Kochanka jej męża była naprawdę zachwycająca. Gdyby była mężczyzną, sama by taką wybrała.
Wiecie, są kobiety, które doskonale znają swoją wartość. Chodzą z godnością, patrzą prosto w oczy i rozmawiają szczerze, słuchają uważnie. W ruchach nie ma w nich nerwowości, nie potrzebują odsłaniać dekoltu czy pleców, żeby ktoś zwrócił na nie uwagę. Opanowane, spokojne, nic ich nie wytrąca z równowagi.
Ona Zofia też by ją wybrała. To zupełne przeciwieństwo niej samej.
A jaka była Zofia? Zawsze w biegu, krzycząca na dzieci albo na męża, wszystko jej leci z rąk, na nic nie ma czasu, w pracy klęska, szef wiecznie niezadowolony. Ubiera się w spodnie i swetry, bo wyprasowanie sukienki czy bluzki to dla niej już wyzwanie. Nawet nie pamięta, kiedy ostatni raz prasowała te wszystkie falbany. Całe szczęście, że najnowszy model suszarki automatycznie wygładza ubrania po praniu, więc do żelazka już prawie nie wraca.
A kochanka męża Małgorzata była wspaniała. Figura, postawa, nogi, włosy, oczy, twarz aż dech zapiera.
Odtąd, kiedy się o niej dowiedziała, raz widząc ich przypadkiem, Zofia już nie mogła złapać tchu. Właściwie nie tyle się dowiedziała, co ujrzała na własne oczy. Przypadkiem załatwiając sprawy w odległej dzielnicy Warszawy, wstąpiła do pierwszej z brzegu kawiarni na szybki obiad bo przecież głód to nie przelewki. W zatłoczonej kawiarni znalazła wolny stolik w kącie, usiadła, spojrzała w menu i wtedy podniosła wzrok. Nie, nie przewidziało jej się. Poznała męża, Bartosza, od razu nawet z tyłu. I zaraz dostrzegła ją.
Bartosz trzymał dłonie Małgorzaty w swoich i całował jej palce. O, jakie to żałosne, pomyślała Zofia. Niemal cytat z przedwojennych romansów. Ale trzeba przyznać kobieta była piękna. Obiektywnie.
Czuła się dziwnie; jak po poparzeniu widzisz ślad na skórze i wiesz, że za chwilę zacznie bardzo boleć. Lecz przez tych kilka sekund jeszcze czekasz, tylko dłońmi owiewasz podrażnione miejsce, żeby odwlec nieuniknione.
Powinno bolać, a ona czuła pustkę. Po prostu nic.
Bartosz wrócił o czasie, jak zwykle. Zawsze w dobrym nastroju, stabilny, z poczuciem humoru. To Zofia była ta wiecznie rozdarta, spiesząca się, poganiająca wszystkich. Bartosz natomiast prawdziwy sangwinik spokojny, rozważny, z żartem na każdą okazję.
Przydałoby się teraz jej to jego poczucie humoru, bo jej własne w tej sytuacji zawiodło.
Cały wieczór miała ochotę zapytać go beznamiętnym tonem: No i jak tam twoja kochanka? Widziałam was ostatnio w Cafe Baśniowa niezła jest, rozumiem cię, sama bym nie wytrzymała. Chciała z satysfakcją patrzeć, jak na czole Bartosza pojawiają się kropelki potu, jak czerwieni się i stara zachować zimną krew.
Zażartowałaby jeszcze: To co teraz? Przedstaw dzieciom, pewnie polubią nową mamusię, a mnie gdzie ulokujecie? Ma chociaż własne mieszkanie czy sprowadzisz ją do nas?
Nie powiedziała nic. Bartosz, jak zwykle, przytulił ją w łóżku, objął mocno i zasnął w kilka minut.
Może póki co nawet nie mają seksu, pomyślała, przesuwając się na swoją stronę łóżka. I roześmiała się bezgłośnie. Teraz już myśli jak kobieta, którą zdradzono, a wciąż wszystkim powtarza, że jej się tylko wydaje.
