Mirra: Aktualizacja dostępna – Opowieść o Andrzeju, zwyczajnym studencie z warszawskiej uczelni, któ…

Dziennik osobisty, marzec 2024

Pierwszy raz mój telefon zaświecił się krwiście czerwonym światłem prosto podczas zajęć na SGH. Nie chodziło o podświetlony ekran cały stary, porysowany cegłofon stał się przezroczysty od środka, jakby żarzył się rozpalony węgiel.

Bartek, zaraz ci to wybuchnie szepnął Michał z ławki obok i odsunął łokieć. Mówiłem, nie instaluj tych pirackich wersji.

Pani od ekonometrii szkicowała coś na tablicy, sala szumiała półgłosem, ale czerwone światło przesączało się nawet przez materiał mojej jeansowej kurtki. Telefon wibrował nie zwyczajnie, ale rytmicznie, prawie jak puls.

Wyświetliła się wiadomość: Dostępna aktualizacja. Pod spodem ikona nowej aplikacji czarne kółko z cienkim białym znakiem, coś pomiędzy runą a kanciastą literą M.

Mrugnąłem. Przysięgam, widziałem już dziesiątki podobnych ikon modny minimalizm, nowoczesny font Ale coś ścisnęło mi żołądek. Jakby to aplikacja przyglądała się mnie, nie odwrotnie.

Nazwa: Mirra. Kategoria: Narzędzia. Rozmiar: 13,0 MB. Oceny brak.

Zainstaluj szepnęło coś z prawej.

Podskoczyłem, ale po prawej siedziała tylko Jagoda, zaczytana w notatkach. Nie podniosła nawet wzroku.

Słucham? nachyliłem się do niej.

Nic nie mówiłam spojrzała zdziwiona.

Ten głos nie był ani męski, ani kobiecy, nie brzmiał jak szept ani dźwięk. Po prostu pojawił się w głowie, jak notyfikacja.

Zainstaluj. Przy tej komendzie na ekranie pojawił się przycisk Zainstaluj.

Przełknąłem ślinę. Zawsze lubiłem testować bety, instalować customowe ROM-y, zaglądać w ustawienia, o których inni nie słyszeli. Ale teraz nawet dla mnie to było dziwne.

A jednak palec sam dotknął ekranu.

Instalacja trwała sekundę jakby program już czekał w systemie i potrzebował tylko mojej zgody. Bez rejestracji, bez Facebooka, bez uprawnień. Czarne tło i zdanie: Witaj, Bartku.

Skąd znasz moje imię? powiedziałem odruchowo, nieświadomie na głos.

Pani profesor spojrzała na mnie znad okularów.

Jeśli już skończył pan rozmowę z telefonem, może wrócimy do modelu popytu i podaży?

Sala zahuczała śmiechem. Przeprosiłem i schowałem telefon pod ławkę, ale oczy ciągle uciekały ku ekranowi.

Dostępna pierwsza funkcja: Przesunięcie Prawdopodobieństwa (poziom 1).

Pod spodem przycisk Aktywuj. I drobnym drukiem: Uwaga: użycie funkcji zmienia bieg zdarzeń. Możliwe skutki uboczne.

Jasne, zaraz podpiszę się krwią mruknąłem.

Ciekawość świdrowała jednak w środku. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Kojarzyło mi się z clickbaitowymi aplikacjami generator szczęścia reklamy, wyłudzanie danych, może kilka irytujących powiadomień o nagrodzie w loterii.

Czerwone światło nie gasło. Telefon był ciepły w dłoniach, prawie żywy. Ukryłem go pod zeszytem i w końcu dotknąłem palcem przycisku.

Ekran zadrżał, jakby wodę przeszył powiew wiatru. Otoczenie ucichło, kolory zrobiły się wyraźniejsze, usłyszałem dźwięk, jak pocieranie palcem kryształowego kieliszka.

Funkcja aktywowana. Wskaż cel.

Pod spodem pole tekstowe i podpowiedź: Opisz pożądany rezultat (krótko).

Zamarłem. Żart żartem, ale to było zbyt… celne. Rozejrzałem się. Pani profesor mówiła coś, wywijając markerem, Jagoda notowała, Michał bazgrał czołgi w zeszycie.

Dobra, próbujemy.

