Czarna wdowa
Ładna i błyskotliwa Zuzanna tuż przed zakończeniem studiów na wydziale dziennikarstwa poznała Władysława, który był od niej znacznie starszy. Oczywiście to Władysław Nowacki pierwszy zwrócił uwagę na jej delikatność i zgrabną sylwetkę. W mieście był osobą znaną pisał piosenki, które cieszyły się popularnością i często gościły w lokalnym radiu.
Władek był człowiekiem otwartym, na lokalnej telewizji znał prawie wszystkich. Nic dziwnego, że bez trudu załatwił Zuzi pracę po studiach została prowadzącą w jego własnej audycji. Już niedługo poprowadziła pierwszy program Rozmowy serca, zaprosiła do studia znanego psychologa i paru innych gości. Audycja była prowadzona w formacie pytań i odpowiedzi, z przykładami z codziennego życia.
Brawo, Zuzia pochwalił ją Władek, oglądając program to trzeba koniecznie uczcić.
Władysław Nowacki, czterdziestopięcioletni kawaler po przejściach, był żonaty już trzy razy. Jego nieposkromiona energia i grono przyjaciół były całkowicie nie na miejscu w domowym zaciszu. Człowiek twórczy, uważał się niemal za wybitnego kompozytora. Często przesiadywał w restauracjach, kawiarniach i saunach. Wszędzie czuł się jak u siebie, lubił alkohol.
Czas mijał. Zuzanna zrobiła się rozpoznawalna w swoim mieście, wyszła za Władka, jej audycje były powszechnie oglądane. Zawsze wyglądała świetnie, z klasą ubierała się, była uprzejma i serdeczna. Nie było w niej nic demonicznego, była po prostu piękną kobietą z telewizji. Ale wyszła za nieodpowiedniego człowieka po czasie sama to zrozumiała, gdy jej mąż stale wracał podpity.
Władek, nie przesadzaj rzucił kiedyś jego przyjaciel Szymon, gdy mąż próbował upokorzyć Zuzię ta dziewczyna za chwilę i ciebie wciągnie pod siebie.
Nie, Szymek, nigdy nie wybierałem sobie za żonę mądrych kobiet stwierdził tylko, a Zuzię lekko uszczypnął w policzek, siedzieli wtedy w kawiarni.
Gdy zabiegał o jej względy, był dżentelmenem. Kwiaty, prezenty, napisał dla niej dwie piosenki, słuchał z uwagą. Ale odkąd została żoną, wszystko odmieniło się. Odtąd traktował ją nie lepiej niż kota, czasem burczał pod nosem.
Naiwnie liczyłam, że z jego pomocą zostanę gwiazdą myślała Zuzanna.
Nie wyszło. W czasie studiów uczyła się francuskiego, co nie było najlepszym wyborem na podróże. Władek uparcie marudził:
Ucz się angielskiego, bo jak chodzisz po świecie jak jakaś wieśniaczka? Na siłownię nie musisz chodzić, nie szkoda ci czasu na bzdury, a na naukę angielskiego nie możesz się zabrać.
Po takich docinkach Zuzi nie chciało się uczyć angielskiego. Ale gdy Szymon, przyjaciel męża, wygłosił przy ich stole w gościach:
Dla kobiety z klasą angielski jest równie naturalny jak chodzenie w szpilkach od razu znalazła kurs angielskiego z dobrym nauczycielem.
No popatrz, Szymek, wpłynąłeś na moją żonę, tyle książek nakupiła, tylko angielski w samochodzie zamiast muzyki śmiał się Władek.
Władek z Zuzanną mieszkali w dużym mieszkaniu, odziedziczonym po jego dziadku, profesorze medycyny. Pomagała im gospodyni Weronika, samotna, złośliwa i zawistna kobieta, ale doskonale to ukrywała. Nic się jej nie dało ukryć całe dnie spędzała w ich mieszkaniu, obserwując wszystko.
Zuzanna obudziła się rano, męża nie było obok, jak zwykle zasnął po pijanemu na sofie w gabinecie. W kuchni Weronika stała z pustą butelką po koniaku:
Wczoraj była pełna. Co mu podać na śniadanie, jak wstanie?
Zostaw mu ogórkową mruknęła Zuzanna i poszła pod prysznic.
