Mama, uśmiechnij się
Jagoda nigdy nie przepadała, gdy sąsiadki wpadały z wizytą i namawiały jej mamę, by zaśpiewała jakąś piosenkę.
Jadzia, zaśpiewaj coś, taki masz ładny głos, a tańczysz jak nikt! wtedy mama zaczynała śpiewać, sąsiadki dołączały, a czasem nawet wszystkie dziewczyny w podwórzu pląsały razem.
Wtedy Jagoda mieszkała z rodzicami w małej wsi, w starym drewnianym domu. Miała młodszego brata, Franka. Mama była pogodną, otwartą kobietą i kiedy sąsiadki wychodziły, zawsze mówiła:
Zajrzyjcie następnym razem, super się siedziało. Czas nam dobrze minął a one obiecywały.
Jagoda nie potrafiła powiedzieć, co ją irytowało w śpiewaniu i tańczeniu matki, czasami wręcz tego się wstydziła. Wtedy chodziła do piątej klasy i któregoś dnia powiedziała:
Mamo, nie śpiewaj, nie tańcz, proszę… Wstydzę się naprawdę sama nie rozumiała czemu.
Nawet teraz, kiedy jest dorosła i sama już ma dziecko, nie umie tego wyjaśnić. Ale Jadwiga odpowiedziała wtedy łagodnie:
Jagódko, nie wstydź się, że mama śpiewa, ciesz się. Nie będę tak śpiewać i tańczyć przez całe życie, póki jestem młoda…
Wtedy Jagoda jeszcze nie rozumiała, że nie zawsze w życiu bywa wesoło.
Gdy była w szóstej klasie, a Franek w drugiej, tata odszedł od nich. Spakował rzeczy i wyszedł na zawsze. Jagoda nie wiedziała, co zaszło między mamą a tatą. Po latach, już jako nastolatka, zapytała:
Mamo, dlaczego tata odszedł?
Dowiesz się, jak dorośniesz odpowiedziała jej matka.
Jadwiga nie mogła wtedy jeszcze wyznać córce, że przyłapała męża w ich własnej sypialni z kobietą o imieniu Weronika, która mieszkała kilka domów dalej. Jagoda i Franek byli akurat w szkole, a ona wróciła do domu wcześniej, bo zapomniała portmonetki z pieniędzmi.
Drzwi stały otworem, co ją zdziwiło, bo mąż miał być w pracy, a była dopiero jedenasta rano. Weszła i ujrzała scenę, której nigdy nie zapomni: mąż z Weroniką na ich łóżku, a uśmiechy na ich twarzach sugerowały bardziej zdziwienie niż żenadę jakby pytali: Po co przyszłaś…?
Wieczorem, gdy mąż wrócił, był skandal. Dzieci akurat bawiły się przed domem i niczego nie słyszały.
Spakowałam ci rzeczy, leżą w torbie w sypialni. Wychodź. Nigdy nie wybaczę ci zdrady.
Stefan wiedział, że żona mu nie przebaczy, ale próbował się tłumaczyć:
Jadzia, to był diabeł, daj zapomnieć, dzieci nam zostaną.
Powiedziałam: odejdź to były jej ostatnie słowa, po czym wyszła na dwór.
Stefan zabrał torbę i odszedł. Jadwiga stała za rogiem domu i dyskretnie patrzyła. Nie chciała go więcej widzieć, rana w sercu była zbyt głęboka.
Poradzę sobie. Przecież dzieci są przy mnie myślała, szlochając. Nie wybaczę zdrady.
Nie wybaczyła. Została sama z dwojgiem dzieci. Wiedziała, że będzie trudno ale tak trudno? To odkryła dopiero później. Musiała pracować na dwa etaty. W dzień myła podłogi w szkole, nocą pracowała w piekarni. Była wiecznie niewyspana, z jej twarzy zniknął uśmiech.
Chociaż ojciec odszedł, Jagoda i Franek kontaktowali się z nim mieszkał z Weroniką zaledwie cztery domy dalej. Weronika miała syna w wieku Franka, nawet chodzili razem do klasy. Jadwiga nie zakazywała dzieciom bywać u ojca, chodzili do niego w gości w trójkę bawili się w domu lub na podwórzu, ale zawsze na posiłki wracali do siebie. Weronika nie karmiła ich ani nie zapraszała do stołu. Pobawić się? Proszę bardzo.
