No proszę, niespodzianka! zamiast zwykłego powitania powiedział Jakub, widząc w drzwiach niską, szczupłą staruszkę w dżinsach, która rozciągnęła cienkie wargi w złośliwym uśmiechu. Spod przymrużonych powiek błyszczały figlarne oczy.
Babcia Agaty, Janina Marciniak poznał ją. Ale jak to, bez zapowiedzi, nawet nie zadzwoniła…
Witaj, wnuczku! dalej się uśmiechając, rzuciła staruszka. No co, wpuścisz mnie do środka?
Tak, oczywiście! Jakub energicznie się odsunął. Zapraszam.
Janina Marciniak wtoczyła do mieszkania niewielką walizkę na kółkach.
Daj mi coś mocniejszego! zarządziła, kiedy Jakub częstował ją herbatą. Aga w pracy, Ola w przedszkolu, a ty co? Obijasz się?
Wysłała mnie firma na przymusowy urlop jęknął Jakub. Dwa tygodnie dla dobra firmy. Jego marzenia o spokojnym odpoczynku właśnie się rozpływały. Spojrzał na babcię Agaty z nadzieją: Zostajesz na długo?
Trafiłeś pokiwała głową z takim samym uśmiechem, grzebiąc w jego nadziejach na długo.
Jakub westchnął ponownie. Z Janiną Marciniak nie był prawie w ogóle znany. Widział ją tylko na swoim ślubie z Agatą przyjechała wtedy z innego miasta. Ale od teścia nasłuchał się o niej niemało. Gdy wspominał swoją teściową, mówił szeptem i rozglądał się ostrożnie, jakby wspominał samego diabła. Widać było, że czuł do niej respekt, aż po miękkie kolana.
Pozmywaj naczynia zakomenderowała Janina i szykuj się. Zrobię ci zwiedzanie miasta, będziesz moim przewodnikiem!
Jakub nie próbował się sprzeciwiać. Ton jej głosu przypomniał mu sierżanta Wiśniewskiego z wojska. Sprzeciwiać się takiej babie byłoby głupotą.
Najpierw pokażesz mi Wisłę! zarządziła Janina Marciniak. Jak tam najlepiej dojechać? Chwyciła Jakuba pod ramię i ruszyła śmiało przez beton, rozglądając się ciekawie.
Taksówką wzruszył ramionami Jakub.
Janina nagle włożyła dwa palce do ust i głośno zagwizdała. Przejeżdżająca taksówka gwałtownie zahamowała.
Po co gwiżdżesz? Co ludzie sobie o tobie pomyślą? upominał ją Jakub, sadzając na przednim fotelu.
Nic nie pomyślą, babcia śmiała się wesoło. Raczej uznają, że to ty jesteś ten niekulturalny.
Po tych słowach taksówkarz roześmiał się głośno razem z Janiną Marciniak. Przybili sobie piątkę, jakby byli starymi druhami po udanym żarcie.
Ty, Jakubie, jesteś grzeczny i skromny mówiła babcia, kiedy spacerowali już bulwarem. Twoja babcia pewnie zachowuje się nobliwie i elegancko, ja tak nie potrafię. Mój świętej pamięci mąż, dziadek Agaty, długo do mnie przywykał. Był spokojny, cichy, uwielbiał książki, a tu nagle ja. I się zaczęło! Wciągnęłam go w góry, nauczyłam ze mną skakać na spadochronie. Tylko na paralotni bał się latać jak diabeł święconej wody. Z córką czekał na dole, aż krążyłam nad ich głowami.
Jakub słuchał zaskoczony. Agata nigdy nie opowiadała mu o przygodach swojej babci. Jej życie wyglądało na pełne przygód i barwne to wyjaśniało wiele.
Janina spojrzała na Jakuba surowo.
A ty? Skakałeś kiedyś ze spadochronem?
W wojsku, czternaście razy przyznał z dumą Jakub.
Brawo! Szacunek kiwnęła z aprobatą i zanuciła:
Długa droga do ziemi,
Skok jak życia sen…
Jakub znał ten harcerski przebój i szybko podchwycił:
Szybciej bije serce nasze,
Pod spodem ziemia hen…
Piosenka natychmiast ich zbliżyła i Jakub przestał się czuć skrępowany w towarzystwie tej nietuzinkowej staruszki.
Trzeba coś zjeść i odpocząć zaproponowała. Chodźmy do tej budki, czujesz ten zapach grilla?
Grillowy mistrz kruczowłosy mężczyzna o ostrym spojrzeniu nawijał na szpadę kawałki mięsa zamarynowanego według własnego przepisu. Na jego widok aż chciało się wykrzyknąć Heja! i zatańczyć kujawiaka na środku bulwaru, wywijając rękoma i zamotując nogami w polski takt.
