Wiesz co, muszę Ci opowiedzieć o takiej historii, co się u nas na wsi wydarzyła. Jak pochowali żonę Franciszka, to on nawet łzy nie uronił. Patrz, a ja przecież zawsze mówiłam, że on Haliny nie kochał szeptała do sąsiadki Tola. Cicho bądź już, co to teraz za różnica. Dzieci sierotami zostały, z takim ojcem… odparła Hanka. Zobaczysz, jeszcze się z Jadzią ożeni zapewniała Tola. A niby dlaczego z Jadzią? Co ona mu? Przecież to raczej Ela, to ona była jego miłością! Zapomniałaś już, jak za młodu razem po sianie się ganiali? Jadzia ma przecież swoją rodzinę i pewnie dawno już o nim nie myśli. A skąd wiesz? przerwała Hanka. Wiem swoje. Jadzia to praktyczna baba, jej mąż jest przodownikiem pracy, a po co jej Franciszek z tym tabunem dzieci? Ale Ela… Ela z tym swoim Mietkiem się tylko męczy. Zaraz się zobaczysz, że z Franciszkiem znowu do siebie wrócą zawyrokowała Tola.
Halinę pochowali, a dzieci trzymały się kurczowo za ręce. Staszek i Pola mieli dopiero po osiem lat. Halina wyszła za Franciszka z wielkiej miłości, choć czy ją kochał sama nie była pewna, i cała wieś też nie wiedziała.
Gadali, że to dlatego się z nią ożenił, że Halina wpadła. Mała Kasia urodziła się siódmym miesiącu, długo nie pożyła, a potem długo dzieci nie mieli. Franciszek był zawsze zamknięty w sobie, małomówny. Wszyscy bezpośrednio czy po cichu nazywali go Wilkiem. Taki był oszczędny w słowach, a z czułością tym bardziej. Najlepiej to wiedziała Halina.
Ale w końcu Bóg nad nią się zlitował. Ile ona na klęczkach wyłudzała tej łaski, to tylko ona wie. I dało jej niebo dwoje naraz Polę i Staszka.
Staszek był cały w matkę czuły, dobry, pomocny. A Pola wykapany ojciec. Nic nie mówiła, obrażała się na wszystko i pochowała się przed całym światem. Do ojca zawsze bliższa była bo charakter taki sam.
Franciszek coś tam w stodole strugał czy piłował, a Pola cały czas się wokół kręciła. On jej tłumaczył świat, uczył życia.
A Staszek ciągle był przy matce, posprzątał, wodę przyniósł choć wiaderko małe, ale zawsze to jakaś pomoc. Halina kochała dzieci, ale Poli nie mogła rozgryźć, za to do Staszka miała wielką słabość. A kiedy chorowała, powiedziała mu:
Synku, długo już tu nie pożyję. Ty jesteś teraz najważniejszy, nie pozwól, by ktoś dokuczył twojej siostrze. Jesteś chłopakiem, twoja rola to ją chronić. Ona jest dziewczynką, potrzebuje Twojej pomocy.
A tata? zapytał Staszek.
Co takiego? nie zrozumiała Halina.
Tata będzie nas chronił?
Nie wiem, synku. Życie pokaże.
To nie umieraj, jak sobie bez Ciebie poradzimy? płakał Staszek.
Ach, synku, gdyby to ode mnie zależało westchnęła tylko. I nie było jej już o poranku.
Franciszek siedział wtedy przy łóżku żony, trzymał ją za rękę. Ani słowa, ani jednej łzy. Tylko nagle taki jakby zmalał, poszarzał. I to wszystko.
Życie toczyło się dalej. Pola przejęła gospodynię. Próbowała gotować, sprzątać ale co ona, dziewczynka jeszcze mała. Często zaglądała do nich siostra Franciszka Natalia, to ona nauczyła Polę jak sobie radzić w domu.
Ciociu Natalio zagadnęła kiedyś Pola tata teraz się żeni?
Skąd mam wiedzieć, co tam twój ojciec sobie myśli. Przecież mi się nie zwierza.
Natalia miała już własną rodzinę, męża Zbyszka i dzieci wszyscy zgodni, szczęśliwi.
A jakby co, to zabierzesz nas do siebie? pytała dalej Pola.
Nie wymyślaj. Twój ojciec was kocha, nie oddałby was nikomu mówiła Natalia.
A po wsi tymczasem huczały już plotki, że Franciszek z Elą jego dawną wielką miłością znowu coś tam mają.
Tę Elę już zupełnie pogięło plotkowały baby pod sklepem rzuca się znowu Franciszkowi na szyję, a o swoim domu zapomniała.
Ale z niej głupia baba, ta Ela mówiły inne pod GS-em.
A won, baby, do roboty, a nie tu zbieracie się na plotki przegonił je łagodnie sołtys, pan Marek.
Ciągle tylko ludziom reputację psujecie, a o sobie to nic nie wiecie zganił je sołtys w obronie Franciszka.
Bo rzeczywiście z Elą Franciszek kiedyś miał romans taki, że powieść można by napisać! Ale potem Franciszka oddelegowali do innej gminy pomagać w gospodarstwie sezonowym. Przez dwa miesiące go nie było, a wtedy Ela zaczęła się spotykać z Mietkiem Kobylińskim.