Czasem syn Weroniki przychodził razem z Franekiem i Jagodą do ich domu, a sąsiedzi patrzyli zaskoczeni. Jadwiga zawsze karmiła wszystkich, nie była przeciwko pasierbowi męża. Jagoda już nigdy więcej nie widziała mamy z uśmiechem na twarzy. Była ciepła, troskliwa, lecz coraz bardziej zamknięta w sobie.
Często, wracając ze szkoły, Jagoda miała nadzieję, że mama z nią porozmawia, więc opowiadała jej szkolne nowiny i historie z lekcji.
Mamusiu, wyobraź sobie, Genek przyniósł kociaka na lekcje, a on miauczał przez całą klasę. Nasza wychowawczyni nie mogła znaleźć źródła miauknięcia, a gdy myślała, że to Genek, zganiła go. Powiedzieliśmy wtedy:
On ma kociaka w torbie. Wtedy wyrzuciła Gienka z klasy i powiedziała, żeby wrócił sam, a do mamy zawołała list.
Rozumiem… odparła tylko mama.
Jagoda widziała, że mamę nic już nie cieszyło. I wielokrotnie słyszała jak nocami płacze. Długo sterczała przy oknie, patrząc w ciemność. Dopiero jako dorosła Jagoda pojęła:
Mama musiała być niesamowicie zmęczona, bo pracowała na dwa etaty i pewnie brakowało jej witamin. Robiła wszystko dla nas z Frankiem. Zawsze chodziliśmy czyści i zadbani, a nasze rzeczy były uprasowane powtarzała potem.
Kiedyś poprosiła:
Mamo, uśmiechnij się, tak dawno nie widziałam twojego uśmiechu.
Jadwiga bardzo kochała dzieci, ale na swój sposób. Rzadko okazywała czułość, czasem pochwaliła, że dobrze się uczą i nie sprawiają kłopotów. Zawsze nas syto karmiła, świetnie gotowała. W domu był porządek i spokój.
Jagoda czuła, że mama ją kocha, gdy zaplatała jej warkocze. Wtedy głaskała ją smutno po głowie, aż ramiona jej opadały. Zęby Jadwigi zaczęły wcześnie wypadać, usuwała kolejne, ale nie zakładała nowych.
Po skończeniu szkoły Jagoda nawet nie myślała o dalszej nauce wiedziała, że nie zostawi mamy samej, a wyjazd na studia to za duży wydatek. Zatrudniła się w sklepie tuż przy domu. Starała się pomagać mamie. Franek szybko rósł, więc potrzebował nowych ubrań i butów.
Pewnego dnia do sklepu wszedł Michał, obcy, z odległej wsi. Jagoda od razu mu się spodobała, choć był od niej o dziewięć lat starszy.
Jak masz na imię, śliczna? zagadnął z uśmiechem. Jesteś tu nowa? Nigdy cię wcześniej nie widziałem.
Jagoda, ja też pana nie widziałam.
Jestem z wioski osiem kilometrów stąd. Michał jestem.
Tak się poznali. Michał zaczął częściej podjeżdżać do Jagody po pracy, wieczorami. Chodzili na spacery, siedzieli w samochodzie. Zabierał ją nawet do siebie do domu. Mieszkał z matką, która ciężko chorowała. Jego żona odeszła, zabrała córkę i przeniosła się do miasta nie chciała opiekować się teściową.
Gospodarstwo Michała było spore, dom zresztą też. Częstował ją hojnie: śmietana, mięso, cukierki. Jagodzie podobało się u niego. Mama Michała leżała w swojej izbie.
Jagoda, co powiesz na ślub? zagadnął pewnego razu Michał. Bardzo mi się podobasz. Ale musisz wiedzieć mama potrzebuje opieki, będę ci pomagał.
Jagoda nie od razu okazała radość, choć w środku aż faluje. Opieka nad chorą? Żaden problem, mogą za to jeść mięso i śmietanę, ile chcą. Odpowiedziała tylko:
Dobrze, zgadzam się a Michał aż się rozpromienił.
