Valeria zmywała naczynia w kuchni, gdy wszedł tam Jan. Najpierw zgasił światło. – Jest jeszcze jasn…

Dziś znowu myłam naczynia w kuchni, kiedy wszedł Janek. Wcześniej wyłączył światło.
Jeszcze całkiem jasno. Po co marnować prąd? mruknął z niezadowoleniem.
Chciałam włączyć pralkę odpowiedziałam cicho.
W nocy włączysz przerwał mi Janek. Wtedy prąd jest tańszy. I nie puszczaj takiej silnej wody! Strasznie dużo zużywasz, Wanda. Za dużo. Nie rozumiesz, że tak po prostu wylewasz nasze pieniądze do ścieku?

Janek skręcił kurek wody. Patrzyłam na niego bezradnie. Wyłączyłam wodę, wytarłam ręce i usiadłam przy stole.
Janek, czy ty kiedyś przyjrzałeś się sobie z boku? zapytałam.
Codziennie się przyglądam syknął, zły jak zwykle.
I co o sobie myślisz?
O sobie jako o kim? dopytał.
Jako mężu i tacie.
Mąż jak mąż, ojciec jak ojciec, normalny jestem. Ani lepszy, ani gorszy od innych. O co ci chodzi?
Chcesz powiedzieć, że wszyscy mężowie i ojcowie są tacy jak ty?
Chcesz się pokłócić? powiedział zniecierpliwiony.

Wiedziałam, że nie ma już odwrotu. Trzeba z nim rozmawiać do skutku, aż dotrze do niego, że życie u jego boku to udręka.
Wiesz, Janek, dlaczego jeszcze ode mnie nie odszedłeś?
A dlaczego miałbym odejść? skrzywił się złośliwie.
Choćby dlatego, że mnie nie kochasz odpowiedziałam. I dzieci naszych też nie kochasz.
Janek już otworzył usta, ale nie dałam mu przerwać.
Nie zaprzeczaj, nie kłóć się, nie warto tracić czasu. Chciałam ci powiedzieć coś innego. Dlaczego do tej pory mnie nie zostawiłeś z dziećmi?
No to dlaczego? spytał.
Ze skąpstwa odparłam spokojnie. Z niewiarygodnej chciwości. Rozejście się ze mną to dla ciebie strata finansowa i tyle. Ile już żyjemy razem? Piętnaście lat? I czego się w tym czasie dorobiliśmy? Co nam się przez te lata udało osiągnąć? Pomijając oczywiście to, że mamy ślub i dzieci… Jakie są nasze sukcesy?
Przecież wszystko przed nami odpowiedział Janek.
Nie wszystko, Janku westchnęłam. Zostało to, co zostało. Przez te wszystkie lata nigdy nie pojechaliśmy razem nad morze. Ani razu! Nie mówię o wyjazdach zagranicznych. Nawet w Polsce nigdzie razem nie byliśmy. Wakacje? Zawsze w mieście. Nawet na grzyby za miasto nigdy nie pojechaliśmy. Bo to kosztuje.
Bo oszczędzamy! wycedził Janek. Na przyszłość. Dla nas.
Oszczędzamy? My? Może raczej ty?
Przecież to wszytko dla was robię!
Dla kogo, dla nas? Naprawdę przez piętnaście lat co miesiąc sumiennie odkładasz swoje i moje pieniądze na nasze konto dla mnie i dzieci?
Dla kogo niby, jeśli nie dla was? Wiesz ile już mamy na koncie?
My? Mamy? Chyba ty masz! Wiesz co, sprawdźmy. Daj mi teraz pieniądze, kupię dzieciom i sobie nowe ubrania. Bo od ślubu noszę tylko to, co miałam wtedy albo co oddaje mi żona twojego starszego brata. Dzieci tak samo wszystko po kuzynach. I najważniejsze! W końcu wynajmę sobie mieszkanie, bo mam dość mamusinego mieszkania.

Mama dała nam dwa pokoje rzucił Janek. Powinnaś być wdzięczna. A nowe ubrania? Po co wydawać na głupoty, skoro dzieciakom brata rzeczy pasują.
A mi? zapytałam. Mi czyje ubrania pasują? Tej twojej bratowej?
Dla kogo masz się stroić? prychnął Janek. Śmieszne to wszystko. Jesteś matką dwóch dzieci. Masz 35 lat! Powinnaś mieć inne priorytety!
Jakie?
Myśl o sensie życia, a nie o ciuchach. Są rzeczy ważniejsze, wartości duchowe!
O duchowym rozwoju, tak? dopytałam.
Właśnie. Powinnaś wznieść się ponad przyziemność, nad te twoje ubrania i mieszkanie.

Czyli ty trzymasz wszystkie pieniądze, a my nic nie widzimy, żebyśmy duchowo wzrastali? Dla naszego szczęścia?
Bo wam nie można ufać wykrzyczał Janek. Wszystko przepuścicie! A jak coś się stanie, z czego będziemy żyć?
Z czego będziemy żyć, jak coś się stanie? powtórzyłam. Dobre pytanie! Ale kiedy właściwie zaczniemy naprawdę żyć, Janku? Widzisz, już teraz żyjemy tak, jakby ten twój czarny dzień właśnie nastał!

