Błysk głośny huk ciemność ciemność
W końcu mrok zaczął się rozjaśniać. Usłyszałem głos:
Zuzanno Malinowska, to ratownik, u nich coś wybuchło.
Przez ból poczułem dotyk dłoni na szyi. Spróbowałem unieść powieki, co przyszło z wielkim trudem. Przed oczami zawisł wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi znakami zodiaku… Spojrzałem w oczy kobiety w białym fartuchu
Na salę operacyjną! zabrzmiał głos tuż obok.
Pamiętam, jak rodzice wrócili z pracy. Mama od razu pobiegła do kuchni, zajrzawszy po drodze do pokoju, gdzie odrabiałem lekcje. Tata, wchodząc, od razu zauważył, że mam kiepski nastrój.
Tomek, co się stało? ojciec poklepał mnie po głowie.
Nic, – burknąłem, bo byłem wtedy czwartoklasistą.
No dalej, wyduś to z siebie!
Wkrótce 8 Marca. Nauczycielka zatrzymała nas dzisiaj po lekcjach i kazała przygotować prezenty dla dziewczynek.
No i gdzie problem? uśmiechnął się tata.
Mamy po równo chłopaków i dziewcząt. A ona rozdzieliła, kto komu wręcza, – westchnąłem ciężko. Mnie trafiła się brzydka, Zuzanna Malinowska.
Każda dziewczynka chce dostać coś na Dzień Kobiet, nawet te mniej urodziwe, – tata mówił do mnie jak do dorosłego. A jak to rozdzielała? Według nazwisk?
Nie, według znaków zodiaku.
To znaczy? tata nie wytrzymał i znów się uśmiechnął.
Według zgodności. Zuzanna to Panna, a Pannom najbardziej pasuje Byk. A ja akurat jestem Bykiem.
To nawet dobrze, skoro się zgadzacie! Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
Tata nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Do pokoju wbiegła mama:
Co się tu dzieje?
Anna, idź do kuchni, – twarz taty stała się surowa. Mamy z synem poważną rozmowę.
Gdy mama wyszła, zapytałem smutnym głosem:
Tato, i co ja mam teraz robić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię coś dla twojej wybranki.
Tato, co ty możesz zrobić? Przecież pracujesz w fabryce.
Tak, ale w dziale galwanizacji. Tam wykonujemy różne pokrycia metali.
Nie rozumiem, tato.
Jutro sam zobaczysz!
Następnego dnia tata przyniósł wisiorek na łańcuszku w formie prostokąta, który wyglądał na złoty. Na jednej stronie wygrawerowane były dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobnym, ładnym pismem widniał napis:
Mojej koleżance Zuzannie na 8 Marca! Tomasz.
Och, jak pięknie ten wisiorek się prezentował! A gdy mama wsadziła go do małej foliowej torebki, wyglądał naprawdę rewelacyjnie.
Nadszedł 7 marca. Nauczycielka nie zamierzała prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczyli jej prezent. Długo dziękowała. Potem ogłosiła, żeby chłopcy obdarowali dziewczynki.
Co się tu zaczęło! Wszyscy rzucili się do swoich wybranek. Ja też podszedłem do Zuzanny Malinowskiej i powiedziałem, jak uczył tata:
Zuzanno, życzę ci wszystkiego najlepszego z okazji święta 8 Marca! Być może kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Po tych słowach wróciłem na swoje miejsce i oczywiście nie zauważyłem, jak zabiło serce tej brzydkiej, moim zdaniem, dziewczynki.
Wkrótce rodzice Zuzanny przeprowadzili się do innej dzielnicy, a ona od piątej klasy zaczęła uczyć się w innej szkole.
Otworzyłem oczy. Biały sufit szpitalnej sali. Spróbowałem poruszyć rękami i nogami. Poruszała się tylko lewa ręka.
Gdzie ja jestem? zwróciłem się w przestrzeń.
Usłyszałem stukot i do łóżka podszedł pacjent na kulach, przyjrzał mi się uważnie i zapytał:
Ocknąłeś się? Jesteś na oddziale chirurgii urazowej.
Mam całe ręce i nogi? zapytałem cicho.
