Afera rodzinna

Kłótnia

Krystyna, wybaczam ci! Nasza kłótnia była niepotrzebna. Przestań się dąsać! Nie jesteśmy już młode! zadudniła Zofia Grabowska, wybierając numer siostry po raz pierwszy od siedmiu lat. Czas dorosnąć, Krystyno! Ileż można…

Przepraszam Ale do kogo pani dzwoni? Ja nie jestem Krystyna

Głos był wyraźnie obcy. Młody, trochę piskliwy, ale miły.

Zofia Grabowska zaniemówiła w pół zdania, co zdarzało się jej bardzo rzadko.

Dziecko, kim ty jesteś?! Skąd masz numer mojej siostry?!

To mój numer. Już ponad rok. Przepraszam, ale nie znam pani. Ani tej Krystyny, do której pani dzwoni. Do widzenia!

Zofia, wciąż nie rozumiejąc, co się dzieje, nawet nie odpowiedziała od razu. Zanim się pozbierała, usłyszała w słuchawce sygnał rozłączenia i zrobiło się jej dziwnie nieswojo

Uznając, że się pomyliła, założyła okulary i sprawdziła numer siostry w swojej papierowej książeczce adresowej. Nie wierzyła nowinkom technicznym, więc wszystko zapisywała tradycyjnie w czerwonym, starym notesie, który dostała kiedyś w prezencie od Krystyny. Szkoda jej było wydawać pieniądze na „bzdury”, więc siostra co pewien czas sprawiała jej przyjemność małymi podarkami: bilecik, ładna długopis, szalik. Niby nic, a cieszy. Zofia sama raczej obdarowywała z rozmachem prezentami konkretnymi, większymi i bardziej reprezentacyjnymi. Żeby każdy widział, jak bardzo kocha swoją siostrę!

Wybrała numer jeszcze raz, tym razem ręcznie. Szybko zorientowała się, że kłopoty przyszły z najmniej spodziewanej strony. Głos był ten sam cichy, melodyjny, ale obcy.

Przepraszam, ale już pani mówiłam, że to mój numer dziewczyna po drugiej stronie wyraźnie się stresowała. Proszę do mnie nie dzwonić. Przeszkadza mi pani w pracy. Mam lekcję.

Proszę zaczekać! Zofia przestraszyła się, że zaraz znowu się rozłączą. Proszę mi powiedzieć, kiedy mogę zadzwonić ponownie? To bardzo ważne!

Za pół godziny będę mieć przerwę.

Zofia odłożyła telefon i pogrążyła się w myślach.

Dlaczego Krystyna zmieniła numer?! Dlaczego mi o tym nie powiedziała?! Tak, pokłóciłyśmy się, ale to przecież nie znaczy, że trzeba się odciąć od wszystkich!

Zofia zaczęła się irytować.

Jaka byłaś nieogarnięta, Krystyno, taka zostałaś! mamrotała pod nosem, po raz setny przecierając szmatką kuchenny stół i spoglądając na zegar.

Nie lubiła siedzieć bezczynnie. Zawsze musiała mieć czym zająć ręce i głowę. Od dziecka była energiczna, impulsywna w osądach, surowa, lecz sprawiedliwa. Ileż to kłótni z rodziną i żalu ją to kosztowało! Ale Zofia się tym nie przejmowała. Przecież miała rację! Więc o co chodzi?!

A Krystyna była zupełnie inna. Spokojna, łagodna, powolna. Zanim zjadła owsiankę przed szkołą, Zofia już musiała ją poganiać, by zdążyły na pierwszą lekcję! Maria i sobie, i siostrze prasowała mundurki, zaplatała warkoczyki, poprawiała kokardy, a Krystyna dopiero przecierała oczy. Stała z szczoteczką do zębów w łazience i kreśliła palcem coś po lustrze.

Krystyna, co ty robisz?

Myślę

Przestań marnować czas! Spóźnimy się! denerwowała się Maria. Myśli sobie!

