Jak teściowa przechwyciła naszego syna: odkąd się ożenił, nie odwiedza rodziców, tylko teściową, któ…

Jak teściowa wyśniła sobie mojego syna

Sny, które zasnuwają się mgłą nad Warszawą, bywają dziwne. W moim śnie syn nosi imię Bartosz, a jego żona to Jagoda imię spotykane tylko tutaj, w Polsce, pod lasem, pod sosenką. Ot, typowy Bartosz, z krwi i kości Warszawiak, a życia jego pokręciło się jak tramwaj na rondzie ONZ. Gdy Jagoda pojawiła się w jego życiu, nic już nie mogło być prosto.

Od dnia ich ślubu Bartosz zniknął z naszej codzienności, zanurzył się w innej rzece, płynął tylko do świata swojej teściowej, Reginy. Zawsze coś było pilne a to kaloryfer wyje, a to gałka u drzwi odpada, a to kot uciekł na strych i nie chce zejść.

Patrzę w sklepie na owoce i zastanawiam się: czy Regina przed ślubem córki naprawdę potrafiła samodzielnie zrobić sobie herbatę? Bo jak teraz doszła do porozumienia z rzeczywistością, to już nie wiem. Jagoda z Bartoszem mieszkali w kawalerce na Pradze, którą kupiliśmy mu, jak tylko dostał się na Politechnikę. Wspieraliśmy go od zawsze, przecież taki był nasz obowiązek. Samodzielność wyszła mu na dobre na swoim, blisko zakładów pracy, niby dorosły, a jeszcze nasz.

Jagody nie oceniałam surowo, tylko jakoś w tym śnie wydawała się dziecinna. Dziewczęca ta jej polskość jakby ciągle bawiła się w berka pod blokiem. Bartosz był taki opiekuńczy, słodki, a ja tylko myślałam, jak się zmieści z tą dziecięcą energią Jagody na jednej ścieżce życia.

Aż poznałam Reginę, matkę Jagody. Była mojego rocznika, ale nosiła w sobie coś z przedszkolaka. Spotkałaś kiedyś w Polsce kogoś, kto wygląda na dorosłego, a mówi i robi jak bobas? Regina łamała rekordy przeszła przez sześć rozwodów jak pielgrzymki na Jasną Górę, bez cienia żalu czy rozczarowania.

O czym tu z nią rozmawiać, kiedy ona jakby żyła za mgłą świat własny, pełen kolorowych balonów. Nasze kontakty ograniczały się do tego, że przy weselu wymieniliśmy uprzejmości, a potem zamilkliśmy jak kościół na śniegu.

Już przed ślubem czułam, że coś się dzieje Jagoda ciągle wyciągała Bartosza do mamy. Tu cieknące rury, tam żarówka do wymiany, ściana odpada a on szedł, jakby niósł orszak królewski. Pomyślałam trudno, brak męskiej ręki na Żoliborzu, każdemu trzeba czasem pomóc.

Ale z biegiem miesięcy ilość tych awarii nie malała. Niewidzialny zegar tykał święta, urodziny, wigilia zawsze Bartosz i Jagoda u Reginy. U mnie za stołem zostawałam tylko ja, mój ojciec Jacek i teściowa Halina. Po obiedzie patrzyliśmy na puste krzesło, gdzie kiedyś syn opowiadał kawały o Wiśle.

Najgorzej było, gdy poprosiliśmy Bartosza o pomoc: nowa lodówka, duża jak tramwaj, a ja nie mogłam jej sama wnieść na czwarte piętro w bloku z wielkiej płyty. Bartosz powiedział, że pomoże, ale przed samym dniem zadzwonił znowu muszą jechać do Reginy, co tym razem pralka cieknie, szynka się spaliła, kot nie wraca.

Mój mąż, Andrzej, złapał za telefon, zadzwonił z prośbą, ale w tle usłyszał głos Jagody: „A nie mogliście wynająć ekipy? Przecież są firmy, co wszystko noszą!”. Bartosz w końcu przyszedł, ale tupał nogami jak młody źrebak.

Tato, serio nie mogliście wynająć chłopaków z siłowni? Teraz będę musiał dźwigać!

Zamieniłam się w dym, złość we mnie buzowała: czemu Regina sama nie zadzwoni po fachowca? Może w jej śnie nie istnieją złote rączki? Bartosz tylko wzruszył ramionami mówi, że Reginę wszyscy próbują oszukać, naciągnąć na złotówki, nikt nie naprawia porządnie.

Andrzej wtedy nie wytrzymał. Powiedział, że Regina nie zna się na AGD, ale owcę prowadzi tak dobrze, jak baca na Podhalu. Jedna owca, a zmierza tam, gdzie wyniesie ją pasterka! Bartosz obraził się, trzasnął drzwiami tyle było naszej rodzinnej rozmowy.

Nie odezwali się do siebie ponad dwa tygodnie, a ja, wczepiona jak łódź w stocznię między młotem a kowadłem, nie wiedziałam, czy płynąć do Bartosza, czy trwać przy Andrzeju. Andrzej nie chciał pierwszy wyciągnąć ręki. Bartosz też czekał na przeprosiny.

A Regina? W tym śnie śmiała się tylko, ślizgając się na soplach przy swoim domku na Żoliborzu. Wszystko jej się udawało we śnie, a ja? Czułam się, jakbym połykała kioski z gazetami na Marszałkowskiej pełna, ale pusta.

Tak skończył się mój dziwny sen, gdzie Regina zgarnęła mojego syna pod siebie, a ja zgubiłam go gdzieś w labiryncie bloków, wśród kapryśnych zegarów, cieknących pralek i zawsze pustego miejsca przy stole.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × 3 =

Jak teściowa przechwyciła naszego syna: odkąd się ożenił, nie odwiedza rodziców, tylko teściową, któ…