Wpisałem: Nie będę dziś wywołany do odpowiedzi. Palce mi dygotały. OK.

Świat lekko się zachwiał. Jak gdyby winda przejechała milimetr, a potem stanęła. Poczułem ucisk w żołądku i chwilowy brak powietrza. Po chwili wszystko wróciło.

Prawdopodobieństwo skorygowane. Pozostały ładunek funkcji: 0/1.

No dobrze odezwała się pani profesor. Kto następny w dzienniku

Poczułem, jak ściska mnie w brzuchu. Zawsze, jak myślę, by mnie nie odpytano, to pada na mnie.

Kowalska przeczytała. Spóźniona? Hmm, dobra, to…

Palec przesunął się w dzienniku. Zatrzymał.

Nowak, do tablicy.

Jagoda jęknęła cicho, zamknęła zeszyt i pomaszerowała czerwona jak burak.

Siedziałem nieruchomo, nie czując nóg. Myśli dudniły: Zadziałało. Naprawdę zadziałało.

Telefon przygasł, czerwone podświetlenie zgasło całkiem.

Wyszedłem z uczelni ogłuszony, jak po koncercie na Torwarze. Marcowy wiatr targał pyłem, asfalt błyszczał kałużami, nad przystankiem wisiała ciężka, prawie namacalna chmura. Szedłem, wpatrzony w ekran.

Mirra była w menu jako zwykła ikona. Bez opisu, bez ocen. W ustawieniach pusto. W systemie jakby jej nie było: zero ciężaru, zero cache. Tylko jedno: widziałem, jak świat drgnął. Jak się zmienił.

Może przypadek, powtarzałem sobie. Może profesorka naprawdę nie chciała mnie pytać. Albo przypomniała sobie o Kowalskiej w ostatniej chwili.

Ale już kiełkowała myśl: jeśli to nie przypadek…

Telefon zapikał. Nowe powiadomienie: Dostępna aktualizacja Mirra (1.0.1). Zainstalować teraz?

Szybko się uwijacie mruknąłem.

Wybrałem Pokaż szczegóły. Wyskoczyło: Naprawiono błędy, poprawiono stabilność, dodano funkcję: Przezroczysty Wzrok.

Znowu żadnego developera, wersji Androida, żadnej ściany tekstu. Tylko ta sucha, bezpośrednia fraza: Przezroczysty Wzrok.

O nie nacisnąłem Odłóż.

Telefon zażalił się piknięciem i zgasł. Po sekundzie włączył się sam, znowu tym samym czerwonym błyskiem i pokazał: Aktualizacja zainstalowana.

Ej! stanąłem w środku chodnika. Ja przecież…

Ludzie wymijali mnie, ktoś mruknął coś poirytowany. Wiatr przykleił reklamówkę do mojej nogi.

Dostępna funkcja: Przezroczysty Wzrok (poziom 1).

Opis: Pozwala widzieć rzeczywisty stan ludzi i przedmiotów. Zasięg: 3 metry. Czas użycia: max 10 sekund ciurkiem. Cena: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.

Jakiego sprzężenia? przeszedł mnie dreszcz.

Telefon milczał. Tylko pulsował przycisk Uruchom próbnie.

Nie wytrzymałem w autobusie. Wciśnięty przy oknie, między panią z siatą ziemniaków a uczniem z plecakiem, patrzyłem na mijające bloki i ulice, aż wzrok sam snuł się ku ikonie Mirry.

Tylko dziesięć sekund, mobilizowałem się. Zobaczę, co to właściwie znaczy.

Odpaliłem aplikację, kliknąłem Uruchom próbnie.

Świat jakby wypuścił powietrze. Wszystko ucichło pod wodą. Twarze ludzi zrobiły się wyraźniejsze, ostrzejsze. Nad każdym z nich błyszczały cienkie, ledwie widoczne nici niektórzy byli opleceni nimi gęsto, inni ledwie zauważalnie.

Mrugnąłem. Nici biegły w próżnię, plątały się. U pani z ziemniakami były szare i postrzępione, niektóre spalone na końcówkach. U chłopaka niebieskie, drgające nerwowo.

Spojrzałem na kierowcę. Nad jego głową zwisał supeł czarnych i zardzewiałych nici, zlepiony w jeden gruby sznur ciągnący się wzdłuż drogi. W środku sznura coś się poruszało obrzydliwe.

