Syn nie chce mnie widzieć – Jak nadopiekuńcza mama wtrąciła się w małżeństwo syna i zniszczyła rodzi…

Mamo, co ty naopowiadałaś mojej żonie? Już się chciała pakować i wyprowadzać!
Powiedziałam jej prawdę. Musisz zrozumieć, ona do ciebie nie pasuje, Zosia byłaby o wiele lepsza dla ciebie.
Jaka Zosia? Skąd ty to wzięłaś?

Wiesz, od zawsze miałam przeczucie, że mój syn jest wyjątkowy. To był mój pierwszy dzieciak i kochałam go najbardziej na świecie. Kiedy dorósł i się ożenił, nie mogłam się z tym pogodzić. Jakoś nie chciało mi się wierzyć, że znajdzie sobie kobietę, która może go kochać tak mocno jak ja. Było mi cholernie ciężko oddać najdroższego syna w czyjeś ręce, ale życie to życie.

On to całe moje życie, serio. Za mojego syna wskoczyłabym w ogień, a przez większość życia wychowywałam go sama, bo mój mąż praktycznie cały czas był w delegacjach. Było ciężko to i matka, i ojciec naraz, więc nauczyłam się wymieniać dętkę w rowerze, grać z nim w piłkę i układać plastikowe żołnierzyki. I wiem, że on to docenia. Do dziś zresztą jestem w stanie zrobić wszystko, żeby mu się dobrze żyło, bo to mój największy skarb.

Tylko że jego żona… Wiesz, zawsze miałam wrażenie, że ona nie kocha go tak, jak powinna. Nie dba o niego, nie gotuje mu, zostawia brudne naczynia w zlewie, a jej rzeczy leżą, gdzie popadnie. Gospodyni z niej żadna.

Ale mimo wszystko, wciąż chciałam być blisko. Jak zawsze chodziłam do nich co tydzień zabrać brudne rzeczy syna i zanieść z powrotem wyprane i wyprasowane. Miałam własny komplet kluczy, które kiedyś sam mi dał więc jak ich nie było w domu, cichutko wpadałam i robiłam wszystko, zanim ta jego zołza zauważy.

Nie mogłam zostawić syna samego z tym wszystkim przecież on na studiach, w pracy, nie miał do stania przy pralce głowy… A jego żona po trzech latach nawet nie wiedziała, jak się pierze skarpetki i prasuje koszule.

Zanosiłam to wszystko do siebie i prałam specjalnym proszkiem dla dzieci, żeby nie uczuliło. Długo schodziło, ale wiedziałam, że warto. Cicho wszystko wkładałam z powrotem do jego szafy nawet nie wiedziała, że jej mąż ma uczulenie na zwykły proszek, a ona wszystko wrzuca razem do pralki. A potem takie poburzone rzeczy wiesza na sznurku.

Ten sweter, co mu kiedyś dziergałam na urodziny, kompletnie zniszczyła, bo wyprała w gorącej wodzie. Musiałam spruć i robić od nowa no ręce opadają! Łatwiej mi było zrobić to sama, niż potem poprawiać po tej niezdarze.

Tylko ona nie kumała, po co ja to robię. Mówiła, że to nie jej sprawa i powinnam nauczyć syna samodzielności. No jasne! A ona przyzwyczajona syf zostawiać, a mój syn ma cierpieć? Kocham go i po prostu chcę, żeby był szczęśliwy i zdrowy. Co w tym złego, że pomagam?

Mój mąż miał już tego dosyć, cały czas gadał, że za dużo się nim zajmuję i jak mu się taka żona trafiła, to niech sobie radzi. Ale ja nie mogłam spać spokojnie, jak wiedziałam, że mój syn sam prasuje, pierze i gotuje, podczas gdy ona leży z telefonem na kanapie.

Stwierdziłam, że jeszcze raz zrobię generalne pranie i dam sobie spokój. Z samego rana, gdy wychodzili do pracy, zgarnęłam wszystko, nawet parę jej rzeczy bo i tak wrzuciłaby je do jednej pralki z ciuchami syna. Wyprawiłam męża do kolegi na piwo, a sama zabrałam się do roboty. Oprócz ubrań wyprałam jeszcze koce, wszystko wysuszyłam, położyłam na kupę i zaniosłam do syna. Dobrze, że mieszkał niedaleko, bo tyle dźwigania już mi się w życiu nie zdarzało. On na czwartym piętrze, ja kolana mam chore, więc zwykle wchodzę windą, ale akurat była popsuta dzień remontów. Nie miałam wyjścia, dźwigałam po schodach, chyba z godzinę.

Szłam krok po kroku, ledwo żywa, myślałam tylko o tym, żeby synkowi nie zabrakło czystych rzeczy i żebyśmy wreszcie trafili na taką dziewczynę, która go ogarnie i doceni.

W końcu doczłapałam się pod drzwi, jak zwykle otworzyłam kluczem, wniosłam rzeczy, po cichutku zamknęłam drzwi, żeby sąsiedzi nie słyszeli ich jamnik od razu zaczyna strasznie szczekać na korytarzu. Patrzę mnożą się buty, jakichś wcześniej nie widziałam. No ale pomyślałam, że to pewnie ona znowu nakupiła kolejnych trampek i porozrzucała. Przechodzę dalej do sypialni i widzę jego spodnie na podłodze. Myślałam, że je upuściłam, więc chciałam je zabrać i przeprasować, żeby syn miał jutro w czym wyjść.

