„Chcesz mojego męża? Jest twój!” — powiedziała żona z uśmiechem do nieznajomej kobiety, która niespo…

Chcesz mojego męża? Masz go na własność! powiedziała żona, rzucając szeroki uśmiech nieznajomej kobiecie, która pojawiła się nagle pod jej drzwiami.

Poczekaj chwilkę, Zosia! Ktoś dzwoni do drzwi. Oddzwonię do ciebie, jak tylko zobaczę kto to i czego chce, powiedziała Ania nieco niechętnie, kończąc rozmowę telefoniczną ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa. Zosia właśnie opowiadała jakiś przezabawny szczegół z urodzin swojej teściowej, a Ania nie mogła powstrzymać śmiechu, jakby właśnie oglądała genialny kabaret.

Ania podeszła do drzwi, zerknęła przez judasza i aż się zdziwiła. Spodziewała się zobaczyć któregoś ze znajomych sąsiadów przecież w ich bloku z domofonem trudno uświadczyć obcych. Po drugiej stronie jednak stała zupełnie nieznana, trochę dziwnie wyglądająca młoda kobieta.

Już miała nie otwierać drzwi szczególnie w tych czasach, gdy oszustów nie brakuje. Ania miała jasną zasadę: z nieznajomymi zero gadania. Oszuści mogą nabrać tylko tych łatwowiernych, ale ona nie należała do tej grupy.

Sięgnęła po telefon, żeby wrócić do rozmowy z Zosią, gdy nagle znów rozległ się dzwonek. Kobieta po drugiej stronie była bardzo wytrwała, chyba pewna, że ktoś musi być w domu i uparcie domagała się odpowiedzi.

Ania była sama w mieszkaniu. Jej mąż, Paweł, pojechał pomóc koledze na działce. Drugi raz zerknęła przez wizjer, tym razem przyglądając się nieznajomej dokładniej.

Coś w niej wyglądało trochę żałośnie, ale nie wyczuwała żadnego zagrożenia.

No co może się stać najgorszego, jeśli otworzę drzwi i grzecznie poproszę, by sobie poszła? Później będę mogła wracać do sobotniego chillowania, pomyślała Ania. Może się tylko pomyliła, albo chce sprzedać jakieś pierdoły.

Niepewnie otworzyła drzwi. Kobieta od razu się wyprostowała, nerwowo poprawiając płaszczyk i szalik.

Dzień dobry! Pani jest Ania, prawda? zapytała, nerwowo bawiąc się końcówką szalika. No tak, oczywiście, że pani to pani po co ja w ogóle pytam?

Ania w duchu się skrzywiła. Oho, oszuści coraz lepsi wie już nawet jak mam na imię.

Kim pani w ogóle jest i czego pani chce? Trzęsie się pani pod moimi drzwiami już dobre pięć minut. Jeśli coś chce pani powiedzieć, to szybko albo proszę sobie pójść! powiedziała stanowczo.

Paweł jest w domu może? zapytała kobieta, czym kompletnie Ani zbiła z tropu.

No nieźle… przeszło Ani przez myśl. Wie nawet, jak ma na imię mój mąż. Coś długo się przygotowywała.

Chce pani rozmawiać z Pawłem? dopytała Ania, choć zamierzała powiedzieć coś zupełnie innego.

Nie, przyszłam do pani. Ale jeśli Paweł jest, będzie mi trudniej, powiedziała kobieta szczerze.

Tym trudniej pani? Co za historia? myślała coraz bardziej zaciekawiona Ania.

Nie ma go w domu. O co chodzi?

Może wpuści mnie pani do środka? Trochę głupio rozmawiać o takich sprawach na klatce, rzuciła nowoprzybyła, robiąc się coraz śmielsza.

Nie ma mowy! Nie wpuszczam nieznajomych. Proszę powiedzieć, co pani chce, konkretnie i szybko, odburknęła Ania.

Naprawdę chce pani tutaj, na oczach sąsiadów, poruszać intymne szczegóły mojego związku z Pawłem? zapytała kobieta, uśmiechając się kpiąco.

Co? Jakiego związku? wyrwało się Ani trochę za głośno.

