie odważyłam się wziąć do życia kolejnego czworonoga – wspomina Zosia.

Radość sprawiały jej gołębie. Karmiła je za domem, jednak to powodowało konflikty z sąsiadami.
Znów przyszłaś je nakarmić! Są już wszędzie! Nie masz na co marnować pieniędzy, to daj je nam. Co tak wytrzeszczyłaś oczy? Stara panna! – pogardliwie mówiły stojące przy wejściu sąsiadki.

– Zwykle na werandzie zbierało się pięć kobiet. Wszystkie samotne, ich mężowie odeszli. Kobiety w wieku około 60 i 70 lat. A teraz stoją bez celu i dyskutują o przechodzących. „Ten facet babiarz”, „ten pijak”, „ten tuzinkowy” i tak dalej. Nazywały mnie starą panną. W dzieciństwie babcie na ławce były miłe i życzliwe. Ludzie zostawiali z nimi dzieci, dawali klucze do mieszkania. A te… A przecież mają ogródki ale wolą plotkować przed klatką. Najciekawsze jest wyjście o 10 rano i powrót o 10 wieczorem. Stoją zarówno w upale i deszczu. Nazwałam je „babciami-bandytkami”. Nie nauczyłam się odpowiadać na chamstwo. Po prostu starałam się szybko przejść obok- opowiada Zofia.

Kiedy Zofia skończyła 45 lat, kupiła cukierki i ciastka znajomym z pracy. W domu upiekła ciasta: słodkie i słone. Postanowiła obejrzeć telewizję i po prostu iść spać. Jednak jedną świecę na cieście zapaliła, po czym zgasiła, szepcząc:
– Oby choć jeden cud się wydarzył. Taki zwyczajny, dla mnie!

Następnie Zosia wstała, odsłoniła okno, chcąc wyjść na balkon i … do pokoju zupełnie znikąd wleciała papuga. Zosia aż usiadła z zaskoczenia. A ptak, okrążając pokój, wylądował jej na ramieniu. Podczas, gdy wstrząśnięta kobieta próbowała dojść do siebie, papuga już bawiła się kolczykiem w jej uchu.

– Czyj jesteś? Skąd jesteś? – Zosia próbowała pogłaskać ptaka ale ten odleciał na szafę.

Wyszła na balkon – nie ma nikogo. Następnie zostawiając papugę w domu, wybiegła na podwórko.
– Widzieliście papugę? Latała sama? – spytała Zofia sąsiadów przy wejściu.

Ci zamilkli. I złośliwie zauważyli:
– Zośka! A co ty dziś taka elegancka?

To prawda. Była w jasnoczerwonej sukience, którą kiedyś dostała od babci. Postanowiła ubrać się ładnie sama dla siebie.

– Mam urodziny – odpowiedziała Zosia i pobiegła do dodomu

.-Jasne. Musiała się napić. Papugi są dla normalnych ludzi. Niech karmi swoje gołębie – dyskutowały o Zosi sąsiadki.

Zofia rozwiesiła ogłoszenie o znalezieniu ptaka, jednak nikt się nie zgłosił.

Któregoś dnia papuga zaczęła kichać i musiała zostać zabrana do weterynarza. Zosia kupiła klatkę, poidła, pojemniki, dzwoneczki do zabawy i inne rzeczy. A kiedy ją leczyła, z całego serca pragnęła tylko jednego – aby na pewno wyzdrowiała!

I wkrótce niespodziewany lokator latał po mieszkaniu świergocząc. Pewnego dnia Zofia zdała sobie sprawę, że jej papuga to Chica.

Kobieta dała ogłoszenie do lokalnych gazet ale nikt nie zadzwonił. Ptak jakby się u niej zmaterializował. Każdego dnia Zosia spieszyła się do domu, czekała na nią przecież ulubiona papuga!

Pewnego dnia, Zosia spojrzała w lustro, w pobliżu którego z entuzjazmem bawiła się Chica. I nagle jakby zobaczyła siebie z boku. Matowe włosy, płowy kucyk, zarośnięte brwi, zero makijażu. Spojrzała na jasnego ptaka, który jakby jej mówił:

– Co z tobą? Idź, zmień coś!

Idąc za tym głosem, Zosia udała się do salonu piękności. Miała pieniądze, niewiele wydawała na jedzenie, nie kupowała ubrań. Ale tym razem poszła do sklepu i kupiła spodnie, sweter, oraz mokasyny. Patrząc na siebie w przymierzalni, Zosia chciała pocałować własne odbicie.

