Upał. Katarzyna

Upał. Katarzyna

Szymon i Agnieszka pobrali się dopiero dwa lata po poznaniu.

Do szczęścia docierali niemal na paluszkach, każdy gest i słowo ważąc jak złoto. Można ich było zrozumieć życie już pokazało im, że uczucia bywają zdradliwe, a miłość ani nie pojawia się od razu, ani nie gwarantuje dożywotniej gwarancji. Oboje zastanawiali się, czy to, co odnaleźli po wcześniejszych przemyśleniach i bolesnych rozstaniach, faktycznie jest czymś, czemu warto zaufać.

Pani Helena, mama Szymona, również milczała. Bała się zapeszyć szczęście syna, który wręcz promieniał plecy miał proste, a oczy świeciły się na każdą randkę, jakby zaraz miał iść prosto do urzędu stanu cywilnego.

Agnieszkę Szymon przedstawił mamie niemal od razu. Pani Helena wzięła ją pod lupę trochę z niepokoju, że syn znów może trafić na drugą Magdę. Ale Agnieszka okazała się zupełnie inna, nie chciała się nawet przeprowadzać do narzeczonego.

Szymon, nie róbmy tego. Pani Wanda mnie nie zrozumie, a bardzo jej zdanie szanuję. Jest dla mnie jak druga mama i wiele mi pomogła. Poza tym, jest chora i potrzebuje pomocy. Zostawmy wszystko, jak jest. Po co się spieszyć?

Szymon musiał przyznać jej rację, ale to nie przeszkodziło ich uczuciom wręcz przeciwnie, długotrwały okres zalotów pozwolił im się naprawdę dobrze poznać.

Agnieszka przeprowadziła się do domu Heleny już na krótko przed ślubem i to z niemałym smutkiem.

Zmarła wtedy Wanda, opiekunka i prawdziwa przyjaciółka Agnieszki. Długo chorowała na serce; Agnieszka woziła ją po lekarzach, gotowała obiady i przejęła domowe obowiązki, ale czasu nie zatrzymała.

Pewnego dnia wracając z pracy, zastała Wandę w altance, trzymającą w ręce list od wnuka. Agnieszka dwa razy próbowała ją zawołać, podeszła bliżej i zrozumiała, że pani Wanda już nie żyje.

Wezwała pogotowie na darmo.

Długo potem Agnieszka siedziała przy altance i wspominała wspólne popołudnia nad Wisłą, gotowanie dżemów w ciasnej letniej kuchence i śpiewanie piosenek. Wanda pierwsza okazała jej serce, gdy była w rozpaczy i nikt nie chciał jej pomóc.

Dziękuję powtarzała szeptem, płacząc nad wspomnieniami i wdzięcznością.

Synowie Wandy przyjechali już następnego dnia, każdy ze swoją rodziną. Najstarszy, gdy już wszystko załatwili, poprosił Agnieszkę na stronę.

Mama chciała, żebyś dostała część domu. Nikt z nas tu się nie przeprowadzi, a ty się nim zaopiekujesz. Jest testament i nie mamy nic przeciwko temu, żebyś ją przyjęła. Byłaś dla mamy jak córka i bardzo ci dziękujemy za wszystko.

Nie mogę pokręciła głową Agnieszka. To wasz dom. Jeśli trzeba, popilnuję, ale spadek należy się wam. Wasza mama bardzo was kochała.

Wiem

Na tym stanęło. Agnieszka z czasem znalazła lokatorów na dom, a z rodziną synów Wandy utrzymywała ciepły kontakt.

Któregoś razu, pół roku po ślubie, jedna z synowych Wandy pomogła Agnieszce, gdy ta trafiła do szpitala.

Ciąża pozamaciczna. Musicie zadbać o siebie! lekarz pogroził palcem. Dobrze, że mama była wtedy w pobliżu. Inaczej mogłoby się to skończyć źle.

To teściowa. Ale proszę mi wierzyć, nazywam ją 'mamo’.

