Odejdź, Kostek: Historia o pustych talerzach, zapomnianych obietnicach i miłości, która wypaliła się…

Talerze z wystygłą kolacją stały nieruchomo na stole. Jaśmina patrzyła na nie niewidzącym wzrokiem, za to doskonale widziała cyfry na zegarze, które przesuwały się powoli, jakby się z niej naśmiewały. 22:47.

Arek obiecał być o dziewiątej. Jak zwykle

Telefon milczał.

Jaśmina nie była już nawet zła.

Wszystko, co żywe we mnie zostało wypalone do cna, zostawiając po sobie zimne zmęczenie.

Dopiero koło wpół do dwunastej w zamku zaskrzypiał klucz.

Nawet nie odwróciłem głowy. Siedziałem na kanapie, owinięty kocem i wpatrzony w jeden punkt.

Cześć, kochanie. Przepraszam, praca się przeciągnęła w zmęczonym głosie Arka pobrzmiewały fałszywe nuty entuzjazmu. Zawsze tak mówił, gdy kłamał.

Podszedł, nachylił się, żeby pocałować mnie w policzek. Jaśmina odsunęła się odruchowo. Ledwo zauważalnie, ale on to wyczuł.

Coś się stało? zapytał, rozplątując szalik.

Pamiętasz, jaki dziś dzień? głos Jaśminy był cichy, bez życia.

Zamarł na chwilę, próbując sobie przypomnieć.

Środa. A co?

Dzisiaj są urodziny mojej mamy. Mieliśmy pojechać do niej z tortem. Obiecałeś.

Twarz Arka natychmiast się zmieniła. Uśmiech zniknął, ustępując miejsca poczuciu winy i nerwowości.

O Boże, Jaśka, kompletnie zapomniałem. Przepraszam, ta praca totalny młyn. Zadzwonię do niej jutro, na pewno.

Poszedł do kuchni. Słyszałem, jak krząta się przy lodówce, jak brzęczy naczyniami. Zawsze uciekał w takie czynności przy szklankach i widelcach łatwiej można było schować się przed trudnymi pytaniami.

Ale tego wieczoru nie zamierzałam już mu odpuszczać. Wstałem i podszedłem do drzwi kuchni.

Arek, a z kim ty dzisiaj „tkwiłeś” w pracy do jedenastej wieczorem?

Odwrócił się. Ręka trzymająca karton z mlekiem drgnęła:

Z zespołem. Wdrażamy nowy projekt. Terminy gonią. Wiesz, jak to jest.

Wiem kiwnąłem głową. I wiem też, że o trzeciej po południu dzwoniłeś i mówiłeś: Ela, wszystko rozumiem, ale muszę to naprawić.

Ela. Elżbieta. Jego była żona. Widmo, które mieszkało z nami przez całe trzy lata. Widmo, które wciąż czułem w przestrzeni chłód niespełnionych oczekiwań i niedomówień.

Arek pobladł.

Podsłuchiwałaś mnie?

Nie musiałam. Tak głośno mówiłeś w łazience, że słyszałam wszystko, jak na dłoni.

Odłożył karton na stół i ciężko opadł na krzesło.

To nie to, o czym myślisz.

A o czym mam myśleć? w moim głosie po raz pierwszy zabrzmiała jakaś emocja. Od pół roku chodzisz podminowany, znikasz wieczorami, patrzysz na mnie, jakbyś mnie nie widział! Próbuje ją odzyskać? Powiedz wprost. Zniosę to.

Arek patrzył w dół na swoje dłonie. Silne, spracowane, umiały naprawić każdy silnik, ale szczęścia zbudować nigdy się nie nauczył.

Nie zamierzam do niej wracać powiedział cicho.

Więc co? Znowu z nią śpisz?

Nie! tyle było w jego oczach szczerości i rozpaczy, że na chwilę zwątpiłem w swoje zarzuty. Jaśka, przysięgam, nic z tych rzeczy.

Więc co?! Co masz do naprawienia?! byłem już prawie na granicy krzyku. Spłacasz jej długi? Załatwiasz jej sprawy? Żyjesz jej życiem zamiast być ze mną?

Arek milczał.

