Teściowa do kwadratu – I to ci dopiero! – zamiast przywitania wyrwało się Egorowi, gdy w progu stan…

No proszę! powiedział Adam zamiast przywitania, widząc w drzwiach niską, chudą staruszkę w dżinsach, która rozciągnęła wargi w figlarnym uśmiechu. Z przymrużonych oczu błyskały złośliwością pełne życia spojrzenia.

Babcia Ani, Jadwiga Kwiatkowska rozpoznał. Ale jak to, bez uprzedzenia, bez telefonu…

Witaj, wnuczku! odezwała się, nadal się uśmiechając. Wpuścisz mnie do środka?

Oczywiście, proszę! zaaferował się Adam. Proszę wejść.

Jadwiga Kwiatkowska wciągnęła do mieszkania podróżną walizkę na kółkach…

Daj mi mocną herbatę! poleciła, gdy Adam zapraszał ją do stołu. Ania w pracy, Ola w przedszkolu, a ty co tak leżysz odłogiem?

Wysłali mnie na przymusowy urlop na dwa tygodnie odparł z żalem. Tak z potrzeb zakładu. Jego wyobrażenia o błogim lenistwie na dwa tygodnie znikały jak kamfora. Z nadzieją spojrzał na gościa: Zostanie Pani u nas długo?

Trafiłeś pokiwała głową, gasiąc w nim nadzieję. Na długo.

Adam znów westchnął. Z Jadwigą Kwiatkowską prawie się nie znał widział ją tylko raz, na swoim ślubie z Anią, przyjechała wtedy z innego miasta. Ale był o niej dobrze poinformowany przez teścia, który opowiadając o swojej teściowej przechodził na szept i nerwowo oglądał się za siebie. Od razu było widać, że czuje przed nią respekt jakby mu ktoś lodu na plecy wlał.

Pozmywaj naczynia zarządziła babcia i zbieraj się. Zrobię ci wycieczkę po mieście, to mnie oprowadzisz!

Adam nie znalazł słów sprzeciwu, ani nawet nie próbował. Ten ton przypominał mu głos starszego plutonu w wojsku lepiej tamtemu nie odpowiadać.

Pokażesz mi bulwary! poleciła Jadwiga Kwiatkowska. Jak najłatwiej tam dotrzeć? Złapała Adama pod ramię i pewnym krokiem ruszyła po chodniku, rozglądając się z ciekawością.

Taksówką wzruszył ramionami.

Nagle staruszka złożyła palce w kółko i gwizdnęła ostro. Przejeżdżająca obok taksówka zahamowała z piskiem opon.

Po co tak gwiżdżeć? Co ludzie sobie pomyślą? ganił ją Adam pomagając jej usiąść na przednim siedzeniu.

Co najwyżej pomyślą, że to ty jesteś nieokrzesany, a nie ja! odrzekła radośnie drobna siwiutka babcia.

Na te słowa taksówkarz parsknął śmiechem wraz z Jadwigą Kwiatkowską. Przybili sobie żółwika jak starzy znajomi, gdy kawał się udał.

Jesteś, Adasiu, chłopak porządny i uprzejmy, mówiła mu starsza krewna, kiedy spacerowali już po krakowskich bulwarach. Twoja babcia pewnie zawsze zachowywała się z klasą, a ja tego nie umiem. Mój mąż, dziadek Ani, niech mu ziemia lekką będzie, długie lata przyzwyczajał się do mojego charakteru. Prawie przywykł. Był spokojnym, nieśmiałym molem książkowym, aż nagle zjawiłam się ja. I zaczęło się! Ciągałam go po górach, nauczyłam skakać ze spadochronem. Tylko na lotni bał się latać czekał na mnie na ziemi z córką, gdy ja krążyłam nad nimi.

Adam słuchał opowieści babci z rosnącym zdziwieniem. Ania nigdy nie wspominała o takich przygodach swojej babci. Najwyraźniej los miała barwny i niebanalny, pełen wyzwań teraz wiele się wyjaśniało. Jadwiga spojrzała surowo:

Sam skakałeś ze spadochronem?

W wojsku, czternaście skoków wypalił z dumą Adam.

Brawo! pochwaliła seniorka i zaczęła mruczeć:
Długo będziemy razem spadać,
W tym długim, zwiewnym skoku

Adam znał tę żołnierską piosenkę i od razu zawtórował:
Białe płótno jak ptak się rozwiewa,
Za plecami unosi nas w nieba

Piosenka połączyła ich i Adam poczuł, jak znikają bariery między nimi.

Trzeba coś przekąsić zaproponowała babcia. Idźmy do tamtej budki, aż pachnie dobrym szaszłykiem, czujesz?

Szaszłyk sprzedawał śniady pan w średnim wieku o wilczym spojrzeniu, z miną mówiącą, że z tą samą energią nadziałby wrogów na szpikulec i jeszcze miałby z tego przyjemność. Patrząc, aż chciało się krzyknąć Hopsa! i ruszyć w kozacki taniec, wymachując rękami i plącząc nogami.