Chyba wszystko na miejscu, – ucieszył mnie. Tylko jesteś cały zabandażowany od stóp do głów.
Dobrze, jeśli wszystko całe.
Podeszła pielęgniarka i troskliwie zapytała:
– Jak się czujesz?
– Co się ze mną dzieje? odpowiedziałem pytaniem.
– Twojemu życiu nic nie grozi. Ręce i nogi będą sprawne. Zostaną tylko blizny, – podała włączony telefon. Twoja mama prosiła zadzwonić, gdy się obudzisz.
– Synku, – przez łzy rozległ się głos mamy.
– Mamo, wszystko w porządku, – starałem się mówić wesoło. Powiedzieli, że zostaną tylko małe blizny. Wkrótce mnie wypiszą.
– Nie pozwolili mi zostać z tobą na noc. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, nie martw się zbytnio!
Położyłem telefon obok, spróbowałem uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dziękuję!
– No, szybko cię nie wypiszą, – odpowiedziała z uśmiechem. Przeleżysz tu trzy tygodnie. Na pewno!
– Co się u was stało? zapytał sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wyszła.
– Jestem ratownikiem. W fabryce zaczęły wybuchać butle z tlenem, – zacząłem wspominać. Wezwali nas. Przyjechaliśmy przed strażą pożarną. Pomieszczenie było ogromne, w środku leżało troje poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, butle rozrzucone, miejscami płonął ogień. Zaczęliśmy wynosić ludzi Wyszedłem ostatni Gdy byłem już przy drzwiach, wybuchła kolejna butla Potem nic nie pamiętam.
– Dopadło cię to.
– Kowalski Tomasz, – rozległ się głos pielęgniarki. Odwiedza cię kolega z pracy.
– Cześć, Tomek! Jak leci?
– Ręce i nogi mam całe! odpowiedziałem optymistycznie. Ale na razie mogę przywitać się tylko lewą ręką!
– Nie przejmuj się!
– Co było dalej?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Natychmiast rzuciliśmy się z powrotem, wyciągnęliśmy cię cały byłeś we krwi lekarze już czekali
– Dzięki!
– Tomek, o czym ty mówisz?! na twarzy kolegi pojawił się uśmiech. – Chyba chcą nas przedstawić do odznaczeń.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– No, idę już. Będzie obchód. Pielęgniarka kazała nie zostawać długo.
Nie zdążył wyjść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna około czterdziestu lat:
– No, jak się miewasz, bohaterze? podszedł do łóżka.
– W porządku.
– Skoro rozmawiasz, to znaczy, że przeżyjesz. Daj, obejrzę cię!
– Czy pan mnie zszywał? zapytałem.
– Nie, Zuzanna Malinowska. Przyjdzie pojutrze w dzień.
Minęły dwa dni. Próbowałem już wstawać. Ból w nogach był jeszcze silny, prawa ręka rozdarta. Ran na całym ciele miałem nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy gdy wybuchło, uderzyłem o framugę, dobrze że zdążyłem wystawić prawą rękę. Spojrzałem w lustro. Twarz wciąż opuchnięta.
Dzisiaj obchód miał robić lekarz, który przedwczoraj przez pięć godzin zszywał mnie na sali operacyjnej. Trochę się denerwowałem.
W końcu weszła. Młoda, szczupła, w okularach, ale one jej wcale nie psuły, a biały fartuch pasował do niej idealnie. W wieku dwudziestu siedmiu lat byłem już żonaty. Ale po pół roku się rozeszliśmy nie dogadaliśmy charakterami, jak napisano we wniosku, choć w rzeczywistości była żona nie lubiła pensji ratownika.
– Dzień dobry! powiedziała i podeszła do łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiechnęła się. Coś nie tak?
– Pozwól, że cię obejrzę.
Pochyliła się nade mną Przed oczami zobaczyłem wisiorek ze znakami zodiaku zwisający z jej szyi:
– Zuzanna Malinowska!!! krzyknąłem.
Uważnie spojrzała na moją opuchniętą twarz.
– Przepraszam! powiedziała, nie poznając mnie.
– Ja jestem Bykiem, – wskazałem na wisiorek.
– Tomek Kowalski? jej wargi zadrżały. Pamiętasz mnie jeszcze?
