Mamo, twój syn to dorosły facet! Tak właśnie powiedziałam mojej teściowej, która znowu zapytała tr…

Dzisiaj znowu nie wytrzymałam. Patrzyłam, jak teściowa po raz kolejny pyta mojego męża o tak drobne sprawy, że aż trudno mi uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Zapytała go, jaką ma dzisiaj bieliznę! Mój mąż, Wojciech, niedawno obchodził trzydzieste urodziny dorosły chłop, a tu wciąż pytania jak do dziecka. I wtedy nie wytrzymałam i powiedziałam jej prosto w oczy: Pani syn jest już dorosły!

Czasami aż mnie ściska w żołądku, gdy widzę, jak bardzo ona ingeruje w jego życie, jakby nie wierzyła, że Wojtek może samodzielnie podjąć najprostszą decyzję. Sama siebie pytam, gdzie ja w tym wszystkim jestem? Przecież dla niej jestem tylko jakimś dodatkiem ledwie mnie zauważa, a kiedy już musi, traktuje jak powietrze.

Bywam naprawdę wkurzona tym, że teściowa rządzi nawet wyborami zawodowymi swojego syna. Potrafi go namówić, żeby zrezygnował z pracy, która jej się nie podoba, i bez zmrużenia oka wyciąga portfel, żeby mu pomóc. A on, zamiast szukać rozwiązań samemu, bierze te pieniądze i już. Jasne, ona zawsze była zaradna i dobrze ustawiona pieniądze się u niej zgadzają. Ale ja nie chcę być żoną faceta, który spokojnie siedzi na cudzym garnuszku, choć mógłby pracować!

Niedawno szykowaliśmy się na wesele. Wojtek kupił sobie garnitur, taki zwykły, za kilkaset złotych. Ja się cieszyłam, że nie przesadził. Ale teściowa aż burczała ze złości, bo nie był z jakiejś znanej marki. „Synku, masz tu pieniądze, idź kup coś porządnego!” i nijak nie dało się jej przetłumaczyć. Przerabialiśmy już podobną sytuację tyle razy, że aż głowa boli.

Ostatnio wspaniałomyślnie zapisała nam mieszkanie. To znaczy kupiła mieszkanie, ale na siebie, nie na nas. I jakby tego było mało, urządza je dokładnie według swojego widzimisię. Nawet głupi wybór deski sedesowej zależy od niej, a ja nawet nie pytam, czy mogę coś zmienić. Jak tu poczuć się u siebie?

Niby wypadałoby jej być wdzięcznym mieszkanie, pomoc, wsparcie. Ale coraz częściej mam wrażenie, że ona chce pokazać, kto tu rządzi. Wszystko musi być po jej myśli. Ale i tak najgorsze jest to, że Wojtek na wszystko się godzi, nawet nie spróbowałby się jej postawić.

Kilka tygodni temu przyjechała do nas moja mama, Jadwiga. Wyjechała z małej wioski pod Lublinem planowała parę dni u nas w Warszawie. Wszystko było dobrze, dopóki Wojtek cicho nie zasugerował: Zróbmy herbatę mamie i zamówmy jej taksówkę do cioci Basi. Zatkało mnie. Potem okazało się, że to teściowa kazała od razu zawieźć mamę gdzie indziej, bo rzekomo może mnie źle wpływać.

Moja mama przyjechała do mnie, bo chciała pobyć z córką. Teraz miała trafić do kogoś obcego? Zrobiło mi się przykro i wściekle. Bez zbędnych słów, spakowałyśmy się razem i wróciłyśmy na wieś do domu mamy.

Dziś myślę, że dobrze zrobiłam. Po raz pierwszy postawiłam na swoim i przestałam udawać, że wszystko jest w porządku. Może nie zawsze trzeba tłumaczyć wszystkich i wszystko, czasem lepiej zadbać o siebie i swoich bliskich. Nigdy nie wiąż się z facetem, dla którego mama znaczy więcej niż żona życie jest za krótkie, żeby dać się tak poniewierać!

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − 19 =

Mamo, twój syn to dorosły facet! Tak właśnie powiedziałam mojej teściowej, która znowu zapytała tr…