W fabryce często żartowano z nazwiska Sawelija – i mężczyźni, i kobiety, zwłaszcza gdy słyszeli je po raz pierwszy.

W zakładzie z nazwiskiem Szymona często sobie żartowano. Praktycznie wszyscy i mężczyźni, i kobiety gdy tylko słyszeli je po raz pierwszy. Tym razem rano przy portierni pojawiła się nowa ochroniarka, kobieta może około czterdziestki. Gdy sprawdzała przepustkę Szymona, zauważyła jego nazwisko i od razu się uśmiechnęła.

Ojej! Chojnacki! Naprawdę istnieją takie nazwiska?
Jak widać przeszedłem od razu na ty, bo była ode mnie młodsza z wyglądu jeszcze jak istnieją.

Ciekawe, skąd się u was wzięło takie dziwne nazwisko? Co, Chojnacki?

Już nieraz byłem podobnie zaczepiany i wiedziałem, jak puścić żartem.

Podobno moja praprababcia dawno temu wdała się w mały romans z chochlikiem domowym. I z tego się potem wziął nasz ród Chojnackich.

Zamiast się roześmiać, nowa ochroniarka zrobiła taką minę, że sam parsknąłem śmiechem.

Pan mówi poważnie? wyszeptała z przejęciem.

A jakże ciągnąłem żart dalej. Przez tę prababcię wszyscy Chojnaccy mamy teraz zdolności paranormalne. Więc nie polecam się ze mną kłócić, piękna kobieto. Bo jak cię odwiedzę nocą w postaci domowego chochlika, to spać nie dam.

Spojrzała na mnie podejrzliwie i powiedziała ostro:

Proszę mnie nie straszyć! Jak trzeba, to i na domowego chochlika znajdę sposób. Przechodź już, nie zatrzymuj ludzi.

Wieczorem, gdy wracałem z pracy, znowu była ta sama ochrona. Zobaczyła mnie i od razu przyjęła groźną minę.

Ej, piękna, czemu taka zła? zagadnąłem z uśmiechem.

Nie jestem piękna, tylko Mirosława Zaremba! warknęła. I nie gap się na mnie, tylko przechodź!

No pięknie pomyślałem wychodząc narobiłem sobie wroga. Widocznie nie rozumie żartów, kobieta…

Następnego ranka Mirosławy nie było na portierni, ale w czasie obiadu sama podeszła do mojego stolika w zakładowej stołówce. Usiadła naprzeciwko, kiedy wcinałem ziemniaczane puree z kotletem, i szepnęła do mnie konspiracyjnym tonem, żeby nikt z sąsiednich stolików nie słyszał:

Przyznaj się, Chojnacki! To przez ciebie w nocy nie spałam?!

Zakrztusiłem się ze zdziwienia.

O czym pani mówi, pani Mirosławo? zapytałem już na pani, próbując wybrnąć. Co to znaczy przez mnie?

Nie udawaj, Chojnacki! Sam mnie ostrzegałeś patrzyła na mnie, jakby chciała prześwietlić na wylot.
O czym?
Że nie wolno z tobą zadzierać.
No i co z tego?
Groziłeś, że przyjdziesz nocą jako domowy chochlik! Groziłeś?

No ale żartowałem przecież, powiedziałem pani wczoraj tylko dla śmiechu!

A komu ty bajki opowiadasz! stwierdziła z uporem. A kto mnie w nocy za nogę łapał?!

Jak to łapał!?

Normalnie! Tylko co usnęłam około północy, czuję, że kołdra mi się zsuwa, a potem coś mnie za stopę delikatnie łapie! O mało nie oszalałam ze strachu!

Pani Mirosławo, co pani opowiada? Myśli pani, że właziłem do pani w nocy przez okno i łapałem za nogę?

Nie wiem jak, czy przez okno, czy jakoś inaczej, ale czułam, że to twoja ręka!

Moja ręka? zaniemówiłem z szoku. Może to mąż sobie z panią pożartował?

Jaki mąż? oburzyła się. Już pięć lat po rozwodzie! To byłeś ty, bo kto inny?

Ale na jakiej podstawie sądzi pani, że to ja?

Bo jesteś Chojnacki! I twoja babka z domowym spała! Sam mówiłeś!

Ależ to stary żart, wszystkim tak mówię, wszyscy się śmieją, a pani…

No i się doigrałeś rzuciła mi spojrzenie, od którego zrobiło mi się ciemno przed oczami. Przez ciebie całą noc nie spałam. Tylko się zdrzemnęłam, a już słychać jakieś szmery po kątach…

To się pani przewidziało! Przysięgam, to nie byłem ja!

Ale Mirosława tylko pokręciła głową.

Nie wykręcisz się tak łatwo, Chojnacki. Sam to zamieszałeś, sam będziesz musiał naprawić.

Co naprawić? patrzyłem na nią z jeszcze większym osłupieniem.

Dowiedziałam się od ludzi, że jesteś kawalerem.

I co z tego?

To znaczy, że dziś po pracy idziesz ze mną. Nikt cię w domu nie zbeszta, prawda?
Co pani ma na myśli?
Przecież ktoś musi mnie tej nocy pilnować przed twoimi krewnymi!

Jakimi krewnymi?

Chojnakami! A ja w końcu muszę się wyspać. W ciemnościach już się boję, a przy świetle nie mogę zasnąć. Rozumiesz mnie?

Rozumiem przytaknąłem, widząc, że sprzeciw nie ma sensu. I o której mam się wstawić?

Od razu po zmianie. Pójdziemy razem, żebyś na pewno nie uciekł. Nakarmię cię, a potem położę spać. O dziewiątej cię obudzę i będziesz czuwał przy mnie całą noc.

Nie muszę nawet pisać, że po tej nocy Szymon Chojnacki już od Mirosławy Zaremby się nie wyprowadził. Okazała się naprawdę dobrą kobietą. Owszem, trochę nerwową i strachliwą, ale za to opiekuńczą, cierpliwą, i co mnie zaskoczyło czułą. A czy facetowi potrzeba czegoś więcej od kobiety? Ot, odrobiny czułości i zrozumienia. Więcej nie trzeba.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 − dziewięć =

W fabryce często żartowano z nazwiska Sawelija – i mężczyźni, i kobiety, zwłaszcza gdy słyszeli je po raz pierwszy.