12 marca, sobota
Jadź, jedzmy coś! Dość już leżenia! rozległ się z irytacją pod nosem mój głos.
Głowa pulsowała, gardło drwiło bólem, nos był zatkany. Gdy próbowałam wstać, ciało wydawało się bawełniane. Nic dziwnego, że zachorowała. Cały tydzień panowała upałowa a wczoraj pod wieczór spadł deszcz ze śniegiem. Wiosna Nie dało się zamówić taksówki, w taką pogodę to nie zaskakuje. Do pracy dojeżdżałam minibusem. Czekałam 30 minut na autobus, który był już wypełniony po brzegi. Ledwo wcisnęłam się do środka mały sukces. Potem musiałam jeszcze kilka minut pokonać pieszo od przystanku.
Mówiła, że mógłbym ją odebrać po drodze.
Jadź, jedziemy z Arturem do mamy. Będziemy późno, powiedziałem.
Jak zwykle.
Wróciła do domu późno, cała przemoczona i zmarznięta. Spojrzała na zegarek 8:00 rano. Sobota.
Wiktorze, przynieś termometr, proszę! poprosiła.
Co? Jesteś chora? zdziwiłem się. A co z śniadaniem?
Sama? zapytała żona.
Co to sama? nie zrozumiałem. A Artur?
Chłopak ma już 10 lat! A ty jesteś dorosłym mężczyzną. Zrób jajecznicę. Niech ci syn pomoże. Uczyłam go gotować, już dorósł.
Ty uczyłaś chłopaka gotować? wykrzyknąłem.
Tak. A co w tym złego? Cały dzień w telefonie, nic nie chce robić. wzruszyła ramionami Jadź.
Czy ty jesteś szalona? Mężczyzna nie musi gotować, to nie jego obowiązek! To kobiece zajęcie! rozgniewałem się. Dobra, jedziemy do rodziców, skoro nie chcesz się nami zajmować. Przyjedziemy jutro wieczorem.
I tak, po szybkim spakowaniu, pojechaliśmy do domu moich rodziców. Jadź z trudem wstała, odnalazła termometr, włączyła czajnik i zamyśliła się…
Dlaczego tak się stało? Kiedy przegapiła moment, w którym mogłem spokojnie przygotować jedzenie nie tylko dla siebie, ale i dla niej, kiedy w chorobie dbaliśmy o siebie nawzajem? Kiedy wszystko się zmieniło? Dlaczego nagle wszystkie domowe obowiązki przeszły na jej barki?
Termometr pokaże 39,2°C.
Młoda kobieta wypiła lekarstwo i poszła spać.
Później obudził ją telefon. Dzwoniła mama:
Jadź, czemu nie odbierasz? Przypuszczałam, że rano zadzwonisz zmartwiła się Wiktoria Aleksandra.
Mamo, trochę się rozchorowałam. Wypiłam lekarstwo i znów zasnęłam mruknęła Jadź.
A co z Viktorem? Znowu u mamy z Arturem? jęknęła matka.
Wyjechaliśmy z Arturem, żeby nie zarazić się odpowiedziała ospale córka.
Naprawdę w to wierzysz? Żeby nie zarazić Powiedz, żeby nie pracowała za dużo, bo przecież sama będziesz musiała myć naczynia! wściekła się kobieta.
Mamo! chciała odrzeć Jadź, ale nie dostała szansy. Znała już swoją pozycję.
Nie jęcz! Mam prawo się gniewać. Dałam ci męża, nie niewolnicę! Czy już zmierzyłaś temperaturę?
Tak. Rano była wysoka, teraz trochę lepiej, ale sił mi brak załknęła się.
Leż! Ojciec przyjedzie po ciebie. Nie zostawiaj się samą! odciął połączenie Wiktoria Aleksandra.
Jadź wstała cicho, umyła się, spakowała potrzebne rzeczy, laptopa i już była gotowa przywitać ojca.
Ojej! zadrżał ojciec, widząc córkę.
Co się stało, tato? przestraszyła się młoda kobieta.
A! To ty! spokojnie wziął jej torbę. Myślałem już, że umarłem. Białe jak śnieg!
Tato! Dlaczego tak straszysz? uśmiechnęła się Jadź. Jedziemy?
Jedźmy. Trzymaj się mnie, bo wiatr może cię zdmuchnąć! pomógł ojcu wsiąść do samochodu. Jesteś chuda, wyczerpana. Nie, córko, matka ma prawo do tego, co chce. Wybacz, ale tak wyglądasz.
Nie odpowiedziała, po prostu była zmęczona.
U rodziców było ciepło, jedzenie pyszne i radośnie. Wiktoria Aleksandra zajęła się córką poważnie, a pod koniec dnia Jadź poczuła się nieco lepiej.
Zadzwoniła do mnie, żeby powiedzieć, że nie jest w domu. Usłyszałam leniwy głos:
Co chcesz mi powiedzieć? Nie mogę ci przynieść leków. Wypiłem piwo z tatą. Co? To sobota! Oglądamy mecz. przekazał telefon Viktorowi, a ten go oddał mamie.
Jadzia! Jesteś kobietą! Nie wolno ci leniwie siedzieć i zostawiać mężczyzn głodnych! Co jest najważniejsze w rodzinie? Żeby mężczyźni byli najedzeni, ciepło i nie przeszkadzali! Co z tobą? Chora wypiłaś tabletkę i gotowe! drwiła Ksenia Anatolijewna.