Podnoszę spodnie przy wejściu do sypialni, słyszę dziwne odgłosy jęki. Patrzę i co? Mój syn z inną dziewczyną w łóżku! Jego żona blondynka, a tu siedzi brunetka.

Zamurowało mnie po prostu. Syn zobaczył mnie i aż się wydarł:

Mamo, wyjdź stąd natychmiast! No już bez przesady! Przestań mnie śledzić! A ja tylko zamknęłam za sobą drzwi i poprosiłam:

Wyjdź, muszę z tobą pogadać. Po chwili pojawił się w kuchni w szlafroku, który mu kiedyś kupiłam.

Czemu, mamo, jesteś u nas w domu? Masz klucze?

Przecież sam mi dałeś, żebym mogła czasem wpaść odpowiedziałam pokornie.

Mamo, ale się uprzedza, jak ktoś planuje wpaść.

Przyszłam tylko zrobić ci pranie, przecież mówiłam.

Myślałem, że przyjdziesz dopiero jutro burknął i odwrócił się.

Przepraszam cię, to twoja Anka tak zmieniła kolor włosów?

Nie, mamo, to nie Anka. To inna dziewczyna odpowiedział nieswojo.

Ty zdradzasz żonę?

Wiem, co powiesz, na pewno mnie za to potępisz.

Nic nie szkodzi, kochanie, zawsze cię będę wspierać.

Wiesz co, ta Zosia naprawdę mi się podoba. Anka jest nastawiona tylko na karierę, w domu nic nie robi, ciągle jej nie ma, a Zosia przyszła, ugotowała obiad, ogarnęła kuchnię, widać, że potrafi dbać o faceta Ale zostanę z Anką, to był tylko taki skok w bok westchnął.

Jak zdecydujesz, i tak zawsze będę po twojej stronie. Wypracowałam ci ubrania tym twoim ulubionym proszkiem. To twoje rzeczy. Już ci więcej nie będę przeszkadzać, jeśli taka dziewczyna jak Zosia będzie o ciebie dbać powiedziałam i już się zbierałam do wyjścia.

Byłam prawie szczęśliwa, że może wreszcie pojawiła się odpowiednia dziewczyna w jego życiu. Od razu było widać kuchnia czysta, zupa na blacie, wszędzie błysk. Ładna z niej dziewczyna, zadbana, taka akurat dla mojego syna. Było jasne, że syn wreszcie zobaczył, co to porządek i kobieca ręka, a co bałagan i niedbalstwo.

Minął tydzień, byłam już spokojna, że mój syn ma komu zaufać i kto się nim zaopiekuje. Poszłam na zakupy do spożywczaka obok i kto tam stoi? Anka, jego żona. Oczywiście, jak zawsze, kupuje te swoje dziwne rzeczy awokado, jakieś egzotyczne owoce, lekkie pieczywo, kasza gryczana, kefir. Podchodzę i patrzę na koszyk:

O, Anka, dieta jakaś nowa?

Dzień dobry, pani Ireno Tak, planujemy z Tomkiem zrzucić parę kilo, bo latem chcemy polecieć na Bali i trzeba dobrze wyglądać na zdjęciach odpowiada z takim przekąsem.

Z Tomkiem? Przecież już się rozstaliście.

Co takiego? Kto pani tak powiedział?

No, ma już inną Zosię.

Jaką inną?! To niemożliwe. My nawet się nie kłóciliśmy ostatnio.

Ale przecież Zosia była, razem siedzieli, obiad robiła, kuchnię sprzątała… Myślałam, że już ci powiedział, więc gratuluję, że teraz możesz znaleźć sobie innego faceta do tej twojej diety z kaszą.

Jaka kuchnia?! Jaka Zosia?! Pani chyba oszalała! I tak nastawia pani Tomka przeciwko mnie, a teraz jeszcze jakieś Zosie czy inne Kaśki mu podstawia?! Mam już dosyć! Dajcie nam wszyscy wreszcie spokój! Anka rzuciła swój koszyk i wybiegła ze sklepu. No nie wiedziałam wcześniej, że z niej taka awanturnica, ale jeszcze bardziej byłam w szoku, że mój syn mógł rzucić Zosię dla niej.

Po jakimś czasie zadzwonił syn:

Mamo, co ty nagadałaś mojej żonie? Chciała już się pakować!

Powiedziałam jej tylko prawdę. Ona nie jest dla ciebie, Zosia byłaby cudowna.

Jaka Zosia? Skąd ty bierzesz te historie?

Myślałam, że już wybraliście i się rozeszliście.

Nikogo nie wybrałem, z nikim się nie rozstałem i nie było żadnej Zosi! Już do mnie nie dzwoń, zmieniamy zamek. Zapomnij o mnie, tak będzie lepiej.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 − 3 =

Syn nie chce mnie widzieć – Jak nadopiekuńcza mama wtrąciła się w małżeństwo syna i zniszczyła rodzi…