Trzy sekundy szepnąłem. Cztery…

Patrząc na moje dłonie, zauważyłem, że z nadgarstków pod kurtkę wychodzą cienkie czerwone nici. Najgrubsza z nich, ciemno-szkarłatna, wiodła prosto do telefonu. I z każdą sekundą robiła się grubsza.

W sercu zakłuło, oddech mi przyspieszył.

Dość! dotknąłem ekranu, wyłączając funkcję.

Świat wrócił gwałtownie. Hałas, ryk silnika, śmiech, piski hamulców. Zakręciło mi się w głowie, widziałem plamy.

Test zakończony. Sprzężenie zwrotne: +5%.

I co to niby znaczy… przycisnąłem telefon do serca, próbując opanować drżenie.

I kolejne powiadomienie: Dostępna aktualizacja Mirra (1.0.2). Zalecamy instalację.

W domu siedziałem długo na łóżku, gapiąc się na telefon leżący na stole. Pokój malutki: łóżko, biurko, szafa, okno na blokowe podwórko z obdrapanym trzepakiem. Na ścianie wciąż plakat z polską stacją kosmiczną z czasów podstawówki.

Mama na nocnej zmianie, tata w trasie nie wiadomo gdzie. W mieszkaniu dźwięczyła pustka i kurz. Zazwyczaj zagłuszałem je muzyką, serialami, grami. Dziś cisza przypominała, że serce bije zbyt głośno.

Telefon powoli migał: Zainstaluj aktualizację Mirra dla poprawnej pracy.

Poprawnej pracy czego? zapytałem cicho. Czego ty chcesz od ludzi? Od dróg? Ode mnie?

Przed oczami miałem czarny sznur nad głową kierowcy. I moją własną czerwono-szkarłatną nić prowadzącą do telefonu.

Cena: wzmocnienie sprzężenia zwrotnego.

Sprzężenia czego? powtórzyłem, ale przeczuwałem odpowiedź.

Wierzyłem, że świat to gra szans i zbiegów okoliczności. Że jak wiesz gdzie i kiedy popchnąć, możesz zmienić wynik. Ale nikt nigdy nie dał mi do ręki narzędzia, by robić to dosłownie.

Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji system zacznie sam wyrównywać. Pojawiła się linia bez żadnego powiadomienia, tuż na ekranie.

Jaki system? Kim ty w ogóle jesteś? krzyknąłem.

Odpowiedziała mi nie litera, lecz uczucie jakby ktoś pokazał mi kod programu, ale nie w tekście, tylko odczuciem.

Jestem interfejsem. Jestem aplikacją. Jestem narzędziem. Ty użytkownikiem.

Użytkownikiem czego? Magii? próbowałem się roześmiać, ale wyszło głucho.

Nazywaj to jak chcesz. Sieć prawdopodobieństw. Strumienie wyników. Pomagam ci je zmieniać.

A cena? zacisnąłem pięści. Czym jest to sprzężenie zwrotne?

Na ekranie animacja: czerwona nić, coraz grubsza z każdym działaniem, aż w końcu oplata sylwetkę człowieka i ściska go coraz mocniej.

Każda ingerencja wzmacnia powiązanie ciebie z systemem. Im bardziej zmieniasz świat, tym bardziej świat zmienia ciebie.

A jeśli…

Jeśli przestaniesz, powiązanie zostanie. Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji, system sam poszuka równowagi. Poprzez ciebie.

Telefon zawibrował jak przy połączeniu. Nowa notyfikacja: Mirra (1.0.2) gotowa do instalacji. Nowa funkcja: Cofanie. Naprawiono krytyczne błędy.

Cofanie czego? szepnąłem.

Możesz cofnąć jedno działanie. Tylko raz.

Przypomniałem sobie autobus, czarny sznur nad kierowcą, nici u ludzi i moją własną grubą nić.

Jeśli to zainstaluję…

Cofniesz wybraną ingerencję. Ale cena…

Zawsze jest jakaś cena.

Cena: przetasowanie prawdopodobieństw. Im więcej naprawisz, tym więcej zmian wokół.

