Mamusiu, skończyłaś już 65 lat. Trzeba wybrać się do notariusza i przepisać dom, byśmy mieli wszystko uporządkowane ponaglała siostra podczas wizyty.
Tydzień temu moja mama obchodziła swoje 65. urodziny. Nie chciała żadnych hucznych obchodów, tylko zaprosiła nas do siebie, żeby spokojnie posiedzieć w domu. Przyniosłem jej piękny bukiet czerwonych róż, ciepły szlafrok i pantofle w komplecie. Do tego dołożyłem jeszcze 3 tysiące złotych w kopercie, na wszelki wypadek.
Ale niestety moja żona i dzieci nie mogły przyjechać. Syn rozchorował się, córka miała akurat zawody, a Enerka została wysłana służbowo nagle do Warszawy. Dzieci narysowały jednak dla babci ogromny rysunek, na którym stoimy wszyscy razem przed jej domem.
Do naszej wsi przyjechała też moja młodsza siostra Jagoda:
Słuchaj, zupełnie zapomniałam coś kupić mamie. Powiedz, że szlafrok jest od nas obu.
Okej, ale nie zapomniałaś chyba, że to ważna rocznica? Okrągła liczba.
Och, Piotrek, nawet nie wiesz, ile mam problemów w pracy!
Jagoda zawsze była dość niesamodzielna. Mając dziewiętnaście lat, urodziła dziecko ze znajomym z akademika. On jednak ją zostawił, nawet złotówki nie przesłał na alimenty. Pracowałem wtedy na budowie, czasem zawoziłem jej pieniądze na jedzenie, mleko dla dziecka, ubranka dla mojej siostrzenicy.
Załatwiłem nawet miejsce dla Halinki w przedszkolu i znalazłem Jagodzie pracę znajomy szukał kogoś do sklepu. Ale wytrzymała tam tylko trzy miesiące i pożegnała się z etatem.
Od tamtego czasu chwyta się dorywczych prac. Raz robi paznokcie, innym razem przedłuża rzęsy w salonie. Minionego lata pojechała na saksy do Niemiec Halinkę zostawiła mamie pod opieką. Wróciła po trzech miesiącach z siedemdziesięcioma tysiącami złotych i od razu wszystko wydała nowy telefon dla siebie, laptop dla córki. Tyle to ja zarabiam w miesiąc w swojej firmie, ale pracuję od rana do wieczora.
Mama ogromnie się ucieszyła, że przyjechaliśmy przygotowała górę smakołyków. Wpadła jeszcze jej sąsiadka i ciocia Wiesia.
Nasze święto zakończyła jednak kłótnia. Bo Jagodzie nagle zebrało się na rozmowy o spadku właśnie przy stole:
Mamo, to komu przepiszesz dom?
Ojejku, Jagódko, co ty pytasz. Podzielicie się sprawiedliwie.
Jak to sprawiedliwie? Piotrek ma już mieszkanie i firmę. Ja wciąż wynajmuję. Po co mu ten dom?
Siostra mówiła, jakby mamę miał jutro ktoś pochować, poważnie. Nie krępowała się przy wszystkich.
Jagoda, teraz nie czas. Nie psuj uroczystości.
A kiedy? Mamusiu, masz już swoje lata. Lepiej idź do notariusza i spisz akt darowizny na mnie.
Ciocia Wiesia aż się zakrztusiła herbatą. Nie mogłem już słuchać tego cyrku chwyciłem Jagodę za rękę i wyprowadziłem do kuchni.
Zwariowałaś? Co za brednie wygadujesz przy stole? Już pogrzeb dla mamy zaplanowałaś?
Odczep się od moich spraw. Sama wychowałam dziecko, a wy…
Sama? A kto pieniądze ci przynosił, kto Halinką się zajmował z mamą? Jak cię zaraz trzepnę, to ściana cię zatrzyma!
Jagoda się na mnie śmiertelnie obraziła. Zabrała dziecko i wyszła, nawet nie pożegnała się z mamą. Zaczęła mi jeszcze grozić, że pójdzie do sądu i złoży na mnie doniesienie. Mam to jednak gdzieś.
Mamie szkoda jednak córki. Serce jej pęka, bo Jagoda zabroniła Halince rozmawiać z babcią przez telefon. To wszystko przez ten dom. Mama ciągle płacze i łapie się za serce.
Nie mam już pojęcia, co zrobić z moją siostrą. Dorosła kobieta, a zachowuje się jak dziecko, które rzuca się na podłogę ze złości.
Co wy byście doradzili? Czy warto próbować się pogodzić z taką osobą?






