Sobota, 13 kwietnia
Czy tak na poważnie zamierzam zmarnować całą sobotę na przeglądanie gratów w garażu? Całą sobotę? zapytała mnie Lena, unosząc brwi i nadziewając na widelec ostatni kawałek sernika. Spojrzała na mnie z tym swoim ironicznym uśmiechem, który znam od dzieciństwa.
Odchyliłem się w fotelu, rozgrzewając zmarznięte dłonie o kubek cappuccino, który już zdążył wystygnąć.
Lena… To nie śmieci, a skarby mojego dzieciństwa. Gdzieś tam leżą jeszcze papierki po gumach Turbo, wyobrażasz sobie, jaka to gratka?
O rany. Ty serio to wszystko przechowujesz? Od którego roku?
Lena prychnęła rozbawiona i prawie zakrztusiła się ze śmiechu. Nasza ulubiona kawiarnia, z tymi wysiedzianymi, śliwkowymi kanapami i zaparowanymi szybami, już dawno stała się naszym małym światem. Kelnerka Marysia nawet nie pytała, co chcemy tylko stawiała cappuccino dla mnie, latte dla Leny i kawałek ciasta do podziału. Po piętnastu latach przyjaźni wyćwiczyliśmy ten rytuał na błysk.
Dobra, przyznam się zamachałem kubkiem w jej stronę garaż może jednak poczekać. I te skarby też. Wojtek zaprosił nas na grilla w niedzielę, jakby co.
Wiem. Wczoraj przez trzy godziny wybierał nowy grill w internecie. Trzy godziny! Myślałam, że umrę z nudów.
Zaśmialiśmy się, a nasze głosy zlały się z szumem ekspresu i przyciszonymi rozmowami innych gości…
…Pomiędzy nami nigdy nie było niezręcznej ciszy ani tajemnic. Znamy się jak własną kieszeń. Lena pamiętała, jak podszedłem do niej pierwszy w nowej klasie, w siódmej; ja pamiętam, że nikt poza nią nie traktował mnie wtedy serio chuderlawego okularnika, wiecznie z rozwiązaną sznurówką.
Wojtek zaakceptował naszą przyjaźń natychmiast, bez cienia niepewności czy podejrzliwości. Patrzył na nas z takim spokojem, jak potrafią tylko ci, którzy są pewni siebie i swoich bliskich. Podczas naszych czwartkowych rozgrywek w Eurobusiness i Uno, to właśnie Wojtek śmiał się najgłośniej, kiedy już po raz setny przegrywałem ze swoją żoną w Scrabble, dolewając herbaty podczas naszych kłótni o zasady gry w Kalambury.
On oszukuje, dlatego wygrywa! zawołała kiedyś Lena, rzucając w męża kartami do gry.
To się nazywa taktyka, moja kochana żono odparł ze stoickim spokojem Wojtek, zgarniając rozrzucone karty.
Przyglądałem im się wtedy z ciepłym rozbawieniem Wojtek był jednym z tych ludzi, których lubi się za samo istnienie: stabilny, dowcipny, nawet jeśli jego żarty były tak suche, że czasem trzeba się było domyślać, czy żartuje na poważnie. Przy nim Lena rozkwitała, łagodniała, a ja cieszyłem się z jej szczęścia może nawet bardziej niż własnym.
I nagle ta harmonia została zachwiana przez Weronikę…
…Siostra Wojtka zjawiła się w ich mieszkaniu równo miesiąc temu, zapłakana, twardo zdeterminowana, by zacząć wszystko od nowa. Rozwód wyssał z niej życie, zostawił tylko gorycz i wielką pustkę, tam gdzie kiedyś była jej równowaga.
Gdy przyszedłem jak zwykle na planszówki, Weronika oderwała się od telefonu i spojrzała na mnie przenikliwie. Coś się wtedy u niej przełączyło, jakiś stary, zapomniany mechanizm zaskoczył. Przede mną stała kobieta pełna temperamentu, z uśmiechem, który wywoływał chęć odpowiedzi.
To jest Irek, mój przyjaciel jeszcze z podstawówki przedstawiła mnie Lena. A to Weronika, siostra Wojtka.
Miło mi poznać powiedziałem, podając jej rękę.
Weronika ścisnęła moją dłoń trochę zbyt długo.
Od tego momentu przypadkowe wizyty Weroniki były już na porządku dziennym. W kawiarnianych oknach pojawiała się dokładnie wtedy, gdy byliśmy umówieni z Leną. Wpadała do salonu z talerzem kruchych ciastek akurat w chwili mojego pojawienia się. Siadała przy planszówkach tak blisko mnie, że nasze ramiona się stykały.
Podasz mi tamtą kartę? pochylała się nade mną, a jej włosy muskały moją szyję niby zupełnie przypadkiem. Ojej, przepraszam.
Dyskretnie się odsuwałem, mrucząc coś grzecznościowego. Lena wymieniała spojrzenia z Wojtkiem, a ten tylko wzruszał ramionami jego siostra zawsze była trochę… przesadna.
Flirt stawał się coraz bardziej oczywisty. Weronika zawieszała na mnie wzrok, komplementowała, szukała każdej możliwości dotyku. Śmiała się z moich żartów tak donośnie, że aż ciarki przechodziły Lenę.
Masz takie ładne ręce, długie palce, prawie jak u pianisty rzuciła kiedyś Weronika, chwytając mnie za dłoń nad pudełkiem żetonów. Jesteś muzykiem?
Eee… informatykiem.
I tak piękne.
Delikatnie wyswobodziłem się i udałem, że bardzo uważnie rozkładam karty. Uszy mi się mocno zaczerwieniły.