Po siedmiu latach małżeństwa z Władkiem, dziecka nie urodziła. On nie chciał miał już syna z pierwszego małżeństwa. I ona nie była pewna, czy go chce, robiła karierę. Po śniadaniu wysłała Weronikę do gabinetu męża. Ten leżał na brzuchu, na poduszce czerwone plamy.
Zuzanna zawołała gospodyni musisz wezwać pogotowie!
Co się dzieje?
Nie wiem.
Piętnaście minut później siedziała w karetce obok męża w drodze do szpitala. Z oddziału od razu przewieziono go na intensywną terapię. Lekarze wyrok:
Sprawa trudna. Nic nie możemy jeszcze obiecać.
Wieczorem zadzwoniono do żony:
Pani mąż zmarł.
Po prostu… nie mogę uwierzyć wyszeptała. Przecież nie był stary. Pogrzeb był wystawny. Szymon się postarał, ludzi mnóstwo, bo Władek był osobą znaną. Nawet przy stypie Szymon wygłosił mowę:
Nie będziemy rozpaczać. Władek przeżył barwne, pełne życie, zasłużył na odpoczynek teraz jest wolny i beztroski.
Wszystko miał w życiu usłyszała szept.
Na początku długo nie mogła przyzwyczaić się do braku męża. W domu panowała przejmująca cisza. Weronika patrzyła wyczekująco, nie wiedząc, czy gospodyni ją zwolni. Koleżanki postawiły sprawę jasno:
Zuzanna, nie masz powodów do żalu. Jesteś młoda, wolna i masz pieniądze. Po mężu zostały dwa pokaźne konta, podzielone na nią i syna z pierwszego małżeństwa. Ale i sama dobrze zarabiała. Szukała towarzystwa znajomych, nie chciała zostać sama, czasem zaglądała do kawiarni.
kawiarnia nieopodal domu
Minęło trochę czasu. Po nagraniu kolejnej audycji wpadła do kawiarni niedaleko domu. Zadumana sączyła hiszpańskie wino małymi łykami. Podszedł do niej postawny mężczyzna, uśmiechnął się i grzecznie spytał, czy może się przysiąść.
Można? kiwnęła głową. Ignacy przedstawił się. Ona także. Czemu taka smutna? Takiej pięknej pani nie wypada się zamartwiać.
Zwyczajnie jakoś smutno.
Ignacy, około czterdziestki, szatyn, twarde rysy twarzy Zuzi natychmiast skojarzył się z misiem pluszowym, co ją rozbawiło.
Pozwoli pani, że zaproszę… Wino, koktajl, ciasto co tylko pani zechce?
Dziękuję, może ciasto do słodkiego zawsze podchodziła obojętnie.
Choć nie był piękny, Ignacy okazał się uroczy i zabawny. Znał mnóstwo historii, miał doskonałe poczucie humoru, szybko przykuł jej uwagę. Zuzanna się śmiała, była rozpromieniona potem Ignacy odprowadził ją do domu. Umówili się na kolejne spotkanie.
Nazajutrz postanowiła powiedzieć Weronice:
Nie potrzebuję już twojej pomocy, sama sobie poradzę, będę gotować i sprzątać.
Zuziu, tyle lat u was pracowałam, wyrzucasz mnie na bruk… Gdzie ja teraz pójdę?
Znajdziesz inną rodzinę albo portiernię.
Wygonisz mnie rozpłakała się Weronika a tak się tu przyzwyczaiłam.
Rzeczywiście nie zbankrutuję, nie będę musiała sama szorować okien i kibla pomyślała Zuzanna.
Zobaczyła Weronikę wycierającą łzy.
No dobrze, skoro tak na tym zależy, zostań ucieszyła się gospodyni, nawet Zuzię pocałowała w policzek.
Polubiłam was jak rodzinę, straciłam Władka, a ty chcesz się mnie pozbyć…
Żyli dalej w tym samym domu, tylko teraz coraz częściej zaglądał Ignacy, nazwała go pieszczotliwie Igusiem. Kochał swoją piękność. Zuzanna wyszła za niego niecałe trzy miesiące później. Ślub cichy, na jej życzenie, ale miesiąc miodowy Ignacy zafundował żonie na Malediwach. Mógł sobie pozwolić prowadził własny biznes.