A nie powinnam?

Nie! Niech inni myślą! Ty myj zęby i marsz do śniadania!

Tak to zawsze wyglądało. Krystyna z tyłu, a Maria już zdobyła szczyt i wróciła z powrotem, by ponaglić siostrę:

Co z ciebie za leń?! Jakbyś życia w sobie nie miała! Tylko się snujesz! Można tak żyć?

Krystynie przytyki Zofii nie przeszkadzały. Patrzyła na energiczną siostrę z uśmiechem i spokojem.

Zosiu, nie wszyscy muszą być tacy szybcy jak ty. Jesteś naszą dumą! A ja ja powoli…

I zawsze tak u ciebie! Powoli! Całe życie cię minie, zanim się zbierzesz! Ruszaj się!

Krystyna nie obrażała się na siostrę. Wiedziała, że ta energia Zofii potrzebuje gdzieś się ulotnić. Czekała, aż jej siostra nauczy się trochę spokoju.

Jak opanować wulkan? Tylko morzem. Tak z miłością. Płonie ogień w człowieku, a miłość przyjdzie, i wszystko się uspokoi, zacznie coś nowego kiełkować. I wtedy tam, gdzie był wulkan, powstaje wyspa z palmami i morze dookoła. Pięknie!

Ale to nie była historia Zofii. Jej miłość także była żywiołem ognia. Wypalało się w niej wszystko, co tylko zbliżało się do niej na tyle, by stać się niezbędne.

Czterech mężów miała. Z pierwszymi trzema rozwiodła się, nie wytrzymując nawet roku.

Nie dogadaliśmy się! zawsze była ta sama formuła.

Z czwartym mężem wytrzymała dłużej trzy lata. Odeszła i od niego, choć miała już małą córeczkę, a perspektyw nie widziała żadnych, poza żalem i rozczarowaniem w rodzinie.

Co to za faceci teraz?! Nic im nie potrzeba! Rodzina nieważna! Żona to tylko mebel, prawa głosu nie ma! wrzała Zofia, kiedy przyjechała do Krystyny w odwiedziny. Ty z tym twoim Antkiem żyjesz i wszystko ci pasuje?

Mąż Krystyny, Antoni, bez słowa postawił herbatę na stole i wziął na ręce siostrzenicę:

Porozmawiajcie. Ja położę Zosię spać.

Zosia już ledwo siedziała, ale mamie nie było do niej.

No! Co mówiłam! Ani ryba, ani mięso! powiedziała zirytowana Zofia, kiedy Antoni zamknął drzwi kuchni. Jak ty możesz z nim żyć?! Z nudów można zdechnąć!

Dobrze mi, Zosiu! Krystyna uśmiechnęła się do siostry, podsuwając jej talerz z ciastkami. Pij herbatę, pewnie głodna jesteś?

Cały dzień nic nie jadłam! przyznała Zofia, sięgając po ciastka. No pomyśl tylko! Znów zostałam sama!

Może już czas być łagodniejszą, Zosiu? Po co ciągle walczysz? Życie ci minie! Tam i z powrotem, a Zosia dorośnie, wyjdzie za mąż, wyjedzie. Zacznie swoje życie. Tak właśnie trzeba. A ty? Zostaniesz sama?

O, Krystyna! Jaka ty naiwna! Nie o to chodzi!

A o co?

O to, że nie można nikomu ufać! Wszyscy kłamią!

Ja też?

I ty! Mówisz, że kochasz Antka, a dzieci z nim nie chcesz mieć! Co to oznacza? Nie ma tej twojej miłości! Jeśli kobieta nie chce mieć dzieci z mężczyzną, którego kocha, to znaczy, że nigdy go nie kochała! Ot co!

Krystyna zamilkła. Podniosła się, podeszła do kuchenki, dotknęła czajnika, otarła łzę i powiedziała tak cicho, że Zofia ledwo ją usłyszała:

Czasem to nie kwestia chęci, tylko możliwości. Chcę, Zosiu Bardzo chcę! Ale nie mogę. Nie dane mi być matką.