Przechodząca obok matka usłyszała i zabrała telefon:
Kochana córeczko! Mężczyzna co? Słaby? Czy chory? Czy musi być w cieple, najedzony i nie ruszać? oburzyła się Wiktoria Aleksandra.
Dlaczego słaby? Rodzinny! Wszyscy faceci tacy są. teściowa nie spodziewała się takiej odpowiedzi.
Wiktorze, co robisz? Dziecko wstaje i idzie po lekarstwa! pęknęła Ksenia. Nasz chłopiec nie chce się martwić, bo jest zdrowy, po prostu leniwy. Zapomniała o swoich mężczyznach! A oni to rodzina! Nic nie szkodzi, zajmę się swoimi chłopcami! stwierdziła.
Wiktoria patrzyła w milczący telefon.
Córeczko, naprawdę tego chcesz? Jesteś jeszcze młoda! To przesada. wyraziła swój gniew.
Nagle przybyła wiadomość od męża:
Jadzia, przelej pieniądze, brak wypłaty. Wydaję na Artura. Musiałem sam zapłacić za wszystkie rzeczy!
A ja płaciłam cały czynsz i jedzenie cały miesiąc. Dobrze? zszokowała się Jadź.
W porządku. To twoje mieszkanie! Przelej już, idę do sklepu! napisał niecierpliwy Viktor.
Nie mam pieniędzy, wydałam na leki skłamałam.
Co? Nasza choroba jest droga! Zapytaj rodziców. nadszedł kolejny pomysł.
Zapytaj swoją mamę zdziwiła się Jadź.
Ona nie zrozumie, na co wydałem wypłatę odparł Viktor.
Ja też nie rozumiem króciutko.
Jestem dorosłym mężczyzną. Mam własne potrzeby i wydatki. Nie muszę się przed tobą ani przed mamą usprawiedliwiać! Idę do sklepu, wyślij pieniądze, szybko! pisał ze złością.
Nie prześlę! odpowiedziałem krótko.
W odpowiedzi odczytałem, że jest żarłoczna, niewdzięczna, zła matka i żona oraz wiele innych obelg. W końcu Jadź odpowiedziała mamie:
Nie, mamo! Już mnie to nie obchodzi.
Cały wieczór i noc mąż i teściowa wymieniali się gniewnymi wiadomościami. Ja tylko wyciszyłem dźwięk.
Następnego niedzielnego poranka, gdy rodzina śniadowała, zadzwonił do niej Viktor:
Jadzia, zostajemy u mamy z Arturem. Ona nas kocha i dba o nas, w przeciwieństwie do ciebie. Wcześniej nam mówiła, że nie wiadomo, jaką będzie matką. Jesteś żadną matką! Kukułka! zakończył rozmowę.
No i super! Co powiesz? rozejrzał się Igor Semionowicz.
Widzę tylko rozwód! Nie chcę Jadź patrzyła przy szpilce omletu z pietruszką. Zdecydowała.
Ale jak to trudne!
Wspaniale! Mama, wyjeżdżam. Będę później. Nie zdążę na obiad krzyknął ojciec, wychodząc z mieszkania.
Jadzia, wypij lekarstwo, wycisz telefon i idź spać. Musisz się wyleczyć mówiła mama z ciepłem.
I tak zrobiła. Dziś jest niedziela, jutro do pracy. Mogę jeszcze pospać.
Obudziła się w południe, ojciec przyjechał.
To twoje, wyrzuć, co chcesz! podał nowy zestaw kluczy.
Co? nie mogła pojąć Jadź.
Zamknąłem zamki w twoim mieszkaniu, zebrałem rzeczy Viti i Artura i odniosłem je do teściowej. Będziesz tu mieszkać? Nie podchodź do telefonu, będzie bezpieczniej tłumaczył ojciec.
W kuchni krzątała się zadowolona mama. Marzyli o tym od dawna, ale nie wtrącali się córka ma przyjść sama.
Jadź wniosła pozew rozwodowy.
Otrzymała mnóstwo krytyki: głupia, rodzinę rozbiłaś, kukułka, niewdzięczna i to dopiero najłagodniejsze.
Mimo tego, po raz pierwszy od dawna była szczęśliwa!
Rozwód był szybki. Nie mieli ani wspólnych dzieci, ani majątku. Rok po ślubie Viktor uznał, że taniej jest wziąć syna pod opiekę, niż płacić alimenty. Była na to gotowa. Nie zapytał Jadź o zdanie, nie uprzedził jej. Nie obchodziło go, że Jadź i Artur nie dogadali się, a chłopak psocił jej życie. Viti zapomniał, że dziecko potrzebuje ubrań i opieki, że mieszkanie, do którego przyprowadził syna, to mieszkanie Jadź. Zapomniał o żonie. A po co? Było łatwiej On jest mężczyzną! Ojcem!
Ja, jako świadek tych wydarzeń, uświadomiłem sobie jedną prostą prawdę: w związku, w którym oboje partnerzy lekceważą swoje obowiązki i szanują się jedynie w słowach, nie ma miejsca na miłość.
**Lekcja:** nie możemy pozwolić, by egoizm i brak komunikacji zniszczyły to, co najcenniejsze wzajemny szacunek i odpowiedzialność. Trzeba dbać o siebie i o drugiego, bo tylko wtedy rodzina może przetrwać.






