Synowa znosiła teściową – do czego to w końcu doprowadziło? Historia Iriny Aleksandrowny, podwójnego…

Bliźnięta?! wymsknęło się pani Irenie.

Starała się za wszelką cenę ukryć swoje zaskoczenie i niezadowolenie, lecz niezbyt dobrze jej to wychodziło. Asia doskonale wiedziała, że trudno wymagać od teściowej jakiejkolwiek szczerości albo ciepła. Irena nigdy jej nie lubiła i zawsze powtarzała, że jej syn powinien znaleźć kogoś lepszego”. Zresztą, po okolicy krążyły raczej odwrotne opinie to raczej Tomek był zbyt prostolinijny i niekoniecznie odpowiedni dla Asi.

Asia była pogodną, wykształconą dziewczyną, przed dwudziestymi trzecimi urodzinami skończyła ekonomię na uniwersytecie i choć pochodziła z niewielkiej miejscowości na Podkarpaciu, pracowała już wtedy w sieci prywatnych przychodni w Krakowie. Jej tata prowadził lokalną firmę, a mama uczyła na uniwersytecie. O braku ogłady czy wykształcenia nie mogło być mowy. Dla Ireny i tak pozostawała dziewuchą ze wsi”.

No, gratuluję! Szczęście! Podwójne szczęście! wymamrotała Irena bez przekonania.

Szczęściem jednak nie zamierzała się dzielić. Asia bardzo źle znosiła ciążę, lekarze ostrzegali ją przed poronieniem, potem była groźba przedwczesnego porodu. Asia ciągle trafiała do szpitala, leżała na oddziale patologii ciąży przez wiele tygodni. Jej mąż, Tomek, odwiedzał ją niemal codziennie, ale Irena, choć mieszkała dwa przystanki tramwajem dalej, nie pojawiła się ani razu.

Nie przyszła też na wypis. Nie pomogły prośby Tomka, przez pierwsze sześć tygodni życia wnuczek nie odwiedziła córki ani razu.

Przesądy są! Lepiej nie przychodzić, żebym czegoś nie przyniosła. Zdrowia im trzeba, dopiero później poznam swoje wnuczki.

Minęły trzy miesiące. Asia spotkała teściową pod sklepem. Pani Irena spięła twarz w wymuszony uśmiech i zapytała przez zęby:

No, jak tam dziewczynki?

Asia odpowiedziała z ciepłym uśmiechem, całkiem naturalnym:

Spacerujemy! Wózek ciężki, ale co zrobić? Dzieci muszą się dotlenić!

Irena mruknęła tylko, miała już odchodzić, gdy nagle podbiegła do nich dawno nie widziana znajoma.

Irenko! Cześć! Jeju… To twoje wnuczki?

Tak, Halinko! Moje skarby…

Asia skłoniła się grzecznie przed Haliną. Poznała ją kilka razy wcześniej.

No popatrz! Dwie naraz! Asiu, jak ty dałaś radę? Taka drobniutka… dziwiła się Halina.

Asia to bohaterka! potwierdziła Irena bez cienia wstydu.

Asia nie mogła uwierzyć w przemianę, jeszcze sekundę wcześniej Irena uciekłaby przed wnuczkami, a teraz przyjmowała rolę pełnej czułości babci. Halina i Irena rozmawiały jeszcze chwilę, Asia słyszała tylko strzępy opowieści o tym, jakie to szczęście mieć bliźnięta, jak to Irena młodej mamie pomaga… Asia usłyszała tyle nowości o sobie, że nie mogła wydusić ani słowa. Halina przypomniała sobie, że śpieszy się do banku, pożegnała towarzystwo i odeszła.

Irena zaczekała chwilę, po czym jej uśmiech natychmiast zniknął z twarzy. Machnęła ręką, odburknęła zimno i poszła.

Wieczorem Asia opowiedziała Tomkowi o tym zajściu. Ten wzruszył ramionami.

