PREZENT
No, synku, opowiadaj, jak ci minął dzień, wszystko w porządku? zapytał tata, Marek, który właśnie wrócił z pracy. Posadził pięcioletniego Andrzejka obok siebie na kanapie, potargał mu miękkie, jasne włosy. W kuchni mama Iwona szykuje kolację, a Marek rozmawia z ukochanym i jak dotąd jedynym synem. W mieszkaniu ciepło, przytulnie, w salonie, między mruczącym telewizorem a szafką, kolorowo migocze nieduża, ale pięknie ubrana choinka. Do Sylwestra została równo doba.
U mnie dobrze! zadeklarował Andrzejek. Ale u mojego kolegi Pawła nie za bardzo.
Co się stało twojemu koledze? zainteresował się Marek. Ten Paweł, co mieszka w sąsiedniej klatce?
Tak, właśnie on pokiwał głową Andrzejek.
Podobno dzisiaj w przedszkolu nie dostał prezentu na zabawie noworocznej rzuciła Iwona, zerkając z kuchni w chmurze zapachu pieczonego kurczaka. Biedny chłopiec No, panowie, ręce umyć i do stołu, kolacja gotowa.
Jak to nie dostał? zdziwił się Marek, wstając z kanapy. Wszystkim dali, a jemu nie? Dziwne to jakieś.
Właśnie wszystkim dali, tylko Pawłowi nie potwierdził Andrzejek, zsuwając się razem z tatą z kanapy. Pani z przedszkola i Mikołaj rozdali dzieciom prezenty, a Pawłowi nie. Czekał cały czas.
Cóż to za pani z przedszkola i Mikołaj, że zrobili taką przykrość dziecku? oburzył się Marek, przysuwając krzesło i siadając przy stole.
Oj, to nie ich wina wzruszyła ramionami Iwona. Najpewniej mama Pawła nie wpłaciła składki na prezent lub nie miała pieniędzy. Tak czasem bywa. Andrzejku, umyłeś ręce?
Umył, razem ze mną był w łazience odpowiedział Marek, porcjując kurczaka na talerze. No dobrze, dajmy na to, nie wpłaciła. Ale jak pani dyrektor przedszkola no, jak jej tam, Anna Nowak? Jak mogła dopuścić do takiego poniżenia chłopca, żeby przy wszystkich nie dostał prezentu?
Anna Nowak przebrała się dziś za Śnieżynkę oznajmił Andrzejek. A Mikołaj to nasz konserwator!
Tym bardziej! nie mógł się uspokoić Marek. Jeden prezent naprawdę nie mogli znaleźć dla biednego dziecka? Potem mama by się rozliczyła. To niepojęte, że można być takim nieczułym
Widocznie nie mogli westchnęła Iwona. Ja bym znalazła sposób, żeby jednak obdarować tego chłopca
A rodzice Pawła? Jak mogli dopuścić, żeby ich dziecko zostało bez prezentu? nie dawał za wygraną Marek. Nie rozumiem A ty, synu!
Marek spojrzał na Andrzejka, który z apetytem zajadał kurczaka.
Mam nadzieję, że podzieliłeś się swoim prezentem z kolegą?
Syn spojrzał z wyrzutem.
Tak, tato, próbowałem. I jeszcze Szymon, Natalia, Olek, parę innych osób też. Ale Paweł nie chciał od nikogo brać.
I patrz, jaki dumny! zdziwił się Marek. Powiedz jeszcze, że nie płakał
Nie wiem Nie widziałem przyznał chłopiec.
No, chłopak z charakterem! Marek pokiwał głową z podziwem. Nie zasłużył na takie traktowanie.
Serce mi się kraje powiedziała cicho Iwona. Pewnie bardzo mu się zrobiło przykro.
A ja mam pomysł, jak przywrócić sprawiedliwość! ogłosił nagle Marek, widać już coś wymyślił, bo na twarzy miał rumieńce i błyszczały mu oczy.