Gdy wracała do domu, sąsiadki jak zwykle siedziały przy wejściu. Kobieta próbowała znaleźć klucz w torbie (również nowo kupionej), kiedy najbardziej złośliwa, Daria, nagle powiedziała:
– Dziewczyno, pozwól, że ci otworzę!

Zosia wsunęła się do środka. Śmiała się. W ogóle nie została rozpoznana! Od piętnastu lat nie słyszała również pod swoim adresem zwrotu „dziewczyna”.

W weekend, biorąc torbę na kółkach, Zosia poszła do garażu po ziemniaki (został jeszcze po dziadku). Niestety w drzwiach zaciął się zamek. Przez dłuższy czas próbowała go otworzyć, aż całkowicie się zmęczyła.
– Dziewczyno! Pozwól, że ci pomogę -rozległo się z boku.

Na Zosię patrzył blondyn w koszuli w kratę. Okazało się, że miał garaż w pobliżu.

Od tego dnia zaczęła się ich wspólna znajomość. Mężczyzna od pobierających opłaty za prąd, dowiedział się również o numerze telefonu Zosi i do niej zadzwonił.
Wcześniej Zosia zawahałaby się i pewnie odłożyła słuchawkę. Ale teraz jakby otworzyło się jej nowe „ja”. I Chica również radził jej zmienić swoje życie. Nie, Zofia nie zwariowała. Po prostu zawsze konsultowała się z papugą. I radziła się jej w różnych kwestiach. Jeśli kilka razy ptak przechylił głowę w dół, oznaczało to „tak”, jeśli zaczął przekręcać nią oznaczało to „nie”.

Mężczyzna, który pomógł jej otworzyć zamek, miał na imię Darek. Mieszkał z 10-letnią córką. Żonę stracił w ubiegłym roku. Zosia pewnego dnia poszła ich odwiedzić. I patrzyła, jak Darek dba o dziecko, wyciąga wyprane rzeczy i głaszcze je. Chuda ciemnowłosa dziewczynka o imieniu Angelika obserwowała ją ostrożnie zza stołu, gdzie akurat odrabiała lekcje.

– A do mnie przez okno przyleciała papuga! Piękna! Teraz u mnie mieszka! – Zosia próbowała nawiązać rozmowę z dziewczynką. Wkrótce Angelika zadawała jej pytania a smutek z jej oczu nieco zniknął. Szeptem wyznała Zosi, że bardzo tęskni za mamą. Następnie kobieta ugotowała zupę, upiekła placki, zrobiła naleśniki. Darek chwalił ją, szybko rozprawiając się z jedzeniem.

Zosia zaczęła systematycznie odwiedzać swoich nowych przyjaciół. Oni również przychodzili do niej. Często wychodzili też gdzieś wspólnie Angelika zaprzyjaźniła się z papugą. Aż w końcu Darek zaproponował Zosi małżeństwo.

– Zosiu, nie myśl tylko, że to dlatego, że potrzebujemy cię w domu. Po prostu nie jesteś taka jak inne kobiety. Masz w sobie coś wyjątkowego I kocham cię. Kiedy Irena odeszła, myślałem, że to już koniec, że moje życie się skończyło. I wtedy cię spotkałem. Jeśli odmówisz, zrozumiem – wyszeptał.

W ręku trzymał pudełko.
– A mogę chociaż na pierścionek spojrzeć! – Zosia roześmiała się szczęśliwa.

Wydawało jej się, że to jakiś sen. Miraż. Że zaraz zniknie kolorowa papuga i Darek, w którym również zdążyła się zakochać. Że wrócą samotne dni i zwyczajna szara codzienność. Zosia potrząsnęła głową, odpędzając złe myśli. I spojrzała na błyszczący na palcu pierścionek.

Teraz Zosia ma ukochanego męża i córkę. Angelika zaczęła nazywać Zosię „mamą Zosią”.
A sama Zofia często podchodzi do okna. Papuga siada jej na ramieniu. Całując ją, Zosia wypowiada:

– Dziękuję ci. Dziękuję za moje szczęście!

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 − szesnaście =

Byłam 45-letnią nudną starą panną bez perspektyw. A potem nagle wszystko się zmieniło. Nigdy bym nie uwierzyła, że to w ogóle możliwe – mówi Zofia.