30 grudnia, Warszawa
Dziś miałem do wykonania ważne zadanie odwiedzić mieszkanie mojej przyjaciółki Weroniki, by podlać jej storczyki i nakarmić żółwia. Weronika i jej mąż wyjechali na urlop do Zakopanego, jak co roku, więc powierzyła mi klucz i odpowiedzialność za swoje mieszkanie. Mieszkamy w tym samym bloku, ale w innych klatkach, więc nie było z tym problemu.
Nie spodziewałem się jednak, że życie zaserwuje mi niezłą niespodziankę i to jeszcze przed Sylwestrem! Kilka dni temu mój związek z Anetą rozpadł się w najbardziej przykry z możliwych sposobów. Aneta, z którą byłem przez dwa lata, podczas kolacji oznajmiła, że zakochała się w innym i jest już w czwartym miesiącu ciąży! Nie miałem nawet siły jej pomóc w pakowaniu walizek, po prostu samodzielnie się spakowała i wyszła. Czułem, jak grunt usuwa mi się spod nóg.
Nie wychodziłem z mieszkania przez kilka dni, piłem tylko kawę i pozwalałem sobie na łzy żalu. Dopiero moja sąsiadka Marta wyciągnęła mnie z dołu przyszła, przyniosła rosół i próbowała postawić mnie na nogi. Jej się to trochę udało.
Nowy Rok miałem spędzać w restauracji, rezerwacja była już zrobiona z Anetą i jej znajomymi. Teraz wiem, że przyjdzie z nowym partnerem nie miałem więc ochoty nawet się tam pokazywać. Pomyślałem, żeby zostać z rodzicami, ale wiedziałem, że Matka będzie tylko mnie żałować. A ja żalu miałem już po dziurki w nosie
Nadszedł Sylwester. Po południu zrobiłem sobie kawę i z przyzwyczajenia czekałem na cud, bo przecież w tę noc zawsze choć cień nadziei zostaje. Przypadkiem znalazłem na stole wciąż owinięty prezent dla Anety ciepły, puchaty sweter z chabrowej wełny. Kupiłem go jeszcze zanim między nami wszystko się rozsypało. Przymierzyłem, był za duży na mnie, wzruszyłem ramionami i ułożyłem go z powrotem do torby.
Obiecałem sobie, że nie będę płakał. Ubrałem się i wyszedłem na spacer po Warszawie przecież jak się Nowy Rok zacznie, tak cały minie, a samotność w mieszkaniu zupełnie by mnie przygniotła.
Do północy zostało półtorej godziny. Zaczął kropić drobny deszcz. Weszłem do sklepu, żeby coś kupić na przekąskę i wtedy w kieszeni znalazłem kartkę od Weroniki drugi punkt: Karmić żółwia dwa razy w tygodniu!. W mig zdałem sobie sprawę, że przez cały zamęt zapomniałem o zwierzaku! Wyobraziłem sobie minę Weroniki, gdyby coś mu się stało.
Pobiegłem podlać kwiaty, ale wchodząc do jej mieszkania, stanąłem jak wryty. Światła w całym domu świeciły się, na choince mieniły się lampki, telewizor grał głośno. Z łazienki dobiegły wesołe dźwięki.
Podszedłem ostrożnie i otworzyłem drzwi łazienki. W środku stał obcy facet, śpiewał i golił się! Na chwilę zamarłem z przerażenia.
Kim pan jest?! rzuciłem podejrzliwie.
Facet spojrzał w moje oczy, roześmiał się i szybko wytarł twarz ręcznikiem.
Spokojnie! Nazywam się Piotr, jestem kuzynem Weroniki z Gdańska. Przyjechałem służbowo na spotkanie w Warszawie, nie zdążyłem wrócić. Siostra była tak miła, że pozwoliła mi przenocować, bo mam od niej klucz. Przepraszam za zamieszanie
Zapytałem o żółwia. Piotr odparł, że już go nakarmił i wskazał, że zwierzak schował się pod fotelem.
Piotr zarzucił koszulę i zaproponował:
Zostańmy razem na Sylwestra! Do północy zostało nam tylko 10 minut.
Na sekundę osłupiałem, potem zbiegłem na dół po torbę z prezentem od Anety. Gdy po chwili wróciłem, Piotr czekał już z dwoma kieliszkami prosecco. Wręczyłem mu pakunek i powiedziałem:
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, Piotrze.
Sweter był jakby na niego szyty, szczególnie w ramionach. Piotr od razu go ubrał i śmiał się, że nigdy nie dostał lepszego sylwestrowego prezentu. W myślach dodałem: a ja poza rozstaniem z Anetą, zyskałem zupełnie nową znajomość.
W kolejnym roku Sylwestra spędziliśmy z Piotrem i naszą małą córką, już u niego. Tak to życie potrafi w jednej chwili odmienić nasze plany wystarczy się nie poddawać i pozwolić, by los nas zaskoczył. Teraz wiem, że po każdej burzy wychodzi słońce, szczególnie w Nowy Rok.