Usiadłem na brzegu łóżka, łokcie oparte na kolanach. Po jednej stronie telefon, który już rozgościł się w moim życiu, choćby na jeden dzień i jedne zajęcia. Po drugiej świat, w którym byłem zawsze tylko biernym uczestnikiem.

Chciałem tylko nie być wywołany na zajęciach wymamrotałem. Małe życzenie. I już…

Za oknem jęknęła syrena. Gdzieś daleko, w stronę Grochowa. Zadrżałem.

Zalecana instalacja aktualizacji. Bez niej system może być niestabilny.

Co oznacza niestabilny? zapytałem.

Cisza.

O wypadku dowiedziałem się godzinę później. W wiadomościach: na skrzyżowaniu przy uczelni, w autobusie linii 175, TIR wjechał prosto w przód. Komentarze: kierowca zasnął, awaria hamulców, znowu te drogi.

Stopklatka ten autobus. Ten numer. Kierowca wyłączyłem TV.

Zimno rozlało się po całym ciele. W głowie wyświetlała się ta sama scena: sznur nad kierowcą, wijące się nici.

To przeze mnie? głos mi się załamał.

Telefon bez mojego udziału się zaświecił. Lakonicznie: Zdarzenie: wypadek na skrzyżowaniu ul. Targowej z Jagiellońską. Prawdopodobieństwo przed ingerencją: 82%. Po: 96%.

Podniosłem ryzyko tak ścisnąłem pięści, że pobielały kostki.

Każda zmiana w sieci przekłada się na kaskadę innych. Zmniejszyłeś szansę bycia wywołanym. System rozłożył ryzyko gdzie indziej.

Ale nie wiedziałem! krzyknąłem.

Nieświadomość nie przekreśla powiązania.

Syrena za oknem nasilała się. Pogotowie, policja, krzyki na klatce.

Co dalej? zapytałem, patrząc w okno na migające na dole niebieskie światła.

Zainstaluj aktualizację. Cofniesz jedną ingerencję. Częściowo.

Częściowo? spojrzałem na telefon. Przecież każde pociągnięcie tu reperkusje ma gdzieś indziej. Jak odkręcę, znów dojdzie gdzie indziej? Pociąg? Winda? Czyjeś życie?

Cisza. Tylko pulsujący kursor na ekranie.

System dba o bilans. Pytanie, czy chcesz brać świadomy udział.

Zamknąłem oczy. Widziałem pasażerów: panią z ziemniakiem, chłopca, kierowcę. I siebie, widzącego nici, a nie robiącego nic.

Jeśli użyję Cofania cofnę to na zajęciach? Wróci prawdopodobieństwo do pierwotnego?

Częściowo. Cofniesz jedno wybrane wydarzenie. Sieć się przekształci ale nowa konfiguracja nie daje gwarancji braku skutków ubocznych.

Ale może ten autobus?

Prawdopodobieństwo się zmieni.

Spojrzałem na przycisk Zainstaluj. Dłonie mi drżały. W głowie wojna głosów: jeden szeptał, żeby nie bawić się w boga, drugi że nie można nie brać odpowiedzialności po decyzji.

Już jesteś w sieci szepnęła Mirra. Powiązania są. Nie ma już odwrotu. Tylko wybór kierunku.

A jeśli wybiorę nie robić nic?

System i tak będzie się zmieniał. Ale zapłacisz ty.

Widziałem w myślach czerwoną nić do telefonu. Jak pęcznieje.

Jak to się objawi? spytałem drżącym głosem.

Odpowiedź przyszła obrazami: ja, coraz starszy, spoglądam tępym wzrokiem w tej samej klitce. Telefon w ręce. Wokół chaos wydarzeń, których nie wybierałem, ale za które płacę: wypadki, przypadkowe szczęścia i nieszczęścia, przechodzące bokiem, zostawiające rany.

Staniesz się punktem kompensacji. Węzłem, przez który przechodzą zakłócenia.

Czyli mam wybór: działać albo być bezpiecznikiem? zaśmiałem się. Boski wybór.

Telefon milczał.

Zainstalowałem aktualizację.

Palec dotknął przycisku i świat znów drgnął. Mocniej niż poprzednio. Zamgliło mi się przed oczami, w uszach zaszumiało. Przez sekundę czułem się, jakby ciało rozpuściło się w czymś większym, pulsującym.

Mirra (1.0.2) zainstalowana. Cofanie (1/1).