Jak Franciszek wrócił i się dowiedział, był awantura, Mietkowi nawet gębę obił. Ale potem już z Elą słów nie zamienili.
Ela wyszła za Mietka, kiepskiego faceta balował, po babach chodził, a Ela płakała, że takiego męża ma. Franciszek był odpowiedzialny i nie pił, ale skryty był bardzo.
Od tego czasu sąsiedzi zaczęli widzieć, że Franciszek częściej patrzy na Halinę. A Halina wypiękniała przy nim, wszyscy jej zazdrościli.
No patrzcie, co ta miłość z ludźmi robi mówili ludzie.
Halina długo podkochiwała się w Franciszku, ale była cicha, nieśmiała.
A potem jednak się zeszło tak, że chodzili razem po łąkach, a w końcu pobrali się w gminie.
Ślub był skromny. Franciszek miał tylko Natalię z rodziny, a Halina starszą matkę. Wieś domyślała się, kto był ojcem Haliny temat tabu. Przewodniczył wtedy wszystkiemu pan Kazimierz przewodniczący. To z nim Halinowa mama miała romans, ale nigdy za mąż za niego nie wyszła.
Haliny nie lubiano we wsi, bo jej matka sprzątnęła innym chłopów i była rozrywkowa, a Halina całkowicie inna. I z czego córka ma odpowiadać za matkę?
Żal Haliny miały przede wszystkim kobiety, jak wyszła za Franciszka. Ech, i będzie się z nim męczyć, bo on jej przecież nie kocha martwiła się sąsiadka Bożena.
A jednak Franciszek był żonie wierny. A wszyscy wiedzą, że na wsi nic się nie ukryje.
Piętnaście lat razem przeżyli, bez większych awantur, bez krzyku. Ludzie się uspokoili, przestali gadać, aż do czasu, gdy Halina zeszłej zimy ciężko zachorowała. Potem okazało się, że ma raka, z którego już się nie wychodzi.
Było już za późno.
Pewnego dnia Franciszek wracał z roboty i podeszła do niego Ela:
Franiu, może wpadnę na herbatę, pogadam z tobą, dzieciom pączków upiekłam powiedziała i wyciągnęła miskę zza pazuchy.
Nie trzeba, Elka. Natka wczoraj pączki przyniosła.
Ale ja z serca, Franiu.
A ona od serca, Elka.
Słuchaj, Franiu, może umówimy się pod młynem wieczorem? nie dawała za wygraną.
A po co?
Jak to po co? To wszystko, co między nami było Ela aż się zdziwiła.
To już historia, Elu. Dzieci kocham. Halinę kochałem odpowiedział cicho Franciszek.
Ale jej już nie wrócisz powiedziała Ela.
Miłość przecież nie umiera powiedział Franciszek.
Ty jej nie kochałeś, ty ze złości na mnie się z nią ożeniłeś!
Idź już do domu, Elka powiedział tylko cicho.
Nie oglądał się już za siebie, tylko przyspieszył kroku do domu, gdzie czekały dzieci.
Ela została sama na pustej wiejskiej drodze.
Minęło kilka lat, dzieci podrosły. Ciocia Natalia wciąż przychodziła do nich, coraz bardziej pewna, że jej brat to jeden z tych, co kochają raz na zawsze.
Pola, słyszałam, że z Grześkiem Piórkowskim się zadajesz zagadnęła córkę brata od progu.
No i co? odpowiedziała już dorosła Pola. Ale piękna dziewucha się zrobiła, pomyślała Natalia.
Nic, tak pytam tylko. Tylko uważaj, Pola.
Dlaczego?
Dobrze wiesz dlaczego, już nie jesteś dzieckiem powiedziała ciotka.
Ciociu Natalio, ja go kocham tak, że już na całe życie.
Każdej się tak wydaje.
Ale ja to wiem naprawdę.
Ty jesteś pewna, ale a Grzesiek?
Jeśli mnie zdradzi, nigdy już nikogo nie pokocham.
No to w to akurat wierzę powiedziała Natalia.
Wieczorem Staszek i Pola czekali na ojca z roboty.
Coś go długo nie ma powiedział Staszek.
Przecież dziś piątek.
I co z tego?
Bo on w każdą środę, piątek i niedzielę chodzi na cmentarz do mamy.
Skąd wiesz? zdziwił się Staszek, aż mu brwi do góry poszły.
Bo ty, Stachu, swojego ojca w ogóle nie czujesz.
Wybrali się cicho przez ogrody na cmentarz. Pola prowadziła brata swoją dróżką.
Patrz pokazała na skuloną postać ojca.
Staszek nadstawił ucha. Usłyszał, jak ojciec rozmawia z kimś.
No, Halina, tak to jest. Wiesz, nasza Pola wkrótce za mąż pójdzie. Wyprawkę jej przygotowałem, Natalia mi pomagała. Tak sobie żyjemy, powoli. Ty mi wybacz, Halinko, że za życia mało ci mówiłem czułych słów Ale serce moje ci to wszystko wyznało. Nie umiem tego na głos, ja wszystko w sercu noszę chrypnął Franciszek i powolutku ruszył do bramy cmentarnej.
Pola spojrzała na Staszka w oczach brata zaszkliły się łzy.





