– Chcę wreszcie pomyśleć o sobie i się wyspać – powiedział mąż, wychodząc z domu Trzy miesiące trwa…

Chcę wreszcie pomyśleć o sobie i się wyspać oznajmił mąż, wychodząc.

Już trzy miesiące dokładnie tyle trwało to całe szaleństwo. Trzy miesiące nieprzespanych nocy, podczas których Maciuś krzyczał tak, że sąsiedzi walili w ścianę. Trzy miesiące, kiedy chodziłam jak zombie, z czerwonymi oczami i trzęsącymi się rękami.

A Tomek przechadzał się po mieszkaniu posępny, jak burzowa chmura.

Wyobrażasz sobie, jak wyglądam w pracy? Jak żul! rzucił pewnego dnia, oglądając się w lustrze. Worki pod oczami mam jak do kolan.

Nic nie mówiłam. Karmiłam synka, kołysałam go, znów karmiłam. W kółko to samo. A Tomek zamiast wspierać, tylko narzekał.

Słuchaj, może twoja mama posiedzi z małym? zaproponował któregoś wieczora, rozciągając się po prysznicu. Świeżutki, wypoczęty. Właśnie myślałem, może na tydzień pojadę do Grześka na działkę?

Zamarłam z butelką w ręce.

Muszę odpocząć, Marto. Serio. Zaczął pakować rzeczy do torby sportowej. Ostatnio w ogóle nie sypiam.

A ja niby sypiam? Oczy mi się zamykają, ale wystarczy się położyć, a Maciuś zaczyna płakać. Już czwarty raz tej nocy.

Mnie też trudno szepnęłam.

Wiem, że ciężko machnął ręką, pakując ulubioną koszulę. Ale ja mam poważną pracę, odpowiedzialność. Nie mogę wyglądać przy klientach jak trup.

I nagle przyszło mi do głowy coś dziwnego. Zobaczyłam nas z boku: ja, w starej podomce, rozczochrana, z wrzeszczącym dzieckiem na rękach. A on z walizką, uciekający.

Chcę pożyć dla siebie i się wyspać burknął Tomek, nawet na mnie nie patrząc.

Drzwi trzasnęły.

Stałam pośrodku mieszkania z płaczącym synkiem i czułam, że wszystko się we mnie wali.

Minął tydzień. Potem drugi.

Tomek zadzwonił ze trzy razy pytał, co u nas. Głos wycofany, jakby rozmawiał z sąsiadką z drugiego końca bloku.

Przyjadę w weekend.

Nie przyjechał.

Jutro na pewno będę.

I znów go nie było.

Kołysałam płaczącego Maciusia, zmieniałam pieluchy, robiłam mieszanki. Spanie po trzydzieści minut między karmieniami.

Wszystko w porządku? zapytała Magda, moja przyjaciółka.

Jasne skłamałam.

Po co kłamię? Wstyd mi. Wstyd, że mąż odszedł. Że jestem sama z niemowlakiem.

Myślałam, że już gorzej być nie może. Ale najciekawsze zaczęło się w sklepie, gdy spotkałam koleżankę Tomka.

A gdzie twój? spytała Lena.

Dużo pracuje.

Cóż, faceci są tacy sami jak pojawia się dziecko, to zaraz tkwią w pracy. Lena nachyliła się bliżej: Tomkowi często wypadają delegacje?

Jakie delegacje?

No, na szkoleniu w Gdańsku był! Pokazywał zdjęcia.

W Gdańsku? Kiedy niby?!

Przypomniałam sobie, że w zeszłym tygodniu Tomek nie dzwonił trzy dni. Mówił zajęty był.

Nie był zajęty, tylko odpoczywał nad morzem.

W sobotę Tomek wpadł. Z kwiatami.

Przepraszam, że mnie długo nie było. Pracy po korek.

Byłeś w Gdańsku?

Zastygł z bukietem.

Kto ci powiedział?

To nieistotne. Istotne, po co kłamiesz?

Nie kłamię. Po prostu nie chciałem, żebyś się martwiła, że wyjechałem bez ciebie.

Bez niej?! Przecież i tak z niemowlakiem nigdzie by nie pojechała!

Tomek, ja potrzebuję pomocy. Rozumiesz? Ja nie sypiam od tygodni.

Wynajmiemy nianię.

Za co? Nawet pieniędzy nie dajesz.

Jak nie daję? Przecież płacę za mieszkanie, rachunki.

A za jedzenie? Pampersy? Leki?

Milczał. Potem:

Może wrócisz do pracy? Choćby na pół etatu? Po co tak siedzieć w domu. Wynajmiemy opiekunkę.

Siedzieć w domu. Jakby odpoczywała!