Po trzecim zaproszeniu na kawę tak po przyjacielsku uległem. Weronikę dało się lubić była ekspresyjna, ciekawa świata, pełna energii. Może, myślałem, jeśli spróbujemy, zniknie to napięcie przy każdym spotkaniu i wszystko wróci do normy.
Na początku było całkiem nieźle. Weronika promieniała, ja wyluzowałem, nasze wieczory znów były zwyczajne i rodzinne.
Aż Weronika zauważyła to, o czym lepiej by nie wiedziała.
Zaczęła widzieć, jak przy Lenie zmieniałem się kompletnie, rozjaśniała mi się twarz, szło mi z nią wszystko płynnie: żarty, dokończone zdania, porozumienie na migi, do którego nie miała dostępu.
W Weronice zakiełkowała zazdrość, gorzka i trująca.
Dlaczego ciagle się z nią widujesz? skrzyżowała ramiona, blokując mi przejście w przedpokoju.
Bo jesteśmy przyjaciółmi. Piętnaście lat, Weronika. To…
A ja jestem TWOJĄ DZIEWCZYNĄ! Ja, nie ona!
Kłótnie przychodziły falami. Weronika płakała, oskarżała, stawiała żądania. Wyjaśniałem, uspokajałem.
Myślisz o niej więcej niż o mnie!
Weronika, to absurd! To tylko przyjaźń!
Tylko przyjaciele tak na siebie nie patrzą!
Mój telefon wył za każdym razem, gdy spotykałem się z Leną.
Gdzie jesteś? Kiedy wrócisz? Czemu nie odpisujesz? Znowu z nią się spotykasz?
W końcu nauczyłem się wyciszać dźwięki, ale Weronika zaczęła mnie nachodzić. Zjawiała się w kawiarni, w parku, pod blokiem Leny spłakana, ze łzami gniewu.
Weronika, proszę cię masowałem skronie ze zmęczenia to nie ma sensu.
Dziwne, że spędzasz więcej czasu z cudzą żoną niż ze mną!
Lena też była już tym zmęczona. Każde nasze spotkanie groziło awanturą, nie było wiadomo tylko kiedy i o co dokładnie tym razem.
Może powinnam rzadziej… zaczęła niepewnie Lena, ale przerwałem stanowczo:
Nie. W życiu. Nie zmieniasz swojego życia z powodu jej ataków. Nikt z nas tego nie zrobi.
Ale Weronika już powzięła decyzję. Skoro nie idzie uczciwie, to inaczej się da.
Wojtek siedział w kuchni, gdy Weronika wparowała dramatycznie.
Braciszku, muszę ci coś powiedzieć. Nie chciałam, ale… musisz znać prawdę…
Serwowała mu kłamstwa porcjami, popłakując we właściwych chwilach. Sekretne spotkania. Za długie spojrzenia. Jak to Irek trzymał Lenę za rękę, myśląc, że nikt nie patrzy.
Wojtek nie przerywał ani nie zadawał pytań. Twarz miał spokojną, niemal kamienną.
Kiedy Lena i ja weszliśmy do mieszkania godzinę później, napięcie w powietrzu było gęste jak kisiel. Wojtek półleżał w fotelu z miną kogoś, kto zaraz będzie świadkiem przedstawienia.
Usiądźcie, proszę wskazał kanapę. Moja siostra opowiedziała mi nader ciekawą historię o waszym tajnym romansie.
Lena zamarła. Zacisnąłem zęby.
Co…?
Twierdzi, że widziała coś nie do końca okolicznego.
Weronika spuściła głowę, nie patrząc na nikogo z nas.
Odwróciłem się ku niej, tak gwałtownie, że aż się cofnęła.
Koniec, Weronika. Mam dość tych scen!
Byłem blady ze złości, a ze spokojnego Irka nie zostało prawie nic.
Rozstajemy się. Teraz.
Nie możesz…
Łzy napłynęły jej do oczu tym razem prawdziwe.
To przez nią! wskazała Lenę drżącym palcem. Zawsze ją wybierasz! Zawsze ona!
Lena odczekała chwilę, aż Weronika wylała całą swoją złość.
Wiesz, Weronika powiedziała spokojnie gdybyś nie próbowała kierować każdą minutą jego życia, nie urządzała scen o byle co, nic by się nie stało. Sama zniszczyłaś to, co próbowałaś trzymać na siłę.
Weronika chwyciła torebkę i wybiegła, trzaskając drzwiami.
Wojtek wtedy zaczął się śmiać szczerze, aż do łez, opadając na oparcie fotela.
Boże, nareszcie.
Objął Lenę, przytulając ją do siebie.
Nie uwierzyłeś jej ani trochę? Lena schowała twarz w jego ramię.
Ani przez sekundę. Tyle lat patrzę na was razem. To jak patrzeć na brata i siostrę, kłócących się o ostatnią czekoladkę.
Odetchnąłem głęboko, czując, jak schodzi ze mnie napięcie.
Przepraszam, że cię w to wciągnąłem.
Daj spokój. Weronika jest dorosła, sama ponosi konsekwencje. A teraz idziemy na kolację. Lasagne stygnie i nie mam zamiaru jej odgrzewać przez czyjeś dramaty.
Lena roześmiała się cicho, z ogromną ulgą. Rodzina przetrwała. Moja przyjaźń z Leną wytrzymała. A Wojtek znów pokazał, że jego zaufanie wytrzyma każdą próbę.
Przenieśliśmy się do kuchni, gdzie złocista lasagne błyszczała w świetle wieczornych lamp. Świat wrócił na swoje tory, a ja poczułem, że wszystko jest dokładnie tam, gdzie powinno.