– Oczywiście, Zuzanno? widząc łzy w jej oczach, położyłem dłoń na jej ręce.
– Przepraszam! wyjęła chusteczkę i otarła oczy. Nigdy nie myślałam, że spotkamy się w taki sposób.
Tego dnia Zuzanna więcej nie wchodziła do sali. Ale zrozumiałem, że ma taki sam grafik jak ja: dzień, noc i dwa dni wolne.
Nie chciałem wyglądać przed nią bezradnie. Cały następny dzień próbowałem chodzić po sali, opierając się na łóżkach, kilka razy, trzymając się ściany, wyszedłem na korytarz.
Wieczór. Lekarz z dziennej zmiany wyszedł. Przyszła nowa zmiana czuć było po rozmowach na korytarzu. Czas na obchód
Nagle krzyki i pośpieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy przywożą kolejnego poszkodowanego.
Już była dziesiąta. Pielęgniarka wyłączyła światło w sali. Ale nie mogłem spać. Po północy usłyszałem kroki na korytarzu, ucichły, a w ciszy raczej poczułem niż usłyszałem, że ktoś płacze. Wstałem i ostrożnie wyszedłem na korytarz.
Za stanowiskiem dyżurnym siedziała i z głową na rękach płakała moja była koleżanka z klasy. Podszedłem i położyłem zdrową rękę na jej ramieniu:
– Co się stało, Zuzanno?
Wstała i wtuliła się w moje ramię:
– Operowałam kobietę, wpadła pod samochód, – łkając zaczęła opowiadać. Zrobiłam wszystko co możliwe i niemożliwe Teraz jest na oddziale intensywnej terapii, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż jest z nią w sali
– Uspokój się, Zuzanno!
– Pracuję jako chirurg od trzech lat i wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tego, że ludzie umierają.
– Uspokój się! Takie są nasze zawody. Przez pięć lat też widziałem wiele śmierci, ale uratowaliśmy też sporo żyć, – westchnąłem ciężko. – Przez to odeszła ode mnie żona. Mówiła, że wracam do domu nie taki sam i zarabiam za mało. Ale u mnie zawsze wychodzi czterdzieści da się żyć.
– U mnie tak samo, – spojrzała mi w twarz. Chłopcy patrzą na mnie jak na wariatkę. Do tej pory nie wyszłam za mąż, mieszkam z rodzicami jak nastolatka.
– Daj spokój, mamy tylko po dwadzieścia siedem lat całe życie przed nami.
– Nie, Tomek, mamy już po dwadzieścia siedem.
– Zuzanno Malinowska, jej puls zanika, – krzyknęła wybiegająca pielęgniarka.
– Przepraszam! Zuzanna pobiegła na intensywną.
Tej nocy nie mogłem zasnąć. Rano pielęgniarka zrobiła mi zastrzyk jak zwykle.
– Kobieta, którą operowano tej nocy, żyje? zapytałem nieoczekiwanie nawet dla siebie.
– Żyje, ale stan jest bardzo ciężki.
Minęły trzy tygodnie. Rany na moim ciele się zagoiły. Widywaliśmy się z Zuzanną podczas jej zmian, a ja czułem się coraz bardziej przyciągany do niej. Ale oddział chirurgii urazowej nie jest miejscem na osobiste rozmowy.
Podczas jednego z porannych obchodów lekarz mężczyzna oznajmił:
– Dzisiaj cię wypisuję, – uśmiechnął się i dodał. Ze szpitala. Od razu idź do przychodni, tam zdecydują, jak długo jeszcze na zwolnieniu.
– Mogę się zbierać!
– Tak, tak! Nie spiesz się za bardzo. Teraz przygotują wypis.
Gdy lekarz wyszedł, ogoliłem się. Patrząc w lustro, zauważyłem z satysfakcją, że dwie pozostałe blizny nie psują twarzy, a wręcz dodają męskości. Na inne blizny nie warto zwracać uwagi.
Zebrałem się i wyszedłem na korytarz. Naprzeciwko, trzymając się ściany, szła pacjentka.
Jednak dała radę! – przemknęła mi radosna myśl.