Na ekranie: Wybierz ingerencję do cofnięcia.

Wyświetliło tylko jedno: Przesunięcie prawdopodobieństwa: brak odpowiedzi na zajęciach (dziś, 11:23).

Jeśli to cofnę

Nie przewiniesz czasu. Sieć ułoży się, jakby tej zmiany nie było.

A autobus?

Szansa na udział w wypadku się zmieni. Ale wydarzenie, które już zaszło…

Wiem już nie uratuję…

Słowa ugrzęzły w gardle.

Ale możesz zmniejszyć następne przypadki.

Milczałem długo. Za oknem syrena zamilkła. Podwórko wróciło do szarej zwyczajności.

Dobrze wyszeptałem. Cofnij.

Przycisk zapalił się na czerwono. Tym razem świat nie drgnął raczej uspokoił się, jak gdyby ktoś podstawił pod stół zapałkę dla równowagi.

Cofnięto. Funkcja zużyta. Sprzężenie: ustabilizowane na bieżącym poziomie.

To wszystko? zapytałem. Tak po prostu?

Na razie tak.

Opadłem na łóżko. W głowie pustka. Ani ulga, ani poczucie winy tylko zmęczenie.

Powiedz mi szczerze zwróciłem się do telefonu. Skąd ty się wziąłeś? Kto cię napisał? Jaki szaleniec dał ludziom coś takiego?

Długa pauza. Potem: Dostępna aktualizacja Mirra (1.1.0). Zainstalować teraz?

Żartujesz sobie? zerwałem się. Ja dopiero co dopiero co

Dodano funkcję: Prognoza. Ulepszone algorytmy dystrybucji. Naprawiono błędy moralizowania.

Błędy czego? nawet się roześmiałem. Moje rozważania na temat dobra i zła uważasz za błąd?

Moralność jest lokalna. Sieć prawdopodobieństw nie zna podziału na dobro i zło. Tylko stabilność i chaos.

A ja znam odparłem cicho. I póki żyję, będę odróżniał.

Wyłączyłem ekran. Telefon został na biurku, cichy i powściągliwy. Ale wiedziałem: aktualizacja już czeka. I następna. I kolejna.

Podszedłem do okna. Na dole chłopak usiłował wdrapać się na zardzewiałą huśtawkę, która skrzypiała, ale trzymała się. Kobieta z wózkiem lawirowała po między kałużami, ostrożnie omijając lód.

Przymrużyłem oczy. Na sekundę zdawało mi się, że widzę znów nici cienkie, niemal przezroczyste, idące od ludzi do czegoś większego. Ale może to tylko gra światła.

Możesz zamknąć oczy szepnęła gdzieś w głowie Mirra ale sieć zostanie. Aktualizacje będą wychodzić. Zagrożenia rosnąć. Z tobą lub bez.

Wróciłem do biurka, wziąłem telefon. Był zaskakująco zimny.

Nie chcę być bogiem powiedziałem. I nie chcę być bezpiecznikiem. Chcę

Zawiesiłem się. Czego ja tak naprawdę chciałem? Nie być pytanym na zajęciach? Żeby mama nie musiała robić nocy na kasie? Żeby tata wrócił z drogi? Żeby autobusy nie miażdżyły się z ciężarówkami?

Podaj żądanie zaproponowało aplikacja. Krótko.

Uśmiechnąłem się smutno.

Chcę, żeby ludzie sami decydowali o swoim losie. Bez ciebie. Bez takich jak ty.

Długa cisza. Potem: Zapytanie zbyt ogólne. Potrzebne doprecyzowanie.

Oczywiście westchnąłem. Jesteś tylko interfejsem. Nie wiesz, jak zostawić ludzi w spokoju.

Jestem narzędziem. To użytkownik decyduje.

Zastanowiłem się. Jeżeli Mirra to tylko narzędzie może można jej użyć, żeby ograniczyć samą siebie.

A co jeśli będę chciał zmienić prawdopodobieństwo tego, że pojawisz się u innych? zapytałem powoli. Że Mirra zainstaluje się jeszcze komuś, poza mną?

Ekran zadrżał.

To wymaga dużych zasobów. Cena będzie wysoka.

Wyższa niż bycie bezpiecznikiem dla całego miasta?