I jak? zainteresowała się Iwona, wycierając usta serwetką. Andrzejek spojrzał pytająco na tatę.
Tak! odpowiedział tajemniczo. Kto wie, gdzie mieszka Paweł? Andrzejku, ty wiesz?
Nie pokręcił głową mały. Nigdy u niego nie byłem, tylko na podwórku i w przedszkolu.
Ja się mogę dowiedzieć po namyśle powiedziała Iwona. Mam koleżankę, ona zna prawie wszystkich w naszym bloku. Zadzwonię do niej i się dowiem. Po co ci to?
Zadzwoń. Teraz. nalegał Marek.
Dobrze zgodziła się Iwona. Ale panowie, za to sami sprzątacie po kolacji i zmywacie!
Mieszkają pod trzydziestką piątką. Nazwisko Rosińscy, mama nazywa się Jolanta. Tata Pawła nie mieszka z nimi, odszedł po chwili relacjonowała Iwona. Podobno byli razem, ale się rozstali. Tak czy siak, jest tylko mama z synem.
Skąd te szczegóły? uśmiechnął się Marek.
Moja Alicja wszystko wie! zaśmiała się Iwona. Siedzi w radzie mieszkańców, wie o wszystkich.
No to wszystko jasne podsumował Marek. Andrzejku, zjadłeś już cały prezent?
Jeszcze nie Mama mówi, że nie można tyle słodyczy.
Ma rację przytaknął tata. To woreczek po prezencie masz cały?
Tak, otworzyłem delikatnie odpowiedział chłopiec.
Dobrze poklepał go po głowie Marek. Przełóż resztę słodyczy do innej torebki, a tę daj mi.
Po co? zaciekawił się Andrzejek. Ale poszedł do pokoju, wrócił z kolorową torebką, wytrząsnął łakocie na stół: cukierki, ciastka w połyskujących papierkach.
Mama przez chwilę obserwowała zamieszanie, po czym powiedziała:
Czy dobrze zrozumiałam, chcecie sprawić Pawłowi niespodziankę z prezentem? Ale kiedy i kto go dostarczy?
Najlepiej dziś! odpowiedział Marek. Co myślisz, Andrzejku?
Jasne! Zróbmy to dziś! rozpromienił się chłopiec. Dodam dla Pawła trochę moich słodyczy.
Jeśli nie żałujesz, oczywiście pochwalił tata.
Idziemy razem? spytał syn, wkładając łakocie do torebki.
Już dziś oferowałeś mu cukierki, nie wziął Jest dumny chłopiec. Zrobimy to inaczej
Marek zniknął w pokoju i po chwili wrócił jako Mikołaj! Prawdziwy: w białych filcowych butach, czerwonym płaszczu z białym futrem, ozdobionym wzorami, czapka, bujna biała broda, laska w dłoni i worek na prezenty, czerwony z haftowanymi gwiazdami. Był wprawdzie pusty.
Andrzejek patrzył ze zdziwieniem. Potem spytał:
Tato, to ty byłeś Mikołajem w zeszłym roku? I wcześniej też?
Ja przyznał Marek. Przepraszam, że dopiero teraz mówie. Pewnie i tak byś się dowiedział. W pracy poproszono mnie, żebym wcielił się w Mikołaja na Nowy Rok, spodobało się i już trzeci raz to robię. Oczywiście też dla ciebie i mamy. Podobał ci się wtedy Mikołaj?
Bardzo! pochwalił Andrzejek. Fajnie, że mamy swojego Mikołaja!
Podbiegł do taty i mocno się do niego przytulił.
Iwona dorzuciła kolejne słodycze, zawiązała estetycznie torebkę wstążką. Marek schował ją do worka na prezenty.
Poprawił brodę.
No co, pozwolicie, żebym odwiedził Pawła?
Taak! odpowiedziała mama z synem prawie jednocześnie.