I bardzo dobrze. Z tego, co widzę, już były u pani takie problemy?

Niestety…

Jeśli chcecie mieć dzieci, trzeba się gruntownie przebadać i wyeliminować przyczyny, bo inaczej jedyne co zostanie to in vitro.

Rozumiem

Agnieszka nie płakała na łzy zarezerwowała sobie inną porę. Teraz ważniejsze było zdobycie wiedzy, co robić dalej. Bardzo chciała mieć dzieci z Szymonem, wręcz zaczęło to jej się robić obsesją.

Tę obsesję przerwała pani Helena.

Agnieszka, porozmawiasz ze mną? przyszła do synowej, gdy wiedziała, że Szymon jest w delegacji.

Już po ślubie młodzi nabyli niewielkie mieszkanko Szymon osobiście zadbał, by rodzice Agnieszki nie musieli dokładac się za dużo.

Agnieszko, to nasza sprawa, naprawdę. Chcę ci zapewnić dom sam.

Na to ojciec Agnieszki tylko poklepał zięcia po plecach: Szacunek, chłopie! Twoja mama powinna być dumna!

Pani Helena była dumna. Także z tego, że młodzi nie odwlekają tematu dzieci. Ale widząc mars na czole syna i biegającą po klinikach Agnieszkę, Helena uznała, że czas działać.

Agnieszko, wybacz, że się mieszam. Ale widzę, że coś cię gryzie. Powiedz mi, proszę.

Nic mi się nie udaje, mamo. A jeśli nie będę mogła mieć dzieci? Co Szymon wtedy zrobi? Zostawi mnie i tyle! Nie pozwolę, żeby jego życie przez to stało się bez sensu!

Ależ dziewczyno Nie wiesz, ile dałaś Szymonowi. Przy tobie znów zaczął żyć! Dzieci są wspaniałe, ale uwierz, to nie wszystko. My też długo nie mogliśmy mieć Szymona. Pomyślałam wtedy, że mąż jest ze mną tylko z myślą o dziecku bałam się, że mnie zostawi. Przestaliśmy rozmawiać, mieszkaliśmy osobno prawie rok. A potem zrozumieliśmy, jak głupio się zachowujemy Małżeństwo to więcej niż tylko dzieci. A Szymon bardzo przypomina swojego ojca.

Chyba rozumiem

To broń tego, co macie! Razem dacie radę! Miłość przetrwa wszystko, jeśli jej na to pozwolicie.

A jak pani się udało zostać mamą?

Sama nie wiem! zaśmiała się Helena przez łzy. Nie uwierzysz do pierwszego kopnięcia Szymka myślałam, że tylko mnie organizm szwankuje. Pogodziliśmy się z losem, a życie samo załatwiło resztę.

Oby i mnie taki cud czekał…

A może zadzwonisz do synowej Wandy? To świetny lekarz, może ci pomoże?

Agnieszka aż się uderzyła w czoło.

Rzeczywiście! Jak mogłam zapomnieć!

Wkrótce poleciała do Krakowa na dokładne badania. Tam była pod dobrą opieką.

Rok później urodziły się bliźniaki.

Szczęście wprowadziło się do ich domu i nawet nie zamierzało się ruszać.

Wkrótce po bliźniakach Agnieszka i Szymon zostali też rodzicami dziewczynki, którą adoptowali świadomi, że biologicznie to już niemożliwe. Decyzja ta dojrzewała, aż niespodziewanie pojawiła się okazja. Stara znajoma Szymona, dopiero co została mamą, właśnie dowiedziała się, że poważnie choruje. Wieść tę przekazał Artek.

Biedna Marycha Zbieramy pieniądze na jej leczenie w Warszawie. Może tam coś pomogą… Prawie wszyscy już się dorzucili.

Jasne, już przelewam…

Kwota, jaką Szymon wysłał, była niemała, więc Marycha szybko pojechała do stolicy w asyście pani Heleny, bo oprócz babci nikt więcej jej nie został. Na nieszczęście, nie udało się jej uratować lekarze dali jej trochę czasu, by mogła zadbać o przyszłość córeczki.

