Dzisiaj znowu wracałam do dawnych spraw i przypomniała mi się cała historia z domem po babci mojego męża. Od lat nie daje mi to spokoju i muszę to wyrzucić z siebie, bo czuję, że znowu będę miała problemy z teściową i szwagierką.
Jeszcze zanim zaczęliśmy z Michałem remontować połowę domu, zaproponowałam Ewie, mojej szwagierce, żebyśmy razem zrzuciły się na odświeżenie całości. Odpowiedziała, że jej to nie interesuje i nie chce wydawać pieniędzy na takie rzeczy. Sytuacja więc wyglądała jasno: skoro nie dawała pieniędzy, nie powinna teraz mieć żadnych roszczeń! Teraz jednak, kiedy jej połowa domu jest w opłakanym stanie, chce mieszkać u nas i mieć wygody. To się prosiło…
Dom, o którym mowa, był dawniej babci Michała. Po jej śmierci podzielono go między Michała i Ewę w bardzo pokojowy sposób. Teściowa od razu zrezygnowała z udziałów, bo zawsze żyła w centrum Krakowa i nie miała ochoty na wieś. Oddała dom dzieciom i powiedziała, żeby robili, co uważają.
Na początku Michał z szwagrem Zbyszkiem zrobili dach i fundamenty, korzystając z jakichś oszczędności. Chcieliśmy dalej inwestować w remont, ale Ewa obraziła się i powiedziała, że nie zamierza interesować się tą ruiną. Zbyszek, jak to Zbyszek, spuścił głowę i po prostu zrobił, co kazała mu żona.
My jednak zdecydowaliśmy, że się nie poddamy. Dom stał w niewielkiej wsi pod Krakowem, dojazd był niezły, szczególnie że mieliśmy samochód, a życie w kawalerce dawało nam się we znaki. Od lat marzyliśmy o własnym kącie, a zbudowanie domu od podstaw kosztowałoby fortunę.
Dla Ewy dom babci był tylko miejscem na wakacje i grille ze znajomymi. Sama mnie kilka razy upominała, żebym nie miała nadziei, że coś się tu zmieni.
Remont naszej części trwał cztery lata braliśmy kredyt, ale nie to było najtrudniejsze. Zrobiliśmy łazienkę, ogrzewanie, wymieniliśmy elektrykę i okna, odmalowaliśmy wszystko i stworzyliśmy loggię. Praca szła praktycznie na okrągło, ale spełnialiśmy nasze marzenie.
Szwagierka Ewa w tamtym czasie podróżowała, korzystała z życia, nie interesowała się swoją połową. Wszystko dla wygody, byle nie trzeba było nic robić. Sprawa zmieniła się po urodzeniu dziecka i przejściu na urlop macierzyński. Skończyły się podróże, nagle okazało się, że pieniędzy brakuje. Wtedy sobie przypomniała o domu na wsi, gdzie dziecko mogłoby biegać po podwórku.
My już dawno mieszkaliśmy w domu, a nasze krakowskie mieszkanie wynajmowaliśmy. Ewy połowa międzyczasie maksymalnie podupadła brak ogrzewania, zniszczone ściany, zero wygód. Przyjechała z dzieckiem i walizką na miesiąc, po kilku dniach zaczęła prosić, żeby mogły mieszkać z nami. Zrobiło mi się jej żal wpuściłam ją na tydzień.
Wytrzymałam bardzo krótko. Jej synek hałasował, a ona sama zachowywała się jak królowa, nie licząc się z nikim. Pracuję zdalnie, miałam dość, więc przeprowadziłam się do koleżanki, która akurat wyjechała i był jej na rękę, że mam oko na mieszkanie.
Wróciłam po prawie miesiącu przez chorobę mojej mamy. Zapomniałam już o Ewie byłam pewna, że dawno wróciła do siebie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zastałam ją rozłożoną na sofie w najlepsze.
Zapytałam delikatnie, kiedy zamierza się wyprowadzić.
A gdzie ja pójdę? Tu jest dobrze, dziecko ma ogródek, ciepło i wygodnie odrzekła.
Jutro jedziemy z tobą do Krakowa powiedziałam stanowczo.
Ja nie chcę do miasta.
Twój dom jest po tej stronie korytarza, idź tam, u nas hotelu nie ma.
Jakim prawem mnie wyrzucasz? To też mój dom!
Twój dom masz za ścianą, tam się urządź.
Próbowała napuścić na mnie męża i Zbyszka, ale nawet oni powiedzieli jej, że przesadzała. W końcu wzięła dziecko i się wyprowadziła. A po kilku godzinach telefon od teściowej, pani Danuty:
Nie miałaś prawa jej wyrzucać, to również jej dom.
Może mieszkać we własnej części, nikt jej nie zabroni, ale nasza jest nasza odpowiedział jej mój mąż.
Ale jak żyć z maluchem w zimnym domu, bez łazienki, z wychodkiem na podwórku? Mogłaś zadbać o szwagierkę.
Michał nie wytrzymał i wyjaśnił całą sytuację: przecież proponowaliśmy wspólne remonty byłoby szybciej i taniej! Teraz nagle wszyscy mają pretensje.
Wpadłam na pomysł, żeby mama Michała odkupiła połowę Ewy zgodziłaby się, ale podała taką cenę, za którą mogłabym kupić cały piękny dom w mieście. Bez sensu!
Od tego czasu ciągle się kłócimy. Teściowa naburmuszona, Ewa zjawia się tylko na huczne imprezy, razem z bachorem niszczą ogródek, robią zamieszanie i złość. Nic już nie jest jak kiedyś.
Zaczęliśmy budować wysoki płot wokół naszej części nie będzie już kompromisów. Skoro Ewa tego chciała, niech teraz żyje po swojemu.





