Nieprzyjemny posmak – Wszystko skończone, ślubu nie będzie! – wykrzyknęła Marina. – Poczekaj, co s…

Nieprzyjemny posmak

To koniec, nie będzie żadnego ślubu! wykrzyknęła Zuzanna.

Poczekaj, co się stało? zaniemówił Michał, przecież wszystko było w porządku!

W porządku? prychnęła Zuzanna. No jasne… w porządku. Po prostu, ucichła na parę sekund, próbując znaleźć odpowiednie słowa… W końcu postawiła na szczerość: śmierdzą Ci skarpetki! Nie zamierzam wdychać tego zapachu przez całe życie!

Naprawdę tak mu powiedziałaś? zszokowana mama Zuzanny nie mogła uwierzyć, gdy córka oznajmiła, że wycofuje wniosek o ślub, to niesłychane!

A dlaczego? wzruszyła ramionami Zuzanna, przecież to prawda. Nie mów tylko, że nigdy tego nie zauważyłaś.

Oczywiście, że zauważyłam zmieszała się mama. Ale… przecież to takie upokarzające. Myślałam, że go kochasz. Michał to dobry chłopak. Skarpetki to można naprawić.

A jak? Nauczyć go myć nogi? Zmieniać skarpetki codziennie? Dezodorantu używać? Mamo! Słyszysz siebie? Ja miałam wychodzić za mąż, nie zaadoptować dorosłego chłopca!

To po co w ogóle zaszłaś z nim tak daleko? Po co składałaś dokumenty?

To wszystko przez Ciebie, mamusiu! „Michał jest miły, grzeczny, bardzo mi się podoba” czyje to słowa? Albo to: „Masz już dwadzieścia siedem lat, czas pomyśleć o ślubie, wnukach!” Co tak milczysz? Mam rację?

Ale Zuziu, nie wiedziałam, że nadal się wahasz. Myślałam, że u was poważnie odparła mama. Wiesz, nawet się cieszę, że nie pomyliłam się co do Ciebie: dobrze się zastanowiłaś, podjęłaś decyzję. Tylko, córeczko, to Twoje „śmierdzą skarpetki” trochę przesadzone. Zupełnie Cię nie poznaję.

Specjalnie właśnie, mamo. Dobitnie. Jego językiem. Żeby nie było powrotu

***

Na początku Michał wydawał się Zuzannie sympatyczny i nieco niezdarny. Wiecznie nosił te same jeansy i t-shirt. Nie wdawał się w wypowiedzi o Wyspiańskim, ale godzinami potrafił opowiadać o starych filmach. Wtedy jego oczy naprawdę błyszczały.

Z nim było lekko i spokojnie.

To właśnie ten spokój przyciągnął Zuzannę, zmęczoną dramatami i poszukiwaniem „tego jedynego”.

Po dwóch miesiącach wspólnego chodzenia do kina i kawiarni, Michał, nieco onieśmielony, zaproponował:

Może wpadniesz do mnie? Lepiłem dziś pierogi. Sam zrobiłem!

Zaproszenie zabrzmiało tak rodzinnie, że Zuzi serce mocniej zabiło. „Sam zrobiłem”, zupełnie ją rozbroiło.

Przyjęła propozycję

***

Mieszkanie Michała raczej nie przypadło Zuzannie do gustu.

Nie było tam brudu, ale za to panował chaos, bez gustu, jakaś zapuszczona atmosfera. Szare ściany bez tapet, stara, podarta kanapa z jednym wałkiem zamiast poduszki. Na podłodze stosy: pudełka, książki, stare czasopisma. Para adidasów w środku pokoju. Do tego zaduch, kurz i stęchlizna.

Pokój bardziej przypominał tymczasowe lokum, z którego właściciel zaraz się wyprowadzi ale nigdy tego nie robi.

I jak podoba Ci się moja twierdza? rozłożył ręce Michał, w jego uśmiechu nie było nawet odrobiny wstydu. Był dumny! Zupełnie szczerze nie dostrzegał w swoim otoczeniu nic dziwnego.

Zuzanna wymusiła uśmiech w odpowiedzi: chłopak jej się podobał, nie miała zamiaru się kłócić.

Weszli do kuchni. Tam nie lepiej: stół pokryty cienką warstwą kurzu. W zlewie brudne talerze, kubki z czarnym nalotem. Na kuchence wyeksploatowany garnek. Wzrok Zuzi zatrzymał się na czajniku.

„Jakiego on był kiedyś koloru?” pomyślała dziewczyna.

Nastraszyła się.

Zuzanna słuchała Michała jednym uchem, gdy on próbował ją rozbawić opowieściami. Ale gdy podał jej talerz z pierogami, stanowczo odmówiła, powołując się na dietę

Nie miała najmniejszej ochoty zjeść czegoś przygotowanego w tej kuchni.

Już w domu analizowała wizytę.

Na pierwszy rzut oka to, co zobaczyła u Michała, wydawało się błahe. Mieszka sam, nie radzi sobie z porządkami. I co z tego?

Ale za tą niefrasobliwością Zuzanna dostrzegła coś o wiele większego i bardziej niepokojącego: jak można tak żyć? I nie chodziło nawet o lenistwo. Po prostu… dla niego to było normalne!

Został jej niemiły posmak…

***

Później Michał przyszedł do Zuzanny. Oświadczył się oficjalnie. Nawet podarował pierścionek. Złożyli dokumenty w urzędzie. Rodzice zaczęli szykować wesele.