Prośbę o adopcję pierw doprosiła Helena, a potem już formalności załatwili Szymon i Agnieszka.

I tak ich rodzina powiększyła się o córkę.

Małe mieszkanie szybko przestało im wystarczać. Dzieci rosły, a sąsiedzi w sumie… też zaczęli rosnąć w liczbę!

Na ratunek przyszła pani Helena:

Macie przecież te oszczędności na pensjonat! Kupcie większe mieszkanie!

Ale mamo, a twoje marzenie?

To jest moje marzenie! tłumaczyła Helena ściskając wnuczkę i spoglądając na bliźniaki. Co mi po pensjonacie? Chcę być z wami i wnukami. Wy pracujcie, a ja będę pomagać.

I tak znaleźli mieszkanie jak z bajki. Dzieci hasały po pokojach, grały w echo, a Agnieszka śmiała się patrząc, jak chłopcy uczą siostrę krzyczeć „ała!”.

Bierzemy! zdecydował Szymon.

Ale życie płata figle, bo pojawiła się Katarzyna szefowa wspólnoty mieszkaniowej, która uznała, że wielodzietne rodziny to zło wcielone i wymagają ścisłego nadzoru sąsiadów i wszelkich innych instytucji.

Ludzie u nich wciąż się kręcą, dzieci boso latają po klatce! A najmłodsza czemu śpi ciągle podczas spacerów… dziwne to, mówię wam!

Przesadzasz, Kaśka! Gorąco, to dzieci boso biegają, lekarz każdemu powie, że to zdrowe! odpowiadały sąsiadki słuchając opowieści o futbolowych sukcesach chłopaków Agnieszki.

Oj, zobaczycie, dzieci nadzieją w kłopoty! Mówią, że wszystko cacy, a co za drzwiami kto wie?! Nie wierzę! Nie może być aż tak dobrze życie nie jest egzaminem na cukierka! zawyrokowała Katarzyna.

Sąsiadki kręciły nosem, ale Katarzyna się nie poddawała Jej własne dzieciństwo dało jej popalić dom pełen dyscypliny rodem z PRL-u, ostrą ręką trzymany przez matkę-partyjną, ojca-potakiwacza. Klęczki po nocach to była norma, a siniaki skrzętnie chowane pod długimi rękawami. Wszyscy postronni odwiedzali ich dom, podziwiali „osiągnięcia wychowawcze”, a nikt nie miał odwagi zapytać, skąd się te siniaki wzięły. W dorosłość weszła raczej z, delikatnie mówiąc, niewielką wiarą w ludzi.

Własnej rodziny Katarzyna nie założyła. Gdy w dorosłym życiu jej partner chciał skarcić jej psa za małą wpadkę na podłodze, zerwała z nim z dnia na dzień. Psa zabrała, wyprowadziła się do niewielkiego mieszkania odziedziczonego po babci.

Nawet babcia była surowa i zgryźliwa jak ocet gdy zmarła, Katarzyna odetchnęła.

Z żadnym z braci więzi nie utrzymuje. Wszystko, co łączyło rodzeństwo, zostało pogrzebane wraz z dzieciństwem pełnym strachu i wstydu.

A ludzi Katarzyna generalnie nie znosi jej dzieciństwo nauczyło, że raczej nie należy ufać nikomu. Ale wmawia sobie, iż może zrobić coś dobrego. Rodzina Agnieszki i Szymona była dla niej osobliwą okazją przecież takich rodzin w bloku nie było.

Pewnego dnia Agnieszka siedząc na ławce patrzyła na bawiących się chłopaków i zerknęła na zegarek pora była wracać, zaraz miała wstać mała, a starsi mieli swoje zajęcia. Niedaleko kończyli budować przedszkole, do którego jesienią chciała oddać bliźniaki, póki co chodziły do centrum edukacyjnego i na piłkę.

