-Kuba, ja cię nie poznaję. Zwariowałeś? Co to znaczy: „Odchodzę”?
-To znaczy, co słyszysz. Mam kochankę od dawna! Jest młodsza ode mnie o szesnaście lat! Postanowiłem, że z nią będzie mi lepiej!
-Mogłaby być twoją córką!
-Bez przesady! Ma już dwadzieścia lat.
Jakub podszedł bliżej.
-A wiesz co? Tatiana ma bardzo bogatego ojca. W końcu będę żył tak, jak zawsze marzyłem! Rozumiesz? Urodzi mi dziecko, czego ty nie potrafiłaś!
Każde jego słowo było jak policzek. Grażyna wiedziała, że nie mają dzieci, i przeczuwała, że prędzej czy później coś takiego się wydarzy.
Ale nigdy nie sądziła, że przybierze to tak okrutną, upokarzającą formę.
Z Jakubem spędziła niemal piętnaście lat. Bywało różnie, jak u wszystkich. Ale Grażyna wierzyła, że rodzina to przede wszystkim szacunek bez tego nie ma nic.
-Grażyna, choćbyś zapłakała dla przyzwoitości! Bo czuję się naprawdę nieswojo.
Podniosła dumnie głowę.
-A czemu miałabym płakać? Cieszę się za ciebie! Naprawdę! Niech chociaż jedno z nas spełni swoje marzenia.
Jakub skrzywił się.
-Zawsze te twoje pędzelki! To nie jest żadna praca, to w ogóle nic nie warte!
-Tak, to hobby. Ale gdybym mniej pracowała, a ty więcej zarabiał, też mogłabym realizować swoje pasje.
-A ty tam… Czym jeszcze się zajmiesz? Dzieci mieć nie możesz, to przynajmniej pracuj dalej.
Odwróciła się do Jakuba, który męczył się ze spakowaniem walizki.
-Kuba, a ta twoja… nowa pasja. Pracować raczej nie będzie. Jak zamierzacie przeżyć? Pracy nie lubisz ani trochę.
-To już nie twój problem! Ale dziś jestem łaskawy powiem ci. Za własne pieniądze pomieszkamy krótko.
Potem, kiedy Tatiana będzie w ciąży, jej ojciec obsypie nas złotówkami! Zresztą, już teraz wystarczy, nie przejmuj się.
Zatrzasnął walizkę i wyszedł, trzaskając drzwiami. Grażyna skrzywiła się nie znosiła hałasu. Podeszła do okna.
Pod klatkę podjechało czerwone BMW. Wyskoczyła z niego młodziutka dziewczyna i rzuciła się Jakubowi na szyję.
Oczywiście wszystkie sąsiadki w oknach i przed blokiem patrzyły na tę scenę jak na serial. No, nie mógł odejść kulturalnie, bez upokarzania jej na oczach wszystkich.
A Grażyna? Nagle poczuła ulgę. Ostatnio ich życie było jednym wielkim teatrem.
Jakub rzadko bywał w domu. Wiedziała, co się święci, ale nie potrafiła sama skończyć tego, co nazywali rodziną.
Sięgnęła po telefon.
-Reniu, co dziś wieczorem robisz?
Znajoma była wyraźnie zaskoczona.
-Ty? A ty gdzie tam, wyszłaś z dołka?
-A daj spokój. Żadnego dołka. Po prostu smutek. Może pójdziemy gdzieś wieczorem? Wypijemy coś, zrelaksujemy się w końcu jest powód.
Przez moment w słuchawce zapadła cisza, potem Renia spytała ostrożnie:
-Grażyna, na pewno z tobą wszystko ok? Jakieś leki brałaś? Albo masz gorączkę?
-Reniu, przestań!
-Dobrze, dobrze, jestem za! Dość już patrzenia na twoją smutną minę! Tylko…
-Co tylko? Nie możesz?
-Nie w tym rzecz. Jak twój Kubuś ci pozwoli? Kto mu kolację na sofie poda, nos wytrze?
-Reniu, o 19:00 w Diamentowej Kuchni!
Grażyna rozłączyła się z uśmiechem. Kiedyś zabije tę przyjaciółkę. Pewnie już niedługo.
Mimo to ich przyjaźń przetrwała wszystko. Grażyna złapała torebkę i wybiegła z mieszkania. Południe, a ona ma tyle do zrobienia!
Renia niecierpliwie zerkała na zegarek. Grażyna nigdy się nie spóźniała, a teraz już pięć minut po czasie.
Wreszcie Grażyna weszła do restauracji. Wszystkim opadły szczęki.
Od zawsze nosiła długie włosy, spięte w kok. Teraz krótkie, jasne. Nie używała kosmetyków maksimum tusz, trochę kremu. Teraz makijaż miała perfekcyjny.
Nie znosiła sukienek, a przyszła w jasnej, luźnej sukni, która więcej zdradzała niż opinające dżinsy.
-Grażyna No, nie wierzę
Triumfalnie położyła torebkę na krześle.
