Kot przypadkiem natknął się na telefon Przedmiot pachniał człowiekiem i był niezwykle ciepły. Ułożył się wygodnie, przytulił go łapkami, położył się na nim i smartfon niespodziewanie się włączył od najdelikatniejszego kociego dotyku.
Malwina nawet nie zdążyła na dobre nacieszyć się swoim nowym smartfonem. Już od pierwszej chwili coś było z nim nie tak: przegrzewał się przy każdej czynności. A potem jeszcze udało jej się go zgubić.
Szkoda… Telefon był naprawdę świetny: miał duży ekran, porządną baterię to właśnie ona ostatecznie ją zawiodła. Teraz nawet nie sposób zwrócić zakup urządzenie przepadło bez śladu.
Malwina nazwała siebie „głupią”, wzięła swój drugi, stary telefon z klawiaturą i wybrała własny numer. Sygnał szedł, ale nikt nie odbierał.
Nakropliła sobie trochę waleriany, położyła się do łóżka i zaczęła zastanawiać, gdzie dzisiaj była. Może gdyby powtórzyła trasę, dostrzegłaby telefon. Nagle coś zawibrowało pod ręką ktoś do niej dzwonił. Na wyświetlaczu pojawił się aż nazbyt znajomy numer jej własny.
Halo! Słucham!
W odpowiedzi były tylko szelesty, krótkie westchnienia… i nagle:
Miau…
Malwina nerwowo przerwała połączenie. „Ktoś sobie ze mnie żartuje”, pomyślała. Szkoda, że nawet nie ustawiła blokady teraz ktoś zabawia się jej telefonem. Jej irytację przerwał kolejny telefon.
Te same westchnięcia, te same szelesty… i znów tylko miauczenie w odpowiedzi na jej głos.
Przestańcie do mnie dzwonić! wybuchła.
Ale telefony nie ustawały. W końcu, uznając, że i tak już gorzej nie będzie, Malwina się ubrała i wyszła na dwór. Dźwięki dobiegały wyraźnie z zewnątrz może „dowcipniś” stoi tam, gdzie znalazł telefon? Wystarczyło powtórzyć drogę.
Szła, co jakiś czas wybierając swój numer. I nagle, już bez większej nadziei, usłyszała znajomy dzwonek. Podążyła za dźwiękiem, szykując się już w myślach, by ostro obsztorcować bezczelnego żartownisia, który postanowił się zabawić jej zgubą.
Tymczasem kot, wtulony w ciepły przedmiot, ze zdziwieniem obserwował, jak rzecz „ożywa” i mówi. Kot obwąchał go, a telefon bez końca coś mamrotał. W końcu kot uprzejmie odpowiedział.
Smartfon zamilkł. Kot delikatnie dotknął go łapką telefon znów zaczął gadać. Robił się coraz cieplejszy. Było zimno, a ten dziwny przedmiot był istnym rajem dla zmarzlucha. Kot jeszcze raz uderzył go łapą.
I nagle smartfon zaczął grać. Przestraszony kot uderzył go mocniej, ale urządzenie nie milknęło. Walcząc z „grającym” przedmiotem kot nie od razu zauważył, że pod drzewem nie jest już sam.
Cała jej bojowa postawa zniknęła, gdy Malwina zobaczyła prawdziwego „chuligana”. Pod drzewem siedział rudy, sponiewierany przez los kot, który zajadle tłukł łapą w smartfona, chcąc sprawić, by ten wreszcie zamilkł. Gdy tylko dostrzegł Malwinę
Rzucił się do niej, jakby spotkał dawno niewidzianą znajomą. Miauczał rozkosznie, wyciągał się do jej rąk trudno było mu się oprzeć. Malwina stała zaskoczona tym rudym wybuchem czułości.
Kot ocierał się o jej policzki, jakby się całował. Poczuła, jaki był zimny nic dziwnego, że grzał się na jej gorącym smartfonie.
Z telefonem w kieszeni i kotem na rękach Malwina powoli wracała do domu, rozmyślając o miłości od pierwszego wejrzenia. Jak ten rudy stwór ją pokochał! Po takim przypływie czułości nie mogła go już zostawić pod drzewem.
A kot, szczęśliwy do granic szaleństwa, wił się w jej objęciach, ocierał o usta i podbródek, choć Malwina próbowała się odsuwać choć tak naprawdę bardzo jej się to podobało. Wydawałby się być ulicznikiem, a taki łagodny.
A rozwiązanie zagadki było dziecinnie proste…
Kot był upojony zapachem waleriany, którą godzinę wcześniej Malwina zakropiła sobie dla uspokojenia.





