Niedzielny tata. Opowiadanie. Gdzie jest moja córka? – powtórzyła Olesia, czując, jak zęby jej dzwo…

Gdzie jest moja córka? powtarzała Kinga, czując jak zęby jej szczękają, nie wiadomo czy ze strachu, czy z zimna.

Zostawiła Jagodę na urodzinach, w sali zabaw dużego centrum handlowego w Warszawie. Rodziców solenizantki znała jedynie z widzenia, ale spokojnie zostawiła córkę nie pierwszy raz była na takim dziecięcym przyjęciu, to było zupełnie normalne. Tylko dziś się spóźniła autobus nie przyjeżdżał bardzo długo. Centrum handlowe stało w niezbyt wygodnej lokalizacji, wszyscy przyjeżdżali tu samochodem, ale Kinga auta nie miała. Przywiozła więc Jagodę autobusem, potem wróciła do domu miała lekcje prywatne, których nie mogła przełożyć, a potem wróciła po córkę. Spóźniła się tylko piętnaście minut biegła przez oblodzony parking, aż się zapowietrzyła. Teraz mama solenizantki, niska, okrągłooka blondynka, patrzyła na Kingę zdziwiona i powtarzała:

Ale przecież jej tata po nią przyszedł.

A przecież Jagoda nie miała ojca. Oczywiście, biologiczny ojciec gdzieś był, ale nigdy nie widział córki.

Z Michałem Kinga poznała się przypadkiem spacerowała z koleżanką po Bulwarach Wiślanych, koleżanka skręciła nogę, a dwóch chłopaków zaoferowało pomoc. Jak w znanym filmie, kłamali, że obaj studiują na Uniwersytecie Warszawskim, a jeden ma ojca generała, drugi profesora. Po co te bajki młodzi byli i głupi. Gdy jednak Kinga zaszła w ciążę i Michał dowiedział się, że studiuje w pedagogice, a jej ojciec jest kierowcą autobusu miejskiego, wcisnął jej pieniądze na zabieg i zniknął.

Kinga nie zrobiła aborcji nigdy nie żałowała, że została z Jagodą. Zawsze były partnerkami Jagoda była poważna i mądra jak na sześciolatkę, zawsze można było na niej polegać. Gdy Kinga prowadziła zajęcia z angielskiego, Jagoda cicho bawiła się lalkami, potem razem gotowały mleczną zupę albo jajko w koszulce i piły herbatę z kruchymi ciasteczkami. Na pieniądze nie narzekały większość szła na wynajem mieszkania, ale żadna nie narzekała.

Jak mogła pani oddać moją córkę obcej osobie?

Głos Kingi drżał, a łzy napływały do oczu.

Jaka obca? odpowiedziała zirytowana mama solenizantki. To przecież ojciec!

Kinga mogłaby jej powiedzieć, że Jagoda ojca nie ma, ale nie widziała sensu. Trzeba było biec do ochrony, prosić o nagrania z kamer i…

Kiedy to było?

No, jakieś dziesięć minut temu…

Kinga niemal rzuciła się biegiem. Ile razy prosiła Jagodę: nigdy nie idź z obcymi! Z przerażenia nogi jej odmawiały posłuszeństwa, wszystko rozmywało się przed oczami, kilka razy wpadła na kogoś, ale nawet nie przeprosiła. Instynktownie krzyknęła:

Jagoda! Jagodaaa!

W wielkiej strefie gastronomicznej panował hałas, większość nie zwróciła uwagi na jej wołanie, tylko kilka osób obejrzało się z zaciekawieniem. Kinga, dysząc, usiłowała ustalić, gdzie najpierw szukać. Może jeszcze nie wyszli, może…

Mamusiu!

Z początku Kinga nie wierzyła. Jej córeczka w rozpiętej kurteczce, z buzią umazaną lodami, biegła w jej stronę. Kinga przytuliła ją tak mocno, jakby bała się, że jeśli ją puści, to się rozsypie. I wtedy jej wzrok padł na mężczyznę schludnie ubrany, krótkie włosy, głupawy sweter ze śnieżynką, lody w ręku. Zauważył strach w jej oczach i zająknął się:

Przepraszam, to moja wina! Powinienem zaczekać w miejscu, ale chciałem na chwilę wykończyć te dzieciaki. Proszę pani, te dzieci dokuczały Jagodzie! Mówiły jej, że nie ma taty, że nikt po nią nie przyjdzie bo jest brzydka! Postanowiłem dać im nauczkę powiedziałem: córko, zanim mama przyjedzie, kupimy sobie lody. Przepraszam, nie chciałem pani tak przestraszyć…

Kingę trzęsło ze stresu. Nie zamierzała ufać nieznajomemu. Ale czy to możliwe, że Jagodę rzeczywiście przezywano? Spojrzała córce w oczy, a ta od razu zgadła, o co chodzi. Pociągnęła nosem, podniosła podbródek.