Siadając przy stoliku, Jadwiga Kwiatkowska zaświeciła figlarnie oczami i zaśpiewała klarownym głosem:
Cześć ci, druhu, przyjacielu,
Dobrze razem śpiewać weselnie

Szaszłykowy mistrz aż się wzdrygnął, spojrzał zaskoczony, błyskawił oczami i dołączył do przyśpiewki:
Śpiewać razem to radość wielka,
Hej, przyjacielu, hej, weselna piosenka!

Proszę, częstujcie się uśmiechnął się szeroko szaszłykowy mistrz, wykładając na stolik talerz z szaszłykami, plackami i świeżymi ziołami. Przyniósł dwa kieliszki zimnego gruzińskiego wina, ukłonił się z ręką na sercu i oddalił.

Wabiący woń mięsa zwabił zza krzaków szarego kotka, który ostrożnie podszedł do stołu, patrząc cicho i z nadzieją.

Właśnie ciebie szukaliśmy! uśmiechnęła się Jadwiga. Chodź do nas, maleńki. Potem poprosiła szaszłykarza: Panie, przynieś temu naszemu przyjacielowi surowego mięska, tylko drobno pokrój!

Gdy kotek pałaszował zawartość miski, Jadwiga zaczęła strofować Adama:

Rośnie wam córcia, i to dziewczynka! Jak chcecie ją uczyć dobroci, miłości, troski o słabszych nie mając kota w domu? Ten tu maluch będzie wam pomocą!

Po powrocie babcia wykąpała znalezisko, a Adama wysłała na zakupy: kuweta, miski, drapak i miękka leżanka lista była długa. Gdy wrócił cały objuczony, w domu rozlegał się pisk radości. Ania i Ola rzuciły się na babcię, którą ta obcałowywała z uśmiechem. Kotek, siedząc na oparciu kanapy, patrzył na nowych opiekunów z nieśmiałą ciekawością.

To dla ciebie, Oluniu, letni komplecik z krótkimi spodenkami, rozdawała prezenty babcia a to dla ciebie, Aniu. Nic tak nie poprawia humoru mężowi jak koronkowe majteczki…

Przez cały następny tydzień Ola nie chodziła do przedszkola. Rano znikały z babcią i wracały koło południa zmęczone, ale przeszczęśliwe.

W domu czekał na nie Adam i kociak, którego nazwali Lewkiem. Wieczorami dołączała Ania i wszyscy razem ruszali na spacer, zabierając też Lewka.

Muszę z tobą pogadać, Adasiu. powiedziała poważnie babcia pewnego wieczoru. Jutro wyjeżdżam, już pora. Tu mam dla Ani podasz jej, gdy wyjadę. Wręczyła mu papier zapakowany w przezroczystą koszulkę. To mój testament. Mieszkanie i wszystko zostawiam Ani, tobie bibliotekę, którą mąż zbierał przez całe życie. Bardzo cenna, są rękopisy z autografami znanych ludzi…

Ależ Jadwigo, po co Pani o tym mówi!? oburzył się Adam, ale przerwała mu gestem.

Ani nic nie wspominałam, ale tobie powiem mam poważne kłopoty z sercem, wszystko może się skończyć nagle, trzeba się przygotować.

Jakże to, sama Pani zostanie?! zaprotestował Adam. Ktoś powinien z Panią być!

Zawsze ktoś przy mnie jest uśmiechnęła się. A zresztą córka mieszka niedaleko, twoja teściowa w sąsiednim mieście. Ty pilnuj Ani, wychowuj Olę. Jesteś dobrym chłopakiem, solidnym. A ja dla ciebie, zobacz teściowa do kwadratu! Poklepała go po ramieniu i wybuchła śmiechem.

Zostańcie jeszcze, proszę, choć na chwilę… jęknął Adam.

Jadwiga Kwiatkowska tylko wdzięcznie uśmiechnęła się i pokręciła głową.

Odprowadzała ją cała rodzina, nawet Lewuś na rękach u Oli wyglądał na zasmuconego.

Babcia wsadziła między wargi palce złożone w kółeczko i potężnie gwizdnęła. Zatrzymała się natychmiast taksówka.

Chodź, zięciu, odwieź mnie na dworzec! rozkazała, całując Anię i Olę, i zajęła miejsce z przodu.

Taksówkarz patrzył z niedowierzaniem na staruszkę, która zatrzymała go w tak oryginalny sposób.

Czego się pan tak dziwi? burknął Adam. Takich dam w życiu nie spotkał?

Chuda babcia zatrzęsła siwymi loczkami, roześmiała się i z rozmachem przybiła Adamowi żółwika.

Tak to już było dawno temu, a ten śmiech babci Jadwigi jeszcze długo niósł się po klatce…

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − jeden =

Teściowa do kwadratu – I to ci dopiero! – zamiast przywitania wyrwało się Egorowi, gdy w progu stan…