Ania, wszystko w porządku? Czemu pani tak krzyczy? wtrąciła się pani Nowak, sąsiadka, która właśnie wyszła z windy.

Dzień dobry, pani Nowak! Wszystko okej. A jak pogoda dzisiaj? Ania szybko próbowała odwrócić jej uwagę.

Chyba zaraz lunie, oceniła sąsiadka, ale ewidentnie specjalnie nie śpieszyła się do swojego mieszkania, ciekawa co się dzieje.

Proszę, niech pani wejdzie, powiedziała niechętnie Ania, wpuszczając kobietę do mieszkania.

Kobieta rozejrzała się ciekawie po przedpokoju, zatrzymując wzrok na kilku bibelotach.

Ma pani pięć minut. Proszę mówić, przerwała jej Ania, nie pozwalając wejść dalej do salonu. To nie muzeum.

Jestem Beata, zaczęła nieznajoma, zdejmując szalik i płaszcz. Ja i Paweł… jesteśmy w sobie zakochani.

No ładnie! Nie mogła pani wymyślić nic oryginalnego? przerwała jej Ania, wyraźnie zjadliwie.

A co, to takie dziwne? Ludzie się w sobie zakochują. Pani nie jest pierwszą żoną z porzuconym przez męża sercem, odcięła się Beata, próbując prześlizgnąć się do pokoju.

A pani jest pewna, że jemu już nie zależy na mnie, tylko na pani? ze sztucznym spokojem dopytała Ania.

Oczywiście! Poza tym nie przyszłabym tutaj inaczej, odparła zdecydowanie.

Problem tylko w tym, że mój mąż nie kocha żadnej z nas. Po prostu nie wie, jak to się robi. Więc się pani myli, droga pani, odpowiedziała Ania z lodowatym spokojem.

Beata zamierzała jeszcze coś dodać, ale… wtedy drzwi się otworzyły i wszedł Paweł. Był wyraźnie zaskoczony widokiem obcej kobiety na korytarzu.

Beata? Co ty tu robisz w sobotnie popołudnie? Stało się coś w pracy? zapytał, nie łapiąc sytuacji.

Nie, jest tu dla ciebie, wtrąciła Ania, nie kryjąc satysfakcji.

Dla mnie? O co chodzi? Coś się stało w robocie? Paweł był wyraźnie skołowany.

Nie, kochanie. Przyszła po ciebie. Całym sercem i duszą, uśmiechnęła się Ania ironicznie.

Beata zaraz złapała za płaszcz i szalik, cofając się szybko do wyjścia.

Już wychodzisz? A co z Pawłem? To po niego przecież przyszłaś. Serio, jeśli chcesz możesz go sobie wziąć. Z radością oddam, śmiała się Ania, trochę ją podpuszczając.

Beata już wychodziła, nie odzywając się ani słowem.

Ale o co w ogóle chodziło w tej całej historii? Paweł był autentycznie zbity z tropu.

To ty mi powiedz! Dlaczego ta pani przyszła żądać rozwodu i twierdzić, że się do niej wyprowadzasz? Ania założyła ręce.

To żarty jakieś? Nie mam pojęcia, skąd jej się to wzięło. W pracy zachowywała się ostatnio dziwnie, ale nigdy nie dawałem jej żadnego powodu. Mam już dosyć takich akcji. Przecież ci obiecałem, pamiętasz?

No, miej tego świadomość, Pawełku nie będę tolerować takich rzeczy. A serio mówiąc, kobiety w dzisiejszych czasach łapią się wszystkiego, żeby posprzątać własne bałagany, rzuciła Ania, przewracając oczami.

Paweł zdjął buty i poszedł do kuchni, a Ania przez chwilę została w przedpokoju zamyślona. Postanowiła, że nie pozwoli takim akcjom burzyć sobie spokoju domowego. Musiała się mimo wszystko uśmiechnąć, przypominając sobie jak niedorzecznie cała akcja Beaty została rozegrana.

Było jasne, że mimo zakusów innych, ich związek był dużo mocniejszy, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × dwa =

„Chcesz mojego męża? Jest twój!” — powiedziała żona z uśmiechem do nieznajomej kobiety, która niespo…