Kiedy usiedli przy stoliku, Janina porozumiewawczo błysnęła oczami i zanuciła donośnym, czystym głosem:
Sto lat, sto lat,
Niech żyje, żyje nam…
Grillowy aż podskoczył, zajrzał na starszą panią, zaiskrzyło mu w oczach i już we dwójkę kontynuowali śpiew:
Sto lat, sto lat,
Niech żyje, żyje nam!
Proszę, częstujcie się, pani kochana odsłonił w szerokim uśmiechu wielkie, białe zęby gospodarz, wystawił na stół talerze z gorącą karkówką, pieczywem i mnóstwem świeżych ziół. Przyniósł też dwa kieliszki zimnego wiśniaku i ukłonił się z szacunkiem.
Zapach mięsa skusił szarego kociaka, który ostrożnie wyszedł zza krzaków i przystanął przy ich stoliku, patrząc z nadzieją.
I o to nam chodziło uśmiechnęła się Janina. Chodź, maluszku. Zwróciła się do grillowego: Proszę, pokrój naszemu przyjacielowi trochę mięsa na drobno!
Podczas gdy kociak pochłaniał porcję, Janina zwróciła się do Jakuba:
Macie małą dziewczynkę, a w domu nie ma kota? Jak chcecie ją nauczyć czułości, odpowiedzialności? Ten maluch wam w tym pomoże!
Po powrocie do domu Janina wykąpała znalezisko, a Jakuba wysłała do sklepu z listą rzeczy na wyprawkę. Gdy wrócił objuczony kuwetą, miseczkami, drapakiem i pluszowym legowiskiem, w mieszkaniu aż wrzało od radosnych pisków. Agatka i Ola obsiadły babcię, a ta całowała je z promiennym uśmiechem. Kociak, teraz już nazwany Leszkiem, siedział na oparciu kanapy i z zainteresowaniem obserwował nowych domowników.
To dla ciebie, Olu, letni komplecik, rozdawała prezenty babcia, a to dla ciebie, Agatko. Nic tak nie podnosi kobiety w oczach męża, jak koronkowa bielizna…
Cały następny tydzień Ola nie chodziła do przedszkola. Rano znikały z babcią i wracały tuż przed obiadem, zmęczone, ale szczęśliwe.
W domu czekał na nie Jakub i Leszek. Wieczorami dołączała Agata i wszyscy razem wychodzili na spacer, zabierając Leszka na smyczy.
Muszę z tobą porozmawiać, Jakubie rzekła Janina pewnego wieczoru, poważnie jak nigdy. Jutro wyjeżdżam, czas wracać. To przekażesz Adze po moim wyjeździe podała mu dokument w przezroczystej koszulce. To mój testament. Mieszkanie i wszystko zapisuję jej, tobie bibliotekę, którą mój mąż zbierał przez całe życie. Są tam prawdziwe skarby, rękopisy z autografami wybitnych ludzi…
Po co, pani Janino!? zawołał Jakub, ale staruszka powstrzymała go gestem.
Agacie nic nie mówiłam, ale tobie powiem mam poważny kłopot z sercem. Wszystko może skończyć się nagle, trzeba być gotowym.
Jak to? Sama? oburzył się Jakub. Ktoś powinien z panią być!
Nigdy nie jestem sama uśmiechnęła się łagodnie. Mama Agaty też jest niedaleko, w sąsiednim mieście. A ty dbaj o Agatę, wychowaj Olę jak należy. Dobry z ciebie chłopak, można na tobie polegać. A wiesz, że dla ciebie jestem podwójną teściową! klepnęła go w ramię i roześmiała się tak, że aż echo poszło po kuchni.
Może jeszcze zostaniesz? poprosił Jakub. Chociaż na trochę.
Janina spojrzała z wdzięcznością i pokręciła głową.
Na dworzec odprowadziła ją cała rodzina, nawet Leszek na rękach Oli wydawał się zasmucony.
Janina zwinęła dwa palce i zagwizdała tak, że aż zadzwoniło w powietrzu. Nadjeżdżająca taksówka zahamowała z piskiem.
No, Jakubku, zaprowadzisz mnie na pociąg! zaordynowała, pożegnała się serdecznie z Agatą i Olą i usiadła z przodu.
Taksówkarz spojrzał zaskoczony na babcię, która zatrzymała go w tak nietypowy sposób.
Co się tak patrzysz? burknął Jakub. Pierwszy raz widzisz porządną kobietę?
Filigranowa babcia potrząsnęła siwymi loczkami, zaniosła się śmiechem i klasnęła z Jakubem w dłonie.