Janek wpatrywał się we mnie ponuro.
Oszczędzasz nawet na mydle, papierze toaletowym i serwetkach. Z zakładu przynosisz mydło i kremy do rąk, co wam tam rozdają!
Grosz do grosza, a będzie kokosza odparł sucho. Na drobiazgach się oszczędza. Wydawać na drogie mydła i kosmetyki to śmiech na sali.

To powiedz mi chociaż, ile jeszcze trzeba wytrzymać? Dziesięć lat? Piętnaście? Dwadzieścia? Jak długo jeszcze będziesz zbierał, żebyśmy mogli żyć po ludzku? Dobra papier toaletowy i tak dalej. Mam już 35 lat i ciągle nie mogę liczyć, że to się zmieni?

Janek milczał.
Zgadnę… czterdzieści lat? Może wtedy? Życie zaczniemy naprawdę w czterdziestce?
Dalej cisza.
No tak, co ja tam wiem. Pięćdziesiąt? Może w pięćdziesiątce?
Cisza.
Jasne, za wcześnie. W końcu, jak zaczniemy żyć wcześniej, to wylądujemy na bruk, bo wydaliśmy na drogi papier toaletowy…
A w sześćdziesiątce? To może wtedy? Ile będziemy mieli na koncie? Nareszcie zaczniemy? Nowe ubrania, dla wszystkich?

Dalej milczenie.
Wiesz co, Janek powiedziałam poważnie a co, jeśli nie dożyjemy do tej sześćdziesiątki? Wcale nie jest to takie nierealne. Przez twoje skąpstwo jemy byle co, bo tanie, byle dużo. Myślałeś o tym, jakie to niezdrowe? I jeszcze cały czas mamy kiepski humor. Zauważyłeś? Z takim nastawieniem długo się nie żyje.

Jak się wyprowadzimy od mamy i zaczniemy jeść lepiej, to już nie będziemy mogli oszczędzać powiedział Janek.
Wiem uśmiechnęłam się smutno. I właśnie dlatego odchodzę. Mam dość wiecznego odkładania. Nie chcę już więcej oszczędzać. Ty możesz, ja nie.

Jak sobie poradzisz?
Jakoś przeżyję. Nie będzie gorzej, niż teraz. Wynajmę mieszkanie dla siebie i dzieci. Moja pensja jest taka sama, jak twoja. Starczy na mieszkanie, ubrania, jedzenie. Ale najważniejsze skończą się twoje moralizatorskie wykłady o prądzie, wodzie i gazie. Pralkę włączę wtedy, kiedy będę chciała, nie tylko nocą. Jak zapomnę zgasić światło w kuchni czy łazience, to nie będę przepraszać całego domu. Do łazienki wreszcie kupię najlepszy papier toalety, a na stole zawsze będą papierowe serwetki. W sklepie nie będę się oglądać na promocje.

Ale nic nie odłożysz! wykrzyknął Janek przerażony.
Dlaczego nie? Będę oszczędzała twoje alimenty na dzieci. Chociaż, właśnie, masz rację nie będę odkładać. Ale nie dlatego, że nie mogę, tylko dlatego, że nie chcę. Będę wydawała każdą złotówkę. Całą swoją wypłatę oraz twoje alimenty. Żyć będę od pierwszego do pierwszego. A w weekendy dzieci przywiozę do ciebie i mamy. Ile wtedy zaoszczędzę! W tym czasie będę chodziła do teatru, do kina, do restauracji. W lecie pojadę nad Bałtyk. Jeszcze nie wiem gdzie konkretnie, ale zdecyduję gdy tylko będę wolna od ciebie.

Janek posmutniał, chyba się przestraszył. Obliczał już sobie w głowie, ile mu zostanie, kiedy alimenty zapłaci i dzieci będą u niego w weekendy. Ale najbardziej bolała go myśl, że pieniądze pójdą na moje wyjazdy nad morze. W końcu to były, według niego, jego pieniądze

Jeszcze jedno dodałam. Na twoim koncie oszczędnościowym podzielimy się po połowie.
Jak to po połowie? nie dowierzał.
Po równo, Janek. Wszystko, co przez piętnaście lat odłożyliśmy. I też to wydam. Nie będę już więcej zbierać na życie. Będę naprawdę żyła tu i teraz.

Janek otwierał usta, ale żadne słowa nie przychodziły mu do głowy. Strach, który poczuł, był nie do opisania. Nie bał się o mnie ani o dzieci… On bał się o siebie.

Wiesz, o czym marzę, Janek? wyznałam na koniec. Żeby kiedy przyjdzie mój czas odejścia, na moim koncie nie była ani jednej złotówki. Wtedy będę pewna, że wszystko wydałam na siebie i przeżyłam to życie naprawdę.

Dwa miesiące później byliśmy już po rozwodzie.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × 1 =

Valeria zmywała naczynia w kuchni, gdy wszedł tam Jan. Najpierw zgasił światło. – Jest jeszcze jasn…