Zuzanna liczyła, że wyjazd będzie podobny do tych z Władkiem: lot rejsowy, dobry hotel, rozrywki z turystycznego niezbędnika. Ale pluszowy miś miał inne wyobrażenie. Zaskoczyła ją podróż lot pierwszą klasą, w porcie czekał opiekun, na wyspie przyjęto ich z fajerwerkami, koktajlami i tańcami.
Willa była przepiękna: cztery pokoje, dwie łazienki, basen i prywatna plaża.
Strach pomyśleć, ile Igiuś za to zapłacił myślała Zuzanna.
Nigdy go nie pytała, czy jest majętny, wiedziała tylko, że dobrze mu się powodzi. Ignacy był zbyt troskliwy poprawiał kołdrę, głaskał po głowie, pilnował, by rano nie piła tylko kawy, ale jadła solidne śniadanie.
Władek potrafił tylko poniżać i rugać, wmawiał mi, że ciągnie mnie w górę do swojego poziomu. Igiuś, choć nie jest przystojny, żyje dla mnie i zawsze gotów mnie wysłuchać a to bardzo ceniłam rozmyślała.
Weronika również chwaliła nowego pana domu i cieszyła się z życia w wielkiej willi pod miastem. Jedyną niemiłą niespodzianką dla Zuzanny był widok męża, gdy robił sobie zastrzyk.
Co to? przestraszyła się.
To tylko insulina, mam cukrzycę, ale to drobiazg, żyję pełnią życia.
Odpoczywając na Malediwach, leniwie rozważała:
Może naprawdę trafiłam szczęśliwy los?
Wypoczynek się jej spodobał. Tylko żałowała, że spędza go z niezdarnym mężem, a nie trenerem surfingu czy tenisowym przystojniakiem o błękitnych oczach.
Muszę mojego misia wysłać na dietę i na siłownię.
Poruszyła ten temat z mężem, ale on posmutniał.
Mogę ćwiczyć, jeśli chcesz, ale z metabolizmem mam problem. Apollinem nie zostanę. Jestem insulinozależny.
Rozumiem, nie trzeba podjęła decyzję.
Po powrocie rzuciła się w wir pracy. Coraz częściej ogarniała ją melancholia.
Czy kiedyś spotkam prawdziwą miłość? Nie kocham męża. Chciałabym się przekonać, czym naprawdę jest namiętność. Marzę, by nocą obok mnie leżał umięśniony przystojniak, nie pluszowy miś. W pracy koleżanki żartowały:
Nie zdradzasz swojego misia? Taka porządna?
Ale nie była zbyt zasadnicza. Po prostu nie chciała ranić dobrotliwego Ignacego. Na firmowej imprezie sylwestrowej Zuzanna sporo wypiła. Kolega Konstanty zadzwonił po przyjaciela Artura, by ją odwieźć.
Zuzanna, możemy cię podrzucić zaproponował pijany. Zgodziła się.
Artur posadził ją obok:
Kosti, czemu nie poznałeś mnie z Zuzanną? żartował, a ona patrzyła na niego z zachwytem.
Przystojniak w drogiej limuzynie nie odrywał od niej wzroku. Po odwiezieniu kolegi, zawiózł ją do domu, poprosił o numer telefonu. Przy wyjściu otulił ją i namiętnie pocałował. Nie odtrąciła go lubiła jego siłę i bezczelność.
Lover okazał się idealny. W domu Zuzanna była czuła dla swojego misia, a Artur nie tracił czasu na czułości spotykał się z nią w kawalerce, brutalny, mocny. Po wszystkim kładł się zrelaksowany.
Dobrze mi z tobą.
Obu taki układ pasował. Ignacy wracał z pracy późno, zima, sprawy firmowe nic nie podejrzewał. Pewnego dnia Zuzanna wpadła do Artura, już leżała w łóżku, on miał zamiar ściągnąć szlafrok, wyszedł z łazienki. Nagle zadzwoniono do drzwi.
Zaraz kogoś uduszę zaklął Artur i poszedł otworzyć.
Usłyszała dwa znajome głosy: Artura i swojego męża. Przestraszona zerwała się, zaczęła się ubierać. Na progu stał Ignacy milczał. Byłoby łatwiej, gdyby krzyczał.
Igusiu… to nie tak…
Artur stał cicho. Mógł nie wpuszczać męża.
Kto mnie zdradził? spytała.
Jaka to różnica? Choć nie wierzyłem, postanowiłem się przekonać.
