Słuchaj, no muszę Ci opowiedzieć, co się ostatnio u nas wydarzyło klasyczna polska saga rodzinna, aż mi nieswojo. Wyobraź sobie, że moja szwagierka, Magda, pojechała sobie na urlop do Kołobrzegu, gdy my w tym czasie harowaliśmy jak woły nad remontem domu. A teraz nagle się obudziła i bardzo chce mieszkać w cywilizowanych warunkach. No cóż, sama sobie zafundowała ten los!
Tak od początku. Dom należał kiedyś do babci mojego męża, Piotra. Po jej śmierci odziedziczyli go wspólnie on i jego siostra, Magda. Chałupa była już leciwa, ale chcieliśmy ją odnowić i tam zamieszkać. Dom ma dwie osobne furtki, więc spokojnie dwie rodziny mogłyby tam funkcjonować niezależnie. Podwórko i ogródek są wspólne, pokoi po obu stronach tyle samo.
Jak przyszło do podziału spadku, byliśmy już z Piotrem po ślubie. Bez konfliktów, wszyscy kulturalni. Teściowa zdecydowała, że nie chce się tym bawić, bo już się przyzwyczaiła do życia w Warszawie: Róbcie co chcecie, dzieciaki.
Mój mąż z szwagrem, Pawłem, złożyli się razem, żeby naprawić dach i fundamenty, bo to były dramaty. Chcieliśmy iść dalej, robić remont, ale Magda zaczęła się burzyć. Nie zamierzała inwestować w jakąś drewnianą ruderę, jak to mówiła. Paweł znowu machnął ręką i odpuścił, bo z Magdą nie ma siły dyskutować.
My zaś z Piotrem mieliśmy już dość małej kawalerki w bloku na Ursynowie, marzyliśmy o własnym domu, ale wybudować cokolwiek od zera to kosmos pieniędzy. Dom po babci to była nasza szansa. Do miasta nie daleko, samochód mamy, można do pracy dojeżdżać.
Dla Magdy to miało być letnisko. Przyjechać w lipcu na grilla, odpocząć trochę, potem wrócić do siebie do centrum. Wyraźnie nam mówiła, żebyśmy nie liczyli, że ona kiedykolwiek w to miejsce wsadzi pieniądze.
Przez cztery lata z Piotrem krok po kroku zrobiliśmy generalny remont swojej połowy. Braliśmy nawet kredyt, ale dla nas najważniejsze było, żeby naprawdę tam zamieszkać. Zrobiliśmy łazienkę, ogrzewanie, nowe okna, instalację elektryczną, całe poddasze, totalny remont od A do Z. Praktycznie codziennie, po pracy, dłubaliśmy coś przy tym domu.
W tym czasie Magda była w wiecznym rozjeździe: Chorwacja, narty we Włoszech, SPA w Zakopanem kompletnie nie interesowało ją, co się dzieje z jej kawałkiem domu. Ale potem urodziła syna, Jasia, i została na urlopie macierzyńskim.
Wtedy skończyły się wyjazdy i gorzej z kasą się zrobiło. I nagle przypomniała sobie, że też ma pół domu niedaleko Warszawy. Z dzieckiem w bloku w centrum szaleje a na wsi Jasio mógłby biegać po trawie i bawić się do woli.
My już wtedy mieszkaliśmy u siebie i wynajęliśmy swoje stare mieszkanie w mieście. Jej połowy nawet nie dotykaliśmy, a po kilku latach popadła w totalną ruinę. Zero ogrzewania, wilgoć, ściany prawie się sypały. Nie mam pojęcia jak tam można by mieszkać. Ale Magda przyjechała na wieś z walizką, niby na chwilę, i od razu chciała się wprowadzić do nas na tydzień. No to ją wpuściłam, co miałam zrobić.
Ale jej syn rozbrykany, cały czas hałasował, a Magda jak zwykle: Jej dom, jej zasady. Kompletnie się nie przejmowała, że ja pracuję zdalnie, nie dawała mi spokoju. W końcu przeniosłam się na jakiś czas do przyjaciółki, bo akurat wyjeżdżała, więc mi było wygodnie doglądać jej mieszkania.
Kiedy wróciłam po prawie miesiącu (najpierw tydzień u Izy, potem mama zachorowała i byłam u niej), byłam pewna, że Magda już dawno wróciła do siebie. A tu szok ona dalej u nas, w najlepsze, jakby to była jej chata.
Spytałam, kiedy zamierza się wyprowadzić. A ona do mnie:
Ale gdzie ja pójdę? Mam dziecko, tu mi świetnie!
Powiedziałam:
To jutro jedziemy do Warszawy.
Nie chcę.
Skoro nawet nie pofatygowałaś się po sobie posprzątać, wracaj na swoją połowę, tutaj nie jest hotel!
Jakim prawem mnie wyrzucasz? To jest też mój dom!
Twój dom jest za ścianą, idź tam.
Jeszcze próbowała nastawić Pawła przeciwko mnie, ale nawet on powiedział, że przesadziła. Już jej było przykro bardzo i wyjechała w końcu. A po kilku godzinach dzwoni do mnie teściowa i robi mi awanturę:
Nie powinnaś jej wyrzucać, to jej własność!
A Piotr na to:
Mogła mieszkać na swojej połowie, tam jest właścicielką.
Ale jak tam mieszkać z dzieckiem? Nie ma łazienki w środku, nie ma ogrzewania. Mogliście zadbać o siostrę.
Piotr się zagotował i powiedział matce całą historię od początku. Przecież proponowaliśmy, by razem zrobić remont, wyszłoby taniej i wygodniej. Ale Magda nie chciała, to teraz jest, jak jest. A wszyscy mają żal do nas!
W końcu zaproponowaliśmy jej, żeby sprzedała swoją część mojej mamie, tylko oczywiście za taką cenę, że za te pieniądze można by kupić całą porządną willę pod Warszawą. Oczywiście się nie zgodziliśmy. I tak się szarpiemy.
Teściowa co chwilę się obraża, Magda tylko przeszkadza, jak wpada, to robi głośne imprezy, rozrzuca zabawki w ogrodzie, niszczy rośliny, rozkręca bramy szkoda gadać.
Zaczęliśmy z Piotrem stawiać płot na środku podwórka, żeby już każdy miał swój kawałek i nie było więcej konfliktów. Żadnych kompromisów przecież tego chciała sama Magda.





