– Nic nie szkodzi, Sławku! Nie smuć się! Przynajmniej Nowy Rok przywitałeś z rozmachem!

Pamiętam, że w grudniu, kiedy zbliżał się Sylwester, Sławek Kowalski stał na peronie dworca w Krakowie, wysiadł na plac przy dworcu kolejowym i ruszył w stronę przystanku autobusowego. Nie powiedział żonie, że przyjedzie dziś do rodzinnego miasta.

Nasza historia zaczyna się od nieprzyjemnej rozmowy ze swoją żoną, Bogną Kowalską. Znowu obwiniała go, narzekała, twierdząc, że jest obojętny i egoistą. A dlaczego obojętny? Przecież chciał jej złożyć noworoczne życzenia, a ona odcięła telefon. Bogna poczuła się urażona.

Przez trzy dni Sławek próbował do niej zadzwonić, a ona nie podnosiła słuchawki. W końcu i on się obraził i przestał dzwonić. Do tego nie udało mu się przekazać noworocznych pozdrowień rodzicom i siostrze Bogny nic nie mówiła o nim. Teraz zamierzał to zrobić prosto przy drzwiach.

Nie chciał jej jedynie zarzucać winy; i ona również popełniła kilka błędów, więc niech odpowie. Jak mówią: najlepsza obrona to atak pomyślał i wchodził do swojego budynku w nieco bojowym nastroju.

Mieszkanie przywitało go ciszą.

Hej! Kto tu jest żywy? Bogno, wróciłem! zawołał Sławek, lecz nikt nie odpowiedział.

W kuchni nie było Bogny, w jednej z pokoi panował pusty kurz, w drugiej to samo. Oczy Sławka od razu przyciągnęły zmiany: przy ścianie nie stało już dziecięce łóżeczko, zniknął komod, na którym stał przewijak i wózek, które podarowali mu rodzice.

Szybko zerknął do szafy półka, na której zwykle wieszono rzeczy Bogny, była zupełnie pusta.

Czy ona zwariowała? Czy mnie zostawiła? myślał Sławek.

Wybrał numer teściowej, ale nikt nie odebrał. Zadzwonił potem do Kasi przyjaciółki Bogny. Tylko cisza. W końcu połączył się z Michałem, mężem Kasi.

Michał, cześć! Daj mi kontakt do Kasi, nie mogę się do niej dodzwonić poprosił.

Kasia jest teraz w swojej wiosce, tam spotkaliśmy się z nowym rokiem. W miejscowościach czasem są problemy z zasięgiem odparł Michał.

Wczoraj przyjechałem, bo dziś miałem pracę na zmiany. A oni wciąż wypoczywają odparł Sławek. Potrzebuję wiedzieć, gdzie jest moja Bogna. Przyjechałem od rodziców, a jej domu nie ma. I wszystko, co kupiliśmy dla dziecka, zniknęło.

Czyżby twoja żona miała zaraz zostać matką, a ty na święta pojechałeś, zostawiając ją samą? zdziwił się Michał.

Ona nie chciała wyjechać. Dali jej termin dziesiątego lub jedenastego stycznia. Wystarczyło, by zdążyła wrócić.

Gratuluję, Sławek, jesteś prawdziwym paluszem uśmiechnął się przyjaciel.

Dlaczego? nie zrozumiał Sławek.

Bo najprawdopodobniej już jesteś kawalerem. Głupcze! Zadzwoń do szpitala, tam na pewno jest radził Michał.

Dziesięć dni wcześniej.

Nie rozumiem, Sławku mówiła telefonicznie matka, po co masz w święta siedzieć w domu? Bogna nie chce wyjeżdżać, przyjedź sam. Termin prawie za dwa tygodnie, zdążysz wrócić.

Tym bardziej, że prawie cała rodzina się zbierze: ciotka Wiktoria z wujkiem Jerzym przyjadą, Natalia z Wiktorem, Barbara z Pawłem. A my z ojcem i Wiktoria z Grzegorzem.

Wiktoria zarezerwowała dla nas pokoje w hotelu pod lasem po prostu na cztery dni, od trzydziestego grudnia do drugiego stycznia.

Trzydziestego pierwszego w restauracji będzie bankiet z artystami. Zapłaciłam za ciebie, później oddasz. Zostaniesz u nas do Bożego Narodzenia, a 8go wrócisz. Wystarczy, by zdążyć przed terminem Bogny.

Bogna nie chciała wyjechać:

Sławek, w każdej chwili mogę zostać przyłapana. Wyobraź sobie: wszyscy się bawią, a ja nagle zaczynam poród. A hotel pod lasem czy przyjedzie karetka na czas?

Nie, nigdzie nie pojadę.

Mama ma rację: kobiety liczą swoje choroby, a przyjście dziecka traktują jak wyczyn. Trzy razy wprowadziła nas na świat, a w ciąży prawie nic nie przegapiła.

Sławek rozumiał, że Bogna ma w pewnym stopniu rację, lecz wyobrażał sobie, jak nudno będzie w domu w noc sylwestrową: tylko we dwoje przy skromnym stole, a Bogna już nie planowała nic specjalnego. Musiało go przytłoczyć smutkiem.

Wszyscy z kolei w restauracji będą rozświetlali wnętrze, tańczyli, śpiewali i się bawili. Tak więc Sławek pojechał sam.

W hotelu pod lasem rzeczywiście było wesoło. Około pół na pierwszą, kiedy Nowy Rok już nadszedł, Sławek wyszedł z sali do lobby, aby zadzwonić do żony, ale ona nie odebrała.