Asiu, znasz ją przecież. Po co się przejmujesz? Zawsze była mistrzynią opowieści niby że nocami odrabiała ze mną lekcje, a siedziała przed telewizorem. Wmówiła wszystkim, że z Ewką (moją siostrą) chodziła na długie spacery, a to ja ją wyprowadzałem. Słuchaj, nie bierz jej na poważnie!

Asia słyszała te historie już wielokrotnie, ale nadal nie mogła się przyzwyczaić do podobnych sytuacji.

***

Upłynęły lata, nic się nie zmieniło w podejściu teściowej do dzieci i wnuczek. Nieszczęście przyszło niespodziewanie Irena wychodziła z taksówki, poślizgnęła się i złamała nogę. Wpadła wtedy na genialny” pomysł.

Zamieszkam z wami! oznajmiła Asi i Tomkowi.

Spojrzeli po sobie, wiedząc, czym to się skończy, ale nie mieli serca odmówić.

Ich mieszkanie zamieniło się w piekło. Musieli oddać dorosłą sypialnię Irenie i przenieść się do dziecięcego pokoiku. Teściowa wymagała gotowania, sprzątania, pomagania przy kąpieli i załatwiania zakupów na każde jej zawołanie.

Bliźniaczki miały wtedy dwa i pół roku. Asia próbowała wrócić chociaż na pół etatu do pracy, więc dziewczynki poszły do przedszkola. Codzienne poranki były pełne płaczu i trudnych pożegnań.

Pewnego ranka, tuż przed wyjściem z domu, zadzwonił telefon Tomka.

Mamo?! Po co dzwonisz, jesteś obok!

Nie mogę wstać, mam złamaną nogę…

Przecież masz kule…

Cicho, Tomku! To, co chcę powiedzieć, mogę powiedzieć i leżąc!

No mamo, słucham, szybko…

Nie podoba mi się, jak hałasujecie o poranku. Ja nie mogę spać, wy latacie, dzieci wrzeszczą i drzwiami trzeszczą!

Tomek się wściekł, podszedł pod jej drzwi, otworzył je na oścież i krzyknął:

To może zostawimy ci dzieci, jak chcesz dłużej pospać?!

Irena zamilkła zmieszana. Wkrótce opuściła mieszkanie, nie czekając nawet, aż zdejmą jej gips. Tomek nie żałował, Asia jednak czuła się winna nie chciała, by mąż pokłócił się z matką, ale co było robić?

***

W piątki Asia pracowała krótko. Po przedszkolu zabierała dziewczynki na spacer, kupowały ciasteczka i oglądały bajkę z rzutnika. Tym razem też rozrzuciły poduchy na podłodze, zapaliły projektor, gdy rozległ się dzwonek do drzwi.

Otworzyła na klatce pojawiła się Irena, prowadząc za rękę chłopca, Piotrusia, syna Ewki.

Irena, o co chodzi?

Ewka przyprowadziła mi go na chwilę, ale muszę pilnie coś załatwić! Zostań z nim półtorej godziny. Proszę!

Asia była zaskoczona, lecz Piotruś, który był tylko pół roku młodszy od bliźniaczek, był spokojnym dzieckiem. Przykucnęła, uśmiechnęła się.

Piotrusiu, pobędziesz ze mną?

Chłopiec kiwnął nieśmiało głową. Kiedy Asia się wyprostowała, teściowa już zniknęła w windzie.

Kiedy wrócisz?

Najwyżej za dwie godziny!

Nie pożegnała się ani z synową, ani z wnukiem.

***

Tomek przyszedł po pracy po siódmej wieczorem. Zobaczył Piotrka przy kuchennym stole.

Cześć, chłopie! Co tam, odwiedziny? A Ewka gdzie?

Dzieciak uśmiechnął się, Asia westchnęła. Nie chciała znowu wywoływać rodzinnych kłótni, ale trudno było nie opowiedzieć o sytuacji.

Tylko, że to twoja mama przyprowadziła… Na chwilę”. I poszła…

Kiedy się zaczęła ta chwila”?

Będzie już prawie pięć godzin…

Asia nerwowo spojrzała na męża.