Chłopiec spytał:
Mogę z tobą, tato?
W roli Śnieżynki? uśmiechnął się Marek.
Jako Zajączek! zawołał Andrzejek i pobiegł do pokoju. Po chwili wrócił w białym kombinezonie z odważnie sterczącymi uszami, pomponem przy ogonie, papierowej masce z wąsikami. W tym stroju był dzisiaj na przedszkolnej zabawie.
No dobrze, chodźmy, tylko kurtkę wciągnij, bo zima zgodził się tata. Choć jesteś zając-bielak!
I wyszli razem. Iwona z trudem powstrzymywała śmiech, widząc jak obok wysokiego Mikołaja, stukającego laską, drepcze mały zajączek w kurtce z długimi białymi uszami, taszcząc worek z prezentem.
Po dziesięciu minutach wrócił do domu sam Marek, wyraźnie zmieszany.
Gdzie Andrzejek? zaniepokoiła się Iwona.
Spokojnie, został u Pawła, bawią się. Za pół godziny go odbiorę Marek ścierając brodą rozgrzane, spocone czoło, zasiadł w fotelu.
Ale dzieje się mruknął.
Opowiedział, co zaszło. Okazało się, że tego wieczoru wraz z Andrzejkiem byli już szóstymi, którzy przynieśli Pawłowi prezent noworoczny! I pewnie nie ostatnimi. Przed nimi wyszła sama dyrektorka przedszkola, pani Anna Nowak już bez przebrania.
Oj, ile się nagadała, przepraszała, tłumaczyła się opowiadał Marek, zdejmując płaszcz i brodę. Wyobraź sobie, ktoś nakręcił filmik z tego przedszkolnego spotkania i wrzucił na stronę naszego miasta. Kilka godzin i już kilka tysięcy odsłon, komentarze aż furczą!
Naprawdę? zdziwiła się Iwona. Obejrzymy.
Ale ważniejsze, że mama Pawła wpłaciła składkę, tylko trochę po terminie
Prawda, to jej błąd weszła w słowo Iwona. Ale sama wychowuje syna, z pieniędzmi krucho. Przedszkole mogło coś wymyślić.
A prowadzący przedszkole nawet nie spróbowali wyjaśnić sprawy, tylko skreślili Pawła z listy dzieci do prezentów Marek jeszcze się zżymał. Efekt: dziecko niewinne, a dotknęła go przykrość.
Gdybym to ja decydowała o losie tej pani dyrektor westchnęła Iwona. Takich nieczułych trzeba zwalniać.
Może zwolnią, a może zmieni się. Ale moim zdaniem, kto pracuje z dziećmi, nie powinien tak postępować.
Zamilkł, po chwili spojrzał na żonę.
Jeszcze jedno: przyjechał nawet tata Pawła! Z prezentami i łzami w oczach, przepraszał
Naprawdę? ucieszyła się Iwona.
Nagle zadzwonił dzwonek. Iwona poszła otworzyć to Andrzejek wrócił.
Dlaczego sam przyszedłeś, przecież miałem cię odebrać zdziwił się Marek.
Co, ja mały jestem? oburzył się Andrzejek. I nudno mi było.
Czemu? spytał tata.
Bo mama i tata Pawła najpierw się sprzeczali, potem płakali. Z Pawłem poszliśmy do kuchni, a oni się już tulili Kiedy Paweł do nich dołączył, wszyscy troje się obejmowali i znowu płakali. Dziwni ludzie! Nawet nie zauważyli, że wyszedłem
Marek z Iwoną spojrzeli po sobie i roześmiali się z ulgą.
No dobrze, kochani, chodźcie na herbatę powiedziała Iwona. A potem, kto nie zaśnie, pogadamy, bo już niedługo Nowy Rok. Oby był szczęśliwy dla wszystkich!
Oby! odpowiedział serdecznie Andrzejek.