Wtedy wzięłam synka, spojrzałam na Tomka i zrozumiałam: on mnie nie kocha.

Wcale.

Nigdy nie kochał.

Idź stąd.

Ale dokąd?

Po prostu wyjdź. Nie wracaj, dopóki nie zdecydujesz, co dla ciebie ważniejsze: rodzina czy wolność.

Tomek zabrał klucze i wyszedł. Na dwa dni. Potem przysłał SMS: Myślę.

A ja nie spałam, też myślałam.

Wyobraź sobie, że pierwszy raz od miesięcy zostajesz sam ze swoimi myślami.

Zadzwoniła mama:

Martunia, jak tam u was? Tomka nie ma w domu?

Na delegacji.

Znów skłamałam.

Może wpadnę? Pomogę?

Dam sobie radę.

Ale to nie wszystko. Mama pojawiła się sama.

Jak tu u was? Rozejrzała się. Boże, Martunia, spójrz na siebie!

Spojrzałam w lustro. Rzeczywiście.

A Tomek gdzie?

Pracuje.

O ósmej wieczorem?

Milczałam.

Co się dzieje?

I wtedy naprawdę już nie wytrzymałam. Płakałam, jak gdyby znów miała cztery lata. Głośno, rozpaczliwie.

Odszedł. Powiedział, że chce żyć dla siebie.

Mama milczała. Potem:

Sku…niak. Rzadki sku…niak.

Byłam w szoku. Mama nigdy nie przeklinała.

Zawsze sądziłam, że Tomek jest słaby. Ale żeby aż tak…

Mamo, może to moja wina? Może powinnam była zrozumieć?

Martusia, a czy tobie nie jest ciężko?

Od tej prostoty nagle zrozumiałam: przez cały czas myślałam tylko o Tomku. O jego zmęczeniu, wygodzie.

O sobie ani słowa.

Co ja mam zrobić?

Żyć. Bez niego. Lepiej sama niż z takim.

Tomek wrócił w sobotę. Opalony. Widocznie myślał na działce.

Porozmawiamy?

Dobrze.

Usiedliśmy przy stole.

Słuchaj, Marta, wiem, że ci ciężko. Mnie też. Może się jakoś dogadamy? Będę dokładał, wpadał do syna. Ale na razie chcę mieszkać osobno.

Dobrze. Ile?

Co?

Pieniędzy. Ile?

No, z dwa tysiące.

Dwa tysiące złotych. Na dziecko, jedzenie, lekarstwa.

Tomek, idź do diabła.

Słucham?!

Słyszałeś. I nie wracaj.

Marta, robię interes!

Interes? Wolności ci się zachciało? A gdzie moja wolność?

Wtedy Tomek powiedział coś, po czym wszystko stało się jasne:

Jaką ty masz wolność? Przecież jesteś matką!

Spojrzałam na niego: oto prawdziwy Tomek. Niedojrzały egoista, dla którego macierzyństwo jest wyrokiem.

Jutro składam wniosek o alimenty. O jedną czwartą pensji. Zgodnie z prawem.

Nie zrobisz tego!

Zrobię.

Wyszedł, trzaskając drzwiami. Po raz pierwszy od miesięcy poczułam, że oddycham.

Maciuś zapłakał. Ale już wiedziałam: dam radę.

Minął rok.

Tomek próbował wracać dwa razy.

Marta, spróbujemy jeszcze raz?

Za późno.

Obrażony mówił, że jestem zołza. Słabo mu to wychodziło.

Znalazłam nianię, zatrudniłam się jako pielęgniarka.

W pracy poznałam doktora Andrzeja.

Ma pani dzieci?

Syna.

A ojciec gdzie?

Żyje dla siebie.

Przedstawiłam ich sobie. Andrzej przywiózł Maciusiowi samochodzik. Grali razem, śmiali się.

Często chodziliśmy całą trójką na spacery do parku.

Tomek się dowiedział. Zadzwonił:

Dziecku rok, a ty się z facetami ugadujesz!

A czego się spodziewałeś? Że będę na ciebie czekać?

Ale przecież jesteś matką!

I co z tego?

Już nie dzwonił.

Andrzej był inny. Gdy Maciuś zachorował zjawił się od razu. Gdy byłam wykończona zabierał nas na działkę.

Maciuś ma dziś dwa lata. Nazywa Andrzeja wujkiem. Tomka już nie pamięta.

Tomek się ożenił. Alimenty płaci.

Nie mam w sobie złości.

Ja też wreszcie zaczęłam żyć dla siebie. I jest mi z tym dobrze.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − 11 =

– Chcę wreszcie pomyśleć o sobie i się wyspać – powiedział mąż, wychodząc z domu Trzy miesiące trwa…