CO SKRÓCISZ, TEGO NIE ODNAJDZIESZ
Gdy Danka pokazywała znajomym swoje ślubne zdjęcia, zawsze narzekała:
Ależ się namęczyłam w tej sukni! Niby śliczna, ale jaka ciężka i niewygodna! Następnym razem, jak będę się żenić, to wybiorę coś lekkiego jak mgiełka.
Wszyscy byli przekonani, że Danuta żartuje. Śmiali się razem z nią. A ona naprawdę żartowała. Znajomi wiedzieli, że Danuta wyszła za mąż z wielkiej miłości. Typowy wakacyjny romans. Danuta 21 lat, Grzegorz 28.
Sierpień, Bałtyk ciepły jak rosół, szampan w plastikowych kubkach, gwiazdy nad Mielnem, wakacyjny klimat… Wszystko zmieszało się w letnią sałatkę, która skończyła się ślubem w urzędzie stanu cywilnego. Choć trzeba przyznać, po drodze Grzesiowi przyszło się rozwieść z drugą żoną, a Danucie przenieść się do rodzinnego miasta męża.
Warszawa Gdańsk Warszawa. Tę trasę Danka przez dziesięć lat znała już lepiej niż rozkład PKP na pamięć.
Ale to jeszcze przyszłość. Na początek młodzi musieli wynająć mieszkanie, bo Grzesiek zostawił swoje ex-żonie numer dwa, która groziła, że połknie proszki, wyleje na trzecią żonę kwas od baterii i wyskoczy z balkonu, jeśli nie wróci na stare śmieci!
Po pewnym czasie druga żona ucichła, może dlatego, że Grzesiek obiecał wrócić, kto ją tam wie O pierwszej żonie Grzesiek nawet nie chciał wspominać. Po co rozdrapywać rany? Tamto małżeństwo to był żart na półtora roku. Potem uszczęśliwił żonę numer jeden, oddając ją swojemu kumplowi i wilk syty, i owca cała.
Z drugą żoną Grzesiowi zajęło trzy lata, by odkryć, że jej największym marzeniem nie były dzieci ludzkie bo tak właśnie je nazywała!
Dankę te historie w ogóle nie wzruszały. Wierzyła w siebie, była ambitna, piękna i oryginalna. Grzesiek nosił ją na rękach. Był przekonany, że złapał Boga za nogi. Kwiaty przynosił hurtowo, futra kupował potrójnie, butów miała tyle, że mogłaby prowadzić obuwniczy wioślarski. Polatał z nią po Londynach, Paryżach i Budwie. Poszerzyć horyzonty, nazbierać sił na pierwsze dziecko.
Wkrótce urodziła się córeczka Marysia. Gdy Danuta niańczyła małą, Grzesiek kupił domek i umeblował go, żeby jej się podobało. Wszystko dla swoich ukochanych dziewczyn.
Nowe gniazdko obchodziło się hucznie. Marysię posłali do przedszkola, a Danuta ostro zabrała się za dalszą edukację… Oczywiście w Warszawie. Tam były przyjaciółki, mama, sąsiedzi i nawet obcy uśmiechali się na klatce jak do starej znajomej. Pod znajomymi lipami zawsze jakoś lepiej się oddycha.
Marysię Danka zostawiała pod opieką teściowej, która małą wręcz ubóstwiała. Podczas sesji Danka przebywała w ukochanej Warszawie. Grzesiek był o nią chorobliwie zazdrosny. Przylatywał do Warszawy pod różnymi pretekstami, organizując przypadkowe naloty i jeszcze bardziej przypadkowe spotkania. W innym mieście, a jakże! Trzeba przyznać, że Danka nie dawała powodu do podejrzeń. Przynajmniej tak się wydawało…
Prawdę mówiąc, Danka uciekała od obowiązków domowych jakby główną rolę dostała w Uciekającej pannie młodej. Gotowa była studiować i studiować, byleby nie myć garów, nie sprzątać, nie męczyć się z praniem. Sądziła, że życie jej ucieka, a ona jak Kopciuszek. Mądra taka i ładna, a tu taka mało prestiżowa codzienność.
Po jakimś czasie w torebce Danuśki pojawiły się trzy czerwone dyplomy. Główny kierunek psychologia. Nosząc je, z zapałem szukała pracy. Grzegorz się burzył:
Czy my mamy za mało pieniędzy? Zwariuję, jak będziesz znikała całymi dniami z roboty! Danka, może zrobimy synka? Albo córeczkę, jak wolisz. Bylebyś była w domu.
Danka nie widziała siebie w roli mamy po raz drugi. Misję uważała za spełnioną: dała życie córce, mężowi córkę. Czego jeszcze chcieć? Teściowa, słuchając plątaniny rozważań synowej, zaproponowała, by wnuczka została u niej. Do czasu aż… Danka dorośnie.
Słowem synowej wiecznie brakuje czasu dla dziecka; najlepiej, żeby całe życie się uczyła i bujała w obłokach. A dziecko potrzebuje przecież czułości i uwagi od bliskiego człowieka. Danka bez wahania się zgodziła. I tak pyk wyjechała do Warszawy, nawet Grześka nie poinformowała. Z Warszawy zadzwonię, pomyślała.