No i co! Teraz też mam tatę!

Mężczyzna rozłożył ramiona, Kinga wciąż nie mogła wydusić słowa.

Chodźmy już, w końcu wyszeptała. Jest późno, autobus zaraz odjedzie.

Zaczekajcie! mężczyzna wykonał krok naprzód, zmieszał się, pomachał ręką. Może was podwiozę? Skoro już tak wyszło… Niech się pani nie boi, nie jestem żadnym złym typem! Jestem Marcin. Można zapytać moją mamę, zaraz tam siedzi i czyta!

Wskazał kobietę z fiołkowymi lokami przy stoliku, która pochłonięta była książką.

Jeśli zechce pani, podejdziemy do niej ona mi wystawi najlepsze referencje!

Nie wątpię, syknęła Kinga, która nadal miała ochotę potraktować nieznajomego torebką. Dziękujemy, poradzimy sobie.

Mamo Jagoda chwyciła Kingę za rękaw. Niech wszyscy widzą, że tata nas odwozi!

Przy sali zabaw stała jeszcze solenizantka, jej mama i kolejna dziewczynka, której imienia Kinga nie pamiętała. W oczach Jagody było tyle próśb, a iść przez takie lodowisko w tym stanie byłoby ciężko. Kinga się zdecydowała.

Dobrze, rzuciła niechętnie.

Świetnie! Już, tylko powiadomię mamę!

Synuś mamusi kąśliwie pomyślała Kinga. Kobieta właśnie pomachała jej przyjaźnie, więc Kinga odwróciła się szybko. Co za głupia sytuacja!

Po drodze unikała wzroku Marcina, lecz zauważyła, jaki jest delikatny wobec Jagody. Ta trajkotała jak sikorka, Kinga nigdy nie widziała jej takiej rozmownej. Ale gdy dotarli pod blok, Jagoda nagle posmutniała.

Czy już się nie zobaczymy? zapytała cicho Marcina, patrząc na mamę.

Teraz Kinga poczuła na sobie jego spojrzenie czekał na zgodę. Miała ochotę powiedzieć: nie, Jagodo, to niegrzecznie, lecz widząc smutną twarz córki, nie potrafiła. Spojrzała na Marcina i kiwnęła głową.

Jeśli mama pozwoli, mogę cię zaprosić do kina na bajkę. Byłaś kiedyś w kinie?

Serio? Nie, nigdy! Mamo, mogę pójść z tatą do kina?

Kingę zalało rumieńcem, więc zaczęła mówić szybko:

Tak, Jagoda, pozwolę, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze, musisz wiedzieć, że niegrzecznie nazywać kogoś obcego tatą mów pan Marcin, rozumiesz? Po drugie na bajkę idę z wami, bo co zawsze ci mówiłam? Nie wolno chodzić nigdzie z obcymi, nawet jeśli wydają się mili!

Też jej to powiedziałem, wtrącił Marcin. O tym, że nie wolno.

Mogę iść?

Powiedziałam przecież: tak.

Hurra!

Rozsądek nakazywał Kindze ukrócić te głupoty, lecz nie umiała. Nie miała nikogo na świecie oprócz Jagody. Gdyby tylko miała się kogo poradzić! Choćby własnej mamy. Kinga pamiętała ją słabo zmarła tragicznie, gdy Kinga miała pięć lat, dokładnie tyle samo, co Jagoda teraz. Chłopiec wpadł do przerębli, nikt się nie odważył, ona tak. Chłopca uratowała, lecz sama zachorowała na zapalenie płuc miała cukrzycę i słabe zdrowie. Jagoda również miała cukrzycę, przez to Kinga mocno się zamartwiała to ona przekazała jej te geny.

Do następnego weekendu Kinga wszystko przemyślała, ale okazało się, że niepotrzebnie się martwi wyszło zupełnie inaczej, bo Marcin w kinie przyprowadził swoją mamę.

Żeby nie myślała pani, że jestem dziwakiem niech mama mnie zareklamuje zaśmiał się.

To rzeczywiście dziwak, powiedziała jego mama z takim uśmiechem, że wydało się, iż jest w niego zapatrzona.

I kiedy Marcin zabrał Jagodę po popcorn, mama naprawdę go reklamowała.