Pod klatką już czekała Katarzyna.

Znowu dzieci ganiały boso? Naprawdę nie stać was na sandałki?!

Agnieszka mimowolnie się uśmiechnęła. Te buty sportowe, które miały dzieci, kosztowały więcej niż Szymonowe eleganckie półbuty. Na butach dla piłkarzy nie zamierzali oszczędzać.

I z czego się śmiejesz?! Przecież to jest nieodpowiedzialne! Trzeba dzieci karmić, ubierać, dbać o nie! Katarzyna czerwona z złości.

Mamo, daj pani Kasi wodę! rzucił jeden z bliźniaków.

Właśnie podali butelkę, kiedy Katarzynie zrobiło się słabo, świat zawirował, bzyczały w uszach upierdliwe komary i pewnie zsunęłaby się ze schodów, gdyby Agnieszka jej nie złapała.

Pogotowie przyjechało szybko, Katarzynę zabrano do szpitala. Kiedy się ocknęła, nad łóżkiem siedziała Agnieszka.

Co się stało? wymamrotała Katarzyna, język się plątał, zaczęła się bać.

Cichutko, wszystko jest ok. Miała pani udar. Ale lekarze zrobili co trzeba, tylko musi pani odpocząć! Nie płacz. Ja tu zostanę.

Agnieszka tak mówiła, ale nie po to, żeby się popisać. Po prostu wiedziała już od sąsiadów, że Katarzyna jest kompletnie samotna, pozbawiona korzeni, zupełnie zapomniana przez świat.

Dlaczego? spytała Katarzyna, już trochę lepiej mówiąc.

Bo tak trzeba. Nikomu nie życzę samotności odpowiedziała Agnieszka.

Skąd wiesz?

Znam to uczucie. Naprawdę kiepska kompania. Ale już panią nie spotka, bo teraz ma pani lepszą.

Jaką?

Myśli pani, że się wycofam? Teraz to już za późno. Długo pilnowała mnie pani z klatki, teraz moja kolej.

Agnieszka udała, że nie dostrzega łez Katarzyny. Ważniejsze było, że od choroby Katarzyna patrzyła już na Agnieszkę zupełnie innym wzrokiem nie było w nim już podejrzliwości, tylko zwyczajna tęsknota za czułością.

Przed laty Katarzyna mogła mieć rodzinę, być matką, babcią; została sama z kluczem do ogródka, gdzie rosły najpiękniejsze róże, jakie Agnieszka widziała. Bo jeśli ktoś potrafi wyhodować takie kwiaty, to duszy czarną mieć nie może tego była pewna.

Dwa lata później.

O rety, Agnieszko, jak ty z nimi wytrzymujesz?! Córka anioł, ale chłopaki to jak dwa ognie! Katarzyna celowała z ławeczki wzrokiem w swoją ulubienicę, czyli adoptowaną córkę Agnieszki i Szymona.

To nic! Wyobraź sobie, że Artek ma czwórkę! Jak wszyscy się zjadą, to ja szukam ucieczki z domu, a jego żona modli się, żeby piąte nie było chłopcem!

Wiedzą już kto?

Nie! Maluch się chowa, Artek mówi, że gotów na każdą niespodziankę! śmiała się Agnieszka.

Matko, jaki dziś upał! westchnęła Katarzyna, przysłaniając oczy dłonią. Słuchaj, powiedz mi, jesteś szczęśliwa?

Agnieszka zadumała się.

Czego potrzeba do szczęścia? By bliscy byli obok? Są. Żeby zdrowie było? Jest. Szczęśliwe dzieci? Chyba im wychodzi… A więc tak, jest szczęśliwa.

Tak!

Agnieszka się uśmiecha, a Katarzyna kolejny raz się dziwi, jak jeden uśmiech potrafi rozpromienić świat.

Nawet letni upał, który dusił miasto przez całe lato, staje się jakby lżejszy i jakby powiało świeżością.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × 5 =

Upał. Katarzyna