Na miejscu czekała na nią… Grzesiek. Już dobrze znał patenty żony.
Danka, a gdzie Marysia? Ty w Warszawie, a nie w Gdańsku? Masz kogoś? dopytywał.
Grzesiulek, nie martw się. Nie mam żadnego wielbiciela. Po prostu się z tobą nudzę, rozumiesz? Wolności mi brakuje! odpowiadała najspokojniej świata.
Wolności? Od mnie i córki? A gdzie się podziała miłość? Przeminęła? Może masz kryzys wieku średniego? Przeżyjemy razem! Grzesiek próbował negocjować.
Ja już się wypisałam… rzuciła jak kamień w wodę.
Grzesiek poleciał do teściowej z nadzieją na ratunek. Ta tylko rozłożyła ręce:
Ja nic nie pomogę. She się na nic nie zda. Danka jak skała, nic jej nie przekonasz, zięciu.
Grzesiek wrócił do Gdańska samotnie. Pogubił się, co dalej robić, jak się dogadać z żoną, jak połączyć rodzinę. „Za moje dobro, we mnie siekierą…” tak rozmyślał.
Dni płynęły, tygodnie mijały… Danka nie wracała. Odbierała telefony, ale chłodno, jak urzędnik podatkowy. Wszystko u mnie w porządku.
Czas płynął, a Grzesiek długo rozmyślał i w końcu sprzedał dom, zabrał Marysię i przeprowadził się do Warszawy. Wszystko w imię ratowania rodziny.
Danka przyjęła ten pomysł z lodowatą obojętnością. Próbowała Grześka zniechęcić a po co dziecko denerwować, nowe środowisko, szkoła, i babcia nie zgodzi się
W rzeczywistości nie chodziło o córkę, tylko o własną wolność. Jak ptak niebieski chciała żyć i nie mieć już więcej łańcucha na nodze. Otworzyła własny biznes pracownię krawiecką. Wynajmowała kawalerkę, miała adoratorów jak w Dynastii i zero czasu na nudę. I nagle pojawił się mąż z dzieckiem Po co jej to? Przeszłą rodzinę najchętniej wymazałaby gumką. Była twarda jak orzech. Wszystko, co wcześniej, jakby działo się nie z nią.
Grzesiek się nie poddał i przyjechał z córką do Warszawy. W nim ciągle tliła się nadzieja na rodzinę, a miłość do żony była ciężka jak gulasz na Wigilię.
Na początku odbierał Dankę z pracy, przyprowadzał córkę a ta była wykapana mama. Nic nie wskórał. Danka zamieniła się w sarkofag. Cisza, chłód, zero emocji. W końcu postawiła sprawę jasno:
Grzesiek, zostaw mnie w spokoju! Najwyższy czas na rozwód. Marysię mogę przytulić.
A Marysi stuknęło już 11 lat. Przytułek raczej jej nie interesował; miała kochającego ojca, babcię, która codziennie modliła się za wnuczkę. Marysia kochała mamę, ale nie rozumiała, dlaczego ta z taką łatwością zrezygnowała z własnego dziecka.
Czas leci i nikt go nie dogoni.
Życie płynie dalej. Każdemu, co kto sobie zgotował.
Grzesiek przestał łowić ryby na suchym lądzie. Zrozumiał, że do serca Danki mu daleko jak z Ciechocinka do Zakopanego pieszo.
Los przywiódł mu zwyczajną kobietę. Stąpała twardo po ziemi. Bez lotów ponad chmury. Zamieszkali razem na wsi. Nowa żona miała już dwóch synów z pierwszego małżeństwa.
Nie potrzebowała Londynów, futer i stu par butów. Chodzi mi tylko o gumowce na deszcz, grubą kamizelkę do obory i żeby dzieci wyrosły ludzi tak brzmi jej lista marzeń.
Przy niej Grzesiek poczuł spokój, ciepło i domowe szczęście. Gdzie prosto, tam aniołów sto, gdzie zakręty tam żadnego. Niedługo potem pojawiła się córka. Grzesiek pierwszy raz poczuł prawdziwą miłość. Pierwszych trzech małżeństw nie wspominał. Po co odgrzewać stare pierogi?
Danka mieszka z mamą w jej mieszkaniu. Jeden z partnerów biznesowych obiecał jej gruszki na wierzbie, potem wyciął numer i zostawił jak śliwkę pod gruszą. Pracownia krawiecka Danki splajtowała. Stado adoratorów rozpłynęło się jak śnieg w kwietniu.
Krótko mówiąc starali się, starali, a na końcu zniknęli. Danka pracuje jako psycholog w szkole. Nauka się wreszcie przydała. Nie żałuje niczego. Choć człowiek nigdy nie wie, co czai się w jego wnętrzu. Może kiedyś, nawet taka Danuta, poczuje iskierkę skruchy? Kto wie
Marysia, już dorosła, zamieszkała ze swoim mężem (tak, lata minęły, córka wyrosła) u babci w Gdańsku.
W dniu ślubu miała na sobie lekką, zwiewną suknię ślubną, którą podarowała jej mama Danka.