Pielęgniarka podała wypis:
– Do widzenia, Tomasz! Nie wpadaj tu więcej!
Miałem swoje kawalerskie mieszkanie, ale pojechałem do rodziców. Mama tak na mnie czekała i się martwiła. Nawet wzięła urlop.
– Synku! rzuciła się w moje objęcia.
– Już dobrze, mamo! Jak widzisz, żyję i jestem zdrowy.
– Chodź, przygotowałam ci obiad. Jaki jesteś chudy.
– Och, jak mi brakowało domowego jedzenia!
– Dopóki się nie wyzdrowiejesz i nie ożenisz, będziesz mieszkał w domu rodzinnym. Twój pokój nadal jest wolny, – i krzyknęła jak do dziecka. Idź umyć ręce!
Do wieczora poszedłem do fryzjera. Wróciłem do swojego mieszkania po trochę ubrań. Mama od razu zabrała się do prasowania.
Wieczorem przyszedł tata z pracy. Usiedliśmy razem jak dawniej i rozmawialiśmy do późna.
Poszedłem spać do swojego pokoju z dzieciństwa, ale nie zasnąłem od razu:
Jutro trzeba pójść do przychodni. Potem do pracy. A wieczorem
Z tą myślą o następnym wieczorze zasnąłem długo po północy.
Następnego dnia rano poszedłem do przychodni. Do południa chodziłem po gabinetach. Po obiedzie poszedłem do pracy, akurat zaczynała się moja zmiana.
– Dokąd idziesz? zapytał tata.
– Tato, pamiętasz dawno temu, kiedy byłem w czwartej klasie. Zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki?
– Dla brzydkiej Zuzanny Malinowskiej? Pamiętam.
– Pamiętasz, jak powiedziałeś: Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
– Pamiętam to też.
– Tato, Zuzanna jest teraz chirurgiem. To ona mnie operowała. I do tej pory nosi ten wisiorek na szyi.
– No proszę!
– Tato, twoje słowa się sprawdziły. Idę do niej!
Dwadzieścia siedem lat to nie tak wiele na początek życia z ukochaną osobą.Błysk głośny huk ciemność ciemność
W końcu mrok zaczął się rozjaśniać. Usłyszałem głos:
Zuzanno Malinowska, to ratownik, u nich coś wybuchło.
Przez ból poczułem dotyk dłoni na szyi. Spróbowałem unieść powieki, co przyszło z wielkim trudem. Przed oczami zawisł wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi znakami zodiaku… Spojrzałem w oczy kobiety w białym fartuchu
Na salę operacyjną! zabrzmiał głos tuż obok.
Pamiętam, jak rodzice wrócili z pracy. Mama od razu pobiegła do kuchni, zajrzawszy po drodze do pokoju, gdzie odrabiałem lekcje. Tata, wchodząc, od razu zauważył, że mam kiepski nastrój.
Tomek, co się stało? ojciec poklepał mnie po głowie.
Nic, – burknąłem, bo byłem wtedy czwartoklasistą.
No dalej, wyduś to z siebie!
Wkrótce 8 Marca. Nauczycielka zatrzymała nas dzisiaj po lekcjach i kazała przygotować prezenty dla dziewczynek.
No i gdzie problem? uśmiechnął się tata.
Mamy po równo chłopaków i dziewcząt. A ona rozdzieliła, kto komu wręcza, – westchnąłem ciężko. Mnie trafiła się brzydka, Zuzanna Malinowska.
Każda dziewczynka chce dostać coś na Dzień Kobiet, nawet te mniej urodziwe, – tata mówił do mnie jak do dorosłego. A jak to rozdzielała? Według nazwisk?
Nie, według znaków zodiaku.
To znaczy? tata nie wytrzymał i znów się uśmiechnął.
Według zgodności. Zuzanna to Panna, a Pannom najbardziej pasuje Byk. A ja akurat jestem Bykiem.
To nawet dobrze, skoro się zgadzacie! Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
Tata nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Do pokoju wbiegła mama:
Co się tu dzieje?
Anna, idź do kuchni, – twarz taty stała się surowa. Mamy z synem poważną rozmowę.
