„Łyseczko, pobudka!” – Mąż zawsze budził mnie rano, a ja rok temu zdecydowałam się na odważny krok, …

Łysa, wstawaj! taki poranny doping od mojego męża to już u nas codzienność.

W zeszłym roku wpadłam na pomysł, który wcześniej wydawał mi się kompletnie absurdalny.
Od jakiegoś czasu widziałam na swojej głowie wysypkę jak z reklamy kremu swędziała, aż chciało się tarzać po dywanie, do tego włosy wychodziły mi garściami jak pies Shed w sierpniu.

Odwiedziłam paru lekarzy zarówno dermatologa, jak i trychologa ale każdy rozkładał ręce. Pani doktor nawet stwierdziła, że witaminy to marketing i na nikim nie działają. Potem jakiś przypadkowy artykuł w internecie przekonał mnie, że ogolenie się na zero wzmacnia cebulki włosowe jak rosół po weselu. Myślałam długo, a jeszcze dłużej zwłaszcza po tym, jak syn stwierdził poważnym tonem, że boi się mojej łysiny… ale w końcu się przemogłam.

Poprosiłam Pawła, żeby najpierw przejechał mi głowę maszynką, a potem dokończył maszynką do golenia. Chyba do końca nie wierzył, że poważnie mówię ale ruszył po maszynkę jak żołnierz. Po wszystkim stanęłam przed lustrem i muszę przyznać, że czaszkę to mam idealną, na medal Mistrza Polski.

Najwięcej problemów przynosiła temperatura łysy łeb to gwarancja stałego chłodu, szczególnie w polskim klimacie. Gdy zaczęły mi kiełkować pierwsze włosy, przylepiały mi się do poduszki jak magnes. Szczerze? Katastrofa.

Od tego momentu codziennie budziły mnie słowa Pawła: Łysa, wstawaj!, a mnie aż nosił śmiech serio, w końcu to ja byłam najbardziej łysa domowniczka. Na początku dzieci patrzyły na mnie szeroko otwartymi oczami, ale potem nawet syn zapragnął zostać moim łysym sobowtórem.

Mama wzięła to na poważnie: Nie pokazuj mi się dopóki nie odrosną ci włosy! Ja nie dam rady na to patrzeć! taki matczyny szantaż emocjonalny. Córka zaś prosiła, żebym nie chodziła do szkoły bez czapki, szczególnie na zebrania, a Paweł spokojnie dodał, że jeśli pójdę bez czapki nikt nie będzie pamiętał po co przyszedł i że koleżanki córki z klasy z miejsca oszaleją z zazdrości na widok tak modnej matki.

Cóż, włosy się ogoliły, a z wysypką był koniec. Córka do teraz śmieje się ze mnie i powtarza, że nie wie już, na co mnie jeszcze stać. Ostatnio podsłuchałam, jak opowiada bratu, że Mama to pewnie jeszcze tatuaż sobie stuknie na łysinie. Taki mamy rodzinny kabaret wszystko po polsku, wszystko na śmiesznie!

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiem − 3 =

„Łyseczko, pobudka!” – Mąż zawsze budził mnie rano, a ja rok temu zdecydowałam się na odważny krok, …