Może naprawdę do łóżka jeszcze nie doszło? Tylko ta pierwsza faza zalążek, fascynacja, wspólne myśli i bicie serc tym samym rytmem. A Bartosz dobry aktor. Ani gestem, ani słowem nic nie daje poznać.
Przerzuca się z boku na bok przez całą noc, śni jej się mnóstwo kolorowych kwiatów i obce kobiety w czerwonych sukienkach.
Budzi się z ciężką głową, powoli krząta się po domu i spokojniej niż zwykle szykuje dzieci do szkoły.
I ciągle zastanawia się, co dalej. Co robią kobiety, które przyłapią męża na zdradzie? Może wygooglować?
Google nie pomaga. Ona też nie ma odpowiedzi. Może po prostu żyć dalej?
Jak to próbować? Przecież i tak żyje dalej. Wszystko jak dotąd: Bartosz wraca punktualnie, żadnej szminki na koszuli, żadnych obcych perfum, dzieci wiecznie rozrabiają, kino w niedzielę, seks dwa razy w tygodniu. Czasem trzy, jakby się czepiać szczegółów.
Może się pomyliła w tej kawiarni?
Nie pomyliła się. Zadzwoniła do niego w porze obiadowej, nie odebrał. Zamówiła taksówkę, pojechała znowu do Baśniowej, wymyślając historyjkę dla ciekawskiego taksówkarza że czeka na ważną przesyłkę w ramach pracy. Samochód Bartosza stał naprzeciwko. Bartosz i Małgorzata wyszli razem, wsiedli do jego auta i odjechali.
Zemdlona, poprosiła kierowcę o wodę, zadzwoniła na niby do kogoś: No i dobrze, wynoście się ze swoimi paczkami! Nie będę dłużej czekała, wracam do pracy! Westchnęła, jakby nadal nie było jej wszystko jedno, co sądzi o niej przypadkowy taksówkarz.
Wiedza o istnieniu kochanki zawsze przewraca życie do góry nogami. Rozwód? Chyba tak. A jak inaczej żyć? Znosić zdradę? Ale po co?
Przypomniała sobie, jak kilka lat temu ich znajomi przechodzili przez podobne piekło. On ukrywał kochankę z wprawą do czasu. Żona i tak się dowiedziała; był skandal, wypierał się aż do końca, nawet gdy były dowody wiadomości w telefonie. Utrzymywał, że ktoś go zhakował, że to intryga zazdrosnych konkurentów.
Wtedy Bartosz, taki stanowczy, powiedział: Ja bym nigdy nie kłamał. To żałosne. Zawiniłeś, przyznaj się. I zerwij jeśli chcesz ratować rodzinę. Albo odejdź, ale zadbaj o najbliższych.
Wtedy Zofia aż napęczniała dumą. Odpowiedzialny facet.
Łatwo udzielać rad z boku. Zwłaszcza z dystansu. Zwłaszcza, gdy to nie twoja odpowiedzialność.
Ale kiedy sam znajdziesz się w środku dramatu, masz przed sobą i żonę, i kochankę, cały twój spokój i pewność siebie ulatują natychmiast.
Zofia podeszła do ich stolika w kawiarni, usiadła na wolnym krześle. Małgorzata uniosła zaskoczone spojrzenie. Bartosz zamarł, zaraz zaczął się wiercić nerwowo. Cisza. Zofii nawet zrobiło się zabawnie. Kochanka pewnie od razu się domyśliła, kim jest Zofia. A może już wiedziała?
Bartosz otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Zofia uniosła rękę: To chyba jednak nie jest to, co myślę? Ale wiecie, to nic nadzwyczajnego, zdarza się. Przemyślcie sobie wszystko: są dzieci, mamy wspólne mieszkanie, starszych rodziców. Dacie radę się dogadać.
Wstała bez pośpiechu, ruszyła do wyjścia. Wyprasowana sukienka naprawdę dobrze na niej leży. Szkoda, że tak długo jej nie nosiła.