Gdy mama wyszła, zapytałem smutnym głosem:
Tato, i co ja mam teraz robić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię coś dla twojej wybranki.
Tato, co ty możesz zrobić? Przecież pracujesz w fabryce.
Tak, ale w dziale galwanizacji. Tam wykonujemy różne pokrycia metali.
Nie rozumiem, tato.
Jutro sam zobaczysz!
Następnego dnia tata przyniósł wisiorek na łańcuszku w formie prostokąta, który wyglądał na złoty. Na jednej stronie wygrawerowane były dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobnym, ładnym pismem widniał napis:
Mojej koleżance Zuzannie na 8 Marca! Tomasz.
Och, jak pięknie ten wisiorek się prezentował! A gdy mama wsadziła go do małej foliowej torebki, wyglądał naprawdę rewelacyjnie.
Nadszedł 7 marca. Nauczycielka nie zamierzała prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczyli jej prezent. Długo dziękowała. Potem ogłosiła, żeby chłopcy obdarowali dziewczynki.
Co się tu zaczęło! Wszyscy rzucili się do swoich wybranek. Ja też podszedłem do Zuzanny Malinowskiej i powiedziałem, jak uczył tata:
Zuzanno, życzę ci wszystkiego najlepszego z okazji święta 8 Marca! Być może kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Po tych słowach wróciłem na swoje miejsce i oczywiście nie zauważyłem, jak zabiło serce tej brzydkiej, moim zdaniem, dziewczynki.
Wkrótce rodzice Zuzanny przeprowadzili się do innej dzielnicy, a ona od piątej klasy zaczęła uczyć się w innej szkole.
Otworzyłem oczy. Biały sufit szpitalnej sali. Spróbowałem poruszyć rękami i nogami. Poruszała się tylko lewa ręka.
Gdzie ja jestem? zwróciłem się w przestrzeń.
Usłyszałem stukot i do łóżka podszedł pacjent na kulach, przyjrzał mi się uważnie i zapytał:
Ocknąłeś się? Jesteś na oddziale chirurgii urazowej.
Mam całe ręce i nogi? zapytałem cicho.
Chyba wszystko na miejscu, – ucieszył mnie. Tylko jesteś cały zabandażowany od stóp do głów.
Dobrze, jeśli wszystko całe.
Podeszła pielęgniarka i troskliwie zapytała:
– Jak się czujesz?
– Co się ze mną dzieje? odpowiedziałem pytaniem.
– Twojemu życiu nic nie grozi. Ręce i nogi będą sprawne. Zostaną tylko blizny, – podała włączony telefon. Twoja mama prosiła zadzwonić, gdy się obudzisz.
– Synku, – przez łzy rozległ się głos mamy.
– Mamo, wszystko w porządku, – starałem się mówić wesoło. Powiedzieli, że zostaną tylko małe blizny. Wkrótce mnie wypiszą.
– Nie pozwolili mi zostać z tobą na noc. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, nie martw się zbytnio!
Położyłem telefon obok, spróbowałem uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dziękuję!
– No, szybko cię nie wypiszą, – odpowiedziała z uśmiechem. Przeleżysz tu trzy tygodnie. Na pewno!
– Co się u was stało? zapytał sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wyszła.
– Jestem ratownikiem. W fabryce zaczęły wybuchać butle z tlenem, – zacząłem wspominać. Wezwali nas. Przyjechaliśmy przed strażą pożarną. Pomieszczenie było ogromne, w środku leżało troje poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, butle rozrzucone, miejscami płonął ogień. Zaczęliśmy wynosić ludzi Wyszedłem ostatni Gdy byłem już przy drzwiach, wybuchła kolejna butla Potem nic nie pamiętam.
– Dopadło cię to.
– Kowalski Tomasz, – rozległ się głos pielęgniarki. Odwiedza cię kolega z pracy.
– Cześć, Tomek! Jak leci?
– Ręce i nogi mam całe! odpowiedziałem optymistycznie. Ale na razie mogę przywitać się tylko lewą ręką!
– Nie przejmuj się!
– Co było dalej?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Natychmiast rzuciliśmy się z powrotem, wyciągnęliśmy cię cały byłeś we krwi lekarze już czekali
– Dzięki!
