Czas nakryć do stołu – zaproś rodzinę i przyjaciół na wspólne biesiadowanie w polskim stylu

Marysiu, widzimy się za trzy dni! I nie zapomnij upiec swojego słynnego pasztetu z mięsem. Jest taki pyszny… rozbrzmiewał radosny głos teściowej, Pani Grażyny, przez telefon.

Ale Marysia wcale nie była w nastroju do uśmiechu. Zakończyła rozmowę i z westchnieniem opadła na krzesło. Za kilka dni miała być Wielkanoc, a cała rodzina męża, Pawła, zapowiedziała się na święta u nich.

Macie takie przestronne mieszkanie, wystarczy miejsca dla wszystkich. My to dawniej ledwo się mieściliśmy w naszych kawalerkach, a tutaj każdy się odnajdzie! podsumowała dwa lata temu teściowa.

Teraz Marysia zaczynała wręcz nie cierpieć ich ogromnego, trzypokojowego M w Warszawie, które jeszcze długo będą spłacać w kredycie hipotecznym. Gdyby nie to mieszkanie, nie musiałaby gościć tej całej chmary rodziny, która za każdym razem robiła nieziemski bałagan i zaburzała nocny spokój.

Do kuchni wszedł Paweł i cmoknął żonę w czubek głowy.

Wszystko już z mamą ustaliłaś? zapytał.

Tak, znowu Wielkanoc u nas… Paweł, może Ty pogadasz z mamą? poprosiła błagalnie.

Paweł spoważniał.

Marysiu, przecież o tym rozmawialiśmy. Mama Cię uwielbia, jest zachwycona Twoim gotowaniem! Jak miałbym jej zabronić przyjeżdżać? Poza tym, mama już jest na emeryturze. Nie zmusisz jej, żeby gotowała dla wszystkich. Wychowała czwórkę dzieci, należy jej się trochę spokoju.

Za każdym razem Marysia poddawała się namowom Pawła, ale myślami powtarzała sobie: A kto zadba o mnie? Dlaczego ja mam w święta obsługiwać całą rodzinę?

Wiedziała jednak, że nie ma sensu się sprzeczać. Nie chciała psuć sobie i Pawłowi relacji przez rodzinne sprawy. Następnego dnia wybrała się więc na wielkie zakupy, a dzień przed Wielkanocą zanurkowała w gotowaniu.
Stała nad garnkami do późna w nocy, żeby przygotować wszystko dla rodziny. W gości szykowali się wszyscy synowie Pani Grażyny z rodzinami. Czyli razem ponad dziesięć osób!

Czemu jestem tu sama? Serio nikt nie mógłby mi pomóc? Może już nie mama Pawła, ale przecież ktoś z żon braci? Czy też mają święty spokój? mruknęła do męża, ugniatając ciasto na pasztet.

Paweł wytrzeszczył oczy.

Przecież wiesz, że moi bracia nie potrafią gotować, a ja tym bardziej. Żony mają swoje dzieci i pracę nie będę ich tak po prostu prosił. To nie w porządku.

Ale mnie można wyeksploatować? Przecież też pracuję, nawet jeśli z domu. I wcale nie jest mi lżej odburknęła.

Nie denerwuj się Paweł objął ją w talii. Wszystko wyjdzie super. Spotkamy się, będziemy zachwyceni Twoją kuchnią i poprawisz sobie humor.

Marysia znów się zgodziła. Gdy wieczorem padła na łóżko, była wykończona, ale nie mogła zasnąć. Miała w głowie gonitwę myśli: Po co mi te pochwały? Chciałabym czasem przyjść na gotowe, bez marnowania nerwów, czasu i pieniędzy…

O świcie, kiedy w końcu zasnęła, obudził ją dźwięk telefonu. Teściowa postanowiła zadzwonić jako pierwsza i po życzeniach oznajmiła:

Za godzinę jesteśmy u Ciebie! Wszystkim już wczoraj powiedziałam, więc szykuj stół rozlegał się jej wesoły głos.