Wiesz, może przejdziemy na ty? Sam był bez ojca. Cztery razy wychodziłam za mąż, ostatni był idealny! Marcin cały w niego. Ale los okrutny nie zdążył potrzymać syna na rękach. Zawał. Urodziłam przedwcześnie, nie wiem jak przeżyłam. No, pierwsi mężowie też pomagali A co tak patrzysz? Z pierwszym żyję w dobrej zgodzie, drugi był nie w naszym typie, trzeci za bardzo lubił kobiety, więc ciągle mu mało. Próbował zastępować Marcinowi ojca, ale ojciec to ojciec. Dlatego tak przejął się Jagodą jego też w szkole przezywali. Ile razy chodziłam do nauczycieli, wszystko na nic! Robił głupoty, by coś udowodnić, raz omal nie zginął…

Cóż barwna kobieta, drobna, nieco surowa, z fioletowymi włosami, w żakiecie Chanel i z powieścią Chmielewskiej w ręku. Kingę zachwyciła.

Niech się pani nie boi, on ma złote serce, mrugnęła porozumiewawczo. A tobie chyba wpadłaś mu w oko.

Kinga się zarumieniła tego jej tylko brakowało! Czuła, że nie powinna tego ciągnąć, ale szkoda Jagody

Po seansie chciała oddać Marcinowi pieniądze za bilety, ale stanowczo odmówił.

Jak zapraszam kobietę do kina, sam płacę!

Kingę to irytowało; zawsze płaciła za siebie, nie chciała od nikogo zależeć. O tym, że mu się spodobała, nie myślała to przecież niemożliwe.

Gdy Marcin odwiózł je do domu, Jagoda spytała:

Tata, a dokąd pójdziemy następnym razem?

Jagoda! upomniała Kinga.

Mała śmiesznie zakryła usta dłońmi.

Myślę, że możemy odwiedzić Muzeum Zoologiczne co powiesz na to?

Super! Mamo, idziesz z nami?

Idźcie sami, odmruknęła Kinga. Weźcie ze sobą panią Marię, ona wspominała, że uwielbia motyle.

Pierwsza wysiadła z samochodu, chciała jak najszybciej zakończyć dziwną sytuację. Uchem wychwyciła jak Marcin szepcze Jagodzie:

Gdy mama nie słyszy, możesz mówić do mnie tato.

I tak Jagoda zyskała niedzielnego tatę. Czasem Kinga chodziła z nimi, czasem puszczała Jagodę samą, gdy była z nimi Maria. Kinga uznawała Marcina za obcego i podejrzanego, chociaż Jagoda z ekscytacją opowiadała, jaki jest zabawny i mądry. Kingę mimowolnie to rozczulało choć nie pozwalała sobie na uczucia: nie wierzyła, że w życiu ot tak przyjedzie książę w niebieskim fiacie. Nawet matka Marcina chwaliła go bez przerwy, co budziło w Kindze podejrzenia czy taka kobieta swatałaby syna byle komu z blokowiska?

Powoli serce Kingi miękło. Marcin był niebywale delikatny: zostawiał czekoladki na półce, zawsze pytał ją o zgodę na kolejne spotkanie z Jagodą, próbował spotkać jej wzrok w samochodzie. Najbardziej Kinga polubiła Marię była świetną rozmówczynią! Gdyby Marcin nie był jej synem, właśnie z Marią chciałaby się radzić.

Pewnego dnia Marcin zadzwonił, mówiąc coś o kinie. Jagoda od razu podbiegła szepcząc:

To Marcin?

Zasiadła szczęśliwa obok.

Tak, oczywiście, Jagoda chętnie pójdzie, odpowiedziała automatycznie Kinga.

Ale ja zapraszam ciebie. Tak, żebyśmy poszli tylko we dwoje.

W tle rozległ się głos Marii:

No wreszcie!

Mamo, przestań podsłuchiwać! Ojej, Kinga, przepraszam

Jagoda wyszeptała:

On zaprosił cię do kina?

Kinga roześmiała się.

U mnie też są uszy! Proszę, Marcin Ja

Nie odmawiaj, proszę! Jeden szansa, obiecuję być rycerzem!

Powiedz jej o oczach, Marcin, powiedz o oczach, co wtedy mówiłeś rzuciła Maria. Że ma oczy po matce

Kinga poczuła, jakby ktoś oblał ją lodowatą wodą. Nic nie rozumiała co ma do tego jej mama?

Marcin coś krzyknął do matki, potem powiedział:

Kinga, zaraz przyjadę i wszystko wyjaśnię. Mogę?