– Tomek, o czym ty mówisz?! na twarzy kolegi pojawił się uśmiech. – Chyba chcą nas przedstawić do odznaczeń.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– No, idę już. Będzie obchód. Pielęgniarka kazała nie zostawać długo.
Nie zdążył wyjść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna około czterdziestu lat:
– No, jak się miewasz, bohaterze? podszedł do łóżka.
– W porządku.
– Skoro rozmawiasz, to znaczy, że przeżyjesz. Daj, obejrzę cię!
– Czy pan mnie zszywał? zapytałem.
– Nie, Zuzanna Malinowska. Przyjdzie pojutrze w dzień.
Minęły dwa dni. Próbowałem już wstawać. Ból w nogach był jeszcze silny, prawa ręka rozdarta. Ran na całym ciele miałem nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy gdy wybuchło, uderzyłem o framugę, dobrze że zdążyłem wystawić prawą rękę. Spojrzałem w lustro. Twarz wciąż opuchnięta.
Dzisiaj obchód miał robić lekarz, który przedwczoraj przez pięć godzin zszywał mnie na sali operacyjnej. Trochę się denerwowałem.
W końcu weszła. Młoda, szczupła, w okularach, ale one jej wcale nie psuły, a biały fartuch pasował do niej idealnie. W wieku dwudziestu siedmiu lat byłem już żonaty. Ale po pół roku się rozeszliśmy nie dogadaliśmy charakterami, jak napisano we wniosku, choć w rzeczywistości była żona nie lubiła pensji ratownika.
– Dzień dobry! powiedziała i podeszła do łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiechnęła się. Coś nie tak?
– Pozwól, że cię obejrzę.
Pochyliła się nade mną Przed oczami zobaczyłem wisiorek ze znakami zodiaku zwisający z jej szyi:
– Zuzanna Malinowska!!! krzyknąłem.
Uważnie spojrzała na moją opuchniętą twarz.
– Przepraszam! powiedziała, nie poznając mnie.
– Ja jestem Bykiem, – wskazałem na wisiorek.
– Tomek Kowalski? jej wargi zadrżały. Pamiętasz mnie jeszcze?
– Oczywiście, Zuzanno? widząc łzy w jej oczach, położyłem dłoń na jej ręce.
– Przepraszam! wyjęła chusteczkę i otarła oczy. Nigdy nie myślałam, że spotkamy się w taki sposób.
Tego dnia Zuzanna więcej nie wchodziła do sali. Ale zrozumiałem, że ma taki sam grafik jak ja: dzień, noc i dwa dni wolne.
Nie chciałem wyglądać przed nią bezradnie. Cały następny dzień próbowałem chodzić po sali, opierając się na łóżkach, kilka razy, trzymając się ściany, wyszedłem na korytarz.
Wieczór. Lekarz z dziennej zmiany wyszedł. Przyszła nowa zmiana czuć było po rozmowach na korytarzu. Czas na obchód
Nagle krzyki i pośpieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy przywożą kolejnego poszkodowanego.
Już była dziesiąta. Pielęgniarka wyłączyła światło w sali. Ale nie mogłem spać. Po północy usłyszałem kroki na korytarzu, ucichły, a w ciszy raczej poczułem niż usłyszałem, że ktoś płacze. Wstałem i ostrożnie wyszedłem na korytarz.
Za stanowiskiem dyżurnym siedziała i z głową na rękach płakała moja była koleżanka z klasy. Podszedłem i położyłem zdrową rękę na jej ramieniu:
– Co się stało, Zuzanno?
Wstała i wtuliła się w moje ramię:
– Operowałam kobietę, wpadła pod samochód, – łkając zaczęła opowiadać. Zrobiłam wszystko co możliwe i niemożliwe Teraz jest na oddziale intensywnej terapii, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż jest z nią w sali
– Uspokój się, Zuzanno!
– Pracuję jako chirurg od trzech lat i wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tego, że ludzie umierają.
– Uspokój się! Takie są nasze zawody. Przez pięć lat też widziałem wiele śmierci, ale uratowaliśmy też sporo żyć, – westchnąłem ciężko. – Przez to odeszła ode mnie żona. Mówiła, że wracam do domu nie taki sam i zarabiam za mało. Ale u mnie zawsze wychodzi czterdzieści da się żyć.