No cóż, obrażam się, a i tak ona jest winna. Mogłaby teraz być tutaj i bawić się razem z nami pomyślał.

Następnego dnia matka wyraziła mu swoją złość na synową:

Twoja Bogna nawet nie zadzwoniła, nie przywitała nas z ojcem. Zobacz, jak się obraziła! Całkiem rozpuściła cię, synu.

Nie rozumie, co to prawdziwa rodzina. Dlatego my tu wszyscy, a ona tam sama. Niech posiedzi i pomyśli.

A Bogna w tę noc sylwestrową nie myślała o nikim oprócz Sławka, a już na pewno nie o teściowej, teściu i ich licznym rodu.

Rodzice Bogny, dowiedziawszy się, że córka została sama na święta, wezwali ją do siebie. Nie planowali wielkiego przyjęcia.

Brat Bogny mieszkał w Warszawie, pracował w zakładzie ciągłego cyklu i nie miał tak długich wolnych, więc rodzice zamierzali przywitać Nowy Rok we dwoje.

Trzydziestego pierwszego o dziewiątej wieczorem Bogna i matka nakrywały stół, i w tym momencie Bogna poczuła silny ból.

Wezwano karetkę. Matka pojechała z Bogną, a ojciec podążył samochodem za nimi.

Tego wieczoru Bogna spotkała Nowy Rok w szpitalu, a rodzice w holu przychodni. Bogna stała się mamą małego Szymka

Sławek, kierując się radą przyjaciela, zadzwonił do szpitala.

Oddział położniczy? Wczoraj wyszła, usłyszał w recepcji.

Jak wyszła? nie uwierzył Sławek. Czy już jest maluszek?

Tak. Pierwszego stycznia, o pół na pierwszą.

A kto ją odebrał? zapytał.

Młody lekarz, tej informacji nie zapisujemy w rejestrze!

Sławek pojął, że jedynie rodzice mogli zabrać Bognę, więc teraz znajdowały się w ich rękach.

Kupił bukiet róż i ruszył w stronę domu rodziców.

Dzwonił. Drzwi otworzył teść.

Słucham?

Dzień dobry, przyszedłem po Bognę powiedział Sławek.

Po co? zapytał ojciec Bogny.

Cóż, jestem jej mężem odparł zięć.

Bogno! krzyknął teść. Przyszedł jakiś facet, twierdzi, że jest twoim mężem. Chcesz z nim porozmawiać?

Nie, niech idzie odpowiedziała Bogna zza drzwi.

Teść westchnął i zamknął drzwi.

Sławek stał chwilę i zadzwonił ponownie.

Tym razem otworzyła teściowa wysoka, silna, donośna kobieta. Szczerze mówiąc, Sławek trochę się jej bał.

Nie rozumiesz? zapytała.

Proszę mnie wpuścić odważnie powiedział. Mam prawo

Nie zdążył dokończyć, bo kobieta wyciągnęła bukiet i kilkakrotnie uderzyła go w pierś.

Na co masz prawo, zaraz ci wyjaśni adwokat! I nie dzwoń więcej, mój wnuk śpi rzekła, rzucając bukiet pod jego nogi i zamykając drzwi.

Sławek wrócił do domu. Po drodze wielokrotnie drapał się po twarzy róże były piękne, ale kolczaste.

Po powrocie najpierw zadzwonił do matki.

Wyobraź sobie, nie wpuszczono mnie nawet do mieszkania, nie mogę zobaczyć synka.

Nie martw się, Sławku. Bogna wkrótce wróci z dzieckiem na rękach. Nie dzwoń do niej i nie przelewaj pieniędzy.

Niech rodzice ją karmią, jeśli są tak mądrzy. Po tygodniu czy dwóch wróci sama. A ty idź spać, jutro masz pracę.

Zrobił tak: zjadł pierogi ze sklepu, po kolacji położył się spać.

Spał spokojnie, nie mając pojęcia, że w tej kamienicy nocował po raz ostatni.

Kiedy kolejnego dnia wrócił z pracy, wszystkie jego rzeczy w kartonach i czarnych torbach stały na klatce schodowej.

Zadzwonił. Drzwi otworzyła teściowa, właścicielka dwupokojowego mieszkania, w którym mieszkał z Bogną.

No co, drogi zięciu? Pamiętasz adres swojego akademika, czy podpowiedzieć? Zbieraj swoje graty. To, co zostanie, jutro wyrzuci sprzątaczka!

Sławek musiał się przenieść do akademika.

Rozwód rozdzielił ich. Sławek miał dosyć życia w akademiku, chciał wynająć własne mieszkanie, lecz kiedy dostał wypłatę, z której potrącili alimenty i jeszcze pięć tysięcy złotych na utrzymanie byłej żony, zrozumiał, że zostanie mu niewiele.

Bądź bardziej oszczędny! Trzeba zebrać na własne cztery kąty radził Michał. Nie martw się, Sławku! Nie smuć się! Przynajmniej Nowy Rok przywitałeś wspaniale!

Bogna trzy lata mieszkała u rodziców, którzy pomagali jej z małym Szymkiem; mieszkanie w tym czasie wynajmowali.

Kiedy Bogna wróciła do pracy, ona i Szymek ponownie zamieszkali w swoim lokum. Po remoncie nie było już żadnych śladów po Sławku i jego rodzinie.

Jak oceniacie postępowanie Sławka? Napiszcie swoje przemyślenia w komentarzach i zostawcie polubienia.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 − 8 =

– Nic nie szkodzi, Sławku! Nie smuć się! Przynajmniej Nowy Rok przywitałeś z rozmachem!