-Podoba się?
-Jeszcze jak! Odmłodniałaś o dziesięć lat! Ale nie mów, że wyrzuciłaś Kubę!
-Nie powiem! Sam odszedł.
Obie przyjaciółki popatrzyły na siebie i wybuchły śmiechem.
Po pół godziny dostały drinki od mężczyzny z sąsiedniego stolika. Był nieco starszy, o pięć lat.
Renia zerknęła porozumiewawczo na Grażynę:
-No proszę, już masz adoratorów.
Grażyna odpowiedziała mruknięciem i machnęła do niego ręką. Renia aż wytrzeszczyła oczy.
-Ty mi się dziś naprawdę podobasz!
Posiedziały do późna. Mężczyzna miał na imię Wojtek uroczy, bystry, dowcipny, zupełnie nienachalny.
Kiedy odprowadził do taksówki Renię, zaproponował Grażynie spacer.
-Nawet na drugi koniec Warszawy pójdę! Mam auto, ale nie jeżdżę po alkoholu.
-Daleko nie trzeba, mieszkam dwie przecznice stąd.
Pod blok Grażyny doszli już niemal o świcie. Spacer, rozmowa jak z filmów.
-Grażyna, nie spytałem właściwie, co dziś świętowałyście? Może twoje urodziny? Muszę kupić prezent!
-Nie choć, kto wie. Wczoraj mąż mnie zostawił.
Uśmiechnęła się najpiękniej. Wojtek zaskoczony spojrzał na nią.
-No, pani Grażyno potraficie zaskoczyć.
Trzy tygodnie później Grażyna i Renia siedziały w kawiarni.
-No, powiedz, jak z Wojtkiem?
-Miękkie kolana! Czuję się jakbym nigdy nie była tak szczęśliwa. Nic przed nim nie muszę ukrywać, on jednym gestem potrafi poprawić mi humor.
-Ale coś cię gryzie?
-Tak… Kuba nie daje mi spokoju. Wysłał zaproszenie na swój ślub.
-O matko… Po co?
-Pewnie chce zobaczyć załamaną, zapłakaną byłą żonę. Albo pokazać nowej, jaką to miał nieszczęśliwą kobietę.
-Co za osioł… Grażyna, weź Wojtka. Wpadniecie, złożycie życzenia i wyjdziecie. Zrobisz mu pokaz!
…Jakub patrzył na Tatianę była, istotnie, bardzo piękna.
-Myślisz, że ojciec przyjdzie?
-Musi. Jestem jego córką, choć przez rok nie dał ani grosza. Chciał mnie nauczyć, jak to się pracuje. Najlepszy z niego ojciec, nie powiem…
Jakub objął ją.
-Nie przejmuj się, jeszcze wszystko się zmieni. Twoja rodzina musi być na ślubie!
Wesele wzięli na kredyt. Oboje sądzili, że ojciec się zlituje i znowu sypnie złotem.
-Jakub?
-No?
-Myślisz, że twoja była przyjdzie?
-Wyobraź sobie, że tak! Dzwoniła wczoraj.
-Niemożliwe!
-Tak! Pewnie będzie błagać, żebym wrócił.
-Pewnie tak. Lubię takie dramaty!!!
Gdy Grażyna wyjaśniła Wojtkowi, o co ją prosi, był w szoku.
-O której ślub?
-Druga po południu. Zajęty jesteś?
-A jak nazywa się twój były?
-Jakub.
-O rany, los płata figle. Jadę z tobą bez wahania.
Opowiedział jej wszystko dopiero w drodze na wesele. Grażyna była tak zdumiona, że nawet nie próbowała protestować.
Przewędrowali razem przez salę weselną, ramię w ramię, obydwoje wyprostowani, uśmiechnięci.
A Jakub i Tatiana jakby zupełnie bez szczęścia. Podeszli.
Tatiana szepnęła:
-Tato…?
Jakub ledwo rozpoznał Grażynę.
Grażyna wyglądała zupełnie inaczej niż dawniej. Jakub wpatrywał się z niedowierzaniem.
Wojtek podszedł z kwiatami i kopertą dla panny młodej.
-To cudownie, że wyszłaś za mąż, stajesz się samodzielna. Bo my z Grażyną planujemy pojechać w świat.
Zwrócił się do Jakuba:
-Pan rozumie przyszłej teściowej też należy się odpoczynek. Oddaję córkę pod waszą opiekę. Przepraszam, ale musimy już iść.
Wyszli z lokalu. Grażynie chciało się śmiać, ale wahała się czy Wojtek to zrozumie. Ten zaś odwrócił się i spojrzał poważnie.
-Teraz już wiem, że powinnaś zostać moją żoną.
Grażyna zamyśliła się, po czym z powagą odpowiedziała:
-No, skoro trzeba, to trzeba…
Objęci pomaszerowali w stronę samochodu. Wojtek już dzwonił, by zarezerwować bilety gdzieś, gdzie słońce i morze.