– U mnie tak samo, – spojrzała mi w twarz. Chłopcy patrzą na mnie jak na wariatkę. Do tej pory nie wyszłam za mąż, mieszkam z rodzicami jak nastolatka.
– Daj spokój, mamy tylko po dwadzieścia siedem lat całe życie przed nami.
– Nie, Tomek, mamy już po dwadzieścia siedem.
– Zuzanno Malinowska, jej puls zanika, – krzyknęła wybiegająca pielęgniarka.
– Przepraszam! Zuzanna pobiegła na intensywną.
Tej nocy nie mogłem zasnąć. Rano pielęgniarka zrobiła mi zastrzyk jak zwykle.
– Kobieta, którą operowano tej nocy, żyje? zapytałem nieoczekiwanie nawet dla siebie.
– Żyje, ale stan jest bardzo ciężki.
Minęły trzy tygodnie. Rany na moim ciele się zagoiły. Widywaliśmy się z Zuzanną podczas jej zmian, a ja czułem się coraz bardziej przyciągany do niej. Ale oddział chirurgii urazowej nie jest miejscem na osobiste rozmowy.
Podczas jednego z porannych obchodów lekarz mężczyzna oznajmił:
– Dzisiaj cię wypisuję, – uśmiechnął się i dodał. Ze szpitala. Od razu idź do przychodni, tam zdecydują, jak długo jeszcze na zwolnieniu.
– Mogę się zbierać!
– Tak, tak! Nie spiesz się za bardzo. Teraz przygotują wypis.
Gdy lekarz wyszedł, ogoliłem się. Patrząc w lustro, zauważyłem z satysfakcją, że dwie pozostałe blizny nie psują twarzy, a wręcz dodają męskości. Na inne blizny nie warto zwracać uwagi.
Zebrałem się i wyszedłem na korytarz. Naprzeciwko, trzymając się ściany, szła pacjentka.
Jednak dała radę! – przemknęła mi radosna myśl.
Pielęgniarka podała wypis:
– Do widzenia, Tomasz! Nie wpadaj tu więcej!
Miałem swoje kawalerskie mieszkanie, ale pojechałem do rodziców. Mama tak na mnie czekała i się martwiła. Nawet wzięła urlop.
– Synku! rzuciła się w moje objęcia.
– Już dobrze, mamo! Jak widzisz, żyję i jestem zdrowy.
– Chodź, przygotowałam ci obiad. Jaki jesteś chudy.
– Och, jak mi brakowało domowego jedzenia!
– Dopóki się nie wyzdrowiejesz i nie ożenisz, będziesz mieszkał w domu rodzinnym. Twój pokój nadal jest wolny, – i krzyknęła jak do dziecka. Idź umyć ręce!
Do wieczora poszedłem do fryzjera. Wróciłem do swojego mieszkania po trochę ubrań. Mama od razu zabrała się do prasowania.
Wieczorem przyszedł tata z pracy. Usiedliśmy razem jak dawniej i rozmawialiśmy do późna.
Poszedłem spać do swojego pokoju z dzieciństwa, ale nie zasnąłem od razu:
Jutro trzeba pójść do przychodni. Potem do pracy. A wieczorem
Z tą myślą o następnym wieczorze zasnąłem długo po północy.
Następnego dnia rano poszedłem do przychodni. Do południa chodziłem po gabinetach. Po obiedzie poszedłem do pracy, akurat zaczynała się moja zmiana.
– Dokąd idziesz? zapytał tata.
– Tato, pamiętasz dawno temu, kiedy byłem w czwartej klasie. Zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki?
– Dla brzydkiej Zuzanny Malinowskiej? Pamiętam.
– Pamiętasz, jak powiedziałeś: Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
– Pamiętam to też.
– Tato, Zuzanna jest teraz chirurgiem. To ona mnie operowała. I do tej pory nosi ten wisiorek na szyi.
– No proszę!
– Tato, twoje słowa się sprawdziły. Idę do niej!
Dwadzieścia siedem lat to nie tak wiele na początek życia z ukochaną osobą.