No dobrze, a Ewka?

Nie pisałam do niej… Nie chciałam wystawiać Ireny na kłopoty, przecież to jej powierzyła syna.

Tomek zbladł.

Jesteś za dobra… Ale to nienormalne! Mówiła, gdzie idzie?

Asia pokręciła głową. Tomek zadzwonił do siostry, wyjaśnił sytuację, Ewka obiecała przyjechać jak najszybciej.

***

Było wpół do dziewiątej. Dzieci bawiły się w pokoju, dorośli siedzieli w kuchni.

No i co robimy? Czekać jeszcze na nią? Dzieci trzeba spać kłaść…

Asiu, jeden dzień nie zaszkodzi. Z mamą musimy poważnie porozmawiać.

W tym momencie rozległ się dzwonek. Asia poszła otworzyć.

No dobrze, zabieram Piotrka! oznajmiła Irena, jakby nigdy nic.

Asia poczuła ścisk w gardle. Do przedpokoju wyszli też Tomek i Ewka.

Mamo, a ty sumienie gdzie zostawiłaś?!

Jak wy rozmawiacie z matką?!

Nie zrzucaj winy! To TOBIE powierzyłam Piotrka, nie Asi! Co ty wyprawiasz?

Irena roześmiała się wyniośle.

Eh, Ewka! Przecież ona ma swoje dzieci, świetnie sobie radzi. A ja mam swoje sprawy!

Tomek zrobił krok do przodu.

Jakie sprawy, mamo? I czemu taka roszczeniowa postawa? Spytałaś w ogóle, czy może?

Boże, o co w tym pytać?

Tomek ponowił pytanie:

Gdzie byłaś?

Tym razem Ewka nie wytrzymała:

Podejrzewam, że mama najpierw była u fryzjera, bo rano miała dłuższe włosy. Potem salon kosmetyczny, bo lakier do paznokci już inny rano czerwony, teraz różowy…

Irena spłonęła rumieńcem, ale nie znalazła odpowiedzi.

Ty się w ogóle nie wstydzisz?! powtórzył Tomek.

Odpowiedziała cisza. Patrzyła tylko uparcie na swoje dzieci.

Raz na ruski rok poprosi się ciebie o pomoc, a ty zrzucasz wnuka na moją żonę? Może i ona chciałaby do fryzjera lub na paznokcie?

Irena się wściekła, zamierzała jeszcze upokorzyć wszystkich.

Daj spokój, Tomek! Co jej fryzjer czy paznokcie?! Ona zawsze była wieśniarą z Jarosławia i taka zostanie!

Zapadła głucha cisza, po czym rozdarło ją krótkie:

Wynocha!

Tomek stanowczo chwycił matkę pod ramię i wystawił ją za drzwi. Gdy opadły na klamkę, odetchnął głęboko. Gdy uniósł głowę, zobaczył, że żona płacze. Z siostrą zaczęli ją pocieszać.

Asia czuła ból i żal, ale zrozumiała, że nie jest winna Irena własnych dzieci też nie szanowała. Może po prostu dla złych ludzi nigdy nie będziesz dość dobra.

Od tej pory relacje z teściową niemal zupełnie się urwały. Tomek i Ewka raz na jakiś czas pomogli matce, ale w ich codziennym życiu już nie uczestniczyła. Przez długi czas była obrażona, ale zwyciężyła chęć bycia blisko dzieci. Jednak nigdy nie była pomocą dla wnuków.

Pewnego dnia, przeglądając wiadomości, Asia trafiła u teściowej na zdjęcia wszystkich trzech wnuków z podpisem: Z okazji Dnia Babci dla nas wszystkich. Dla tych, co wychowali wnuki! Asia zacieszyła się gorzko. Wieczorem Tomek z Ewką nie szczędzili pod jej adresem słów krytyki. Asi nie wypadało się śmiać, ale powstrzymać trudno nie było…

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + 19 =

Synowa znosiła teściową – do czego to w końcu doprowadziło? Historia Iriny Aleksandrowny, podwójnego…