Syn nie chce mnie znać – Jak moja troska o dorosłego syna i szczera rozmowa z jego żoną o Nadusi nie…

Mamo, co ty powiedziałaś mojej żonie? Już prawie się spakowała.
Powiedziałam jej tylko prawdę. Przecież ona nie jest dla ciebie, a taka Zuzanna byłaby dużo lepsza.
Jaka Zuzanna? Skąd ci się to wzięło?

freepik

Zawsze wiedziałam, że mój syn jest wyjątkowy. Był moim pierworodnym, ukochanym bardziej niż kogokolwiek w tym świecie. Kiedy dorósł i ożenił się, nie mogłam tego przełknąć. Nie mogłam uwierzyć, że znalazł kogoś, kto mógłby mnie zastąpić. Ból rozstania z ulubionym dzieckiem wbijał mi się pod żebra, lecz mimo to oddałam go innej kobiecie.

Mój syn to moje życie. Kocham go nad wszystko i jestem gotowa zrobić dla niego wszystko, czego zapragnie. Wychowywałam go sama mąż ciągle wyjeżdżał w delegacje, to było trudne, ale starałam się być dla niego i matką, i ojcem naraz. Nauczyłam się zmieniać dętkę w rowerze, grać w piłkę i żołnierzyki, by dzielić z nim pasje. Wiem, że to doceniał. Chciałam zapewnić mu szczęście i sukces, bo jest moim największym skarbem.

Wiedziałam, że jego żona nie kocha go tak jak ja. Nie dba o niego, nie gotuje, brudne naczynia piętrzą się w zlewie, rzeczy porozrzucane, żadna z niej gospodyni.

A ja wciąż chciałam być przy nim, opiekować się nim tak jak zawsze. Co tydzień chodziłam do ich mieszkania po pranie. Wyciągałam swoim kluczem (który mi sam dał) i cichutko, gdy ich nie było, zabierałam jego brudne ubrania do siebie żeby wyprać i wyprasować. Żona nawet się nie domyślała, bo nie umiała dbać o takie rzeczy. Nie potrafiła nawet oddzielnie wyprać skarpetek Piotrka!

Brudną odzież prałam tylko w proszku dla dzieci przecież miał alergię i traciłam na to całe popołudnia. Ale robiłam to z miłości; chciałam, by miał wszystko czyste i mięciutkie. Wrzucałam to wszystko z powrotem do szafy, zanim ktoś wrócił. Ona nie wiedziała nic o alergii, wrzucała ich wszystko razem i jakimś zwykłym proszkiem a później byle jak suszyła.

Sweter, który zrobiłam dla Piotrka na urodziny, zniszczyła kompletnie przeprasowała, wyciągnęła, zmechaciła, nie wiedząc, że wełny nie gotuje się i nie suszy na sznurze. Musiałam wszystko pruć i robić od nowa. Łatwiej było zrobić sama niż naprawiać po tej niezdarze.

A ona nie pojmowała, czemu to wszystko robię. Powiedziała tylko, że powinnam nauczyć syna samodzielności, że od sprzątania nie jest. Ale ja wiem, że żyje w chlewie i syfie i nie chę mu zostawić go samego z bałaganem i stertą prania. Kocham go i chcę, by był zdrowy i szczęśliwy. Jeśli mogę mu pomóc to tak robię!

Mój mąż narzekał, że za bardzo się wtrącam, że dorosły syn wybrał, niech żyje jak chce. Ale nie mogłam spać, myśląc jak Piotrek sam sobie gotuje, pierze i prasuje, podczas gdy ona leży na kanapie.

Postanowiłam ostatni raz wszystko uprać. Rano, gdy poszli do pracy, przyszłam, zabrałam całą ich garderobę, nawet coś żony bo śmierdziało już tak, że wyglądało jakby wrzucała to później do szafy Piotrka. Spakowałam wszystko i zabrałam do siebie. Męża wysłałam do kolegi, bo już i tak siedział w domu.

Uprałam nawet parę koców, wysuszyłam i wyprasowałam rzeczy. Torba była ogromna, ale blok syna stoi obok mojego, więc nie miałam daleko do dźwigania. Jednak Piotrek mieszka na czwartym piętrze a akurat w ten dzień winda była nieczynna. Pech chciał! Musiałam wdrapać się po schodach z tą torbą. Nogi bolały mnie jak diabli, lało mi się po plecach, łzy płynęły po policzkach myślałam o synu, o tym, żeby nie żył w syfie. Bardzo mi go było żal, chciałam się nim wciąż opiekować albo żeby w końcu znalazł jakąś dziewczynę, która by się przy nim sprawdziła dobrą i ciepłą.

W końcu dotarłam pod jego drzwi. Jak zwykle cicho weszłam, nie chcąc obudzić psa sąsiadki, bo zaraz by zaczął ujadać. Zauważyłam obce, rozrzucone buty wcześniej ich nie było. Może wrócili wcześniej z pracy, a ona znowu narozwalała buty.