Jagódko, bardzo się cieszę! Kocham cię. Myślałem, że taka młoda dziewczyna nie zechce starszego, rozwiedzionego chłopa. Obiecuję, nie skrzywdzę cię, będziemy szczęśliwi.
Był gospodarny, pracowity, pomagał przy wszystkim. Po ślubie Jagoda przeprowadziła się do niego. Szczerze mówiąc, nie chciała już wracać do domu. Franek wydoroślał, uczył się w technikum w mieście i wracał tylko na weekendy i święta.
Upłynął czas. Jagoda rzeczywiście była szczęśliwa z mężem. Rodziła mu dwóch synów, jeden po drugim, nie pracowała, bo i w domu roboty dużo, dzieci, gospodarstwo. Teściowa zmarła po dwóch latach wspólnego życia. Było dużo pracy z inwentarzem, ale Michał się wszystkim zajmował. Nawet się burzył:
Daj spokój z tymi ciężkimi wiadrami to ja przyniosę, twoja sprawa to krowa i kury, świnie ja nakarmię!
Jagoda wiedziała, że mąż ją kocha, dzieci uwielbia. Choć nigdy z mamą nie miała wielkiego gospodarstwa, wszystko potrafiła. Michał był hojny.
Zawieźmy mamie mięsa, śmietany i mleka. Nic nie musi kupować, mamy domowe produkty.
Jadwiga przyjmowała wszystko z wdzięcznością, ale nigdy nie uśmiechała się. Nawet z wnukami była poważna. Często do niej jeździli, Jagoda żal miała w sercu, nie wiedziała, jak mamę rozruszać.
Jagódko, a może pójdziesz do księdza na plebanię, może ci coś doradzi? zaproponował Michał i Jagoda chwyciła się tej sugestii.
Ksiądz obiecał modlitwę za Jadwigę i dodał:
Proś Boga, by mama spotkała dobrego człowieka Jagoda modliła się i prosiła w nadziei.
Pewnego dnia Jadwiga poprosiła córkę:
Jagoda, pożyczysz mi pieniędzy, trochę mi brakuje. Postanowiłam wstawić nowe zęby.
Mamusiu, ja ci zapłacę wszystko ucieszyła się Jagoda, lecz wiedziała, że mama nie pozwoli jej spłacić wszystkiego za siebie.
Dała jej brakującą sumę, ale Jadwiga od razu obiecała zwrot. Minęło trochę czasu. Jagoda nie jeździła do mamy, rozmawiały tylko przez telefon. Mąż miał urwanie głowy, bo pomagał w papierach swojemu wujkowi Staszkowi, który przeprowadził się z miasta do wsi. Jego żona wyrzuciła go zza drzwi po latach. Michał pomagał mu kupić dom niedaleko nich. Porządny, zadbany dom.
Michał czasem do niego zaglądał, więc i Jagoda parę razy odwiedziła wujka. Aż któregoś dnia Michał wrócił i mówi:
Wiesz, mam wrażenie, że wuj Staszek będzie się żenił. Słyszałem, jak przez telefon rozmawia z kimś czule…
I bardzo dobrze odpowiedziała Jagoda chata porządna, niech gospodyni ma.
Wkrótce zjawił się Staszek.
Zapraszam was w gości. Odszukałem swoją pierwszą miłość, razem chodziliśmy do szkoły. Przeprowadzka już jutro, przyjdźcie pojutrze.
Za dwa dni Michał z Jagodą, z upominkami, poszli do Staszka. Gdy Jagoda weszła do środka, przetarła oczy ze zdumienia. Stała przed nią jej mama, która uśmiechała się do niej delikatnie i trochę zawstydzona. Jadwiga wyglądała olśniewająco. Jagoda zobaczyła, jak bardzo się zmieniła.
Mamusiu! Jak się cieszę… Ale czemu nic nie mówiłaś?
Nie chciałam zapeszyć, gdyby nie wyszło…
Wujku Staszku, a czemu pan nic nie mówił?
Bałem się, że Jadwiga się rozmyśli… Ale teraz jesteśmy szczęśliwi.
Michał i Jagoda byli bardzo szczęśliwi, że Jadwiga i Staszek odnaleźli się po latach. Jadwiga znów zaczęła się uśmiechać.
Dziękuję za przeczytanie i za wasze wsparcie. Wszystkiego dobrego w życiu!





