Dziś wieczorem znów długo nie mogłam zasnąć. Wszystko krąży mi w głowie od tamtej wiadomości od chwili, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Moja mama i ojczym byli wtedy w kompletnym szoku. Dla nich mój związek z Danielem był czymś nie do zaakceptowania, bo uważają, że to nie przetrwa, bo Daniel „nie jest stąd”. Boję się, że nigdy nie wyzbędą się tych uprzedzeń.
Jestem zwyczajną dziewczyną z Gdańska, wychowałam się w spokojnej, choć nieidealnej rodzinie. Ojczym praktycznie zastąpił mi ojca, a mama zawsze była obok, dawała wsparcie w tym, co robiłam. Wiedziałam, że mogę na nich liczyć, że zawsze mnie kochali dopóki nie pojawił się ten temat. Niedawno zdałam maturę, ale żeby dostać się na uniwersytet, muszę poprawić mój angielski, który zostawia sporo do życzenia.
Tak bardzo chciałam poprawić swoje szanse, że zdecydowałam się na korepetycje z angielskiego. Przeszukiwałam ogłoszenia i w końcu trafiłam na Daniela Nowaka, młodego nauczyciela, który kilka lat temu wrócił do Polski po studiach za granicą. Był cierpliwy, znał angielski perfekcyjnie i stopniowo nabieraliśmy do siebie zaufania. Początki były trudne, czułam się nijako, nawet miałam ochotę zrezygnować. Ale coś nie pozwalało mi się wycofać zaczęło się od przyjaźni, a później pojawiło się to uczucie. Nagle nie wyobrażałam sobie dnia bez jego głosu.
Kiedy dowiedziałam się, że spodziewamy się dziecka, mój świat wywrócił się do góry nogami. Rodzina miała pretensje, nie akceptowała tej nowej sytuacji. Wróżyli mi przyszłość samotnej matki i powtarzali, że nasze dziecko nie będzie pasowało do innych przez swój wygląd, że spotka je wiele przykrości. Tak bardzo bałam się przyszłości, ale jeszcze bardziej tęskniłam za Danieliem, który wkrótce musiał wrócić na Mazury do swojej rodziny.
Choć był daleko, codziennie dzwonił, rozmawialiśmy godzinami przez WhatsApp i Skypea. Czułam się bezpiecznie, gdy słyszałam jego głos i zapewnienia, że wszystko razem przetrwamy. Kiedy urodziła się nasza córeczka, byłam sama w szpitalu. Rodzina wciąż patrzyła na mnie z nietajoną dezaprobatą. Mimo to miałam dla kogo walczyć.
Z czasem przeprowadziliśmy się z Danielem do Warszawy, próbując zacząć wszystko od nowa. Przez dłuższy czas oboje tęskniliśmy za domem, ale przyzwyczajenie się do wielkiego miasta i tempa życia okazało się trudne. Pewnego dnia, ku naszej radości, na świat przyszła druga córka. Myślałam, że wtedy rodzina zrozumie, że moje szczęście jest w tym, jak żyję, ale oni coraz bardziej się odsuwali.
Nie umiem pogodzić się z odrzuceniem bliskich, ale jeszcze bardziej nie wyobrażam sobie życia bez Daniela. Dlatego planujemy wyjechać do Kanady gdzie, jak wierzę, ludzie będą bardziej otwarci i nasze dzieci odnajdą swoje miejsce. W głębi serca ciągle mam nadzieję, że pewnego dnia moi najbliżsi zrozumieją, że najważniejsze to być dobrym człowiekiem i kochać, nie patrząc na pochodzenie.





