Bezkresna bezczelność
No powiedz mi szczerze, Malwina westchnął Wojtek przeciągle, a w jego głosie słychać było nie tyle pytanie, co rozpaczliwą prośbę co to za wielka różnica, komu wynajmiemy nasz domek? Swoim albo obcym, przecież złotówki te same.
Malwina rozłożyła mokrą bieliznę na suszarce, jakby wyciągała z siebie resztki cierpliwości.
Wojtku kochany odparła z wyuczonym spokojem różnica polega na tym, że od rodziny potem grosza nie wyduszysz.
Chodzi ci o Bartka? Wojtek prawie się skrzywił Przecież Bartek to mój brat! Zapewniam cię, na pewno zapłaci. W ogóle nie prosi o żadną zniżkę. Chce wynająć domek na całe lato, po normalnej cenie! Oszczędzimy sobie szukania letników.
To domek nad Bałtykiem, Wojtek. Chętnych znajdę w pięć minut.
Ale wyjaśnij mi, dlaczego tak zasadniczo chcesz go wynająć komuś obcemu?
Bo z obcymi łatwiej: umowa, zadatek, nie płaci żegnamy się kulturalnie, nie muszę myśleć, co o mnie powiedzą. Z rodziną zaczyna się: „Malwinko, no masz dzieci, zrozum nas!”, „Przeleję później, to oczywiste”, „Telewizor się zepsuł przez przypadek, ale nie weźmiesz przecież za to kary”. Uwierzyłbyś, ile razy moi rodzice się na tym sparzyli? Widziałam to. I wiem, jak to się kończy.
Rodzice Malwiny też kiedyś wynajmowali ten domek. Mieszkali w Gdańsku, a domek nad morzem stanowił miły dodatek do pensji nauczycielskiej. Malwina postanowiła postępować podobnie, ale z jednym zastrzeżeniem: żadnych przyjaciół, żadnych krewnych. Zbyt dobrze widziała, jak kończą się rodzinne interesy.
Czym się to kończyło? zapytał Wojtek.
Tym, że krewni nie płacili nic, a potem mieli pretensje, że się o coś dopominamy. Uważali, że przecież nie jest problemem puścić ich na wakacje za darmo. Nie, Wojtek. Domek to biznes, nie jakiś darmowy pensjonat dla rodziny.
A Bartek sobie wymyślił, że trzy miesiące nad morzem to najlepsze na zdrowie jego żony i trójki dzieci. Akurat latem w pracy miał przerwę, chciał odpocząć od miasta, od wszystkiego. Malwina podejrzewała, że płacić nie zamierza.
Ale Bartek nie prosi cię, byś wpuściła ich za darmo! On wie, że trzeba zapłacić.
Tak wszyscy mówią na początku.
Po co mamy się w to mieszać? Zawsze jest kolejka ludzi, gotowych zapłacić rynkową cenę. Przyjeżdżają, podpisują umowę, śpię spokojnie. Żadnych znajomych, żadnej rodziny. Przyjaźń przyjaźnią, ale pieniądze to pieniądze.
Trudno dyskutować z pragmatyzmem Malwiny, ale Wojtek umiał znaleźć sposób.
Dobrze, nie ufasz Bartkowi, ale mi chyba ufasz?
Malwina spojrzała czujnie.
Ufam, i co z tego?
Obiecuję, jeśli Bartek nas wystawi, to ja sam zapłacę ci za wynajem! Słowo daje.
Bohater, nie mniej.
Znakomita propozycja uniosła brwi Malwina zapłacisz mi z naszych wspólnych pieniędzy?
No Wojtek się zawahał znajdę sobie dodatkową pracę, po godzinach albo w weekendy. Co zarobię, dam ci. To będą już tylko twoje pieniądze, nie wspólne. Zgoda?
Malwina poczuła, że Wojtkowi naprawdę na tym zależy. Może wobec takiej pewności, lepiej mu uwierzyć…?
Gadasz jak przekupka powiedziała ale cała odpowiedzialność na tobie. Okej.
Do lata jeszcze było daleko, więc Malwina miała czas się uspokoić i nawet zaczęła wierzyć mężowi.
Czerwiec przyszedł, a z nim kłopoty. Wojtek dzwonił do Bartka co trzy dni, spokojnie pytając, czy nie warto chociaż za miesiąc z góry zapłacić. I zawsze słyszał tę samą śpiewkę:
Jasne, Wojtek, wszystko pod kontrolą! Kasa już lada dzień, czekam tylko aż jeden zamówienia zostanie rozliczone, wiesz jak to jest. W końcówce miesiąca będą przelewać. Jak tylko przyjdzie, od razu płacę. Przepraszam, że tak się przesuwa, ale naprawdę nie z mojej winy. Spoko!
Nadszedł koniec czerwca.
A pieniędzy nie było.
Malwina była cierpliwa. Nie pytała, nie drążyła, nie zrzucała winy na Wojtka. Powierzyła mu wszystko. Ale po kolejnej rozmowie z Bartkiem nie wytrzymała:
I co? Zapłacił?
Klient jeszcze nie przelał Bartkowi kasy za zlecenie Jak tylko, tak od razu!
Nie zmieniło się nic w argumentacji od miesiąca.
A ja ci mówiłam Malwina miała ochotę powiedzieć złośliwie.
A nie mówiłam? Z rodziną zawsze znajdzie się ważny powód, by nie płacić na czas.
Malwina, to czysty przypadek! On nie robi tego celowo! Tak wyszło… Teraz trzeba tylko poczekać.
To poczekajmy do września, aż spakują walizki i w podzięce powiedzą: Było cudownie, oddzwonimy po sezonie?