Wyjaśnienia były potrzebne Kinga krążyła po mieszkaniu, zanim przyjechał, Jagoda cicho rysowała.

Powinienem był powiedzieć od razu, zaczął Marcin. Chciałem, ale tak mi się spodobałaś Bałem się, że zrozumiesz to źle, że robię to przez twoją mamę. Ale bałem się, że mnie znienawidzisz. Przecież to przez mnie twoja mama zginęła

Mówił nieskładnie, zmieniał wątki, patrzył błagalnie. Kingę znów trzęsło, jak wtedy, gdy myślała, że Jagoda zniknęła.

Wybaczysz mi?

Nie odpowiedziała ani słowa przez cały monolog, z trudem wydukała:

Muszę to przemyśleć.

Mamo, no, wybacz tacie

Marcin spojrzał na Jagodę przypominając o ich umowie. Znów spojrzał pytająco na Kingę. Powtórzyła:

Potrzebuję czasu. Muszę to przemyśleć, rozumiesz?

Chciała zadać sto pytań, ale nie była w stanie wykrztusić ani słowa. Ale gdy zadzwoniła Maria, wszystko nabrało tempa: od niej Kinga dowiedziała się wszystkiego.

On nie wiedział, że twoja mama nie żyje chciałam go chronić. Ostatnio się wygadałam i Marcin postanowił was odnaleźć. Tego wieczora chciał się przedstawić, zaoferować pomoc, ale najpierw wyszło z Jagodą, potem ty Zakochał się od pierwszego wejrzenia! Bał się, że nie zrozumiesz. Nie obwiniaj go to Marcin próbował udowodnić chłopakom, że jest prawdziwym facetem mimo braku ojca. Wszyscy bali się wejść na lód, on wszedł i…

Maria nie naciskała na Kingę, ale subtelnie broniła syna. Za to Jagoda naciskała!

Mamo, on jest dobry! I kocha cię, sam mi powiedział! I może być moim tatą, prawdziwym, rozumiesz?

Kinga rozumiała, ale Czy to nie za szybko?

Minął miesiąc, a Kinga ciągle nie potrafiła z nim rozmawiać. Nie odbierała telefonu, nie czytała SMS-ów. Im dłużej zwlekała, tym bardziej miała ochotę zadzwonić. Ale stawało się to coraz trudniejsze.

Jagoda obudziła ją w nocy płakała, skarżyła się na ból brzucha. Wczoraj też narzekała, Kinga zrzuciła to na kiepski kefir. Teraz dziewczynka paliła się od gorączki.

Drżącymi rękami Kinga zadzwoniła po karetkę, potem niemal automatycznie do Marcina.

Przybiegł razem z ratownikami. W dresach, rozczochrany. Jechał z nimi do szpitala, uspokajał i powtarzał, że będzie dobrze, choć sam mówił drżącym głosem.

Zapalenie otrzewnej to nie jest najgorsze, powtarzał. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz!

Kinga chwyciła go za rękę nie wiadomo czy dla siebie, czy dla niego. W poczekalni było chłodno, oboje nie mieli ciepłych rzeczy, więc siedzieli przy sobie, grzejąc się wzajemnie.

Do lekarza pierwszy pobiegł Marcin, wypytując o operację. Kinga siedziała bez ruchu gdyby coś stało się Jagodzie, nie przeżyłaby tego.

Ale wszystko skończyło się dobrze. Lekarze wykonali fantastyczną pracę, a Jagoda wykazała się dzielnością walczyła o życie, choć sytuacja według lekarza była krytyczna.

Jakby dobry anioł nad nią czuwał, powiedział lekarz, a Kinga szeptem dodała: dziękuję, mamo!

Marcin dziękował lekarzowi, a ten nakazał im wracać do domu do Jagody i tak nie można jeszcze wejść, jest w intensywnej terapii, rodzice mają odpocząć.

Odwiózł Kingę pod blok, sądziła, że poprosi by wejść, ale milczał. Wtedy powiedziała:

Zaczyna świtać. Chcesz wejść, zrobię ci kawę.

I zrozumiała, że naprawdę chce, aby wszedł. Żeby został. Na zawsze.

Jagoda wracała do zdrowia w zaskakującym tempie o czym wszyscy lekarze i pielęgniarki mówili.

Bo mamie i tacie łatwiej się choruje, mówiła radośnie dziewczynka.

I nikt oprócz Kingi i Marcina nie wiedział, dlaczego Jagoda jest z tego tak bardzo szczęśliwa.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 − dziesięć =

Niedzielny tata. Opowiadanie. Gdzie jest moja córka? – powtórzyła Olesia, czując, jak zęby jej dzwo…