Mój mąż zawsze powtarzał, że nie jestem wystarczająco kobieca. Na początku rzucał to od niechcenia –…

Mój mąż zawsze powtarzał mi, że nie jestem wystarczająco kobieca. Na początku rzucał takie uwagi mimochodem że może powinnam robić mocniejszy makijaż, zakładać sukienki, być delikatniejsza. Ja nigdy nie byłam taka. Zawsze stąpałam twardo po ziemi, mówiłam wprost, nie przywiązywałam wagi do fanaberii. Pracuję, rozwiązuję problemy, robię to, co trzeba. On poznał mnie właśnie taką. Nigdy nie udawałam nikogo innego.

Z czasem te komentarze pojawiały się częściej. Zaczął mnie zestawiać z kobietami z Facebooka, z żonami kolegów, z koleżankami z pracy. Mówił, że wyglądam bardziej jak kumpel niż jak żona. Słuchałam tego, czasem się kłóciliśmy, a potem szliśmy dalej przez życie. Nigdy nie myślałam, że to coś wielkiego. Brałam to za codzienne różnice, jakie zdarzają się w związku.

W dniu, gdy pochowałam tatę, wszystko, co wydawało się drobnostką, nagle stało się nie do przełknięcia. Byłam jak we mgle. Nie spałam, nie jadłam, nie potrafiłam myśleć o niczym innym, tylko jak przetrwać pogrzeb. Ubrałam pierwsze lepsze czarne ciuchy z szafy, zero makijażu, włosy spięte na szybko, na nic więcej nie miałam siły.

Tuż przed wyjściem z mieszkania, mąż spojrzał na mnie z takim dziwnym grymasem i powiedział:
Tak pójdziesz? Nie mogłabyś się choć trochę ogarnąć?
Najpierw nie zrozumiałam. Rzuciłam przez zęby, że wygląd zupełnie mnie nie obchodzi, właśnie straciłam ojca. On na to:
Ale ludzie będą patrzeć, będą gadać. Wyglądasz, jakbyś odpuściła sobie życie.

Poczułam w piersi coś irracjonalnie ciężkiego, jakby ktoś zgniótł mnie od środka na papierową kulkę.

Podczas pożegnania stał blisko innych ściskał ręce, odbierał kondolencje, miał poważną minę. Ale do mnie był odległy. Nie obejmował, nie spytał ani razu, jak się trzymam. Przechodziliśmy wtedy obok starego lustra w korytarzu, szepnął sucho, żebym się więcej ogarnęła, bo tata na pewno nie chciałby oglądać mnie w takim stanie.

Po pogrzebie, już w domu, zapytałam, czy to naprawdę była jedyna rzecz, którą widział tego dnia. Czy nie zauważył, że jestem rozbita. Wzruszył ramionami i stwierdził, że przesadzam, że on po prostu wyraża swoją opinię, że kobieta nie powinna o siebie przestawać dbać, nawet w takich chwilach.

Od tamtej pory patrzę na niego inaczej.
A jednak nie umiem odejść.
Czuję, że nie mogłabym ot tak żyć bez niego.

Co powiedziałabyś takiej kobiecie, gdyby stanęła przed tobą stojąc razem, zamknięte w cichym, rozkołysanym mieszkaniu, gdzie cienie migoczą jak liście pod sufitem, a zegar bije jak serce, po polsku, szeptem?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − pięć =

Mój mąż zawsze powtarzał, że nie jestem wystarczająco kobieca. Na początku rzucał to od niechcenia –…