Zofia rzuciła się, by objąć siostrę i pocieszyć.

Kto tak powiedział?! Lekarze? Nie słuchaj ich! Ja ci znajdę najlepszych specjalistów! Urodzimy! Będziesz szczęśliwa! Zobaczysz!

Nie wystarczyło chęci. Upartości Zofii tym razem też zabrakło. Nie na wszystko mamy wpływ i nie wszystko zależy od naszej woli…

Matką Krystyna została, ale zupełnie inaczej niż początkowo pragnęła. Własnych dzieci nie miała. Ale niechby ktoś spróbował powiedzieć, że przybrany syn i córka dzieci dalszych krewnych Antoniego, które zostały bez opieki i trafiły do rodziny Krystyny nie są jej rodzone… Oj, niedobrze by było temu komuś. Nawet z ukochaną Zofią się o to pokłóciła i długo się nie odzywały.

Po co ci cudze dzieci, Krystyno! Własne będziesz miała!

Zosiu, mam już prawie czterdzieści lat! Gdyby to miało być, już by się wydarzyło! A tak To dzieci! Co z nimi miało być? Do domu dziecka?!

Jaka to różnica dla ciebie?! Antek ma dużo krewnych! Niech biorą, kto chce!

Ja chcę! Rozumiesz?! Ja!

Oj, Krystyno! W kogo ty taka jesteś?!

Jaka?!

Uparta i naiwna! To tylko kłopot!

Dość, Zosiu! Czas już! ucięła Krystyna, nawet na nią nie patrząc i tłumiąc złość. Do domu, czas. Zosię twoja czeka.

Zosia jest na kolonii. Za tydzień przyjedzie. Teraz taki prezent! Możesz mi więcej na oczy nie pokazywać! Rozumiesz? I o pomoc mnie nie proś, jeśli nie chcesz słuchać!

Skąd w tobie tyle żółci, Zosiu? rzuciła za nią Krystyna, a Zofia niemal zbiegła po schodach, wściekła, że nikt nie chce słuchać jej mądrości.

Krystyna nie doczekała się odpowiedzi. Zofia naprawdę się obraziła. Urwała kontakt z rodziną siostry. Nie dzwoniła, nie odwiedzała, nie zapraszała do siebie. Nawet córce zabroniła odwiedzać ciotkę. Zosia jednak miała swoje zdanie kochała ciotkę, przyjęła bez wahania przybranego kuzyna i kuzynkę, więc chodziła do nich po kryjomu, mieszkali przecież niedaleko.

A potem Antoni dostał propozycję awansu i przeprowadzki do innego miasta. Po rozmowie z żoną i dziećmi zdecydowali się wyjechać. Zostawili Zosi adres i obiecali, że zawsze może się odezwać i przyjechać, jeśli będzie potrzeba.

Wiesz, moje dziecko, co by się nie stało masz rodzinę! mówiła ciotka na dworcu, przytulając siostrzenicę. Zawsze cię przyjmiemy i pomożemy, jeśli będzie trzeba! A mamę też szanuj, wiesz, jak trudno jej z takim charakterem. Tylko nas macie

Zosia wzięła sobie to do serca. Jak było ciężko z mamą, tak próbowała się trzymać. Ale potem zrobiło się już naprawdę nieznośnie.

Bo Zosia dorosła i chciała wyjść za mąż. Ale Zofia miała w tej sprawie inne zdanie.

Co to za fajtłapa?! Takiego mi tu nie potrzeba! już od progu rzuciła Zofia na widok szczupłego chłopaka w okularach, trzymającego Zosię za rękę. Nie mogłaś znaleźć kogoś lepszego?!

Zosia nie wdawała się z matką w dyskusje. Spojrzała na narzeczonego i po prostu wyszła, nie słuchając już, co dalej krzyczy matka.