Bycie narzeczoną niewątpliwie jest przyjemne. Ale kiedy Zuzanna zostawała sama i myślała o Michale o tym, jak się stara, lepi pierogi, opowiada żarty przed oczami stawał… czajnik bez koloru!

I dochodziło do niej: to nie tylko czajnik. To dowód! To mówi o stosunku Michała do życia. Do domu. Do siebie. I zapewne do niej.

Wyobraziła sobie wspólne poranki i przeraziła się.

Obudzi się, pójdzie do kuchni, a tam niedopity kubek herbaty i okruszki po kanapce. Kiedy powie „Kochanie, posprzątaj to, proszę”, spojrzy na nią zdziwiony, jak patrzył wtedy na swoje mieszkanie nie zrozumie, o co chodzi. Nie będzie się kłócił, nawet nie podniesie głosu. Po prostu… nie zrozumie. I co dzień trzeba będzie tłumaczyć, sprzątać, przypominać. A jej uczucie będzie powoli gasło od tysiąca drobnych, niewidzialnych dla niego ukłuć.

Mama była przejęta, że Zuza wychodzi za mąż.

***

Wychodzi za mąż…

Cała lekkość i ciepło, które Zuzanna czuła przy Michale, stopniowo wyparowały, ustępując miejsca ciężkim rozterkom.

Zuziu pytał Michał niemal co dzień, wpatrując się w nią z niepokojem u nas wszystko dobrze? Kochamy się przecież?

Jasne odpowiadała, czując, jak coś w niej pęka.

W końcu, nie wytrzymała i zwierzyła się przyjaciółce, opowiedziała o swoich obawach.

I co z tego? nie rozumiała Agnieszka. Kurz, czajnik… Mój mąż potrafi zostawić na kuchni istny czołg i nie zauważy. Faceci nie widzą takich rzeczy!

Właśnie! Oni nie widzą wyszeptała Zuzanna. I on nigdy nie zobaczy. A ja będę widzieć! Całe życie! I to mnie będzie powoli zabijać!

***

Nie obwiniała go. Nie kłamał, był szczery. Po prostu funkcjonował w innym świecie. Świecie, gdzie brudny talerz w zlewie jest czymś normalnym. Dla niej to był sygnał: oni się zupełnie nie rozumieją.

Zrozumiała, że tu nie chodzi tylko o sprzątanie. To kwestia zupełnie innego spojrzenia na świat. Ta mała rysa wewnątrz niej z czasem zmieni się w wielką przepaść między nimi.

Lepiej zakończyć wszystko teraz, niż za parę lat znaleźć się na dnie tej przepaści.

Czekała tylko na odpowiedni moment…

***

Zuzannę i Michała zaproszono na imprezę.

Przyszli, zdjęli buty w przedpokoju…

Weszli do pokoju

Wstrętny zapach podążał tuż za nimi.

Zuzanna nie od razu zorientowała się, skąd ten odór.

Kiedy już się domyśliła, a z tego co widziała inni też, zrobiło jej się tak wstyd, że miała ochotę zapaść się pod ziemię. Nic nie mówiąc, wyskoczyła do przedpokoju, szybko się ubrała i wyszła.

Michał pobiegł za nią. Dogonił ją, chwycił za rękę. Odwróciła się i niemal z nienawiścią wykrzyczała mu prosto w twarz:

Koniec! Nie będzie żadnego ślubu!

***

Wesela faktycznie nie było.

Zuzanna uważa, że postąpiła słusznie i niczego nie żałuje.

A Michał…

Do dziś nie rozumie, gdzie właściwie był problem. Przecież… skarpetki śmierdzą! Mógłby przecież całkiem je zdjąćOd tamtej pory Zuzanna nauczyła się czegoś ważnego czasem miłość nie wystarczy, gdy zbyt dużo trzeba tłumaczyć. Lepiej być samemu niż w związku, który z każdym dniem powoli rozpuszcza się w niedopowiedzeniach i niedoskonałościach, których druga osoba nawet nie zauważa.

Poczuła niesamowitą ulgę. Powoli wracała do siebie; na nowo odkrywała radość z drobnych rzeczy, porządek w swoim własnym życiu i w swoim pokoju. Zapisała się na kurs tańca, jeździła na rowerze, zaczęła pisać wiersze. Od czasu do czasu ktoś wspominał Michała, ale ona tylko uśmiechała się lekko, nie czując już goryczy.

Czas pokazuje, że czasem najbardziej bolesne decyzje przynoszą najwięcej spokoju.

Kiedyś, podczas zakupów w sklepie, Zuzanna przypadkiem spotkała Michała. Szedł trochę zamyślony, w tych samych jeansach, uśmiechnięty. Zauważył ją. Spojrzał, pomachał nieśmiało, jakby wciąż liczył na wyjaśnienie.

Zuzanna spojrzała mu w oczy. Zmieszany chłopak zatrzymał się, ale ona tylko skinęła głową przyjaźnie, bez żalu. Michał odpowiedział uśmiechem. Przez chwilę wszystko wydawało się prostsze niż kiedyś; dwoje ludzi spotkało się i każdy poszedł swoją drogą.

Ona do domu, w którym wszystko miało swój sens.

A niemiły posmak zamienił się w czystą pewność: lepiej jeden czysty czajnik niż tysiąc brudnych kompromisów.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 + 7 =

Nieprzyjemny posmak – Wszystko skończone, ślubu nie będzie! – wykrzyknęła Marina. – Poczekaj, co s…