Ignacy wyglądał fatalnie zbielał, spocił się, osunął na podłogę. Podbiegła, widziała, że ciężko oddycha.
Szybko pogotowie! Dzwoń!
Artur zadzwonił. Zuzanna znalazła w kieszeni męża cienki, dobrze jej znany pen do insuliny zawsze go miał przy sobie. Podała mu zastrzyk.
Może go uratuje… Ale nie odzyskiwał przytomności. Przyjechała karetka, lekarz ogłosił:
Nie żyje.
Zuzanna w końcu doszła do siebie. Artur odwiózł ją do domu. Weronika spytała:
Zuziu, co się stało? Wyglądasz okropnie.
Przyszła jej do głowy myśl:
To przecież Weronika mogła mnie wydać. Przecież tyle wypytywała o Artura, a nie cierpiała go ale milczała, i tak by się nie przyznała.
długo dochodziła do siebie po pogrzebie
Jako przyczynę śmierci podano zatrzymanie krążenia, dostała dokumenty. Po pogrzebie długo nie mogła dojść do siebie. Wkrótce z pierwszego małżeństwa Ignacego przyjechała córka z mężem adwokatem. Wyrzucili ją z domu, zagrozili, że jak pójdzie z nimi do sądu, i tak straci wszystko. Rzucili gruby plik pieniędzy i dali trzy dni na wyprowadzkę wraz z Weroniką.
Nie chciała Zuzanna walczyć o spadek, zrezygnowała. Wróciły z Weroniką do ogromnego apartamentu, odziedziczonego po Władysławie Nowackim.
Czas płynął. Doszła do siebie, pomógł Artur spotykali się, ale nie proponował małżeństwa. Wiedziała, że to nie będzie jej mąż, ale spotkania trwały. Pewnego dnia zadzwonił Konstanty:
Zuzanna, usiądź… Artur zginął w wypadku, od razu na miejscu…
Dopiero wtedy się zastanowiła.
Dlaczego wszyscy moi mężczyźni umierają? Jestem jak czarna wdowa, wszyscy mnie tak będą nazywać. Pewnie mam jakąś czarną aurę…
Pewnego razu do jej programu przyszedł młody mężczyzna Mieczysław. Od razu czuła, jak przeszywa ją spojrzeniem, po nagraniu zaprosił do kawiarni.
Dobrze zgodziła się najwyższy czas, żeby wrócić do życia.
Mieczysław skradł jej serce, Zuzanna zakochała się, czuła się szczęśliwa, pełna emocji.
To prawdziwe uczucie, nie mogę bez niego oddychać. Ale boję się o niego…
Mieczysław zakochał się równie mocno, razem spędzali szczęśliwe chwile. Zuzanna nawet nie pytała, kim jest, poza tym, że nie miał rodzeństwa, ojciec się z nim nie kontaktował. Mieczysław przeprowadził się do niej, pojechał do pracy, a ona miała ruszyć na telewizję po południu. Z ciekawości sprawdziła w internecie jego nazwisko.
Już pierwszy wynik ją poraził ten Mieciu znajdował się w czołówce najbogatszych ludzi w Polsce. Zuzanna była zszokowana majątek ogromny.
Nie wierzę… wybuchnęła śmiechem. Niesamowite! po czym przestraszyła się a jeśli i jemu coś się stanie?
Uspokoiła się, wyjechała do pracy. Wieczorem zadzwoniła do Mieczysława nie odbierał, więc zadzwoniła do firmy.
Dzień dobry, poproszę pana Mieczysława.
Kto pyta? spytała sekretarka.
Zuzanna…
Mieczysław trafił do szpitala… podała nazwę.
Zuzanna pędziła do szpitala.
Co mu jest?! rzuciła na widok lekarza.
Doktor uspokoił:
Spokojnie, nie ma tragedii, będzie żył, serce trochę szwankowało. Wszystko pod kontrolą.
Można go zobaczyć? Proszę…
Na dziesięć minut.
Zuzanna weszła do sali, czekał na nią z uśmiechem. Usiadła przy nim, chwycił jej ręce.
Wszystko będzie dobrze, kocham cię, gdy wyjdę ożenię się z tobą. Zgadzasz się?
Oczywiście pocałowała go. Przed nami całe życie i prawdziwe szczęście.
Dziękuję za przeczytanie, za wsparcie i kibicowanie. Powodzenia w życiu!