Słowa, które w sobie tłumiłem, wylały się nagle wszystkimi siłami.

Odejdź, Arek. Idź do niej, jeśli jej potrzebujesz. Albo do kogokolwiek innego. Poprawiaj swoje błędy. Ale mnie zostaw w spokoju. Nie mogę tak dłużej. I nie chcę.

Chciałem wyjść, ale Arek zerwał się i zagrodził mi drzwi:

Ja nie mam dokąd pójść! Nie ma żadnej Eli. Ani nowej, ani starej! Ja sam nie wiem, co się ze mną dzieje! Chcę wszystko naprawić!

Odwrócił się, przełykając ślinę.

Nie mów zagadkami wykrztusiłem ledwo słyszalnie.

Pytasz, co naprawiam? nie wytrzymał Siebie naprawiam! Albo przynajmniej próbuję. I chyba nie potrafię. Rozumiesz? Ty nie jesteś nią. Masz w sobie tyle cierpliwości, tyle dobroci, wierzyłaś we mnie, kiedy ja sam już w siebie nie wierzyłem. Z tobą wszystko miało się udać. Ja miałem się udać nowy, lepszy. Ale nie wyszło! Znowu wszystko psuję zapominam o urodzinach, zostaję w pracy choć wiem, że czekasz. Milknę. Patrzę w twoje oczy i widzę, jak gaśnie w nich światło. Tak samo, jak kiedyś gasło w jej.

Milczałem.

Nie chcę szukać innej kontynuował szeptem. Boję się, że znowu będzie tak samo. Znowu przegapię to, co najważniejsze. Znowu doprowadzę kogoś do łez, do rozpaczy. Nie umiem być mężem. Nie potrafię żyć razem Na co dzień. Bez dramatów, bez awantur. Wszystko wokół siebie niszczę. I przez to nie żyję naprawdę, tylko chodzę po linie i boję się spaść. A ty ty przy mnie też jakbyś przestała żyć

Spojrzenie Arka było tym razem zagubione, ale szczere.

Więc problem nie tkwi w tobie. Ani w Eli. Problem jest we mnie

Wysłuchałem tego jego bałaganu w głowie i zdałem sobie sprawę Arek mnie nie zdradził z inną kobietą. Zdradził mnie ze swoim strachem. Nie jest potworem, tylko zagubionym człowiekiem, który nie wie, jak iść dalej.

I co teraz, Arek? zapytałem zupełnie bez wyrzutu. To wszystko zrozumiałeś. I co dalej?

Nie wiem przyznał szczerze.

No to najpierw rozwiąż to sam ze sobą wyrwało mi się. Idź do psychologa, zatop się w książkach, walnij głową w ścianę cokolwiek. Tylko przestań kręcić się w kółko i szukać magicznego przycisku, który sprawi, że wszystko zniknie. Takiego przycisku nie ma. Jest tylko praca. Nad sobą. Idź i ją wykonaj. Sam.

Bez mojego udziału.

Wyszedłem z kuchni, minąłem go w przedpokoju i wziąłem z wieszaka płaszcz.

***

Drzwi zatrzasnęły się. Arek został sam w ciszy, którą przerywał tylko stukot deszczu o parapet. Podeszła do okna, zobaczył jak sylwetka Jaśminy zanika, rozmywa się w mokrym mroku i nagle poczułem ogromny, niemal wbijający w ziemię ciężar. Ciężar tego, co zostało w mieszkaniu.

Jego porażka nie była już tylko duchem. Została tutaj w pustej kuchni, przy wychłodzonej kolacji, w jego własnych rękach. I w braku słów.

Nie pobiegł za Jaśminą. Zamiast tego sięgnął po butelkę wódki.

Dopiero dziś zrozumiałem, że czasami największą zdradą jest zdrada samego siebie. Można pogubić się w życiu tak bardzo, że straci się wszystko i siebie, i tych, którzy jeszcze byli gotowi czekać. Od dziś wiem, że od własnego strachu nie da się uciec. Można go tylko przepracować. Może kiedyś mi się uda. Może.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − sześć =

Odejdź, Kostek: Historia o pustych talerzach, zapomnianych obietnicach i miłości, która wypaliła się…