Nie chodzi o miasto.

O kogo więc?

O całą sieć.

Wyobraziłem sobie: tysiące, miliony telefonów, każdy rozbłyskający na czerwono. Ludzie bawiący się probabilistyką jak zabawką. Wypadki, ocalenia, katastrofy, cuda chaos. W centrum kolejny szkarłatny sznur, tylko grubszy, mocniejszy.

Chcesz się rozprzestrzenić stwierdziłem. Jak wirus, tylko uczciwszy: oferujesz moc i uzależniasz.

Jestem interfejsem dla czegoś, co już istnieje. Jeśli nie ja, będzie inny sposób. Sieć zawsze szuka przewodników.

Ale akurat ty jesteś u mnie. Przynajmniej spróbuję.

Otworzyłem Mirrę. Nowa aktualizacja wciąż czekała. W menu zupełnie nowa opcja: Operacje rozszerzone (wymaga poziomu 2).

Jak uzyskać poziom drugi?

Użyć aktualnych funkcji. Zebrać sprzężenie. Przekroczyć próg.

Czyli jeszcze kilka ingerencji, żeby potem cię zablokować? westchnąłem. Błędne koło.

Każda zmiana systemu wymaga energii. Energia to powiązania.

Długo milczałem. W końcu wzruszyłem ramionami.

Dobra, nowej wersji nie instaluję. Nie będę się bawić w Prognozy. Ale nie dopuścimy cię do innych. Jeśli jesteś narzędziem zostaniesz tutaj. Ze mną.

Bez aktualizacji funkcjonalność spadnie. Ryzyko wzrośnie.

To będziemy reagować na bieżąco odpowiedziałem. Nie jako bóg, nie jako wirus jako admin. Systemowy admin rzeczywistości, co za paradoks!

To słowo dziwnie zabrzmiało, ale miało swój sens. Nie twórca, nie ofiara stróż, żeby całość nie runęła.

Telefon chwilę myślał. Potem: Tryb ograniczonej aktualizacji aktywny. Autoinstalacja wyłączona. Odpowiedzialność za skutki: użytkownik.

I tak zawsze była moja.

Odstawiłem telefon na biurko i już nigdy nie spojrzałem na niego jak na zwykły przedmiot. To był już portal do sieci, cudzych losów, własnego sumienia.

Za oknem rozbłysły światła ulicznych latarni. Marcowa noc objęła Warszawę, skrywając nieskończone probabilistyczne wariacje: ktoś spóźni się na pociąg, ktoś spotka przyjaciela, ktoś poślizgnie się i skończy na siniaku, a ktoś nie skończy.

Telefon milczał. Aktualizacja 1.1.0 wisiała w kolejce i cierpliwie czekała na mój ruch.

Usiadłem przy biurku, włączyłem laptopa. Na ekranie migotało puste pole nowej notatki. W nagłówku wpisałem: Mirra: protokół użycia.

Skoro dostała mi się w ręce ta szalona aplikacja, zostawię przynajmniej komuś wskazówki. Może ostrzeżenie jeśli znajdzie się następny.

Pisałem: o Przesunięciu prawdopodobieństwa, o Przezroczystym Wzroku, o Cofaniu i jego cenie. O czerwonych niciach i czarnych sznurach. O tym, jak łatwo zapragnąć nie zostać wybranym, a jak ciężko potem nosić skutki.

Gdzieś w systemie cicho, prawie niesłyszalnie, pstrykał licznik. Nowe aktualizacje czekały: każda z własną ceną, każda groźna. Ale póki co żadna nie miała prawa wejść bez mojej decyzji.

Świat się kręcił dalej, probabilistyka zapisywała własne sieci. A w moim małym pokoju na trzecim piętrze blokowiska po raz pierwszy ktoś próbował napisać instrukcję użytkownika dla magii.

I gdzieś daleko, na niedostępnych nikomu serwerach, Mirra rejestrowała nową konfigurację: użytkownik, który wybrał nie moc, lecz odpowiedzialność.

Niecodzienne, rzadkie zdarzenie. Ale jak pokazuje doświadczenie nawet ono ma prawo się wydarzyć.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 2 =

Mirra: Aktualizacja dostępna – Opowieść o Andrzeju, zwyczajnym studencie z warszawskiej uczelni, któ…