„Niech leci sama. Może tam ją porwą” – naburmuszyła się teściowa. Duszny wieczór przed wyjazdem na…

Niech leci sama. Może tam ją porwą zmarszczyła brwi teściowa.

Duszne, letnie popołudnie przed urlopem powinno pachnieć podekscytowaniem i miłym zamieszaniem.

Jednak w mieszkaniu Antoniego i Jagody atmosfera dało się kroić nożem. Pośrodku salonu, jak monumentalny pomnik niepokoju, stała pani Weronika. W dłoni ściskała pilot.

Nie pozwolę! Kompletnie oszaleliście?! jej głos, wyćwiczony latami nauczania w podstawówce, zagrzmiał ostro.

Na ekranie zatrzymał się kadr sensacyjnego programu: ponury prowadzący rysował czerwone strzałki na mapie Azji.

Jagoda, z zadziwiającym spokojem pakująca walizkę, tylko cicho westchnęła.

Znała już ten scenariusz. Antoni z miną kogoś, kto wszystko przeczeka, próbował wtrącić słowo.

Mamo, daj spokój! To zwykłe bzdury. Jedziemy do porządnego hotelu, wszystko mamy przez biuro!

Bzdury?! Weronika rozłożyła ręce, pilot aż poleciał na podłogę. Antoni, otwórz wreszcie oczy! Ona cię wpakuje w kłopoty! W Tajlandii… tam każdy drugi to handlarz organami! Poślą cię po piwo w jakąś uliczkę, zginiesz bez śladu, a twoje nerki i wątrobę wyślą do Niemiec! A ją tu teatralnie wskazała na Jagodę ją sprzedadzą do burdelu! Widziałam reportaż w telewizji!

Jagoda odłożyła bluzkę, spojrzała na Weronikę i zamilkła na chwilę, której Antoni nigdy by nie wytrzymał.

Pani Weroniko powiedziała cicho, ale wyraźnie. Naprawdę pani wierzy, że każdy Taj to mafiozo, chirurg i alfons w jednej osobie?

Nie kpić mi tu! Telewizja pokazywała! Masa ludzi jedzie za tanimi wakacjami, a rodzinom potem wysyłają… części w słoiku po ogórkach!

Antoni przetarł twarz dłonią.

Mamo, to są programy dla emerytów, żeby komuś się żyło ciekawiej. Tam jeżdżą miliony turystów

I tysiące przepadają bez śladu! wcięła się Weronika. A Jagoda, pewnie już bilety zakupiłaś?

Kupiłam. Nie oddam odparła spokojnie Jagoda. Oszczędzaliśmy dwa lata, wszystko sprawdzałam, rezerwowałam przez sprawdzone biuro. Nie zamierzamy łazić nocą po slumsach. Będziemy na wycieczkach, opalać się na plaży w Pattayi, jeść tom yum…

Jeszcze was tam otrują, nie wiadomo, co wsypią do tej zupy mruknęła ponuro Weronika. Antoni, synku, błagam, ocknij się. Niech leci sama, jeśli jej tak zależy! Jej ryzyko jej sprawa. Ty zostaniesz zdrowy. Serce matki czuje nieszczęście.

Zapadła duszna cisza. W końcu Jagoda powiedziała to, co od dawna w niej narastało.

Dobrze zamknęła walizkę z hukiem. Ma pani rację, Pani Weroniko. Ryzyko to ryzyko. Polecę sama.

Jagoda! Co ty wygadujesz?! wykrztusił Antoni.

Słyszałeś mamę; jej serce czuje zagrożenie. Nie mogę brać odpowiedzialności za twoje zdrowie. Ty zostań, pij herbatę z mamą i oglądaj reportaże o handlu organami. A ja rzuciła zimny uśmiech ja polecę TAM. Sama.

Weronika poczuła się jakby triumfowała, ale determinacja Jagody zmieszała ją całkowicie.

I dobrze, sama chciałaś mruknęła, już mniej pewnie.

Antoni próbował jeszcze przekonać żonę, lecz Jagoda była nieugięta. Ostatnią noc przed wylotem spędzili plecami do siebie.

Może się rozmyślisz? spytał cicho.

Nie ucięła.

*****

Samolot wylądował w Bangkoku, a Jagodę otuliła fala egzotycznego, wilgotnego powietrza.

Strach? Zero. Było tylko zmęczenie i ciekawość wszystkiego dookoła. Pierwsze dni mijały zgodnie z planem Jagoda spacerowała ulicami pełnymi uśmiechniętych ludzi, podziwiała świątynie, jadła niesamowity street food.

Nikt nawet nie próbował jej okraść, nie mówiąc już o porwaniu. Sprzedawcy z bazarków co najwyżej próbowali zbić z ceny, ale i tak się śmiali, gdy nie dała się naciągnąć na dodatkowe dziesięć bahtów.

Wysłała więc wspólne zdjęcie z koktajlem na tle lazurowego morza na WhatsAppa, do grupy z mężem i… Weroniką (bo ta nakazała). Podpis: Organy na miejscu, do niewoli nikt mnie nie wziął. Czekam na propozycje.

Antoni odpisywał serduszkami. Weronika czytała, patrzyła i milczała.

Jagoda ruszyła na północ, do Chiang Mai. Tam, w małym rodzinnym pensjonacie, pani Nida uczyła ją robić prawdziwe pad thai. I wtedy wydarzyło się coś przełomowego.

Nida mówiła łamaną angielszczyzną, była zadziwiająco podobna do Weroniki.