Marysia nie miała siły się zwlec z łóżka. Wizualizowała sobie jak znowu sto razy biega do kuchni, rozstawia talerze, potem wszystko sprząta…

Nie chcę… jęknęła w poduszkę.

Marysia, czemu jeszcze leżysz? Zaraz mama przyjedzie! Paweł pojawił się w drzwiach z lekko karcącym spojrzeniem.

Wstaję… mruknęła i zwlekła się z łóżka. Dasz radę, poradzisz sobie, jesteś silna” szeptała sobie pod nosem, kierując się do łazienki.

Zmobilizowała się. Udało się wszystko rozłożyć i podgrzać na czas.

Przy stole był rwetes. Głośne rozmowy, śmiechy, dzielenie się historiami. Obok Marysi przysiadła się teściowa i co chwila publicznie chwaliła synową:

Jak nasza Marysia świetnie gotuje! Wszystko przepyszne, córeczko, ja bym w życiu takiego obiadu nie zrobiła szeroko się uśmiechała i ściskała jej dłoń z aprobatą.

Marysia zbierała gratulacje z grzecznym uśmiechem, ale często znikała z salonu. Wychodziła na balkon, by uciec od hałasu i pytań o dzieci. Ona i Paweł wciąż się wahali i odkładali tę decyzję. Rodzinie jednak to niespecjalnie odpowiadało.

Marysiu! rozległ się głos teściowej. Podasz deser? Gdzie się schowałaś?

Dołączyła do niej na balkonie Pani Grażyna.

Ty palisz?! zapytała zaskoczona.

Co? Nie, skąd! Po prostu musiałam odetchnąć świeżym powietrzem, jest duszno w mieszkaniu.

No tak, okien nie otworzymy, dzieci w środku. Już się wystraszyłam Pamiętaj, nawet nie próbuj takich rzeczy, musisz mi jeszcze wnuki urodzić! pogroziła jej żartobliwie palcem.

Marysia wymusiła uśmiech. Ale teściowa niczego nie zauważyła.

Chodź, czas na deser.

Kiedy weszły do salonu, teściowa od razu zajęła miejsce. Marysia została sama. Sprzątała brudne talerze, wyniosła je do kuchni, później rozłożyła desery i nowe sztućce. I wszystko sama.

Twój sernik jest najlepszy na świecie po raz kolejny zachwycała się teściowa.

Marysia szybko znów zniknęła do kuchni. Zaczęła zmywać naczynia, żeby mieć zajęcie i nie słuchać rozmów. W takich chwilach jeszcze bardziej żałowała, że wciąż nie mają zmywarki ich zakup ciągle przekładali.

Po dwóch godzinach goście zaczęli się zbierać.

Pawełku, odwiezie mnie do domu? zapytała Pani Grażyna.

Pewnie, mamusiu. Tylko zabiorę klucze.

Kiedy Marysia została w mieszkaniu sama, weszła do salonu i ciężko opadła na kanapę. Wszędzie bałagan, dzieci porozrzucały zabawki, nic nie zostało z wczorajszych porządków.

Muszę się pozbierać i sprzątnąć to wszystko. Jak zostawię, to jutro będę się jeszcze bardziej denerwowała westchnęła sama do siebie.

Wzięła się w garść. Pozbierała wszystkie brudne talerze, obrus i ręczniki trafiły od razu do pralki. Stół odstawiła na miejsce. Naczynia wymyła, resztki spakowała do pojemników i pochowała w lodówce. Później przeleciała odkurzaczem wszystkie pokoje i umyła podłogi.

Należy mi się coś dobrego za ten cały trud

Nalała sobie wannę, dorzuciła ukochaną musującą sól i włączyła ulubioną muzykę. Gorąca woda cudownie odprężyła zmęczone mięśnie. Po raz pierwszy tego dnia wzięła telefon do ręki i zobaczyła SMS-a od Pawła:

Mama zaproponowała, żebym został na noc. Wrócę jutro.

No jasne Tego się spodziewałam.

Doskonale wiedział, że dziś będzie wielkie sprzątanie a jednak zgodził się zostać u mamy.