Weszłam dalej, przy wejściu do sypialni zauważyłam jego spodnie na podłodze. Pomyślałam, że może sama zrzuciłam je z prania, więc podniosłam, żeby przynajmniej przeprasować na jutro. Wtedy usłyszałam jęki i zobaczyłam syna w łóżku nie z żoną, lecz z obcą, ciemnowłosą kobietą! Zamarłam on spojrzał na mnie i krzyknął:

Mamo, wynoś się! Nic mi już nie dasz pożyć! Zarumieniłam się, zamknęłam drzwi i powiedziałam cicho:
Wyjdź, proszę, musimy porozmawiać.

Po chwili wyszedł w szlafroku, tym, który dostał ode mnie na Boże Narodzenie.

Mamo, dlaczego tu jesteś? Ty naprawdę masz jeszcze klucze?
Piotrusiu, sam mi dałeś, żebym wpadała na kawę odpowiedziałam cicho.
Ale goście się zapowiadają, mamo.
Przyszłam tylko zrobić ci pranie, przecież mówiłam
Myślałem, że jutro, nie dzisiaj warknął, odwracając się.
Po krótkiej pauzie zapytałam: To Żaneta przefarbowała włosy?
Nie, mamo, to nie Żaneta, to inna dziewczyna przyznał się, patrząc w podłogę.
Oszukujesz żonę?
Pewnie, że mnie za to potępisz, mamo
Synku, wszystko w porządku, to twój wybór.

Wiesz, ta Zuzanna mi się podoba najbardziej Żaneta to karierowiczka, nawet obiadu nie ugotuje, a Zuzka przyszła, wszystko wysprzątała, ugotowała zupę, taka ciepła i swojska, świetna żona by była ale i tak zostanę z Żanetą, takie głupie wybryki. zamyślił się ciężko.

Jak sobie wybierzesz, zawsze będę po twojej stronie. Wyprałam ci rzeczy w tym proszku, co lubisz. Już cię więcej nie zaskoczę, jeśli pojawi się przy tobie taka dziewczyna, jak Zuzia powiedziałam i wyszłam.

Byłam szczęśliwa, że w końcu ktoś zajął się Piotrkiem porządnie. Kuchnia lśniła, na kuchence rosół, podłoga umyta. Wyglądało na to, że Zuzka się nim zaopiekuje była zadbana, ładniutka. Już nie miałam wątpliwości, czemu syn rzucił Żanetę; on umie rozróżnić porządek od chaosu.

Minął tydzień od tego zdarzenia. Spokojna o syna, weszłam do sklepu spożywczego pod blokiem. W środku zobaczyłam Żanetę z koszykiem dziwnych, drogich produktów. Avokado, jakieś zielone wynalazki, fitness-chleb, kasza gryczana, kefir.

O proszę, Żaneta, na dietę się bierzesz?

Dzień dobry, pani Jadwigo. Tak, z Piotrem planujemy dietę, bo chcemy w lecie polecieć na Bali i musimy wyglądać lepiej na zdjęciach odpowiedziała sztywno.

Ale jak to z Piotrkiem? Przecież się rozstaliście!

Kto to pani powiedział?

Ma przecież teraz inną Zuzannę.

Jaką inną?! Przecież się nie kłóciliśmy!
Przecież była, z Piotrkiem potem kuchnię wysprzątała, wszystko na błysk Myślałam, że sam ci powiedział. To życzę nowego chłopaka będziesz gryźć gryczane chlebki z kimś innym!

Jaka kuchnia? Jaka Zuzanna, pani Jadwigo? Zwariowała pani? Zawsze przeciwko mnie nastawia pani własnego syna, a teraz jeszcze jakąś Zuzannę do sypialni mu wpycha? Już mam dosyć! Pozwólcie nam normalnie żyć, mam tego powyżej uszu! Żaneta rzuciła koszyk na ladę i wybiegła. Nie wiedziałam, że potrafi tak wybuchnąć, jeszcze bardziej zaskoczył mnie Piotr że zamienił Zuzę na domowego terrorystę.

Po chwili zadzwonił syn.
Halo, Piotrek, co się dzieje?
Mamo, co powiedziałaś mojej żonie? Miała się wyprowadzić!
Powiedziałam prawdę. Przecież to nie jest dziewczyna dla ciebie, Zuzka byłaby lepsza
Jaka Zuzia? O czym ty znowu?
No, myślałam, że kogoś wybrałeś

Ja się z nikim nie rozstałem! I w ogóle nie było żadnej Zuzanny! Przestań do mnie dzwonić, zmieniamy zamki w drzwiach. Mnie już dla ciebie nie ma…

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście + trzy =

Syn nie chce mnie znać – Jak moja troska o dorosłego syna i szczera rozmowa z jego żoną o Nadusi nie…