Przeczytałam wiele historii Polek, które dopuściły się zdrady – choć staram się nie oceniać, jest co…

Znam wiele opowieści o kobietach, które dopuściły się zdrady, i choć staram się nie oceniać ich wyborów, jest coś, czego naprawdę nie potrafię zrozumieć. Nie dlatego, że sądzę, iż jestem lepsza od innych, lecz po prostu zdrada nigdy nie była dla mnie choćby najmniejszym pokuszeniem.

Mam 34 lata, jestem mężatką i prowadzę zupełnie zwyczajne życie w Warszawie. Pięć razy w tygodniu chodzę na siłownię, przykładam wagę do zdrowego jedzenia i lubię o siebie dbać. Mam długie proste włosy, lubię wyglądać dobrze i mam świadomość swojej atrakcyjności. Ludzie mi to mówią i widzę, jak na mnie patrzą.

Na siłowni to już norma czasem podchodzi do mnie jakiś mężczyzna. Jeden zapyta o ćwiczenia, drugi rzuci uwagę niby w formie komplementu, a jeszcze inny zagada zupełnie bezpośrednio. Podobnie jest, gdy wychodzę z przyjaciółkami na kawę na Nowym Świecie ktoś podejdzie, zacznie rozmowę, pyta czy jestem sama. Nigdy nie udawałam, że tego nie zauważam. Przeciwnie, doskonale o tym wiem. Ale jeszcze nigdy nie przekroczyłam tej granicy. I wcale nie przez strach po prostu nie chcę.

Mój mąż, Andrzej, jest lekarzem, specjalizuje się w kardiologii w jednym z warszawskich szpitali. Pracuje bardzo dużo bywa, że wychodzi do pracy jeszcze zanim się rozjaśni, a wraca, gdy już szykujemy kolację, czasem nawet później. Przez większość dnia jestem sama w mieszkaniu. Mamy córkę, Zofię opiekuję się nią, dbam o dom, pielęgnuję własne rytuały. Mogłabym spokojnie mieć wolną rękę, żeby robić, co mi się żywnie podoba i nikt by się o niczym nie dowiedział. Mimo to nigdy nie pomyślałam, żeby w tej chwili samotności szukać cudzego ramienia.

Kiedy jestem sama, wypełniam sobie czas ćwiczę, czytam, sprzątam, oglądam seriale, gotuję, wychodzę na spacery po Łazienkach. Nie rozdrabniam się na analizowanie braków czy szukanie potwierdzeń z zewnątrz. I nie mówię, że moje małżeństwo jest idealne, bo nie jest. Zdarzają się kłótnie, różnice zdań, bywamy zmęczeni. Jednak najważniejsze jest dla mnie zawsze zachowanie uczciwości.

Nie żyję też w permanentnym podejrzeniu wobec męża. Ufam Andrzejowi. Znam go, wiem jak myśli, znam jego rytm dnia, jego charakter. Nie kontroluję telefonu, nie układam w głowie scenariuszy. To daje mi poczucie spokoju. Gdy nie szukasz ucieczki, nie musisz zostawiać sobie otwartej furtki.

Dlatego kiedy czytam o zdradach nie żeby oceniać, bardziej ze zdziwieniem myślę sobie, że to nie jest kwestia pokusy, urody, czasu wolnego czy tego, ilu mężczyzn się mną interesuje. W moim przypadku to nigdy nawet nie była opcja. Nie dlatego, że nie mogę bo przecież bym mogła. Tylko dlatego, że po prostu nie chcę być taką osobą. I z tym czuję się naprawdę dobrze.

A Wy jak patrzycie na ten temat?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + dwa =

Przeczytałam wiele historii Polek, które dopuściły się zdrady – choć staram się nie oceniać, jest co…