Skoro tak, to ja też zacznę myśleć o sobie! postanowiła.

Minął miesiąc jak z bicza trzasł. Zbliżało się kolejne święto. Telefon od teściowej nie kazał na siebie długo czekać:

Marysiu, szykuj stół! Wpadniemy w piątek świętować urodziny młodszego brata Pawła!

Jasne, stół stoi. Tylko wiesz co? Z gotowaniem będzie problem mam urwanie głowy w pracy, muszą mnie ściągnąć do biura, nie wiem kiedy skończę powiedziała z udawanym żalem Marysia. Nie wiem nawet, czy będę mogła dołączyć do świętowania…

Jak to?… zdziwiła się teściowa.

No, praca, co zrobisz…

No dobrze, coś wymyślę. Szkoda westchnęła teściowa.

Trzymaj się, odpowiedziała Marysia i zakończyła rozmowę, uśmiechając się pod nosem.

Urodziny szwagra spędziła u przyjaciółki. Rano natomiast kazała Pawłowi wszystko ogarnąć w końcu to nie jej brat świętował.

Na zbliżające się imieniny teściowej Marysia wzięła urlop i pojechała do swoich rodziców do Łodzi. Prezenty wręczyła wcześniej i przy okazji dała znać:

A gdzie będziemy świętować?

Paweł was przyjmie, ale mnie nie będzie.

A gotowanie?

Zamówcie coś, albo niech inne synowe coś ugotują. Na pewno sobie poradzicie!

Kolejne święta Marysia była już w domu, ale na stole gromadziła się tylko wędlina i kupny sernik. Za każdym razem powtarzała:

Kompletnie nie miałam czasu na gotowanie, praca mnie przytłoczyła. Jeśli chcecie, możecie coś zamówić.

Ale nikt nie miał zamiaru otwierać portfela i wykładać swoich złotych na catering. Przed Sylwestrem wszystkim w rodzinie powoli przestało się chcieć świętować u Marysi.

Tego Sylwestra Marysia i Paweł spędzili już tylko we dwoje i tak jej najbardziej pasowało. Plan zadziałał. Wznosząc kieliszek szampana, uśmiechała się do siebie: No Marycha, jesteś mistrzem. Dziś trzeba to uczcić!Z kieliszkiem w dłoni spojrzała przez okno na cichy, zaśnieżony balkon. Na twarzy czuła ciepło od lampki, której światło miło kładło się na podłodze. Choć w mieszkaniu panowała cisza, w jej sercu pierwszy raz od dawna rozgościł się spokój.

Paweł przeszedł przez pokój i zatrzymał się obok niej.

Dziś było wyjątkowo spokojnie, prawda? zapytał, siadając obok.

Marysia spojrzała mu w oczy. Bez złości, bez ukrytego wyrzutu. Tylko z cichym triumfem i ulgą.

Jest idealnie odpowiedziała miękko. Przydało nam się trochę świętego spokoju.

Paweł podrapał się po głowie i westchnął.

Trochę bałem się tych pustek… Ale chyba wreszcie rozumiem. Ty zawsze wszystko dźwigałaś na sobie. Chyba czas się tego oduczyć, prawda?

Marysia wzięła łyk szampana, a potem się uśmiechnęła. Tym razem nie z grzeczności, ale z własnej, nowej satysfakcji.

Już się o siebie zatroszczyłam, Paweł. Wiesz co najbardziej lubię w tym spokoju? Że mam w końcu święta dla siebie. I dla nas.

Spojrzeli na siebie, toastując cicho.

Za oknem śnieg sypał coraz gęściej, światła miasta migotały w oddali. Marysia przez chwilę miała wrażenie, że właśnie teraz rozpoczyna najlepszy rozdział swojego dorosłego życia taki, w którym nie musiała nikomu nic udowadniać, ani z niczego rezygnować.

Wreszcie mogła być bohaterką własnych świąt.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedem − dwa =

Czas nakryć do stołu – zaproś rodzinę i przyjaciół na wspólne biesiadowanie w polskim stylu