Malwina, przecież nic nie tracisz. Jak ci tak zależy, pójdę na dodatkową robotę.
Ty? Od razu?
Wojtek stracił animusz.
Daj mu jeszcze dwa tygodnie. Jeśli nie, to wtedy no, zapłacę ci. Skoro tak się uparłaś.
Nie zmuszałam cię do żadnych gwarancji. Ty sam chciałeś udowodnić, że twój brat jest uczciwy. Udowodnij!
W domu zrobiło się cicho, a rozmowy stawały się coraz bardziej szorstkie.
Lipiec zlał całą Polskę upałem. Wieczorami Malwina widziała, jak Wojtek zerka na ogłoszenia pracy dorywczej w internecie, lecz na żadne nie dzwonił.
Wiesz, że dziś już trzydziesty dzień lipca? Dwie trzecie lata minęło, a my mamy zero złotych, zero groszy z wynajmu przypomniała mu chłodno.
Bartek wciąż czeka na kasę… Ale…
Jak tylko, tak od razu.
Odda wszystko! Przeprosił nawet, a jak przyjdą fundusze, zapłaci od razu. A za kłopot też coś dorzuci.
Już nie wierzę. Ty mi obiecałeś, Wojtek. Gdzie twoja podpraca?
Wyraźnie już samemu nie chciało się Wojtkowi szukać tak mocno, jak wcześniej obiecywał. Praca w weekendy pomysłem była już tylko na papierze.
Poszukam. Ale oferty takie… Sama wiesz, nie pójdę przecież nosić worków, z moim kręgosłupem.
To może wyślij brata, niech worki nosi. Obiecałeś mi. Albo idziesz jutro do pracy, albo sama dzwonię do Bartka i mówię, że jeśli do piątku nie zapłaci choć połowy, zgodnie z umową, wyprowadzam go z rodziną, a należność ściągam przez sąd.
Wojtka przeszył chłód.
Nie dzwoń do Bartka! Jaki sąd? Co mam powiedzieć mamie? Że na brata sprawę w sądzie zaczęliśmy? Sama rozumiesz, rodzina tego nie zrozumie.
Bartek nie chciał płacić, Wojtek nie miał ochoty właściwie dotrzymywać obietnic, nie chciał się także procesować. Próbował więc zrzucić całą winę na Malwinę.
Jasne, że troszczysz się o mnie! Jakby ci nie żal, że będę harował na dwie zmiany dla własnej żony…?
Nikt cię za język nie pociągał! Sam chciałeś.
Myślałem, że Bartek nas nie zawiedzie…
Ja wiedziałam powiedziała Malwina. Widziałam to lata temu, wiele razy. Ty mnie nie usłyszałeś.
Już rozumiem! Wojtek natychmiast przybrał ton ofiary Ty też świetnie umiesz! Nic cię nie obchodzi, czy będę harować do upadłego. A jak mi serce wysiądzie, to co? Dalej będziesz wymagać drugiej pracy?
Ja tylko żądam spełnienia umowy, którą TY sam zaproponowałeś.
Dobrze! krzyknął Wojtek Pójdę na dodatkową pracę i oddam ci za Bartka. Jeśli to dla ciebie ważniejsze ode mnie. Proszę bardzo!
Cała ta układanka runęła mu na głowę, ale Malwina i tak dopięła swego Wojtek zaczął wieczorne kursy rowerem po mieście, dostarczając zamówienia z kebabów i sushi, a po powrocie patrzył na Malwinę jak wygłodniały wilk.
Przez ciebie to wszystko… rzucił pod nosem.
Przeze mnie?
Tak!
Może przez to zrozumiesz… odpowiedziała Malwina Łatwo być dobrym na koszt żony, ale jak sam zapłacisz za brata, może coś do ciebie dotrze
W głębi duszy Malwina miała jeszcze cień nadziei, że Bartkowi ruszy sumienie. Przynajmniej na koniec.
I stało się: Bartek zadzwonił. Do niej, nie do Wojtka.
Możliwe? Że teraz poprosi o numer konta i przeleje całą sumę?
Malwina, mam sprawę…
Bartek, nie mam czasu na twoje sprawy. Pieniądze za sierpień już dawno powinny być na koncie, a ja wciąż nie widziałam kasy za lipiec. Teraz to już problem Wojtka, który cię poręczył.
Tak, Wojtek mi mówił! Biedny chłopak. Ale słuchaj, przydarzył mi się pech. Auto nawaliło, musiałem wszystko wydać na naprawę. Potrzebuję jeszcze chwilę, żeby wywieźć rodzinę, a potem dogadamy się z wynajmem. Ok?
Jak zwykle.
Malwina się rozłączyła.
Wojtek, który wszystko słyszał, już po minie żony wiedział, że nie ma szans.
Dobra przyznał cicho nie miałem racji, tak mu wierząc. Ale ty… nie dajesz mi szansy na błąd! Zamiast wesprzeć, dobijasz.
Miałam ci ułatwić męczeństwo i powiedzieć: Nic nie szkodzi, Wojtku, niech odpoczywają za darmo, a ja jakoś to przeżyję? Sam się wyrywałeś, by płacić!
No tak! warknął Ale nie wiedziałem, że zgodziłabyś się na to tak łatwo, że będę tracił na zdrowiu! W ogóle o mnie myślisz?
A twój brat myśli o tobie?
On jest dobry, tylko mu się nie ułożyło
Jasne. Jest dobry, robiąc ze mnie frajerkę, ciebie wystawiając, a ja, żądając tego, co moje, jestem ta zła?
Wojtek zamilkł.
Wydaje się, że w ich małżeństwie zaczął się trudny, rozmyty jak sen okres, gdzie wszystko przepływa między palcami jak woda z Bałtyku.





