Mama żądała od nas pieniędzy za warzywa z własnego ogródka – mimo że to my finansowaliśmy wodę, remo…

W zeszłym roku moja mama zaskoczyła nas wszystkich postanowiła, że będzie sprzedawać nam warzywa ze swojego ogródka. Powiedziała, że nie odwiedzamy jej, nie pomagamy, więc teraz będziemy płacić jak każdy inny. Kto zapłacił za wodę, tunel foliowy, ludzi, którzy kopali ziemię i pomagali układać grządki o tym mama szybko zapomniała.
Owoce i warzywa kupowaliśmy przez to tanio w sklepie.

Nigdy nie mieliśmy działki. Mieszkaliśmy w Warszawie i pewnie tata nawet nie wiedział, jak wygląda ziemniak zanim trafi do sklepu. Mama była inna pochodziła spod Łomży, dosyć miała tej romantyki ogródkowej z dzieciństwa i młodości i nie miała ochoty więcej się w to bawić.

Dopóki żył tata, nie było potrzeby ciągnąć jakiegokolwiek ogrodnictwa. Utrzymywał rodzinę nawet wtedy, gdy wydawało się to niemożliwe. Mama też pracowała, ale to on pokrywał większość wydatków.

Po jego śmierci nie zmieniło się prawie nic. Dopiero, gdy dorosłam i zaczęłam pracować, mogłam jej pomóc, co robiłam mieszkaliśmy razem, dzieliliśmy się kosztami. Wyprowadziłam się od mamy dopiero, gdy wyszłam za mąż dwa lata temu.

W zeszłym roku mama przeszła na emeryturę i zapragnęła kupić działkę z małą altanką. Tęskniła za wspomnieniami z dzieciństwa, kiedy całe lato spędzała w ogromnym ogrodzie babci. Wypłaciła oszczędności z banku i kupiła działkę w ogrodzie działkowym. Według mnie ta altanka nie była najwygodniejsza, ale mama była szczęśliwa i to się liczyło.

Oczywiście ja z mężem musieliśmy dołożyć się do remontu domku i zagospodarowania terenu. Zarabialiśmy dobrze, więc mogliśmy pomóc. Starczyło, by odnowić domek, podciągnąć wodę na działkę i do środka oraz oszklić werandę. Pałacu nie zbudowaliśmy, ale wystarczyło, by było równo i schludnie.

Z góry odmówiliśmy jednak pracy na działce. Nie mieliśmy czasu ani ochoty, by szpadlem machać w ziemi. Jesteśmy z miasta, wolimy w weekend po prostu pospać, pojechać gdzieś z przyjaciółmi czy pobyć razem.

Za tę obojętność wobec pracy mamy wielokrotnie nas cierpliwie upominała, ale wszystko cichło, gdy przyszła kolejna prośba o pomoc finansową. Szklarni trzeba było, potem mama wymyśliła grządki w skrzyniach nie wiem, jak to wytłumaczyć, trzeba było wykopać korzenie, zorganizować pomoc. My płaciliśmy za wszystko, mama nie musiała się niczym przejmować.

Nawet taksówkę zamówiliśmy, gdy kupiła więcej rzeczy i nie chciała taszczyć tego pociągiem, a potem pieszo.

Czasem mama opowiadała mi o swojej działeczce, pokazywała zdjęcia jaka piękna, kolorowa, wszystko na swoim miejscu, prawdziwy cud. Nie okazywałam zbytnio zachwytu kompletnie nie rozumiałam tej miłości do ogródka. Tak było, aż do dnia, gdy wysłała zdjęcie truskawek.

Były ogromne, czerwone aż poczułam ten smak w ustach i zrobiłam się głodna. Poprosiłam więc, żeby mama odłożyła mi kilka, odbiorę po pracy. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że zaraz dostanę zdjęcie pojemników z truskawkami i wycenę ile mam zapłacić za jeden kilogram.

Czytałam dwa razy, bo nie mogłam uwierzyć, że mama faktycznie żąda ode mnie pieniędzy za swoje truskawki. Zadzwoniłam, zapytałam jeszcze raz, czy dobrze zrozumiałam i rzeczywiście mam jej za nie zapłacić. Tak, potwierdziła.

Czego się spodziewałaś? Ja tu tyran, każdą truskawkę pielęgnuję, a ty z mężem, tacy wygodni mieszczuchy, nie przyjechaliście ani razu pomóc! I dlaczego miałabym mieć coś za darmo dawać? Kto nie pracuje, ten nie je! wyjaśniła mi mama.

Przypomniałam jej, że przecież to my dołożyliśmy się do powstania ogródka. Mama podniosła głos, obraziła się jak śmiem jej wypominać pieniądze i pomoc!

Nie mam najmniejszego zamiaru kupować jedzenia od własnej matki. Niech sprzedaje komu chce. Ja i mój mąż wszystko kupimy na bazarze. Od tamtego czasu próbowała nam jeszcze wcisnąć ogórki, cukinię. Odmówiliśmy.

Nie pomożemy już mamie z działką. Jeśli zabraknie na rachunki, leki czy naprawdę potrzebne sprawy owszem, pomożemy. Ale na grządkę już nie!

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 + piętnaście =

Mama żądała od nas pieniędzy za warzywa z własnego ogródka – mimo że to my finansowaliśmy wodę, remo…