Fajtłapa, czyli Paweł, wcale nie był taki nieporadny, jak sądziła Zofia. Miał dobry fach, znał się na komputerach, a po krótkim namyśle zaproponował Zosi ślub i przeprowadzkę właśnie tam, gdzie mieszkała jej ciotka Krystyna.

Tam, Zośka, więcej możliwości. Sprzedam mieszkanie, kupimy coś swojego. Tu nas nic nie trzyma?

Już nie płakała Zosia, wspominając zdziwioną minę mamy i jej krzyki. Ciocia wszystko zrozumie. Ona jest dobra.

I co najważniejsze ja cię kocham.

Paweł dla Zosi był gotów na wszystko. Nie miał już rodziców ani bliskiej rodziny cała jego przyszłość to była ta chuda dziewczyna ze spuchniętym od płaczu nosem, która marzyła o własnym domu, rodzinie, dwóch dzieciach i długo, długo razem i szczęśliwi.

I tak właśnie się stało.

Krystyna, dowiedziawszy się o kolejnych wybrykach Zofii, próbowała z nią porozmawiać, ale Zofia nie chciała słuchać.

Do ciebie uciekli?! Jasne! Nie dzwoń więcej! Nie chcę was znać! szlochała Zofia.

Zosiu, daj spokój! zdenerwowała się Krystyna. Niszczyć łatwo budować trudno! Ale sama pomyśl, co robisz?! Za własne dziecko się gniewasz tylko dlatego, że dokonało wyboru innego niż ty byś chciała?! To jej życie! Ty powinnaś ją wspierać, nie osądzać! W życiu różnie bywa! Gdzie wtedy pójdzie? Do obcych ludzi?! Bo mama nie potrafiła dziecka przygarnąć?!

Zofia próbowała coś powiedzieć, ale Krystyna była nieugięta.

Wystarczy! Jak zmądrzejesz i będziesz chciała się z nami pogodzić zapraszamy. Ale na naszych warunkach. Dość już tej twojej wojny i charakterku! Daj znać, jak się namyślisz! Będziemy czekać!

Zofia się zaperzyła. Było jej gorzko, że już nikt nie chciał słuchać jej rad. Narzuciła sobie nawet, że już nigdy nie odezwie się do siostry ani do córki. Nie ugięte! Niech sobie radzą!

Zaproszenie na ślub Zosi i Pawła podarła w drobny mak. Przestała odbierać telefony od siostry. Nawet kopertę ze zdjęciami, które Krystyna przysłała pocztą, wyrzuciła do śmieci bez otwierania. Miała w sobie tyle uporu, by pielęgnować urazę do granic możliwości.

Czas płynął, a rodzina nie zamierzała się uginać. Żyli swoim życiem, zakładali własne domostwo. Krystyna wychowywała dzieci, pomagała siostrzenicy z maluchem, a Paweł z Antonim budowali dom dla młodych.

I tak się okazało, że ten fajtłapa, co już wcale nie był taki szczupły, bo żona karmiła go dobrze, poradził sobie z niejednym zadaniem. Antoni nie szczędził mu pochwał:

Pawle, ty to masz łeb! Skąd wiesz takie rzeczy?!

A, książki, wujku Antku. I internet. Wszystkiego można się nauczyć, jak się chce.

Zosia spodziewała się drugiego syna, kiedy wprowadzali się do swojego domu. I kiedy zapytała nieśmiało ciotki, czy nie powinni zaprosić mamy na uroczystość, wzdychała smutno:

Dzwoniłam do niej, ciociu Krystyno. Ciągle dzwonię. Nie odbiera albo szybko się rozłącza. Nie chce ze mną rozmawiać.

Nie płacz! pocieszała ją Krystyna. Nie możesz!

Już nie cmokała Zosia, zła na mamę, że jej nie ma obok.

A Zofia nie zamierzała mięknąć. Co tam czas! Przecież w końcu zrozumieją, jak ją skrzywdzili, wrócą z podkulonym ogonem! A ona jeszcze się zastanowi, czy wybaczyć od razu, czy poczekać dla zasady.