Staruszka ubolewała, że jej córka pojechała do pracy w Seulu.

Sama tam, zimno, ludzie się nie uśmiechają, jedzenie dziwne żaliła się, mieszając makaron. Telewizor pokazywał, że tam powietrze zatrute i wszyscy są nieprzyjaźni!

Jagoda spojrzała na nią i nagle parsknęła śmiechem. Długo nie mogła się opanować.

Nida patrzyła zaskoczona. W końcu, trochę na migi, trochę angielskim i pokazując zdjęcia, Jagoda opowiedziała jej o Weronice, telewizji i obawach o organy.

Nida otworzyła szeroko oczy, po czym wybuchła śmiechem. Jej śmiech brzmiał jak dzwoneczek.

Matki wszędzie takie same! wykrzyknęła. Boimy się nieznanego. Telewizja w Tajlandii też straszy głupotami!

Tego wieczora, siedząc na werandzie pod gwiazdami, Jagoda połączyła się na wideo prosto z Weroniką.

Weronika wyglądała na zmęczoną i spiętą.

No i jak tam? Żyjesz? zapytała bez przywitania.

Nic mi nie jest, wszystkie organy na miejscu. Proszę spojrzeć.

Jagoda pokazała werandę, gdzie Nida niosła tackę z herbatą i owocami. Tajka uśmiechnęła się do ekranu, widząc poważną twarz Polki.

Dzień dobry! krzyknęła wesoło po polsku, którego właśnie się nauczyła. Pani synowa świetna dziewczyna! Umie dobrze gotować! Proszę się nie martwić, będę miała na nią oko! Żadnego niewolnictwa! po czym objęła Jagodę.

Weronika patrzyła, milcząc. Raz na Jagodę, raz na uśmiechniętą Tajkę.

I organy? wykrztusiła już mniej pewnie.

Wszystko na swoim miejscu uśmiechnęła się Jagoda. Nawet apetyt mi się poprawił. Pani Weroniko, tu jest pięknie, ludzie są pomocni. Nida boi się o swoją córkę w Korei, bo telewizja jej powiedziała, że tam strasznie.

Zapadła cisza.

Daj jej telefon powiedziała nagle Weronika. Tej Nidzie.

Jagoda podała telefon. Przez dziesięć minut kobiety rozmawiały nie rozumiejąc słów, ale rozumiejąc się sercem. Nida kiwała głową i śmiała się serdecznie, twarz Weroniki łagodniała z każdą chwilą.

Na koniec rozmowy teściowa próbowała się uśmiechnąć niezdarnie, ale szczerze.

Gdy Jagoda się rozłączyła, dostała wiadomość od Antoniego: Mama właśnie wyłączyła telewizor. Powiedziała, że ma dość tej paniki i zapytała, kiedy wracasz.

Jagoda nie odpowiedziała od razu. Patrzyła na gwiazdy nad Chiang Mai, po czym zrobiła jeszcze jedno zdjęcie: uśmiechnięta ona i Nida, przytulone na tle domu, wysłała do grupy.

Podpis: Mam wsparcie. Jutro lecę na paragliding. Póki co, nerki w porządku. Ściskam!

Podróż powrotna była spokojna. Na lotnisku w Warszawie czekał na nią Antoni, a obok, ze śmiesznym bukietem wielokolorowych astrów, stała Weronika.

Nie rzuciła się na szyję, ale też nie urządziła sceny. Otrząsnąwszy się, wręczyła kwiaty.

No i jak, cała?

Cała i zdrowa. Nikt mnie nie kupił…

No dobra mruknęła i machnęła ręką. Opowiesz mi o tej Nidzie?

W drodze do domu Jagoda relacjonowała wszystko: świątynie, jedzenie, ludzi, zabawne przygody. Weronika słuchała, czasem pytała. Telewizor w salonie milczał.

Na czarnym ekranie odbijały się trzy sylwetki: mąż obejmujący żonę, teściowa, która w końcu zdecydowała się zamienić reportaże na prawdziwe historie.

Wieczorem, przy herbacie, Weronika cicho, z ostrożnością rzuciła w eter:

W przyszłym roku jeśli będziecie chcieli może polecę z wami? Tylko nie do tych najdzikszych miejsc

Antoni i Jagoda spojrzeli po sobie z uśmiechem. Niespodziewane było, jak szybko Weronika zdobyła się na zmianę perspektywy.

Jednak parę dni później przyszła w odwiedziny, czerwona i rozemocjonowana, stwierdzając od progu:

Jednak nigdzie z wami nie jadę! Jagodzie się po prostu poszczęściło! W telewizji pokazywali, jak ludzi z niewoli wyciągali. Nie dam się na to złapać!

Jak pani uważa Jagoda tylko wzruszyła ramionami.

Antoni, ty też tam nie masz czego szukać. W Polsce można pięknie wypocząć! oznajmiła Weronika z miną nieznoszącą sprzeciwu.

Antoni pokręcił głową. Wiedzieli, że nie ma sensu się spierać.

Patrząc wstecz, wiem już jedno ludzie wszędzie podobnie się boją i kochają. Strach rodzi się z niewiedzy i wyolbrzymionych historii. W tej podróży nauczyłem się ufać doświadczeniu, a nie telewizyjnym alarmom. I przekonałem się, że jeśli nie spróbuję sam nigdy nie przekonam się, jak naprawdę wygląda świat.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy + 13 =

„Niech leci sama. Może tam ją porwą” – naburmuszyła się teściowa. Duszny wieczór przed wyjazdem na…