I jednak Skończyła się jej cierpliwość. Czy to wiek, czy coś innego, ale właśnie w kolejnego sylwestra, spędzanego samotnie, wybrała numer Krystyny.

Ale w słuchawce odezwał się obcy głos.

Zgodnie z umową zadzwoniła ponownie po pół godzinie.

Słucham.

Nie, to ja panią słucham! Znów Zofia była sobą szorstką szefową, która zarządzała wielką firmą, ale nie potrafiła kierować uczuciami w rodzinie. Skąd pani ma taki numer?

Prosta sprawa. Kupiłam nowy telefon i dostałam tę kartę SIM. Tak się zdarza, gdy numer długo nie jest używany, operator przekazuje go nowemu abonentowi.

Co za bzdura! A gdzie moja siostra?

Skąd mam to wiedzieć? głos zrobił się twardszy i Zofia zrozumiała, że pora spuścić z tonu, jeśli chce się dowiedzieć czegoś o Krystynie.

To dziwne. Czy mogę prosić o przysługę?

Dziewczyna nie odpowiadała długo, ale w końcu powiedziała:

Pomyślę. Mówi pani.

Czy może pani sprawdzić w swoim mieście? Podam pani dane mojej siostry, może pojedzie tam pani i przekaże jej, żeby się ze mną skontaktowała? Oczywiście, wszystkie koszty pokryję.

Dziewczyna milczała. Zofia już myślała, że się rozłączyła, gdy wreszcie usłyszała ciche:

Dobrze. Nie trzeba pieniędzy. Proszę mi tylko podyktować adres.

Tak Zofia zrobiła. Potem czekała na odpowiedź. I ta przyszła, ale zupełnie inna, niż się spodziewała.

Pani siostry już nie ma. Odeszła półtora roku temu. Chorowała długo Dwa lata walczyła, ale organizm nie wytrzymał. Jej mąż zaprasza panią w odwiedziny. I jeszcze jedno

Co? Zofia mówiła szeptem, bez życia.

Pani córka też na panią czeka. I wnuki. Ma ich pani dwójkę. Przekazała coś, co powiedziała pani siostra. Chciała sama, ale uznała, że tak będzie lepiej. Bo przecież i tak pani nie chciała słuchać

Mówcie!

Zosiu, nie bądź uparta. Wszystko, co dla ciebie ważne, jest tutaj. Dorosłaś. Czas już. Wszyscy cię tu wciąż kochają.

Głos dziewczyny ucichł, Zofia zapłakała, po raz pierwszy chyba w życiu uświadamiając sobie, jak wiele straciła.

To wszystko?

Tak.

Dziękuję…

Nie ma za co.

Głos się lekko ocieplił.

Proszę przyjechać. Ma pani cudowną rodzinę i wspaniałe wnuki.

I znów w słuchawce tylko sygnał końca połączenia, a Zofia płakała jak nigdy. Nie mogła i już nawet nie chciała tego bólu przepędzić. Karciła się za to, że kiedyś jej duma i siła były ważniejsze niż miłość, którą mogła mieć, gdyby się na nią otworzyła.

Przepłakała niemal całą noc, a rano zebrała się w sobie i wybrała numer, który znała na pamięć.

Zośka

Mamo! Cześć! Czekamy na ciebie!

Córciu, ja

Nie mów nic! Po prostu przyjedź! Odbierzemy cię!

Zofia poczuła coś dziwnego w głosie córki był tam upór, łagodność Krystyny, i coś jeszcze, czego tak jej przez te lata brakowało.

Miłość Bezwarunkowa, niepamiętająca złego. Po prostu miłość. Taka, którą Krystyna tak dobrze znała, a Zofia dopiero miała nauczyć się pojmować.

I mimo że nie była już niczego pewna, bardzo chciała wierzyć, że wreszcie jej się to uda.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 + piętnaście =

Afera rodzinna